Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój dziecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój dziecka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 grudnia 2022

Grudzień z sześciolatkiem i czterolatkiem

Taki wspaniały tort urodzinowy zapewniła nam sala zabaw DODO :)

Tuż przed świętami zadzwoniła do mnie koleżanka z pracy, trochę zestresowana, bo w moich dokumentach brakowało jednej zgody, którą powinnam podpisać jako mama dziecka do lat czterech. Przez chwilę i mnie udzielił się niepokój; miałam bardzo mało czasu na dostarczenie zgody! Potem mnie olśniło. Oddzwoniłam i powiedziałam, że zgoda nie będzie potrzebna, bo nie jestem już mamą dziecka do lat czterech. Michał skończył przecież niedawno cztery lata. A dwa tygodnie później Robert skończył sześć.

Końcówka roku przyniosła nam nie tylko bajecznie kolorową jesień, wyjątkowo śnieżny grudzień i... choroby, ale też dużo okazji do świętowania. Jak co roku, urządziliśmy łączone przyjęcie urodzinowe dla rodziny - z podwójnym tortem i prezentami dla obu chłopców. Oprócz tego Michaś miał swoje własne, kameralne przyjęcie z nieco mniejszym tortem i prezentami, a Robert - imprezę dla kolegów w sali zabaw DODO, w której bawił się już rok temu.

Czterolatek

Początkowo w ogóle nie chciał tortu i prezentów :) Aż wreszcie odkrył, jaką frajdę sprawia mu zdmuchiwanie świeczki. Spodziewałam się tego, odkąd widziałam, jak bawił się z Robertem w strażaków na jednym z moich spotkań autorskich i gasił wszystkie świeczki w zasięgu wzroku!

Michał jest jak kot - chodzi swoimi drogami i niełatwo go przekonać do zmiany zdania. Dysponuje też iście kocim urokiem osobistym, a jego ulubioną czynnością jest przytulanie. Słodka prośba "Przytulić!" to chyba najczęstsze słowo, jakie słyszę z jego ust.

Sprawia wrażenie młodszego gdzieś o rok. Jest nieduży, wypowiada się w sposób mocno uproszczony, ale też ujmujący: dziękuję, proszę bardzo, przepraszam, dzień dobry, wesołych świąt. Śmieje się całą buzią, całym sercem :) A gdy płacze, zasłania oczy rączkami. Gdy śpi, wydaje się najbardziej niewinną i dziecięcą istotą na świecie.

Uwielbia śpiewać i tańczyć. Kiedy śpiewa ulubione piosenki, w jego dużych niebieskich oczach widać zaangażowanie i powagę. Nie lubi tłumu. Jeden, najwyżej dwóch towarzyszy do zabawy to dla niego wystarczająca ilość. Gdy wokół jest dużo dzieci, on bawi się raczej osobno, znajduje sobie własne zajęcie. Zachwyca się przyrodą, listkami, kamykami, śniegiem. Kocha zwierzęta, ostatnio jego ulubieńcami są pingwinki :) Żebyście widzieli, jak rozjaśnia się jego buzia, gdy o nich mówi!

Powoli przekonuje się do prac plastycznych, które nigdy nie należały do jego ulubionych zajęć. Za to godzinami mógłby układać puzzle! Czasem potrafi się dzielić zabawkami, częściej jednak powtarza "to moje". Nie każdemu się to podoba... Ja jednak podchodzę do tego ze spokojem i tłumaczę sobie - i rodzinie - że czteroletnie dziecko ma jeszcze czas, by się tego nauczyć.

Zdecydowanie największą rewolucją w tym roku było pożegnanie pieluchy. Trwało długo, zajęło nam grubo ponad rok, wiązało się z leczeniem zaparć nawykowych, konsultacjami z licznymi pediatrami i dwoma psychologami dziecięcymi, badaniami krwi oraz USG i eliminowaniem najróżniejszych podejrzeń. Na pewno ten trudny czas odcisnął swój ślad na Michałku, ale wierzę, że za kilka lat pozostanie tylko wspomnieniem.

Zaledwie kilka tygodni później nadeszła kolejna zmiana - i nocnik poszedł w odstawkę :) Michaś, który ewidentnie stara się nadrobić stracony czas, twierdzi teraz, że nocnik należy do Roberta! On sam, jako duży chłopak, korzysta przecież z nakładki na muszlę klozetową.

Sześciolatek

Robert ma w zeszycie szkolnym obrazek, który zgodnie z poleceniem wychowawczyni może kolorować po kawałku, odpowiednio do ilości minut poświęconych na naukę samodzielnego czytania. Mógłby już spokojnie pokolorować sporą część obrazka... Ale nie ma na to ochoty! O wiele łatwiej zachęcić go do czytania niż do kolorowania.

Chętnie natomiast rysuje mapy skarbów, różne laurki i zagadki dla nas, dawniej również gry planszowe. Lubi też zgadywanki, grę w skojarzenia oraz zadania matematyczne. W odróżnieniu od Michała, niechętnie bawi się sam, nawet teraz zagaduje mnie dosłownie co chwilę :)


Robert poszedł w tym roku do zerówki. Ciągle mam wrażenie, że przyzwyczaił się do tej zmiany znacznie szybciej niż my, rodzice! W świecie moich wspomnień z dzieciństwa zerówka to po prostu przedszkole, czas zabawy i co najwyżej jakichś elementów nauki. Zaskoczyły mnie zadania domowe, zeszyty ćwiczeń, teczki, piórniki... Mój mały synek z dnia na dzień stał się uczniem! Cieszę się, że tak dobrze się odnajduje w tej roli, nie tracę jednak czujności - wiem, że potrzebuje wsparcia.

Jest bardzo mądry i wygadany. Pamiętam czasy, kiedy cieszyło nas każde wypowiedziane przez niego słowo czy zdanie - teraz zdarza się, że wzdychamy z ulgą, gdy nasz sześciolatek na chwilę milknie :D Ale lubię z nim rozmawiać. Rozumie bardzo dużo, czasem wydaje mi się wręcz, że za dużo. Nieraz mówi do mnie wieczorem: "Wiem, że jesteś zmęczona. Wiem, że nie masz siły". Albo przynosi mi nauszniki - słuchawki - żebym miała ciszę i spokój. Potrafi też bezbłędnie mnie rozbroić - wystarczy, że zaproponuje przytulaska :) Jest w tym mistrzem, podobnie jak Michaś!

Nadal jest bardzo troskliwym starszym bratem, choć często sprzecza się z Michałkiem - głównie z powodu wspomnianej wcześniej niechęci Michasia do dzielenia się zabawkami ;) Regularnie jednak powtarza, że go kocha i okazuje mu czułość i zainteresowanie. Kocha zresztą całą rodzinę - "bardziej niż całe swoje serce", jak to niedawno powiedział.

Ma niezwykłą wyobraźnię. Często opowiada nam historie jakby z innego życia albo sprzed narodzin. Mówi, jak nas wybrał, żebyśmy byli jego rodziną, i że pamięta mnie z czasów, kiedy byłam mała. Lubię słuchać tych opowieści, choć zdarza się, że wywołują u mnie frustrację. Ale wiem, że zasługują na uwagę i szacunek. Może kiedyś Robert zostanie pisarzem, jak jego mama?

Życie z nimi dwoma...

