Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 lipca 2021

Madka Roku, Szczęśliwa Siódemka, ich mężowie i pięcioro dzieci

... a każde z nich o innym temperamencie, inaczej wyrażające siebie, inaczej reagujące na otaczającą go rzeczywistość niedzielnego, upalnego popołudnia w centrum Krakowa. Stanowiliśmy barwną gromadę, kiedy tak szliśmy w dziesiątkę ulicami miasta i pilnowaliśmy, by nie rozdzielili nas turyści, rowerzyści, bryczki z końmi i tramwaje :) W dziesiątkę, bo była z nami również pisarka Weronika Szelęgiewicz, autorka wspaniałych "Koniberków" - o nich opowiem Wam innym razem!

Jak to się stało, że spotkałam się z Madką Roku w Krakowie? 

W czwartek późnym wieczorem Kasia napisała do mnie, że będzie przelotem w Krakowie. Spontaniczna akcja, sporo załatwiania i stresu, i pewnie praktycznie od razu będą wracać, bo i tak dzieci będą wymęczone podróżą. Przez chwilę próbowałam kombinować, co by tu zrobić, żeby choć na chwilę znaleźć się w pobliżu i uścisnąć dłoń wspaniałej osobie, z którą znam się internetowo od blisko trzech lat. Wyczułam jednak, że to będzie kłopot, i nie drążyłam tematu. Sama wiem, jak to jest, gdy przyjeżdża się na chwilę do dużego, nieznanego miasta (Kraków jest może mniejszy od Warszawy, ale też potrafi onieśmielić) i próbuje się zdążyć ze wszystkim.

Madka Roku odezwała się jednak jeszcze raz, w sobotę. Zadzwoniła do mnie i powiedziała, że kurczę, czasu mało, ale naprawdę fajnie byłoby się spotkać, może uda się choć na chwilę? Miałam trochę zdarte gardło i planowałam raczej odpoczywać przez całą niedzielę, ale perspektywa spotkania była zbyt kusząca, żeby z niej zrezygnować z tak błahego powodu :)

Skąd my w ogóle się znamy?

Pierwsze moje zetknięcie z blogiem Kasi to był niewątpliwie ten tekst. O matko (Madko), jak ja się śmiałam. Napisałam w komentarzu, że prawie pękłam, a byłam wtedy w piątym miesiącu ciąży, więc pękanie trochę nie było wskazane... :) Dzieci Madki zauroczyły mnie od razu, podobnie jak jej poczucie humoru i błyskotliwe riposty. Od razu wiedziałam, że będę odwiedzać ten adres regularnie, a może kiedyś przeczytam jakąś książkę Kasi... Bo że ma wielki dar pisania, widziałam od razu.

Kasia sprawia wrażenie osoby delikatnej i nieśmiałej, ale gdy pisze, wstępuje w nią... jakaś magiczna istota, najpewniej któraś z jej fantastycznych opowiadań :) Pisze dowcipnie, inteligentnie, bywa ostra jak brzytwa, a co najbardziej zaskakujące - w swoich tekstach dla dorosłych nie unika makabry. W tym roku premierę będzie miała jej powieść "Tajne przez magiczne", którą miałam przyjemność czytać jako beta-czytelniczka. Przyznam, że nieraz byłam zaskoczona, jakie mroczne wizje potrafi wykreować umysł tej dziewczyny o łagodnych oczach i anielskim uśmiechu. 

Wielokrotnie wspierałyśmy się i dopingowałyśmy nawzajem jako dwie początkujące pisarki, przy czym doprawdy nie wiem, skąd w Kasi przekonanie, że jesteśmy pod tym względem równe - u mnie próżno szukać jakichkolwiek sukcesów literackich, a ona ma na swoim koncie między innymi zwycięstwo w ogólnopolskim konkursie "Piórko", a także bestsellerowego "Elfa do zadań specjalnych". Jednak pomimo tych osiągnięć nie wywyższa się, mam wrażenie, że z nas dwóch to ona jest bardziej skromną.

Spotkanie z Madką i madczątkami

Umówiliśmy się na 15:00 koło Smoka Wawelskiego, ostatecznie spotkaliśmy się około 15:30 (bo w niedzielne upalne popołudnie w centrum Krakowa nie ma miejsc parkingowych) i w pewnej odległości od smoka (bo najmłodsze madczątko się go bało). Robert od razu nawiązał świetną komitywę z mężem Kasi, Michał czarował swoim urokiem dwulatka-wiecznego-niemowlaka i nie opuszczał wózka, w którym wylądował, bo spał w samochodzie. Okazało się to dobrym rozwiązaniem, bo w tym gąszczu dziecięcych nóżek, z których każde tuptały w innym tempie, nóżki Michała nie musiały nadążać za starszym towarzystwem, tylko spokojnie się wiozły. 

A nasze spotkanie okazało się w zasadzie jednym wielkim krakowskim spacerem. Od smoka (czy raczej okolic smoka) przez Planty, na Grodzką do lodziarni, potem znowu przez Planty, a na koniec odegraliśmy scenę z filmu "Stary, gdzie moja bryka?", bo szukaliśmy samochodu, który nasi cudowni goście zostawili na szerokiej ulicy z tramwajem, prostopadłej do Dietla. Znaleźliśmy!

O czym rozmawialiśmy? Kiedy nie odliczaliśmy kolejno, czy dzieci są nadal w komplecie i nie pilnowaliśmy, czy nikt nie wchodzi pod tramwaj, to w zasadzie o wszystkim. O pisaniu, o młodzieży (zarówno tej przedszkolnej, jak i licealnej), o smakach lodów, o wakacjach, trochę o wspólnych znajomych, o ciekawych miejscach... Wiecie, kiedyś czułam spore onieśmielenie, gdy miałam spotkać się z kimś, kogo znałam tylko z Internetu. Zawsze wydawało mi się, że ta osoba na żywo będzie inna niż się spodziewałam, że nie będzie nam się rozmawiało swobodnie, że to przyzwyczajenie do kontaktu na odległość okaże się zbyt silne, by przełamać dystans. Nic bardziej mylnego. Teraz wiem, że przyjaźń zawarta w Internecie jest taka sama po wylogowaniu. Od czasu, kiedy odkrywałam uroki sieci jako nastolatka, sporo się zmieniło. Nie stawia się już tak bardzo na anonimowość, raczej na autentyczność i szczerość, łatwiej kogoś poznać, wiemy o sobie więcej, łatwiej nam sobie wyobrazić tę osobę po drugiej stronie ekranu.

I mówię to ja, która ciągle jeszcze trochę zbieram się po tym, jak z hukiem rozleciały się dwie ważne dla mnie relacje, internetowe właśnie. Cóż, zawsze uważałam, że generalizowanie jest złe ;)

Następne spotkanie

Odbędzie się na pewno. Może w Krakowie, może w Warszawie, zapewne na którychś Targach Książki albo na zlocie pisarzy. Ale wiem, że się odbędzie. Skąd wiem?

Wyobraźcie sobie, że przez cały czas naszego spotkania miałam przy sobie egzemplarz "Królewicza, który się odważył" ("Elfa" zostawiłam w domu, i dobrze, bo byłoby mi z nim ciężko na spacerze) i nie wzięłam autografu od jego autorki! Kiedy sobie przypomniałam, że przecież chciałam o to poprosić, to okazało się, że nikt w naszym gronie nie ma przy sobie długopisu. Nawet próbowałam go kupić w Żabce, ale nie mieli długopisów na sprzedaż. Za to Robert naciągnął mnie na jajko niespodziankę, którego nawet nie zjadł.