...to niezwykła przygoda, która dostarcza mi każdego dnia mnóstwa wzruszeń i sprawia, że moje matczyne serce rośnie :) Choć czasem myślę, że przez nich osiwieję! Ale gdy obserwowałam ich, jak świetnie się bawili z innymi dziećmi podczas przyjęcia urodzinowego, czułam, że teraz już tak będzie coraz częściej. Chłopcy dorastają, nie będą już tak często potrzebowali mojej asysty. Czas pieluch, noszenia, karmienia już minął. Przed nami nowe wyzwania. 


czwartek, 2 grudnia 2021

Trzylatek i jego garaż, czyli: trochę o prezentach i dużo o miłości


Budzę się rano z przerażeniem, z poczuciem, że czegoś ważnego nie zrobiłam i nie dopilnowałam i ogólnie, zawaliłam jako matka. Gdy zaczyna się dzień i jesteśmy po śniadaniu, to uczucie jeszcze się wzmaga. Wiem, że moje oczy są ogromne i widać w nich popłoch, gdy przyglądam się zabawie chłopaków. Czuję, że spokój i harmonia nie potrwają długo, że za chwilę rozpęta się tutaj małe piekiełko, a pamięć o nim przetrwa lata i wypłynie kiedyś na jakiejś kozetce u jakiegoś psychologa, który pomoże mojemu synkowi uporać się z traumami z dzieciństwa.

Mina i gesty Michałka, jego niecierpliwie wyciągnięte rączki już zdradzają, co za chwilę się wydarzy. Robert składa z tatą swój nowy, wspaniały zestaw Lego City, a Michał przez dłuższy czas ogląda ich poczynania jak interesujący spektakl, widać jednak, że tę milczącą fascynację powoli zastępuje chęć, by włączyć się do zabawy. A na to Robert nie pozwoli. Choć jest troskliwym starszym bratem i chętnie się dzieli, to jednak nowe Lego City to nowe Lego City. Nie jest do podziału.

Mój mózg aż huczy, gdy obmyślam strategię: czym by tu zająć Michałka? Jednocześnie mam świadomość, że to prawdopodobnie nie zadziała. Michał jest dzieckiem, którego uwagę ciężko odwrócić, gdy skupi się na określonej zabawie czy czynności. Sztuczki, które sprawdzały się w przypadku Roberta, nie działają na niego. Jeśli się uprze, by bawić się zestawem, prawdopodobieństwo, że za chwilę zobaczymy zapłakaną buźkę (a nawet dwie, bo dla Roberta też będzie to trudna sytuacja) jest niemal stuprocentowe.

Nie za dobrze to wyszło, prawda? A nie wiecie jeszcze wszystkiego...

Ta sytuacja miała miejsce w dniu urodzin Michałka. Tak, dobrze czytacie, Michałka.

Rzecz jasna, nikt nie zrobił tego celowo. Po pierwsze, przyjęcie urodzinowe chłopaków - wspólne, bo w końcu obchodzą urodziny w odstępie dwóch tygodni - jest zaplanowane na inny dzień. To nie znaczy, że zamierzaliśmy całkowicie zignorować fakt, że mamy 28 listopada i trzy lata wcześniej wydarzyło się coś bardzo wyjątkowego... Niemniej, huczna impreza z mnóstwem prezentów nie była na ten dzień przewidziana.

Zestaw Lego pojawił się w naszym domu dzień wcześniej, wypatrzył go Robert podczas wspólnych zakupów, kiedy szukaliśmy czegoś zupełnie innego. Z ręką na sercu, rozejrzałam się wówczas za prezentem także dla Michałka, jednak nie znalazłam niczego równie atrakcyjnego, dostosowanego do jego wieku i etapu rozwoju. Wszystko wydawało się albo za proste, albo zbytnio zaawansowane i łatwe do pogubienia. Później, w innym sklepie, byliśmy już wszyscy zbyt zmęczeni, żeby rozglądać się za prezentami, pojechaliśmy prosto do domu.

Nikt nie zrobił tego specjalnie, ale faktem jest, że w dniu własnych trzecich urodzin Michał przyglądał się, jak jego starszy brat bawi się swoim pięknym, nowym prezentem.

Kiedy już przestałam wyzywać się w myślach od wyrodnych matek i zaczęłam szukać rozwiązania, w mojej głowie zapaliła się lampka. Mamy jeszcze książki! Z październikowych Targów przywiozłam sporo pięknych zdobyczy, niektóre z nich nadal czekały na swoją porę, by pokazać je dzieciom, i ta pora właśnie nadeszła. Czmychnęłam do pokoju na piętrze, korzystając z okazji, że obaj chłopcy nadal zachowywali się spokojnie. Duża, ilustrowana, ładnie wydana książka idealnie nadawała się na prezent. Do paczki dorzuciłam jeszcze autko, które kupiłam kiedyś "na wszelki wypadek", i voila - prezent gotowy! Pobiegłam z ozdobną torebeczką na dół.

Gdy już prawie ruszałam z interwencją, gotowa odwracać jego uwagę za pomocą książki i autka, okazało się, że Michał z najszczerszą radością i skupieniem bawi się... pudełkiem po prezencie Roberta. Zrobił sobie z niego garaż dla autek, pozwalał im jechać w górę i w dół. Chyba z godzinę nie zainteresował się niczym innym. Dopiero później odśpiewaliśmy mu "Sto lat" i wręczyliśmy właściwy prezent.

Nie pierwszy raz jeden z moich synków pokazał mi, jaką radość może przynieść najprostsza rzecz - rok temu to Robert szalał z radości, że dostał pod choinkę autka i garaż. Oni dwaj są pod wieloma względami tak bardzo podobni do siebie, obaj równie pogodni, optymistyczni, kochający i dobrzy. Jednocześnie każdy z nich jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, a Michaś to już w ogóle chodzi własnymi drogami jak kot :)

W ostatnim czasie kilkakrotnie miałam okazję przekonać się, że te najprostsze, na pierwszy rzut oka niepozorne prezenty potrafią dać najwięcej radości. Na widok bogato zastawionych półek sklepowych przez chwilę dałam się zachłysnąć, szukałam tego, co najlepsze, najokazalsze, najbardziej nietypowe. Tymczasem mój młodszy synek ucieszył się z pudełka, starszy synek wolał prosty zestaw klocków od większego i bardziej skomplikowanego, mąż też bardzo docenił swój prezent imieninowy, choć zjeździłam pół Krakowa, by znaleźć dla niego coś większego i lepszego. To był chyba idealny moment dla mnie, teraz, na początku grudnia, by zauważyć, że czasami wcale nie chodzi o to, by było więcej, lepiej, na bogato. Cieszę się, że moi chłopcy o tym wiedzą. Oby pamiętali o tym jak najdłużej.

czwartek, 9 września 2021

Wdech, wydech i... wrzesień


Rzadko myślę o oddychaniu. Najczęściej wtedy, gdy z jakichś powodów mam z nim kłopoty - co, obawiam się, może mnie niedługo czekać, gdyż wrześniowe przeziębienie ewidentnie się na mnie czai. Czasami jednak myślę też o oddychaniu, gdy się relaksuję, albo wręcz przeciwnie - gdy intensywnie pracuję nad czymś. Oddech jest wtedy bardzo potrzebny.

Tym właśnie były dla mnie minione letnie dni: oddechem. Zarówno tym oddechem relaksu między codziennością, urozmaiceniem czasu dzielonego między pracę, pisanie i dom - jak i oddechem wspierającym działanie, dotleniającym mięśnie i pomagającym w osiąganiu celów.


Wdech, wydech, zachowaj spokój


Praca w sezonie letnim różni się od zwykłej, codziennej pracy w innych miesiącach tym, że ruch jest nieco mniejszy, bo klienci są na urlopach ;) Ale też nas, osób odbierających telefony, jest w tym czasie znacznie mniej. W dodatku często zdarza się, że brakuje kogoś z przełożonych, czasami kogoś, z kim chciało się ustalić coś ważnego... Będę wspominać pracę w lipcu i sierpniu jako stresujący czas, nie tyle za względu na rozmowy z klientami i wypełnianie obowiązków, co ze względu na kwestie organizacyjne, w których kilkakrotnie pojawiało się zamieszanie. Nieraz potrzebny był głęboki oddech, rozluźnienie i zrozumienie, że pomyłki się zdarzają, ale wszystko da się wyprostować, i na pewno nikt nie każe mi ponosić konsekwencji cudzych błędów.

Wdech, wydech, jak miło Was widzieć!


Od lewej: ja, Angela Węcka, Patrycja Żurek

Tegoroczne lato dostarczyło mi kilku cudownych okazji do spotkań z osobami, które poznałam dzięki działalności w grupach pisarskich. Pisałam Wam już o spotkaniu z Madką Roku i Weroniką Szelęgiewicz, niedługo później miałam też wielką przyjemność spędzić popołudnie ze wspaniałą Patrycją Żurek oraz z Angelą i Tomkiem Węckimi. A na początku sierpnia odwiedziła mnie moja pisarska bratnia dusza, Joanna Krystyna Radosz, autorka recenzowanych na tym blogu "Szkoły wyprzedzania" oraz "Czarnej książki. Zostać mistrzem". Przywiozła ze sobą słońce do deszczowego i podmokłego Krakowa, wzbudziła sympatię i zaufanie mojej rodziny włącznie z kotami, wręczyła cudne prezenty literackie z nie mniej cudnymi dedykacjami, grała z moimi dziećmi w kolory, zniosła dzielnie moje preferencje muzyczne, piła z nami kawę z prądem, czy raczej prąd z kawą, i w ogóle aż dziwnie pusto się zrobiło, gdy wyjechała... 
(Był taki moment, kiedy rozważaliśmy możliwość zaadoptowania Asi, ale wyszło nam, że różnica wieku między nami jest zbyt mała, by było to możliwe).

Wdech, wydech i znów masz kilka lat




Jest jedna mała wioska nad rzeką Bug, w województwie lubelskim, której potrzebuję jak powietrza. Gdy tam jestem, ładują się moje wewnętrzne baterie. Każdy zakątek, każdy mijany dom przywołuje wspomnienia i myśli sprzed lat, i nie myślę tu o kilku, nawet kilkunastu latach - ale wręcz o trzydziestu. Widzę je oczami dziecka, którym byłam. Gdy patrzę w wodę w miejscu, w którym pływałam co roku jako mała dziewczynka, a później dorastająca dziewczyna i młoda kobieta, dociera do mnie, że niektóre stare sprawy pozostają na zawsze młode ;)



Jednocześnie - jak długo osoba w moim wieku może czuć się jak dziecko i nie zmęczyć się tym uczuciem? Po około tygodniu brakowało mi jednak mojej dorosłości i samodzielności ;) Może główną przyczyną pewnego zmęczenia tymi wakacjami była pogoda, która w drugiej połowie sierpnia wyjątkowo nie dopisała. Przez dwa-trzy dni praktycznie w ogóle nie wychodziliśmy z domu. W pozostałe - chwytaliśmy każdą chwilę bez deszczu, żeby pójść na spacer!



Wdech, przepona, postaw dźwięk


Tegoroczne lato to również dwa występy sceniczne. Jeden w duecie z mężem na festynie we wspomnianej małej miejscowości, drugi w Krakowie z zespołem Genezyp Kapen. Ze śpiewaniem na scenie wiąże się kilka specyficznych odczuć. Pierwsze: że to kocham :) Drugie, jak bardzo to dla mnie ważne, by nie być samą na scenie. Kiedyś myślałam, że jestem typową solistką, jednak uwielbiam dzielić energię sceniczną z zespołem lub po prostu z drugą osobą. Trzecie odczucie: jak bardzo przy tym wszystkim, pomimo scenicznego makijażu i radości z przebywania na scenie, jestem jednak w pierwszej kolejności mamą. Do chwili, w której wezmę do ręki mikrofon, zastanawiam się nad tym, czy moje dzieci są właściwie zaopiekowane i jak sobie radzą beze mnie, po skończonym występie myślę o momencie, w którym będę ich tulić do snu. Nie da się przełączyć w głowie wajchy: teraz wokalistka, a dopiero za chwilę mama. Ta mama zawsze tam jest :)

Wdech, wydech i... pozwól mu rozwijać się w swoim tempie!




Letnie zabawy na placu zabaw dały nam sposobność, by przyjrzeć się interakcjom Michała z innymi dziećmi. Czasem pojawiał się niepokój. Nie powiem, spodziewałam się, że młodsze dziecko dwójki młodszych dzieci, artystycznych dusz i dziwaków, będzie raczej chodzić własnymi drogami niż brylować w społeczeństwie. Michał jest do tego nieduży i ma w sobie mnóstwo wręcz niemowlęcego uroku, chętnie tańczy i jest niezwykle muzykalny, a choć potrafi mówić całymi zdaniami, korzysta z tej umiejętności rzadko i na własnych zasadach. Bywa strachliwy, płaczliwy, trudny we współpracy. Gdybym nie wiedziała, ile ma lat, spokojnie uwierzyłabym, że jest nawet o rok młodszy!


Jestem daleka od wypowiadania się na temat charakteru takiego małego dziecka, niemniej wydaje mi się prawdopodobne, że Misio wyrośnie na artystę i outsidera. Możliwe, że się jeszcze zdziwię ;) Festyn go przytłoczył, podczas gdy inne dzieci bawiły się razem na placu zabaw, on trzymał się z boku, zwiedzał mało uczęszczane kąty. Trochę jak jego mama w dzieciństwie ;)

Obserwuję go uważnie, ale ze spokojem. Wiem, że czasem wystarczy poczekać, wziąć głęboki wdech, a za chwilę Michaś poczuje się pewniej i współpraca z nim będzie łatwiejsza. Pośpiech i nerwowość nie są dobrymi doradcami.

Wydech, napnij mięśnie, wdech, rozluźnij mięśnie


Wspomniałam Wam na początku roku, że - delikatnie mówiąc - nie jestem w swojej życiowej formie fizycznej? Cóż, mogę powiedzieć tyle, że od tamtego czasu nie odnotowałam zmiany na lepsze. Trochę wypierałam ten fakt (w czym wybitnie pomagały zdjęcia od czarodziejów fotografii, na których wyglądam jak bogini), trochę też podeszłam do samej siebie ze zrozumieniem - to nie jest dla mnie łatwy rok. Wszystko ma swój czas, bywa tak, że dbanie o siebie musi polegać na tym, że nie będziesz od siebie wymagać zbyt wiele i pozwolisz sobie na słabości.

Ale przyszła pora i na zmiany. Jestem na początku drogi, więc na razie nie ma sensu chwalić się rezultatami czy nowymi przyzwyczajeniami. Jedno mogę powiedzieć: jestem konsekwentna. Mam swój wyznaczony czas w ciągu dnia na ćwiczenia, mam w sobie dużo entuzjazmu i determinacji. Póki co, wierzę, że to wystarczy :)


Pamiętam, jak ładnych parę lat temu, ćwicząc, zrozumiałam tę prostą zasadę, że z prawidłowym oddechem można zrobić znacznie więcej. Można sięgnąć dalej, użyć większej siły, pokonać swoje ograniczenia. To nadal działa, i nie tyczy się tylko ćwiczeń. Działa w pracy, w kontaktach z ludźmi, gdy czasami pojawiają się wzajemne napięcia i frustracja. Działa na scenie, gdy wydobywam z siebie dźwięki. Działa przy wychowywaniu dzieci, gdy najprostszym rozwiązaniem problemu okazuje się chwila cierpliwości. Czasami wszystko, czego nam trzeba, to odrobina oddechu.



piątek, 26 lutego 2021

Moje dziecko powiedziało, moje dziecko zrobiło #4

Przyszedł czas na kolejną porcję anegdotek z życia naszych łobuziaków! Ponieważ chciałam podzielić tekst sprawiedliwie, by poświęcić mniej więcej tyle samo uwagi każdemu z synków - w pierwszej części przeczytacie o tym, czym ostatnio zaskoczył nas Robert, a w drugiej części, co nowego u Michałka :)

Co zrobił i powiedział Robert?