Zatem widzicie, musimy się spotkać jeszcze raz, żeby Kasia podpisała mi "Królewicza". I "Tajne". I wszystkie inne świetne książki, które jeszcze wyda. Jest na co czekać!

środa, 3 marca 2021

Pisarskie plany na marzec

Może wynika to z oddechu wiosny, który czuć już wyraźnie, gdy otworzy się okno. Może to pewna ulga, że skończył się luty, który (mimo mojej wielkiej miłości dla niego) jest dosyć słusznie uważany za najbardziej przygnębiający miesiąc w roku. W każdym razie, od kilku dni obserwuję, że znajomi mi pisarze masowo chwalą się planami pisarskimi na marzec. Pomyślałam, że popłynę razem z nimi na tej fali i opowiem, co będzie się działo w najbliższym czasie w moim własnym pisarskim światku :) Okazja jest idealna, w końcu dzisiaj świętujemy Międzynarodowy Dzień Pisarzy.

Zapraszam zatem do czytania :)

Seria o nastolatkach



Moje plany są raczej proste i konkretne: poprawiam trzeci tom serii dla młodzieży. Jak niektórzy z Was wiedzą, napisałam już cztery tomy z planowanych pięciu (a możliwe, że będzie ich jeszcze więcej), jednak dopiero dwa pierwsze zdołałam doprowadzić do satysfakcjonującej mnie formy. W czasie, gdy wspomniane dwa czekają na pozytywną odpowiedź od wydawnictwa, ja pracuję nad trzecim. Mam ambitny plan, by z końcem marca mieć już książkę gotową do przesłania beta-czytelnikom.

Na czym polega problem z trzecim tomem? Pisałam trójkę i czwórkę jako jedną całość, dopiero później zdecydowałam, w którym miejscu będzie przebiegał podział. Myślę, że wybrałam dobry moment na zamknięcie tomu, mimo to w efekcie powstała książka właściwie bez zakończenia. Wygląda to tak, że gdzieś po 75% nieźle skonstruowanej powieści... mamy jakieś trzy-cztery sceny, luźno związane ze sobą, nie prowadzące do żadnego podsumowania ani konkluzji. I tyle, i koniec. Rach, ciach, ciach, jakbym strzelała tymi ostatnimi scenami z karabinu, byle szybciej skończyć. Oczywiście, przyczyną jest to, że w pierwotnej wersji znajdowały się one gdzieś w środku całości i nie miały takiego dużego znaczenia. Muszę zatem dobudować ostatnie 25% książki, na szczęście już wiem, jakich scen tam brakuje i jak powiązać je z tym, co już napisałam.

Zmienił się mój styl. Dodawanie nowych scen, które wzbogacają całość, pokazują zdarzenia dotąd przemilczane, rozgrywające się gdzieś poza narracją - zmusza mnie jednocześnie do ulepszania, poprawiania wcześniej napisanych fragmentów. Inaczej różnica byłaby zbyt widoczna, nie mówiąc o tym, że nie mogłabym być z nich zadowolona. Mam sentyment do wykonanej już pracy i jestem daleka od stwierdzenia, że wówczas nie umiałam pisać, niemniej teraz potrafię pisać lepiej. Grzechem byłoby z tego nie skorzystać :)

Powoli szukam balansu pomiędzy artystycznym natchnieniem i rzemieślniczą pracą, wyobraźnią i wiedzą, moim subiektywnym zachwytem i próbą utrafienia w uniwersalne gusta. Między brakiem pokory i nadmiarem pokory. Moim problemem jest to, że nie umiem ocenić własnej pracy obiektywnie, a poleganie na ocenach zewnętrznych przestaje zdawać egzamin, bo opinie bywają sprzeczne i często wynikają z tego, jak dana osoba napisałaby mój tekst. Muszę wiedzieć przede wszystkim, jak sama chcę go napisać. Opinie czytelników, redaktorów, konsultantów mogą mnie naprowadzać, ale nie powinny zmieniać mojej własnej wizji.

Bajka



Czy są wśród Was autorzy bajek dla dzieci? Słyszeliście z pewnością o konkursie Piórko, organizowanym co roku przez Biedronkę. Moja serdeczna koleżanka po fachu, Katarzyna Wierzbicka, znana również jako Madka roku, wygrała ten konkurs dwa lata temu dzięki przepięknej bajce "O królewiczu, który się odważył". Ja sama próbowałam szczęścia w poprzedniej edycji, jednak bez powodzenia. W tym roku na pewno wezmę udział po raz kolejny. Jestem całkiem zadowolona z bajki, którą wysłałam poprzednio, wydaje mi się jednak, że ponowna próba podbicia serc jurorów tym samym tekstem, który już raz został odrzucony, ma bardzo niewielkie szanse na powodzenie. Dlatego moje pisarskie plany na marzec obejmują także pisanie nowej bajki na tegoroczną edycję Piórka.

Będzie to trudne zadanie, bo praca nad książką bardzo mnie angażuje. Niełatwo będzie oderwać się od niej. Nie mam też wystarczająco dobrego pomysłu na opowieść. Wierzę jednak, że ten pomysł przyjdzie do mnie jeszcze :) Oby nie w ostatniej chwili!

Opowiadanie



Trochę za wcześnie, by zdradzać szczegóły projektu, ale... moje opowiadanie zostało przyjęte do pewnej antologii. Cieszę się z tego ogromnie, bo chodzi o ważny dla mnie tekst. Jest ściśle powiązany ze wspomnianą serią o licealistach, stanowi jednak odrębną całość. Połączyłam w nim zabawę motywami literackimi i moje osobiste doświadczenia. W efekcie powstało coś wyjątkowego, co poruszyło nie tylko mnie :)

Przypuszczam, że w marcu czeka mnie trochę pracy związanej z przygotowaniem opowiadania do druku. Dostanę pewnie uwagi redakcyjne do niego i będę się starała tak je ulepszyć, że stanie się wręcz idealne :)

Blog


Moje plany pisarskie obejmują oczywiście i bloga :) Do tej pory udało mi się opublikować osiem wpisów w tym roku. Jestem dumna z tego wyniku i nie zamierzam zwalniać tempa! Myślę, że w najbliższym czasie pojawi się coś z okazji Dnia Kobiet, a później - może wpis o naszych spacerach. Mieszkamy w pięknej okolicy, chętnie trochę Wam ją przybliżę.


Spodziewałam się, że ta lista będzie dużo krótsza ;) Wychodzi jednak na to, że mam całkiem sporo planów! Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej o którymś ze wspomnianych tekstów, zapraszam do zadawania pytań w komentarzach :)

piątek, 14 sierpnia 2020

Siedem lat szczęścia.

Fot. Sylwia Łęcka


Tak kiedyś miał się nazywać ten blog. Siedem lat liczyłam wówczas od - dajmy na to - dnia, w którym zrozumiałam, że jeśli chcę być szczęśliwa, to muszę zacząć szukać tego szczęścia gdzie indziej niż szukałam do tej pory. I znalazłam je!:)

Dziś myślę jednak o innej rocznicy, która miała miejsce kilka dni temu. O siódmej rocznicy naszego ślubu kościelnego :)

Co zmienił ślub kościelny?