Robert potrafi nas zadziwić nawet wtedy, gdy po prostu bawi się autkami. Na zdjęciu widzimy korytarz życia. Z lewej strony nadjeżdża karetka, więc wszystkie auta zjeżdżają na bok, by zrobić jej miejsce. Ja w jego wieku... prawdopodobnie wiedziałam, czym jest karetka, ale o korytarzu życia z pewnością nie miałam pojęcia :)

***

Pisałam Wam niedawno, że Robert jakiś czas temu w sposób naturalny odstawił się od piersi. Sprawa okazała się mieć ciąg dalszy. Pewnego wieczoru, już dość długo po odstawieniu, tuliłam go jak zwykle do snu, a on w pewnym momencie dał mi całusa i odezwał się pogodnym, rozmarzonym tonem: 

- Cyc jest bardzo dobry. Ja bardzo lubię cyca.

Pomyślałam: no koniec, pośpieszyłam się z radością, po tygodniach przerwy znowu się zacznie karmienie czteroletniego oseska. Ale Robert po chwili kontynuował wypowiedź, nadal z tym samym słodkim uśmiechem:

- Ale to jest dla małych dzieci. Dla Michałka. Nie dla dużych dzieci.

Widocznie potrzebował to sobie podsumować, poukładać :) Temat wraca od czasu do czasu, ale właśnie w tej formie: Robert wspomina o cycu, po czym stwierdza, że to nie dla dużych dzieci. Podoba mi się, że to jego decyzja :)

***

Zatem tak, Robert jest już dużym dzieckiem. Niemniej, pod wieloma względami nadal jest małym chłopcem, kochanym czteroletnim niewiniątkiem, i trzeba o tym pamiętać. Również wtedy, kiedy wykrzykuje w samochodzie tonem nieznoszącym sprzeciwu:

- Ja też chcę kochać z ciocią!

Chodziło mu o to, że chciał odwiedzić ciocię Gosię, którą bardzo kocha. Kiedy usłyszał, że to niemożliwe, bo ciocia jest dzisiaj zajęta, odparował bez zastanowienia:

- Ja też chcę być zajęty z ciocią!

***

Mąż wynalazł nową zabawę, która bardzo angażuje dziecko, a niekoniecznie męczy rodzica :D Są to wyścigi, które dziecko oczywiście wygrywa. Rodzic zostaje daleko w tyle. Mam na myśli, DALEKO w tyle :D 

Co zrobił i powiedział Michał?


Ostatnio ulubioną zabawą Michałka jest układanie kolorowych magnesików na lodówce i nazywanie ich kolorów po angielsku. Próbowałam go przekonać, żeby mówił "czerwony" i "niebieski" zamiast "red" i "blue", ale był innego zdania ;)

***

Michaś bywa nazywany czołgiem (czasem pieszczotliwie: czołgusiem), bo ma w zwyczaju iść przed siebie szybkim, stanowczym krokiem i ciężko go zatrzymać. Potrafi też jednak iść spokojnie za rączkę, tak jak ostatnio, kiedy wybraliśmy się na spacer do Puszczy Niepołomickiej. Miał nawet sporo cierpliwości, kiedy z powodu zabawy w policjanta i złodziejaszka z Robertem musieliśmy się dość często zatrzymywać. W końcu jednak uznał, że dość tych wygłupów - i ruszył jak czołguś przed siebie w las!

***

Gdybym miała opisać Michała w zaledwie dwóch słowach, być może użyłabym słów pogodny i czuły. Oczywiście, zdarzają mu się chwile gorszego nastroju, głównie wtedy, gdy jest zmęczony albo coś mu dolega. Najczęściej jednak obdarza wszystkich domowników promiennymi uśmiechami, całuskami i uściskami. A domownicy chętnie odpowiadają czułościami, Robert również. Często obserwujemy sceny takie jak wczoraj: Michał śpi, Robert leży obok i przytula jego rączkę do swojego policzka.

Michał ma też ugodowy charakter, zwłaszcza w porównaniu z Robertem. Nie jest nastawiony na rywalizację, tylko na dobrą zabawę, co widać, gdy obaj ścigają się autkami. Michał przez chwilę wysuwa się na prowadzenie, po czym przepuszcza Roberta, żeby ten bez przeszkód dotarł do mety pierwszy :) Andrzej śmieje się, że to bardzo rozsądne zachowanie kierowcy - puszcza przodem auto, któremu śpieszy się bardziej :)

***

Poprzednie anegdotki z naszego życia codziennego znajdziecie tutajtutaj tutaj. Kiedy wracam do nich, ogarnia mnie wzruszenie: jak wiele się zmieniło! Dwa wpisy pochodzą jeszcze z czasów, kiedy Michał był niemowlakiem i nie umiał chodzić, a teraz stał się czołgusiem i coraz więcej mówi! Ale jedno się nie zmienia: codzienność z tymi dwoma łobuziakami bez przerwy dostarcza kolejnych cudownych wrażeń, radości oraz wzruszeń. 

środa, 2 grudnia 2020

Niespodzianka, mamy dwulatka!

Ostatnio na spacerze zauważyliśmy, że Michał nie chce już siedzieć w wózku, o wiele lepiej czuje się, gdy może swobodnie przemieszczać się na dwóch nóżkach. Idzie przed siebie jak mały czołg, problem pojawia się wtedy, gdy z jakichś względów musimy go zatrzymać :)

Nie lubi, gdy się go karmi łyżeczką. Zdecydowanie woli jeść samodzielnie. To samo z myciem zębów - robi to bez protestów, gdy tylko może sam trzymać szczoteczkę w rączce. Lewej, bo ewidentnie jest leworęczny.

Michał skończył dwa lata

Nasz mały Misio, Braciszek, słodka przytulanka, to już dwuletni chłopiec. Czy jesteśmy zaskoczeni? Przyznam, że trochę tak!

Mam wrażenie, że młodsze dziecko zawsze wydaje się mniejsze, bardziej delikatnie i bezradne, niż wskazuje na to jego wiek. Przecież w porównaniu ze starszakiem to jeszcze taka kruszynka! Michał do tego ma w sobie pewien... powiedziałabym, niemowlęcy urok. Uśmiech niewiniątka prawie nie schodzi z jego pyzatej buzi, małe rączki z absolutnie przepięknymi paluszkami wydają się dość nieporadne, ale to tylko złudzenie - w rzeczywistości są coraz bardziej sprawne, potrafią na przykład kolorować albo tworzyć piękne obrazki! Kiedy zasypia, zwija się w kłębek i naprawdę wygląda jak niemowlak. Śmiejemy się, że będzie długo młody ;)

Niemniej, każdego dnia Michał daje nam odczuć na wiele sposobów, że faktycznie stał się już dwulatkiem. Na przykład, przejawia typowy bunt dwulatka ;) Odkrył, że może mieć swoje zdanie i nieraz obstaje przy nim bardzo uparcie. Skoro postanowił sobie, że będzie właśnie teraz szedł środkiem drogi, to niech nikt nie myśli, że zdoła go powstrzymać!