Pisałam kiedyś już o tym, co zmienił w moim życiu ślub cywilny, który odbył się rok wcześniej. Jeśli miałabym porównać, które z tych wydarzeń stanowiło większą zmianę w naszym życiu - przyznam, że nie do końca potrafiłabym odpowiedzieć na to pytanie. Oba śluby były ważne. Kiedy ktoś pyta nas, od jak dawna jesteśmy małżeństwem, przeważnie odpowiadamy, że od ośmiu lat. Jednak gdy wracamy myślami do dnia naszego ślubu, częściej wspominamy jednak ten kościelny.

Oboje jesteśmy wierzącymi osobami. Zawarcie małżeństwa jako sakramentu miało dla nas wielkie znaczenie i wbrew temu, co niektórzy sądzili, było naszym celem od samego początku, to znaczy od dnia zaręczyn.

Choć duchowy aspekt był dla nas najważniejszy, zależało nam również na ładnej oprawie, pięknej muzyce, strojach, kwiatach, weselu - trochę tradycyjnym, ale jednak w "naszych" klimatach, na dobrej zabawie w gronie bliskich nam osób... No i zależało nam też na pięknych strojach :)

Fot. Sylwia Łęcka

Nie jest to rzecz, z której byłabym wybitnie dumna, ale - jeszcze jako mała dziewczynka wymarzyłam sobie wygląd mojej sukni ślubnej. To znaczy, zmodyfikowałam trochę ten dziecięcy projekt w oparciu o sugestie mojego męża. Tak powstał projekt sukni idealnej :) 

Całości stroju dopełniły buty, których historię opowiadałam Wam już kiedyś. Na pierwszy rzut oka było widać, że nie jesteśmy typową parą młodą.

Zrobiliśmy wiele, żeby ten dzień miał nasz własny, indywidualny charakter. Zamiast typowej weselnej kapeli, grał nam zespół rockowy. Było też karaoke. Zatańczyliśmy do ulubionej romantycznej piosenki, ale wpletliśmy w nią również zaskakującą, szybką wstawkę. W podziękowaniach dla rodziców pomogły nam muppety :) 

Fot. Marcin Tytko

Nawet figurki na torcie weselnym były jedyne w swoim rodzaju!

Fot. Sylwia Łęcka


Siedem lat małżeństwa - siedem chudych lat?

Po szalonym, nietypowym, nieszablonowym weselu zaczęło się małżeńskie życie codzienne. W nowym domu, bo nasza przeprowadzka ostatecznie niemal zbiegła się w czasie ze ślubem. W tym samym tygodniu przewoziliśmy meble i szliśmy do ołtarza :D

Jesteśmy dobrym, szczęśliwym małżeństwem. Nieraz jednak myślę o tych pierwszych siedmiu latach jako tych najtrudniejszych, "chudych", po których nadejdą następne, lepsze, spokojniejsze. Można to ująć tak, że patrzę z nadzieją w przyszłość :)

Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłam tuż po ślubie, było podpisanie dużej, znaczącej umowy z ważnym klientem. Za to następną rzeczą było potknięcie się na dziurze w asfalcie – nie, to nie jest przenośnia :) Nie chodziłam i nie pracowałam przez następne dwa miesiące. Strach pomyśleć, jak wpłynąłby na moje życie jakiś poważniejszy wypadek, skoro skutki drobnego, niegroźnego złamania odczuwałam jeszcze przez lata, a właściwie gdzieś tam pośrednio nadal je odczuwam.

W ciągu pierwszych dwóch lat naszego małżeństwa odebraliśmy dwie bardzo gorzkie lekcje od losu. Pierwsza brzmiała tak: to, że chcecie mieć dziecko, wcale jeszcze nie znaczy, że będziecie mieć dziecko. Druga: szybki i niespodziewany sukces zawodowy może skutkować bolesnym, bolesnym upadkiem. Gorszym niż potknięcie na asfalcie, choć fizycznie bezbolesnym.

Rok 2014 był katastrofą. Rok 2015 był rokiem lizania ran, składania siebie na nowo do, pardon my French, kupy, i przede wszystkim rokiem próbowania, próbowania, próbowania. Jedyne, co było w tym piękne to, że byliśmy w tym razem. 

Kolejny rok przyniósł cud - Roberta :) Na pewno pisałam Wam już, że pierwsza ciąża była dla mnie cudownym doświadczeniem, był to jednak również trudny, stresujący czas. Miałam w pamięci to, co zawsze słyszałam o kobietach w ciąży, że nie wolno im się denerwować... I drżałam o nasze dziecko.

Rodzicielstwo wynagrodziło nam te trudne początki, a druga ciąża pokazała mi, jak bardzo relaksujące, piękne i radosne może być oczekiwanie na dziecko. Przynajmniej do momentu, kiedy nie wysiadło mi zdrowie :D

Mam wrażenie, że minione siedem lat, choć cudowne i pełne miłości, przeciągnęło nas jednak przez spore koleiny. Z chęcią przyjmiemy teraz siedem tłustych lat! To znaczy, mam nadzieję, że ta tłustość nie będzie dotyczyła naszych gabarytów, a przynajmniej nie tylko ich!

Siedem lat szczęścia.

Bez względu na różne trudności, jakie napotkaliśmy – nie miejcie wątpliwości, że to był czas pełen pięknych chwil. Dobrych wspomnień jest o wiele więcej niż tych złych. To były lata pełne radości, śmiechu, wspaniałych imprez, śpiewu, spotkań z przyjaciółmi, wycieczek w piękne miejsca… Nawet z trudniejszych dni staraliśmy się zawsze wyłuskać to, co było w nich najlepsze. Każde wyzwanie traktowaliśmy jak ciekawą przygodę, urozmaicenie, szansę na przeżycie czegoś wyjątkowego. Wracamy do tych wspomnień z przyjemnością.

Fot. Janusz Bilski

Fot. Agata Łudzik

 
Fot. Andrzej Dymek


Szanowne życie, losie, przeznaczenie, szczęśliwa gwiazdo – dziękujemy za te siedem lat :) i prosimy o więcej!



środa, 27 maja 2020

Kim jest ta cała Szczęśliwa Siódemka?


Fot. Andrzej Abaj

Obiecałam sobie, że napiszę taki tekst, jeśli uda mi się osiągnąć jakiś znaczący wynik w tegorocznej edycji #shareweek. Drugie miejsce, wraz z trójką innych blogerów ze srebrnej grupy, to naprawdę dużo jak na moje możliwości. Gdzieś tam brzęczy mi z tyłu głowy marudzący głos, który twierdzi, że udało mi się tylko dlatego, że wyjątkowo mało osób wzięło udział w tej edycji. Nie daję się i tłumaczę mu, że to jest właśnie sukces: wśród tej garstki znalazło się kilkoro chętnych, by zagłosować na mnie.

Właśnie, czyli na kogo? Kim jest ta cała Szczęśliwa Siódemka, jakim cudem te osoby trafiły na mój blog i co sprawiło, że uznały go za wartościowy?

Na imię mi Martyna, w tym roku osiągnęłam wiek chrystusowy, mentalnie nadal czuję się nastolatką. Choć czasem mam też wrażenie, że straszny dinozaur ze mnie :) Żyję sobie na podkrakowskiej wsi w domku z ogrodem, a razem ze mną mąż, dwóch małych synków, dwie kotki i pies. Nazwę Szczęśliwa Siódemka przyjęłam trochę bez przemyślenia i z dziwnych powodów, w ogóle nie wzięłam pod uwagę, jak wpłynie na moją rozpoznawalność w blogosferze. Ale przywiązałam się już do niej ;) Pasuje do mnie, bo jak dobrze policzycie, razem z mężem, dziećmi i zwierzakami jest nas w sumie siedmioro - i jesteśmy bardzo szczęśliwi :)

Bloguję od trzech lat, czyli odkąd zyskałam trochę czasu wolnego jako mama trzymiesięcznego wówczas Roberta. Zadebiutowałam w marcu 2017 tekstem O tym, kim nie jestem. Zdecydowałam się na tak przekorną formę autoprezentacji głównie dlatego, że wówczas ważniejsze wydawało mi się poinformowanie czytelników o tym, czego mają się po mnie nie spodziewać (np. porad eksperckich).

Po trzech latach przyszła pora na nową autoprezentację :)

Kim jestem?


Jestem dziewczyną od Festiwalu Kolorów. Należę do kolorowej ekipy również od roku 2017, mam nadzieję, że zostanę w niej już na zawsze :) Choć obecny rok okazał się dla nas trochę mało kolorowy, nie poddajemy się i patrzymy z nadzieją w przyszłość! Moja praca wiąże się między innymi z tym, że czasem mogę trochę poopowiadać o Festiwalu Kolorów, a czasem coś o nim napisać :)



Jestem autorką tekstu "Czego nauczyła mnie najgorsza chwila w życiu?". Liczba jego wyświetleń świadczy o tym, że jest wysoce prawdopodobne, że trafiliście na mój blog dzięki niemu. To z pewnością najdłuższy tekst na tym blogu, jeden z najpoważniejszych, wywołał wspaniały, emocjonalny odzew. Nadal lubię wracać do komentarzy i wiadomości, które wówczas dostałam.



Jestem pomysłodawczynią i organizatorką akcji "Brzuszkowy Mikołaj". To taka moja prywatna walka z wiatrakami. Niewątpliwie chciałabym, żeby ta akcja zdobyła większą popularność i docierała do wielu potrzebujących mam. Ale nawet jeśli tak się nie stanie - nie przestanę wysyłać moich paczek co roku :)



Jestem pisarką, która aktywnie działa w grupach dla pisarzy. W roku 2019 stanęłam przed ważną decyzją: wpakować oszczędności życia w debiut literacki z pomocą wydawnictwa usługowego typu vanity, czy jednak poszukać innego rozwiązania? Postanowiłam rozejrzeć się trochę w Internecie i uzyskać odpowiedź od ludzi, którzy znają się na kwestii wydawania książek lepiej niż ja. Od tego momentu moje życie zmieniło się w niesamowitym stopniu, jest teraz o wiele bardziej skoncentrowane wokół pisania. Razem ze wspaniałą pisarką, Kasią Jankowską-Nelup prowadzę grupę "Od czeladnika do rzemieślnika", działam również aktywnie w ramach grupy "Pisarskie olśnienia", gdzie wraz z kilkoma innymi osobami prowadzę wydarzenie "Piszę codziennie w roku 2020!". Pojawiam się też w innych miejscach, wydaje mi się, że stałam się dość widoczna w środowisku pisarskim.



Jestem autorką bajki "O dobrej wróżce i o domku dla zwierząt". Można było jej posłuchać na stronie Olgi Kokot w cyklu #Bajkisłuchajki. To jedna z bajek, z których jestem najbardziej dumna. Okazała się znacznie bardziej uniwersalna i bogata w znaczenia, niż początkowo sądziłam. Jeśli jeszcze jej nie znacie - serdecznie zapraszam do posłuchania :)



Jestem uśmiechniętą mamą, która nie publikuje zdjęć buziek swoich dzieci. Całkiem niemałe grono odbiorców trafiło do mnie dzięki zdjęciom. Moi synkowie są na nich widoczni, ale przeważnie od tyłu. Gdy jeszcze byłam w pierwszej ciąży, podjęliśmy z mężem decyzję, że nie będziemy pokazywać ich buziek. Pewnego dnia sami zdecydują o tym, czy chcą być widoczni w sieci. Więcej o powodach takiej decyzji możecie przeczytać tutaj :)



Jestem blogerką, która chętnie angażuje się w różne akcje. Mogliście przeczytać moje teksty w ramach akcji #ADAtoWYPADA, Blogrudzień, #niepełnoSPRAWNI, Międzynarodowy Tydzień Małżeństwa, Wyciśnij LATO jak cytrynkę, Wyzwanie międzykulturowe. Ostatnio wzięłam też udział w #blog16challenge!

Poza tym...



Czasami śpiewam :) Miałam w tym roku znaleźć się na scenie z mikrofonem, po raz pierwszy po chyba dwuletniej przerwie, ale przeszkodziła nam pandemia. 

Fot. Andrzej Abaj
Czasami pozuję do zdjęć :) Czy raczej: pozowałam. Choć w planach jeszcze co najmniej jedna sesja!


Powiem Wam, że naprawdę przyjemnie się pisze takie podsumowania. Czytam je po raz kolejny i widzę, jak dużo fajnych rzeczy wydarzyło się w ciągu ostatnich trzech lat - czyli w czasie, kiedy tak naprawdę głównie siedziałam w domu i zajmowałam się maleństwami  :) A kto wie, co jeszcze się wydarzy! 

Zatem - oto ja, Szczęśliwa Siódemka, blogerka, którą niektórzy polecają :) Mam nadzieję, że spodobało Ci się tu u mnie i zostaniesz dłużej! Tymczasem życzę Ci miłego dnia :) 

czwartek, 16 kwietnia 2020

#SHAREWEEK2020 - najlepsze blogi według Siódemki.



Przyznam, że czekałam na #shareweek. Sprawdzałam nawet kilka razy, czy akcja już ruszyła, bo w tym roku ogłoszono ją nieco później niż zwykle. Nareszcie jest!

Od kilku lat twierdzę, że nie ma w blogosferze nic milszego niż #shareweek. Akcja polega na tym, że zgłaszasz do konkursu trzy blogi, które Twoim zdaniem warto polecić innym, bo pojawiają się na nich wartościowe treści, a ich autorzy są fajnymi ludźmi :) Oczywiście, w ramach wpisu możesz opisać znacznie więcej blogów - ja zawsze tak robię - ale na stronie https://andrzejtucholski.pl/tag/share-week/ można zgłosić tylko trzy. Z uzasadnieniem, dlaczego własnie te, a nie inne blogi zasłużyły na Twój głos.

W tym roku zdecydowałam się podejść do #shareweek nieco inaczej niż do tej pory. Wcześniej polecałam za każdym razem inne blogi, żeby uhonorować jak najwięcej osób. Potem zdarzył się jednak rok 2019 i... wysokie, jak na moje możliwości, miejsce Szczęśliwej Siódemki w rankingu. 

Pomyślałam, że chciałabym, żeby te osoby, które wyróżniły mnie rok temu, powtórzyły to również w tym roku. I dotarło do mnie, że to może wcale nie jest takie fajne, za każdym razem głosować na inne osoby. 

Dlatego w moim zestawieniu pojawią się blogi, na które głosowałam już wcześniej. Natomiast pozostałe, o których wspominam, pragnę z całego serca docenić i polecić Waszej uwadze. Warto!

Pierwsza trójka.