Mówi coraz więcej, przeważnie słowa typu: mama, tata, dziękuję, halo, pa, nie ma, brawo, miau, kwa-kwa, siku, kupa, autko. Najczęściej dogaduje się z Robertem w ich własnym języku. Często śpiewa, tańczy, czasami próbuje grać na cymbałkach lub różnego rodzaju domowych instrumentach perkusyjnych ;)

Ulubione rzeczy

Ulubiona zabawka? To się zmienia, ale mam wrażenie, że jest w domu jeden przedmiot, któremu Michaś jest wierny od dłuższego czasu. Miotła na kiju. Poważnie, dziecko ma cały pokój pełen grających zabawek, aut i pluszaków, ale mogłoby godzinami kursować między pokojami i zamiatać podłogę.

Ulubiona piosenka? I-ja-i-jajo! Trochę jak w refrenie o Starym MacDonaldzie, jednak melodia jest nieco inna, i pojawia się za każdym razem, gdy Michaś bawi się wozem strażackim lub autkiem policyjnym. 

Ulubiony rodzaj interakcji z otoczeniem? Są dwa. Pierwszy to najsłodsze całusy pod słońcem, zwykle zupełnie spontaniczne - ot, robisz coś w kuchni, a tu przydreptuje do ciebie maleństwo i dostajesz całusa. I od razu dzień piękniejszy :) Drugi rodzaj to łaskotki. Michaś je uwielbia, jak już kiedyś pisałam, jest chyba jedynym człowiekiem na świecie, który potrafi połaskotać się sam i ma z tego radochę. Oczywiście, jeszcze weselej jest wtedy, gdy można połaskotać brata, mamę, tatę, a raz nawet sprawdzał, czy lodówka też ma gili-gili. No cóż, dwa lata to jeszcze malutko :)

Ulubiona postać? Chyba Blippi, bo Michaś nauczył się nawet wymawiać bezbłędnie jego niełatwe przecież imię. Znacie Blippiego? Nagrywa zabawne, edukacyjne filmiki, z których można się sporo dowiedzieć  np. o budowie i zasadach działania pojazdów, o pracy w różnych zawodach. Początkowo odstraszał nas trochę specyficzny sposób poruszania się Blippiego, jak i fakt, że filmiki są w języku angielskim, ale przekonaliśmy się do nich. A Robert i Michał uczą się dzięki nim ciekawych rzeczy i przy okazji szlifują język.

Ukochany brat

Robert jest wspaniałym, kochającym bratem. Potrafi oddać maluchowi swoją bułkę lub banana, a potem sam jest głodny. Dzieli się z nim zabawkami, smakołykami, wszystkim. Pociesza go i rozśmiesza, gdy mały płacze. Kiedy wczoraj usypiałam Michała, Robert nie pozwolił mi zgasić nocnej lampki, bo będzie ciemno i Michałek będzie się bał. Chwilami bardziej troszczy się o potrzeby braciszka niż o własne!

Coraz częściej chłopcy bawią się we dwóch, a my możemy zająć się czymś innym lub z zachwytem obserwować, jak pięknie ze sobą współpracują.

Wydaje się, że te dwa lata zleciały tak szybko. A jednocześnie - każdy dzień miał znaczenie, każdy miesiąc uczył czegoś nowego, tyle zdążyło się wydarzyć. I tylko ten uśmiech na małej buźce nadal tak samo niewinny i dziecięco uroczy :) Pewnie już zawsze będę widziała w Michałku moje maleństwo. Po prostu za kilka lat zacznę się z tym trochę kryć... Żeby dziecku obciachu nie robić! ;)

piątek, 16 października 2020

Porady kiepskiej matki


Te wszystkie blogerki parentingowe są takie idealne i niezawodne, prawda? Zawsze wiedzą, co zrobić! Ja też myślałam, że taka będę, dlatego zaczęłam blogować. A potem rzeczywistość kopnęła mnie w cztery litery ;)

Żarty żartami, ale poważnie, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czym zaskoczy nas rodzicielstwo. Wcześniejsze doświadczenie z młodszym rodzeństwem czy opiekowanie się dziećmi znajomych może dać Ci jakiś pogląd - zobaczysz, jak czujesz się w towarzystwie małego człowieczka. Ale to i tak nie to samo, co bycie rodzicem. 

Dobra wiadomość jest taka, że wcale nie musisz być idealną matką. Powiem więcej, Twoja nieidealność może Ci się przydać bardziej niż myślisz. Jako matka, której bardzo daleko ideału, opowiem Ci teraz, jak to działa u mnie.

1. A niech je, kiedy chce!


Oszalałabym chyba, gdybym miała karmić noworodka co trzy godziny, jak zalecali w szpitalu. Moje dzieci czasami potrzebowały jeść częściej, czasem rzadziej. Teraz, gdy obaj są starsi, mają stały rytm posiłków. Ale nie trzymamy się go obsesyjnie. Obiad mu nie smakuje? Przecież na siłę do buzi nie wcisnę. Mówi, że chce płatki? Niech je płatki! Może niekoniecznie codziennie :)
Trzeci dzień z rzędu chce jeść naleśniki i nie przyjmie nic innego? No i bosko, nie muszę się zastanawiać, co zrobić na obiad.

Nie wezmę odpowiedzialności za stwierdzenie, że żadne dziecko się nie zagłodzi, bo wiem, że istnieją przypadki drastycznych zaburzeń apetytu. Jednak zdecydowana większość zdrowych dzieci naprawdę zje, kiedy zgłodnieje. Szkoda czasu i nerwów, by się tym przejmować!

2. Nie chce Ci się robić wszystkiego za niego? Niech uczy się samodzielności!


Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że dzieci chcą być samodzielne. To my często hamujemy ich samodzielność, bo przecież zrobimy szybciej, lepiej, dokładniej, bezpieczniej.

Nie chce być karmiony łyżeczką, niech zje sam. Owszem, wybrudzi się.
Chce się umyć sam, niech się myje sam. Ty bądź w pobliżu i patrz, czy się nie topi. Owszem, podłoga w łazience będzie mokra.
Nie chce Ci się sprzątać jego zabawek? Popatrz, jak pięknie sprząta sam :)

Moje dzieci nie traktują obowiązków domowych jak obowiązki. Dla nich to są te fajne rzeczy, które robią rodzice. Zmywanie naczyń jest atrakcją. Przygotowywanie obiadu jest atrakcją. Choć czasem mam poczucie, że sama zrobiłabym coś sto razy szybciej niż małe pomocne łapki, to jednak korzystam z ich pomocy. A oni się uczą :)

3. Nie masz pomysłu na zabawy? Poczekaj, może wymyśli coś sam!


Siądź obok i popatrz, jakie wspaniałe, kreatywne pomysły kryją się w tym małym umyśle. Reaguj, gdy próbuje skakać z łóżka, siedząc na koniku, ale póki nie dzieje się nic groźnego, po prostu pozwól mu szukać, odkrywać, doświadczać.

Opowiadałam Wam ostatnio o zabawie w "Co mama powiedziała?". To był pomysł Roberta. Podobnie jak zabawa w naśladowanie pojazdów czy w odgadywanie, jaka rzecz jest danego koloru.

4. Nie chce Ci się z nim bawić? A kto powiedział, że musi Ci się chcieć?


Jesteśmy dorosłymi ludźmi, mamy dorosłe rozrywki. A on chce układać klocki, przesuwać autka po torze, czytać w nieskończoność tę samą, słabo napisaną bajkę... Przez jakiś czas możesz to wytrzymać, ale do wieczora? Codziennie?