1. Mama Pod Prąd - https://www.mamapodprad.pl/

W zeszłym roku podjęłyśmy z Elą wspólne postanowienie, że musimy się spotkać, w końcu mieszkamy całkiem blisko siebie. Udało się, i to nawet dwa razy :)

Ela jest młodą mamą, obecnie w bardzo podobnej sytuacji do mojej. Obie utknęłyśmy w domu z maleńkimi dziećmi w wieku przedszkolno-żłobkowym. Obie z tego powodu publikujemy teraz nieco rzadziej. Ela przynajmniej znajduje czas na to, by dość regularnie wrzucić kilka mądrych zdań na swój fanpage. Pisze szczerze i odważnie, nie owija w bawełnę, nie udaje kogoś, kim nie jest. Podziwiam jej bezkompromisowość i otwartość. Kibicuję jej niemal od samego początku jej przygody z blogowaniem i myślę, że to nigdy się nie zmieni :)


2. Madka Rokuhttps://madkaroku.com/

Kolejna młoda mama w czasach kwarantanny :) Kasia ma jakieś supermoce, bo choć jej czas wypełnia trójka dzieci o bardzo silnych osobowościach, udaje jej się znaleźć czas na prowadzenie bloga, a także na pracę nad książką! Blog Madki Roku zmienił się nieco od czasu, gdy poprzednio polecałam go Wam w ramach #shareweek2019. Coraz więcej na nim treści opisujących dolę początkującej pisarki. Można przeczytać nawet fragment powieści, nad którą pracuje Kasia!

Gdyby komuś umknęło - Madka Roku jest autorką bajki "O królewiczu, który się odważył", laureatką nagrody literackiej Piórko 2019. Jak na osobę, która odniosła tak wielki sukces, jest wręcz niespotykanie skromna :)


3. Muzyczna Lista - http://muzyczna-lista.pl/

A jednak! Nowy akcent w moim zestawieniu. Blog, który odkryłam niedawno i odwiedzam za każdym razem z przyjemnością. Przypomina mi o tym, jak bardzo kocham muzykę, teledyski, teksty piosenek - i rozważania podobne do tych, którymi dzieli się z nami jego autorka :) Podziwiam jej ogromną wiedzę muzyczną i znakomite pomysły na tematy kolejnych wpisów. Właściwie każdy nowy tytuł zachęca do czytania!

Ponadto...


Nie ma takiej możliwości, żebym poprzestała na trzech konkursowych poleceniach :) Niestety, nie mogę oddać dodatkowych głosów, choć naprawdę chciałabym. Ale mogę zachęcić Was do tego, byście poznali te wspaniałe blogi :)

1. Felicjadahttps://www.felicjada.pl/

Czarujący, subtelny blog przesiąknięty osobowością i urokiem jego autorki. Felicja publikuje przede wszystkim recenzje książek - mądre, wyważone, niewątpliwie szczere. Oprócz literatury, Felicja pasjonuje się również muzyką, sztuką, a także wszystkim, co dotyczy Mongolii. 

2. Myślozmarszczkihttps://jonnagro.wordpress.com/

Absolutnie niezwykły blog literacki. Proza przeplata się z poezją, zabawy literackie z opowieścią, głębszym przekazem. Zadziwiający zasób słownictwa, pomysłowość, artyzm. Warto dać się oczarować Myślozmarszczkom!

3. Kobietą byćhttp://kobietabycblog.pl/

Kolejna wyjątkowa osobowość. Olga Bartnik - ciepła, refleksyjna, kobieca i mądra. Jej blog cechuje duża różnorodność - znajdziemy tu wiersze, miniatury literackie, przemyślenia, wywiady z pisarzami... A wszystko magiczne i podane w przepięknej oprawie graficznej.


Mam nadzieję, że zachęciłam Was do tego, by kliknąć w powyższe linki :) Kto wie, może szukacie właśnie wartościowych treści i czegoś nowego do poczytania?

Moje poprzednie zestawienia znajdziecie tutaj:


czwartek, 23 stycznia 2020

W zeszłym roku miałam więcej czasu.


Wpisałam właśnie ten tytuł, trochę przewrotny, trochę zgodny z rzeczywistością, i zastanawiam się: czy okaże się dla Was zachęcający? Czy raczej będzie strzałem w kolano? Przyznam, że może trochę niewystarczająco staram się Wam przypodobać. Ale chyba taką mnie lubicie ;)

Prawie kończy się styczeń, czy warto jeszcze oglądać się wstecz, na ten miniony 2019? Z jednej strony - na pewno nie warto. Jak mówi stara żydowska maksyma, użyta przez Olgę Tokarczuk w jednej z jej powieści: "Bóg stworzył człowieka z oczami z przodu, a nie z tyłu głowy, co znaczy, że człowiek ma się zajmować tym co będzie, a nie tym co było". Z drugiej strony, to był bardzo piękny rok, który z pewnością wiele mnie nauczył. Z chęcią wrócę do pięknych wspomnień :)

Kto planuje, ten realizuje :)


Patrzę na bogatą listę moich zeszłorocznych postanowień - i znowu mam ochotę przybić sobie piątkę. Komplet, no może prawie komplet, o czym za chwilę powiem więcej. Wnioski z minionych dwóch lat są takie, że ja po prostu muszę postanawiać, jak najwięcej, jak najbardziej konkretnie, bo wtedy to się uda.

Pisałam, i to dużo, o czym mogliście przeczytać tutaj. Pisanie książki praktycznie zdominowało cały rok. Pozowałam do zdjęć, choć na pewno znacznie rzadziej niż we wcześniejszych latach. Za to 2020 zaczął się pod tym względem rewelacyjnie, przepiękną sesją :) 
Fot. Andrzej Dymek

Fot. Marta Szopińska "Serce w obiektywie"
Fot. Marcin Bieniek

Celebrowanie każdego dnia w dużym stopniu się udało. Widzę tutaj mój błąd w sformułowaniu tego postanowienia. Nie da się celebrować każdego dnia, tak każdego każdego. Czasem masz tyle zajęć, że po prostu braknie Ci siły na celebrowanie. A czasem zwykła codzienna rutyna i czas spędzony z rodziną to coś, co Cię w pełni satysfakcjonuje i naprawdę nie trzeba Ci więcej. A czasem też nie masz kasy, oto brutalna rzeczywistość :D

Jednak staranie się o to, by wycisnąć z każdego dnia to, co w nim najlepsze, pokazało mi bardzo ważną rzecz. Mianowicie: co najbardziej lubię robić? Co jest dla mnie najlepsze? I uwaga, drodzy Państwo, będzie coming out: uwielbiam gotować! I piec, i smażyć, generalnie uwielbiam robić jedzenie. A właściwie to najbardziej lubię jeść :D Zobaczcie, jakie cuda gościły na moim stole w 2019 roku:

Tu znajdziesz przepis :)
Tu znajdziesz przepis :)
Tu znajdziesz przepis :)


Święta u moich rodziców - spędzone! Przeżyte w cudownej atmosferze, za jaką tęskniłam od lat. 



Czy dogadałam się z Robertem? Zasadniczo tak, bo nie ma porównania, jak bardzo w ciągu tego roku poszerzyło się jego słownictwo. O wiele łatwiej teraz z nim porozmawiać, ustalić coś. Nadal są kwestie, nad którymi musimy pracować. Ale wiem, że damy radę - dzięki miłości, cierpliwości i słuchaniu jego potrzeb. Zero, słuchajcie, zero przemocy! Były takie chwile, kiedy miałam odruch, by podnieść rękę. Musiałam się powstrzymywać. Bo mam to wdrukowane, bo jestem w jakimś stopniu nauczona, że tak się reaguje, gdy dziecko doprowadza rodzica do szału. BZDURA. NIE MA SYTUACJI, KTÓRA MOGŁABY USPRAWIEDLIWIĆ UŻYCIE PRZEMOCY WOBEC DZIECKA, I BĘDĘ O TYM PISAĆ, MÓWIĆ, KRZYCZEĆ, BO OSTATNIE DNI POKAZUJĄ, ŻE NADAL JEST TO KONIECZNE.

Ulżyło mi.

Co dalej z listą moich postanowień? Remont łazienki - zrobiony!



Organizowałam imprezy, po jednej z nich miałam w głowie "nigdy więcej", następna jednak pokazała mi, że da się to zrobić w sposób bezbolesny dla nikogo włącznie z gospodynią i jej dziećmi :) Musicie wiedzieć, że przy dwójce małych dzieci organizacja imprezy jest karkołomnym zadaniem, zwłaszcza wtedy, gdy nikt z gości nie rwie się do pomocy (co oczywiście jest zrozumiałe, nie po to przyszli, by dzieci zabawiać). O ile dość łatwo było dostroić rytm wieczoru do jednego dziecka, to jednak, gdy jest ich dwoje i każde z nich ma swoje potrzeby, staje się to prawie niemożliwe. Jednak urodziny chłopców przebiegły we wspaniałej atmosferze, no i muszę też wspomnieć o cudownym Sylwestrze! Wiecie, jakich mieliśmy gości? Odwiedziła nas Mama Pod Prąd z rodziną!

(Zrobiliśmy sobie pamiątkową fotkę, ale darujcie, nie wrzucę jej :) Ustawiliśmy się na tle chyba najgorszej ściany w całym domu...)

Odzyskałam formę po ciąży. To jeden z największych sukcesów minionego roku. Czuję się zdrowa i pełna sił :)

Zdjęcia do wywołania - wybraliśmy i wywołaliśmy! Na naszej ścianie pojawiła się piękna kolekcja :)


Co działo się na blogu?


Znowu Was przybyło :) Nowy Rok przywitał mnie okrągłą liczbą 600. Pamiętam czasy, kiedy taka ilością polubień wydawała mi się daleko poza moim zasięgiem. Dziękuję, to naprawdę wspaniałe, że tu jesteście.

Najczęściej czytany tekst? Ten o szkodliwym przekazie w piosenkach dla dzieci. Zaskoczyliście mnie tym wyborem, bo poruszałam też bardziej nośne tematy. Ale cieszę się, że to dla Was takie ważne, jakie treści są przekazywane dzieciom. Mam wrażenie, że jedna rzecz zmienia się w naszym świecie zdecydowanie na lepsze - zaczęliśmy się bardziej wsłuchiwać w potrzeby dzieci. Choć oczywiście, wiele jest jeszcze w tej kwestii do zrobienia.



Najczęściej komentowany tekst? Bez wątpienia tekst o akcji "Brzuszkowy Mikołaj" :) Ogromnie dziękuję Wam za pomoc w rozpropagowaniu akcji!



A najmniej czytany? ;) Sprawdziłam z ciekawości. Okazało się, że dwa przepisy kulinarne pod rząd to zdecydowanie nie było to, czego oczekujecie od tej strony. Ale słuchajcie, to ciasto było naprawdę pyszne! Naprawdę! Przepyszne! :)



Zdecydowałam się umieścić w tym podsumowaniu jeszcze jeden tekst. Nie wywołał intensywnych dyskusji ani znaczącej reakcji, znajdzie się tu jednak dlatego, że jest jednym z moich ulubionych. Naprawdę żałowałabym, gdybyście go przegapili. "Jeśli to czytasz po latach...".



W minionym roku wiele rzeczy robiłam po raz pierwszy. Zaprosiłam do współpracy wiele wspaniałych osób, w tym moją mamę, mojego najlepszego przyjaciela, a także m.in. przesympatyczną blogerkę Adriannę Złoch, która napisała dla mnie tekst gościnny.

Po raz pierwszy nadawałam dla Was na żywo! Lubię do Was mówić, w sumie chętnie umówię się z Wami na jeszcze jedno spotkanie :)



Wspominałam o tym wielokrotnie, ale podsumowanie roku nie byłoby pełne bez tej wzmianki - znalazłam się w rankingu SHARE WEEK 2019 jako blogerka przebijająca się z nisz, a także otrzymałam wyróżnienie w konkursie "BLOGS from HEART". Możecie sobie wyobrazić, jaka to dla mnie radość, skoro ciągle o tym piszę! ;) Nie ukrywam, że chciałabym, by to się powtórzyło. Jak każdy, nie lubię robić kroku w tył. Zależy mi na tym, by iść do przodu. Będzie mi miło, jeśli będziecie o mnie pamiętać również i w tym roku :)

Ciąg dalszy nastąpi ;)


Mam Wam dużo do powiedzenia, pomimo tego, że tak mało się ostatnio odzywałam. Chcę Wam napisać o najważniejszych rzeczach, których ostatnio się nauczyłam i o tym, czego ciągle się uczę. 

Chcę Wam powiedzieć, dlaczego moje najważniejsze tegoroczne postanowienie brzmi: W roku 2020 zdobędę mężczyznę moich marzeń ;) i w ogóle, chcę się z Wami podzielić moimi postanowieniami, bo jak widać - to działa :) 

W przygotowaniu mam też recenzję ciekawej książki dla dzieci, a także tekst o sprawach, o których niechętnie mówimy, choć dotyczą każdej kobiety

Na pewno będę też pisać dużo o moich dzieciach :) Od czasu do czasu wspomnę też coś o pisaniu książki - to dla mnie właściwie trzecie dziecko!

Mam Wam dużo do powiedzenia, ale to już nie dzisiaj. Bądźcie tu ze mną, to przeczytacie :)

środa, 4 grudnia 2019

Co mogę dla Ciebie zrobić w grudniu? "Brzuszkowy Mikołaj" raz jeszcze!



Wpis powstał w ramach akcji #blogrudzień2019

Brzuszka już nie ma, ale "Brzuszkowy Mikołaj" działa nadal! 


I będzie działać, póki starczy mi zapału, choć codzienność podwójnej matki, przeziębienia, obowiązki i plany nieraz skutecznie mi go odbierają. Ale bez obaw, z początkiem grudnia poczułam przypływ sił, chęci i świątecznego nastroju :) W tym roku pomożemy kolejnym wspaniałym, dzielnym mamom!

Powiem Wam, że to jest istna magia. Grudniowa magia pomagania, jak pisałam w zeszłym roku. Jeszcze kilka dni temu godziłam się z tym, że cała para poszła w gwizdek, zabrakło mi determinacji i po prostu w tym roku to nie wyszło. Czułam się niezręcznie na myśl o tym, że miałabym poruszać w rozmowach temat organizowanej przeze mnie akcji, bo przecież co to za akcja, jakaś fanaberia jednej blogerki, której się wydaje, że może zmieniać świat? Listopad minął, sama nie wiem kiedy, a w temacie "Brzuszkowego Mikołaja" nie działo się nic. Zastanawiałam się, czy to może nie był jednorazowy zryw serca? Czy warto próbować jeszcze raz?


Zaczął się grudzień i wszystko się zmieniło :) Wróciła do mnie ta energia i motywacja sprzed roku, zaczęłam się cieszyć na myśl o przygotowaniu paczki. Wspaniałe osoby zaoferowały wsparcie dla akcji :) Liczba osób zainteresowanych akcją ciągle rośnie. Spodziewam się, że w tym roku powstanie jeszcze więcej cudownych prezentów niż poprzednio!