Czasem wystarczy, gdy po prostu będziesz w pobliżu. Możesz być pacjentem małego lekarza, to naprawdę wdzięczna rola: leżysz, a on Ci mierzy temperaturę klockiem, osłuchuje płuca słuchawkami (takimi do telefonu), przyklei plasterek, czasem jeszcze da całusa.
Stań w drzwiach w rozkroku i bądź tunelem, a on pociągiem. I tyle, stoisz sobie, a pociąg jeździ.
Zrób zjeżdżalnię z kołdry. Sprawdź, czy lądowanie jest bezpieczne, a potem tylko słuchaj radosnych śmiechów :)
Możecie też pobawić się w chowanego. Wiesz, dzieci potrafią się czasem schować tak skutecznie, że mama musi ich szukać, i szukać, i szukać... Rozumiemy się, prawda?

5. Nie masz siły, by rozstrzygać kolejny spór między rodzeństwem? Czekaj... Może się dogadają?


Jeden ma niespełna cztery lata, drugi niespełna dwa, obaj chcą się bawić tą samą zabawką. A Ty nie jesteś królem Salomonem, zresztą nawet gdybyś była, to nie będziesz przy dzieciach machać mieczem.

Łatwo zabrać zabawkę maluchowi i dać starszakowi. Albo, łagodniejsza wersja: spróbować zainteresować malucha inną zabawką. Ale czy ten maluch musi być wiecznie pokrzywdzony? A czy starszak musi wiecznie ustępować? Czy mamy prowadzić rejestr: ostatnio Robert ustąpił Michałowi, więc teraz czas, by Michał ustąpił, i tak na zmianę?
Ja najchętniej w takich sytuacjach czekam i obserwuję, jak poradzą sobie sami. I przeważnie kończy się tak, że jestem wzruszona - bo oni naprawdę potrafią rozstrzygnąć spór samodzielnie. Nieraz lepiej niż dorośli.

6. Jeszcze chwila i coś mu powiesz? A powiedz!


Nie, nie namawiam Cię do agresji słownej ani, broń Boże, żadnej innej. Ale powiedz, co czujesz. Nazwij emocje. Choć w trudnej chwili, gdy prawie puszczają Ci nerwy, zapewne o tym nie myślisz - on teraz też się uczy. Uczy się prawdy o ludziach, o sobie. Uczy się, że jego zachowanie może spowodować czyjś gniew lub smutek. Uczy się, że wyrazem trudnych emocji może być podniesiony głos i mina pełna frustracji. Nie trzeba go za wszelką cenę chronić przed tą wiedzą. 

7. Kochaj :)


No dobrze, to nie jest rada kiepskiej matki. Właściwie to w ogóle nie jest rada, bo jak można radzić komuś, żeby kochał? 
Chcę Ci tylko powiedzieć, że to wystarczy. Twoja miłość jest tym, czego dziecko potrzebuje od Ciebie najbardziej. Nie musisz gotować jak mistrzyni, tryskać pomysłami, być zawsze w świetnym humorze.
Kochaj, przytulaj, całuj, uśmiechaj się do niego, mów mu o tym, jak bardzo jesteś z niego dumna. To jest prezent, który dajesz mu na zawsze, cenniejszy niż wszystkie zabawki. 

Co myślisz o tej liście? Może chcesz dodać coś od siebie? :)




sobota, 20 czerwca 2020

Moje dziecko powiedziało, moje dziecko zrobiło #3



Jest pewna rzecz, którą musicie wiedzieć o życiu w siódemkę (przypominam: czworo ludzi, trzy zwierzaki). Nasza codzienność jest jedną wielką przygodą!

Rytuały.


Rytuały poranne to, jak wiadomo, rzecz święta. Nie śmiałabym z tym dyskutować. Wiecie, co Robert musi, ale to musi zrobić każdego ranka? Musi przytulić każdą część garderoby, którą ma założyć. Przytulić spodenki, przytulić bluzę… To nie są zdawkowe uściski, każde przytulenie trwa odpowiednio długo i nieraz kończy się zaśnięciem ze spodenkami w czułych objęciach.

Przez pewien czas nie było mowy o umyciu zębów, jeśli nie poprzedziliśmy tej czynności dopasowaną tematycznie piosenką śpiewaną z podziałem na role :D

Rytuały przed snem są różne, zmieniają się w zależności od potrzeb. Czasem śpiewamy kołysanki. Najbardziej jednak rozczula mnie, gdy Robert wylicza (z moją drobną pomocą) wszystkie znane mu zwierzątka, które razem z nim idą spać. Małpeczka idzie spać, lew idzie spać, misio idzie spać… Czasem oprócz zwierzątek w zestawieniu pojawia się np. samochodzik albo traktor.

Co jest najlepszą zabawą?


Ostatnio atrakcją dnia jest rzucanie i odbijanie piłki, przy czym w zależności od humoru piłkę można odbić rękami, głową albo pupą. Michałek też z radością bierze udział w zabawie :) Robert pięknie dziękuje mu za każdym razem, gdy dostanie od niego piłkę.

Ale tego typu standardowe zabawy to, oczywiście, jeszcze nie wszystko! Co jeszcze lubią robić dzieci w wolnym czasie?

  • Kręcić kluczem. Robert nie umie jeszcze otworzyć ani zamknąć drzwi, ale samo próbowanie sprawia mu ogromną frajdę.
  • Biegać po ogrodzie w tę i z powrotem z okrzykiem: Rakieta Robert! Doszłam już do takiej wprawy, że po ułożeniu rąk rozpoznaję, czy po ogrodzie biega właśnie Rakieta Robert, czy Samolot Robert, czy też może Helikopter Robert (wtedy rączki robią śmigło nad głową).
  • A czasem po łóżku skacze mi Super Szczur. Bywa, że w moim staniku na głowie – wygląda jak wielkie uszy.
  • Czasem bawimy się w spanie. Ho-pśśś, ho-pśśś,,, To jedna z moich ulubionych zabaw.
  • A czasem bawimy się w groźne lwy. Żebyście tylko słyszeli lwi ryk Michałka!
  • Skoro o nim mowa – Michał jest jedyną znaną mi osobą na świecie, która potrafi się sama połaskotać i mieć z tego radochę. Leży na plecach, przebiera paluszkami po brzuszku, powtarza gili-gili i śmieje się serdecznie. Robert próbuje tego samego, ale z użyciem mojej miękkiej szczotki do włosów. Po czym zaraz okazuje się, że większą frajdę stanowi jednak łaskotanie brata.

Mowa jest złotem.


Michał, wbrew przewidywaniom, nie zaczął wcześnie chodzić. Mniej więcej przez pół roku dreptał przy meblach, zanim odważył się na samodzielne kroki. Natomiast rozwój mowy to już inna sprawa :) Jeszcze przed wspomnianymi pierwszymi krokami, z jego ust wydobywały się prawdziwe zdania, między innymi: „Ja chcę to”, „Nie chcę mleko”, „Nie ma halo” (to o sąsiedzie, który miał usta zasłonięte maską), czy też „Ty siku”.
Hm, pozostawię Waszym domysłom, w jakich wielce komfortowych okolicznościach usłyszałam to ostatnie zdanie…

Robert rozkręcił się z mówieniem do tego stopnia, że teraz opowiada bajki. Najczęściej zaczynają się one od słów „Przez cały dzień…”, przeważnie wybuchają w nich pożary i sytuację ratuje Strażak Sam. We wczorajszej bajce pojawił się też konik, który stał się smokiem i był niegrzeczny, a na koniec (już po interwencji Sama) były kwiatki i wszyscy powiedzieli „papa!”. Mówię Wam, dawno żadna bajka mnie tak nie wzruszyła do łez.



Przyznam, że lubię czasem posprzeczać się z Robertem. Podoba mi się, jak stara się postawić na swoim, nawet gdy nie ma w tym zbyt wiele sensu. Tak jak wtedy, gdy umówiłam męża na wizytę u lekarza. Kiedy mówiłam przez telefon, że przyjmie go pani doktor Baranowska, mój starszy synek, który był wtedy ewidentnie w nastroju Doktora No, zaprotestował głośno: „NIE BARANOWSKA, TYLKO OWIECZKA!”. Podobno pani doktor bardzo się ucieszyła z nowego nazwiska :)

Dola małżeńska.


Wiecie, co mówią a propos pandemii? Że u bezdzietnych małżeństw będziemy teraz obserwować falę ciąż, a u małżeństw z dziećmi – falę rozwodów… My, co prawda, nie mamy najmniejszego zamiaru się rozwodzić, rozumiemy jednak bardzo dobrze, dlaczego nikt nie spodziewa się fali ciąż u małżeństw, które już mają dzieci. 

Oczywiście, moje stanowisko jest niezmienne, żadnych kolejnych ciąż nie planujemy tak czy inaczej, niemniej pewne czynności, które niekoniecznie muszą prowadzić do ciąży, nadal są dla nas wielce atrakcyjną formą spędzania czasu. O ile nikt nam w nich nie przeszkodzi…

Sytuacja 1. Dzieci śpią, ja gaszę światło i dyskretnie czmycham po schodach piętro wyżej, gdzie już czeka mąż. Robi się coraz milej, aż w kluczowym momencie słyszę nagle „Mamo, gdzie jesteś?”, a potem dwa głosiki płaczą rozpaczliwie unisono.

Sytuacja 2. Mąż dość zamaszystym gestem chwyta mnie nieco poniżej pleców. Całkiem to przyjemne, jednak Robert ma inne zdanie. Stanowczo odsuwa rękę męża i mówi: „Tato! Jesteś niegrzeczny! Bijesz mamę? Idziesz na karę!”.

Sytuacja 3, moja ulubiona. Mąż tańczy, wdzięczy się w ruchach godnych egzotycznego tancerza. Po chwili za jego plecami pojawia się Robert, wymachuje rączkami i nóżkami na wszystkie strony i woła: „Mama! Ja też chcę ta-ta-ra-ta!”. Koniec, kurtyna, nastrój ulega zmianie, to znaczy nadal jest świetny, ale trochę w inny sposób. No i możecie sobie wyobrazić, jak często i w jakich sytuacjach przypomina mi się teraz to ta-ta-ra-ta… :D

Jedno jest pewne: nudno to z nimi nigdy nie będzie!
Poprzednie anegdotki z naszego życia codziennego znajdziecie tutaj i tutaj.

niedziela, 26 kwietnia 2020

Odcienie płaczu trzylatka.





Tak pisałam dwa lata temu.
I wówczas, i wcześniej dałabym się pokroić za przekonanie, że płacz dziecka jest zawsze szczery, że tak młody człowieczek nie jest jeszcze zdolny do grania na emocjach i wykorzystywania płaczu wtedy, gdy to dla niego wygodne.

Chodziłabym pokrojona ;) Robert ma trzy lata, już niedługo trzy i pół. Od pewnego czasu z wiadomych przyczyn spędzamy ze sobą jeszcze więcej czasu niż zwykle. Dosłownie całe dnie. W tym czasie zdążyłam poznać różne przyczyny płaczu trzylatka, z których wcześniej niekoniecznie zdawałam sobie sprawę.

Umówmy się, od dawna nie jest dla mnie tajemnicą, że można przeżyć prawdziwy dramat, gdy się czegoś bardzo chce, na przykład zjeść surowego ziemniaka, albo zeskoczyć z łóżka na ulubionym koniku-zabawce, a mama nie pozwala. Rozumiem, jakie to przykre i nie umniejszam prawdziwości tego smutku. Ale to jeszcze nie wszystko...

Dlaczego trzylatek płacze?


Odtwarza zasłyszane dźwięki.

Dziecko uczy się przez obserwację i naśladownictwo. Jeśli widziało płaczącą osobę, może próbować odtworzyć ten płacz. Mniej lub bardziej świadomie uczy się reakcji.

Zauważyłam, że w niektórych bajkach postacie reagują szczególnie ekspresyjnie na smutną lub przykrą sytuację. Nie twierdzę, że to złe, wręcz przeciwnie - dziecko uczy się wtedy, jak wpływają na nas emocje i dlaczego czasami ktoś reaguje w taki, a nie inny sposób. Natomiast formą nauki jest również zastosowanie zdobytej wiedzy w praktyce ;)

Pewnie zgodzicie się ze mną, że warto oglądać razem z dzieckiem jego ulubione bajki i obserwować, czy któraś scena płaczu nie wygląda dziwnie znajomo :)

Bawi się.

To też wynika z obserwowania i naśladownictwa. Dziecko przenosi zasłyszane reakcje do swoich zabaw. Czasem, gdy usłyszysz, że w trakcie zabawy dziecko rozpłakało się bez widocznego powodu - warto się upewnić, czy nie jest to płacz pluszowego misia lub autka :)



Płacze, bo poprzednio to zadziałało.

Nie nazwałabym tego manipulacją, raczej kolejnym przykładem na to, że dziecko obserwuje, wyciąga wnioski i uczy się konsekwencji.

Może poprzednio, gdy się rozpłakał, przytuliłaś go w szczególnie miły sposób? Może powiedziałaś coś, co chciałby teraz usłyszeć?

Nawet jeśli dziecko płacze, bo próbuje coś uzyskać, nie demonizowałabym tego. To nie świadczy o podstępnym charakterze. Na tym etapie dziecko dopiero uczy się relacji międzyludzkich, bada, sprawdza. Ważne, byśmy mu w tym pomogli z cierpliwością i konsekwencją.

Płacze dla towarzystwa lub ze współczucia.

To zdarza się Robertowi bardzo często. Kiedy jego mały braciszek wybucha płaczem, Robert często próbuje go pocieszyć, ale nie zawsze się mu się to udaje. Wówczas siada obok i płacze równie żałośnie. Jest w tym coś poruszającego.


Co ciekawe, kiedy Robert ma prawdziwy powód do płaczu, często wybiera inną reakcję. Czasem krzyczy, czasem zamyka się w sobie albo robi się w jednej chwili bardzo śpiący. Nauczyłam się wyłapywać te reakcje. Gdy widzę, że zachowuje się w taki sposób, od razu sprawdzam, czy np. nie uderzył się gdzieś albo nie skaleczył.


Jak to wygląda u Was? Macie podobne obserwacje do moich? :)

piątek, 13 grudnia 2019

Dzień, w którym skończył się bunt dwulatka.



Miałam nadzieję, że może uda mi się obudzić dzisiaj przed 5:05, czyli przed godziną, o której trzy lata temu Robert otworzył swoje piękne oczka i wydał z siebie pierwszy krzyk. Ale umówmy się, to strasznie wczesna pora ;) Na szczęście poranne okrzyki nie weszły mu w nawyk. Jeszcze godzinę później nasz Urodzinek spał smacznie z jasnymi włoskami rozsypanymi na poduszce.

Tak, zaprosiłam Was tu dzisiaj, żeby opowiedzieć Wam o moim trzyletnim już (a nie dwuletnim) chłopczyku. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko? ;) 

Dobrze pamiętam Roberta sprzed trzech lat. Był duży jak na noworodka, prawie całkiem łysy, z delikatnym jaśniutkim meszkiem na głowie, z gładką buźką, prześliczny. Starałam się zapamiętać każda chwilę, niczego nie stracić, bo wiedziałam, że te chwile, kiedy jest taki maleńki, miną bezpowrotnie znacznie szybciej niż można byłoby się spodziewać. I rzeczywiście, minęły! Ale uwierzcie mi, że teraz jest jeszcze cudowniej.

Co jest najpiękniejsze w byciu mamą trzylatka?


Mogę dowiadywać się od niego różnych rzeczy.