Mam już wybraną mamę, do której zostanie wysłana moja paczka. Wiem, że naprawdę przyda jej się pomoc, którą mogę jej zaoferować. Tymczasem w mojej głowie ciągle kiełkują nowe pomysły: jak jeszcze możemy pomóc? Co jeszcze mogę zrobić dla drugiej osoby, przy ograniczonym budżecie, licznych obowiązkach i niemałych własnych potrzebach?

Jedną z cennych tegorocznych lekcji (chyba zacznę je spisywać!) było dla mnie odkrycie, że przeważnie możesz jednak coś zrobić. Ludzie boją się prosić o pomoc, co nie znaczy, że jej nie potrzebują. Czasem warto zapytać. Zastanowić się. Gdybym była na miejscu tej osoby, co sprawiłoby mi radość? Jaką pomoc najchętniej bym przyjęła?

Odwiedziny


Ludzie są nieraz porażająco samotni. Życie toczy się obok nich, a oni nie mogą się w nie włączyć, bo brak im zdrowia, sił, a może kogoś, kto po prostu zdjąłby z nich na chwilę część obowiązków. Gdy ktoś spędza czas w szpitalu, przykuty do łóżka, lub może poświęca każdą chwilę na opiekę nad bliską osobą, nawet krótkie spotkanie i rozmowa może być okazać się wyjątkowym prezentem i świątecznym cudem.

Przyznam, że marzy mi się, żeby przejść się któregoś dnia na oddział pediatrii, gdzie spędziliśmy Święta w zeszłym roku, i poprawić trochę humor pacjentom i ich rodzicom :) Teraz, kiedy napisałam Wam o tym, mam jeszcze silniejszą motywację, by faktycznie to zrobić! Mam tylko nadzieję, że mnie stamtąd nie wygonią :D

Oczywiście, odwiedziny mogą poprawić nastrój nie tylko osobie przebywającej w szpitalu. Może znasz kogoś, kto choruje lub po prostu jest w kiepskiej formie i potrzebuje towarzystwa? Zapytaj. Zaproponuj :)

Pomoc w wykonywaniu obowiązków


Osobiście wydaje mi się, że to jedna z trudniejszych form pomagania. Wszyscy mamy przecież swoje zajęcia, codzienną rutynę, nierzadko pod koniec dnia jesteśmy bardzo zmęczeni. Skąd wziąć siłę i czas na to, by jeszcze przejąć część obowiązków innej osoby? Ale może jest coś, co lubisz robisz, co będzie stanowić dla Ciebie miłą odskocznię od rzeczywistości - a ktoś dzięki Tobie na chwilę odpocznie?

Mam też wrażenie, że nawet te same, żmudne, codzienne zadania mogą sprawić nam przyjemność o wiele większą niż zwykle, gdy zobaczymy, jak bardzo ktoś się cieszy z ich powodu :)

Kartki świąteczne


Źródło: Madka roku

Niektórzy o nie proszą. Muszę przyznać, że pod tym względem zawsze zawalam :( Nigdy mi nie po drodze na pocztę, zapominam, przegapiam terminy. Może w tym roku zbiorę się i wyślę choć jedną :)

Piękne kartki świąteczne, wraz z egzemplarzem książki "O królewiczu, który się odważył" można licytować teraz u Madki roku. Kwota zostanie przekazana na cel charytatywny - i patrzcie, tym sposobem można pomóc dwóm osobom jednocześnie!

Wsparcie finansowe


Mimo wszystko taka pomoc jest zazwyczaj najpilniejsza. To nie muszą być duże kwoty. Ja najczęściej wpłacam 10-20 zł, rzadko więcej. Zdarza się, że chcę wesprzeć kilka różnych zbiórek w tym samym czasie, dlatego większa kwota byłaby już pewnym obciążeniem dla mojego budżetu.

Wspomniałam wcześniej o aukcji charytatywnej. Z pewnością wielu spośród Was będzie szukać w najbliższym czasie prezentów - mikołajkowych, gwiazdkowych, może macie jeszcze inne okazje, tak jak ja? Warto rozejrzeć się, może znajdziecie coś interesującego właśnie na aukcjach tego typu. Wtedy nie tylko dajecie radość swoim bliskim, ale też realnie pomagacie komuś potrzebującemu.

Pomóżmy!


Z całego serca zachęcam Was, byście współtworzyli ze mną akcję "Brzuszkowy Mikołaj". Im więcej nas będzie, tym więcej mam dostanie wspaniałe prezenty! Poza tym - będę miała większą motywację, żeby bardziej się przyłożyć w przyszłym roku ;)

Oczywiście, jeśli zamiast tego wspieracie inną akcję, w pełni to rozumiem. Tak naprawdę chodzi o to, żeby w tym magicznym, świątecznym miesiącu okazać serce komuś, komu poszczęściło się trochę mniej niż nam.

Życzę Wam wszystkim dużo, dużo miłości!


Wpis powstał w ramach corocznej akcji #blogrudzień, organizowanej przez Magdę, autorkę bloga Magda M. Codziennie przez cały grudzień będzie pojawiał się kolejny wpis o tematyce okołoświątecznej. Odwiedźcie nasze strony!

1 grudnia – Mama na całego
2 grudnia – Tarapatka
3 grudnia – Dzieciorka
4 grudnia – Szczęśliwa Siódemka 
5 grudnia – Do herbaty
6 grudnia – Z naciskiem na szczęście
7 grudnia – Przed ślubem
8 grudnia  – MamAsia Ogarnia
9 grudnia – Wysmakowana
10 grudnia – Dziubdziak
11 grudnia  – Pozytywny Dom
12 grudnia – Młoda mama pisze 
13 grudnia – Atrakcyjne wakacje z dzieckiem
14 grudnia – Młoda Mamma
15 grudnia – Kopanina.pl
16 grudnia – Pogodnie przez życie
17 grudnia – Humory Zmory
18 grudnia – Asertywna Mama
19 grudnia – Jaśkowe Klimaty
20 grudnia – I jak w domu
21 grudnia – Carpe Diem
22 grudnia – Dieta To Kobieta
30 grudnia – Magda M.

czwartek, 24 października 2019

Siedem październikowych ogłoszeń i refleksji.




Nie wiem, jak przepraszać za to, że tak rzadko ostatnio pojawia się tutaj coś nowego. Nie mam nawet dobrego wytłumaczenia. Cieszę się, że nadal tu jesteście, ciągle Was przybywa, czytacie mnie i czekacie na kolejne teksty.

Dziś - może trochę nietypowa dla mnie forma. Zdałam sobie sprawę z tego, że mam do poruszenia kilka ważnych tematów. Dziś będzie więc dosyć zwięźle,  konkretnie, a zarazem wielowątkowo i treściwie!


1. Po pierwsze i najważniejsze - dziś są urodziny mojej mamy! Jak wiecie, mama jest cudowną, mądrą i wrażliwą osobą, która napisała tu kiedyś przepiękny list. Pomyślcie o niej dzisiaj bardzo, bardzo, bardzo ciepło. Mam nadzieję, że zajrzy tu dzisiaj i zobaczy, jak razem ze mną przekazujecie jej najserdeczniejsze życzenia zdrowia, radości, uśmiechu i samych wspaniałych dni, a także, żeby nigdy nie zabrakło jej pięknych marzeń.



2. Muszę się Wam pochwalić: dzięki Waszym głosom otrzymałam wyróżnienie w konkursie BLOGS from HEART. Razem ze mną w gronie nagrodzonych i wyróżnionych znalazła się sama parentingowa śmietanka: Madka Roku, Mama Pod Prąd i Mama na wypasie. Spotkaliście się już może tutaj z tymi nazwami? O tak, i to dwukrotnie :) Najpierw w moim zestawieniu #shareweek, a potem własnie wśród moich faworytów w konkursie BLOGS from HEART! Co tu dużo mówić, są po prostu najlepsze :) To zaszczyt znaleźć się w takim gronie.

Gratulacje dla zwycięskiego bloga, Niedroga Droga. Życzę dalszych sukcesów i pasji w blogowaniu.


3. Zajrzyjcie tu:
https://www.facebook.com/events/464917754232296/. Akcja "Brzuszkowy Mikołaj" ruszyła i mam nadzieję, że będzie miała w tym roku jeszcze większy zasięg. Choć za oknem słonecznie, jesiennie i złociście, to jednak do grudnia zostało już całkiem niewiele czasu. Ja już czuję mikołajkową atmosferę, a Wy? :)


Jeśli ktoś chciałby napisać coś o "Brzuszkowym Mikołaju" lub porozmawiać ze mną na jego temat, jestem do dyspozycji! 

4. Na blogu Mama Pod Prąd ukazał się wywiad ze mną. Rozmawiałyśmy z Elą o tym, że macierzyństwo to nie bajka i zdarzają się w nim również trudniejsze chwile, których nie znajdziecie na pastelowo-idealnych zdjęciach na Instagramie.

Ela jest jedną z dwóch osób, które zapytały mnie w ostatnim czasie o to, jak zmieniło mnie macierzyństwo. Wiecie, że w pierwszej chwili nie wiedziałam, co odpowiedzieć? Po części dlatego, że trochę już nie pamiętam siebie z czasów przed dziećmi - a za tym, co pamiętam, ciężko tęsknić. Pamiętam między innymi starania o dziecko, częste zmiany pracy i próby wybrnięcia z kłopotów finansowych. Trochę brakuje mi imprez i sesji zdjęciowych, zwłaszcza teraz, w październiku, kiedy wszędzie jest tak kolorowo i mogłyby powstać cudowne zdjęcia! Ale powiedzmy, że to nie jest aż taka wartość, żeby uważać jej brak za jakąś wielką stratę.


Z drugiej strony - teraz robię to, co lubię, mam czas na pisanie, realizuję się, mam plany na przyszłość i dążę do ich spełnienia. Czuję się bardziej na swoim miejscu niż w ciągu kilku ostatnich lat. Czy twierdzę, że moje życie po urodzeniu dzieci stało się łatwiejsze? No nie, to chyba jednak trochę przesada ;) Ale mogę powiedzieć, że stało się o wiele lepsze. Choć czasami brakuje mi cierpliwości, ogarnia mnie frustracja i mam wrażenie, że sobie nie radzę. Ale to tylko te gorsze chwile :)

5. Pytałam Was niedawno na fanpage'u o to, bez czego nie moglibyście żyć. Udzieliliście wielu pięknych odpowiedzi, od których aż biło radością i zadowoleniem z życia :) Ale przy okazji obudziła się we mnie refleksja, która tak naprawdę towarzyszy mi już prawie od miesiąca.

Jak ciężko jest zmienić swoje przyzwyczajenia! Każdy z nas ma swój rytm życia, swoją codzienność wypełnioną drobiazgami, które czasem wydają się mało istotne... Póki ich nie zabraknie.

Mam szczęście być człowiekiem bez nałogów. Przynajmniej bez tych najgorszych. Zdaję sobie sprawę z tego, że czasem ciężko mnie wylogować, ale póki Internet stanowi moje okno na świat, miejsce pracy i platformę do współpracy z innymi twórcami, naprawdę nie widzę możliwości, by to zmienić. Gdybym miała podjąć jakieś postanowienie, wyrzeczenie, że postaram się wytrzymać przez jakiś czas bez czegoś, co jest ważnym elementem mojego życia - byłyby to słodycze. Serio, wiem, że to brzmi banalnie, bo jak tu porównywać moją niewinną miłość do czekolady i domowych ciast - z prawdziwymi dramatami, z którymi borykają się ludzie? A jednak, gdy sobie wyobrażę, że miałabym z dnia na dzień całkowicie zrezygnować ze słodyczy, uwierzcie, że robi mi się na zmianę zimno i gorąco. Jak to? Całkowicie?

Zatem może... warto spróbować? Wierzę w moc dobrych postanowień. Wierzę, że niosą ze sobą ogromną pozytywną energię, która potrafi zmieniać świat na lepsze. 

Plan jest taki: zacznie się Adwent, ja odstawiam słodkości :D Na Święta trochę sobie odpuszczę, no wybaczcie, nie wyobrażam sobie Świąt bez słodyczy ;) A od nowego roku... Zobaczymy, jak będzie. Jeśli uznam, że nadal ma to sens - postaram się wytrzymać jeszcze dłużej.

To jak? Trzymacie za mnie kciuki? :)

6. Niedawno na moim fanpage'u pojawiła się również inna, odrobinę mniej budująca dyskusja. Światopoglądowa. Piszę, że była odrobinę mniej budująca, bo jednak widzę w niej bardzo dużo jasnych stron. Przede wszystkim: cieszę się, że jesteście ze mną niezależnie od różnic między nami. Moje poglądy, z którymi się nigdy nie kryłam, nie są dla Was powodem, by przestać mnie czytać. To imponujące i dziękuję Wam za to.

Po drugie, cieszę się, że mimo różnic jesteśmy w stanie dyskutować w sposób kulturalny, z szacunkiem dla rozmówcy. Poza bardzo nielicznymi wyjątkami, nie obrażaliście się nawzajem, pisaliście merytorycznie, odnosiliście się do poglądów i stwierdzeń, bez ataków personalnych.  Za to też Wam dziękuję.

Osoba, która prowadzi ten blog, to feministka, katoliczka o światopoglądzie mimo wszystko przechylonym bardziej w lewą stronę, wegetarianka, zwolenniczka prawa do wyboru, równości i do kochania swojej drugiej połowy. Uszanuj mnie taką, jaka jestem, bo inna nie będę. Niezależnie od tego, czy powyższy opis podoba Ci się, czy nie - nadal jestem też po prostu blogującą mamą, która potrafi nieźle pisać i z której tekstów możesz dowiedzieć się czegoś wartościowego :)

7. Trochę w związku z tym, o czym pisałam wyżej - kochani, jutro w wielu szkołach odbędzie się "Tęczowy Piątek". Niezależnie od tego, jakie macie poglądy - pomyślcie, proszę, przez chwilę o tych uczniach, nastolatkach, dojrzewających młodych osobach, które odkrywają nieraz z przerażeniem, że pociągają ich osoby tej samej płci. Wiedzą, że mogą spodziewać się z tego powodu wyśmiewania i braku zrozumienia. Niektórzy decydują, że będą się z tym kryć. Niektórzy liczą, że może to tylko tymczasowe, może im przejdzie, może jak się "postarają", to w końcu zaczną czuć pociąg do osób innej płci. Inni nie wytrzymują napięcia, stresu, obaw, a czasem pogardy otoczenia, i robią sobie straszne rzeczy.


Pomyślcie o tych dzieciach, one są wśród nas. Mijasz je na ulicy. Może chodzą do klasy z Twoim dzieckiem. Jeśli istnieje inicjatywa, która pomaga im czuć się na tym świecie trochę bardziej u siebie, jeśli dzięki niej mogą poczuć się choć przez chwilę zrozumiani i akceptowani, to moim zdaniem taką inicjatywę można tylko wspierać.