Na przykład, jak nazywają się jego koledzy i koleżanki. Nawet ta ulubiona koleżanka! Wiem, że uczyli się piosenki o Mikołaju, a wcześniej - bardzo ładnego wierszyka o przedszkolu. Wiem, że na wycieczce widział króliczki. Nie tylko ja pokazuję mu świat, ale on też zaprasza mnie do swojego świata i opowiada mi o przeżyciach z całego dnia. 

Mogę wdawać się z nim w dyskusje.

A powiem Wam, że potrafi dyskutować! Cieszy mnie, że gdy zadaję mu pytanie, mogę liczyć na odpowiedź. Kiedy coś mu nie odpowiada, potrafi mi powiedzieć, o co chodzi. Kiedy chce coś uzyskać i przekonać mnie do czegoś, potrafi wdzięczyć się i łasić jak kotek! Uwielbiam te zdania, które musiał usłyszeć najpierw z moich ust, wypowiadane jego słodkim głosikiem.

Mogę się z nim śmiać. 

Kiedy udaje małpkę, kiedy stwierdza, że dynia na surowo jest "bleee!", kiedy coś go mocno rozbawi, kiedy cieszy się z niespodzianki, kiedy bawi się z braciszkiem. Czasem śmiejemy się bez powodu, po prostu dlatego, że mamy świetny nastrój.

Mogę się z nim bawić.

Mam na myśli aktywną, angażującą zabawę, włącznie z odgrywaniem ról. Ostatnio ulubioną zabawą jest udawanie "pani doktor" i wypisywanie recept na bolące kolana lub stopy. Całusy też pomagają ;)

Mogę patrzeć na jego czułość i troskę.

Oczywiście, sama też doświadczam tych jego czułych gestów. Przytula mnie, głaszcze, bawi się moimi włosami. Daje mi buziaka, gdy jedzie do przedszkola. Martwi się, gdy coś mnie boli. Jest moim kochanym, troskliwym małym przyjacielem.

Mogę się wzruszać z jego powodu.

Jak choćby wtedy, gdy znalazł przypadkiem zdjęcie męża, które noszę w portfelu. Spojrzał, przytulił z czułością do serduszka i powiedział: "moje tatuś!" (tak, rodzajniki się czasami mylą) ;) 

Mogę być z niego prawdziwie dumna.

Och, dumna jestem zawsze, każdego dnia. Z maleńkiego Michasia oczywiście również. Ale są takie momenty, gdy Robert bardzo mocno zaskakuje mnie swoją dojrzałością. Na przykład w sklepie, gdy pomaga mi ułożyć zakupy na taśmie, a potem cierpliwie czeka, aż wszystko spakuję - choć dobrze wiem, jak wielką ma ochotę na smakołyk, który tam leży wśród tych zakupów. Albo kiedy daje większe, sprawniejsze autko swojemu braciszkowi, a sam bawi się mniejszym.  Albo kiedy stara się zapiąć kurtkę, choć wcale nie chce jej mieć na sobie - ale wie, że trzeba, bo na zewnątrz jest zimno. Takich sytuacji jest naprawdę dużo.


Bycie mamą dwulatka okazało się niezwykłą przygodą, która wiele mnie nauczyła, dostarczyła niezapomnianych wrażeń i wzruszeń, choć też nieraz przynosiła frustrację i bezradność, bo określenie bunt dwulatka nie wzięło się znikąd. Nawet jeśli wiem, że tak naprawdę to nie jest żaden bunt, tylko próba poradzenia sobie z całym ogromnym wachlarzem emocji, trudnych dla maleńkiego jeszcze, zagubionego, bardzo szybko rozwijającego się człowieczka. Teraz ta przygoda się skończyła, na szczęście będę mogła przeżyć ją jeszcze raz, z Michasiem. Tymczasem Robert ma dla mnie kolejną podróż w nieznane - bunt trzylatka? Ha, nic strasznego :) Damy radę!

czwartek, 28 listopada 2019

365 powodów do wdzięczności, czyli: pierwsze urodziny Michałka.



365 dni, a każdy wart tego, by za niego dziękować. Każdy wypełniony Twoją obecnością, malutkimi rączkami, oczkami, minkami. Dwanaście cudownych miesięcy!


Pierwszy miesiąc

Szybko pokazałeś nam, że wcale jeszcze nie wiemy wszystkiego o byciu rodzicami. Kilkutygodniowe dziecko z zapaleniem płuc? Nie wiedziałam, że takie rzeczy zdarzają się w troskliwych rodzinach. Teraz już wiem. Tydzień w szpitalu, wenflon w małej główce - nazywaliśmy Cię teletubisiem, a pielęgniarki dziwiły się nam, że nie jesteśmy przerażeni. Jedyna w swoim rodzaju Wigilia spędzona na oddziale.

Byłeś przez cały czas radosny, pogodny i szybko przybierałeś na wadze. Przez większość dni sprawiałeś wrażenie zupełnie zdrowego. Pozdrawiam w tym miejscu lekarza, który próbował mi wmówić, że kaszlesz dlatego, bo za często Cię karmię :) Oj, to był ciężki dzień.


Drugi miesiąc

Poznałeś dużo wspaniałych osób, w tym ciocię Gosię, która nieco później została Twoją chrzestną. Tym sposobem masz dwie, a nawet trzy ciocie o tym imieniu - co za zbieg okoliczności :)

Na szczęście nie chorowałeś już więcej. Codziennie obdarzałeś nas swoimi pięknymi uśmiechami. W kraju działy się wtedy smutne rzeczy, więc i nasze nastroje nie były najlepsze, ale Twoja wesoła bezzębna buźka zawsze potrafiła nas pocieszyć.

Trzeci miesiąc

Nie czułam się dobrze. To, co ominęło mnie dwa lata wcześniej, tym razem chyba faktycznie mnie dopadło. Może nie od razu odnalazłam się w roli mamy dwóch synów, może faktycznie proza życia była wówczas trochę mniej znośna. Ale Wy dwaj, Ty i Robert, każdego dnia dawaliście mi siłę. Twój brat już wtedy zachwycał nas swoją troskliwością i czułością wobec Ciebie. Ty - wiadomo - siedem kilo uśmiechu, radości, zadowolenia z życia.

Czwarty miesiąc

Po raz pierwszy zostałeś na jakieś dwie godzinki beze mnie z babcią, a my z Twoim tatą wyskoczyliśmy na randkę. Dobrze się bawiłeś, tylko ta butelka nie bardzo Cię przekonała, prawda? Okazałeś się konserwatywnym zwolennikiem karmienia piersią :) Dość długo nie akceptowałeś innej formy podawania pokarmu.

Kształtowała się Twoja relacja z bratem. Czasem bywał zazdrosny o to, że okazuję Ci tak dużo uwagi. Ale też tulił Cię, bawił się z Tobą, dzielił się swoimi zabawkami.


Piąty miesiąc

To była dopiero rewolucja, co? Pojechaliśmy do dziadków w odwiedziny, tylko jakoś tak wyszło, że nie wróciliśmy na noc do domu. Mało tego, mijały kolejne dni, a my nadal nie wracaliśmy. Ale kto by narzekał! Świetnie się bawiłeś u dziadków. Miałeś do dyspozycji mnóstwo zabawek i fantastyczne, szerokie łóżko, na którym nauczyłeś się turlać :)

Szósty miesiąc 

Nadal u dziadków! Co prawda, odwiedziliśmy kilkakrotnie ogród, który dobrze znasz, ale do domu nie wchodziliśmy. Coś się tam działo, kręciły się tam osoby, których chyba nie znałeś. Ale mama i tata nie martwili się, więc i Ty zachowywałeś pogodę ducha. Nawet pomimo tego, że zęby szły i bardzo Cię męczyły.

Co do pogody, to było gorąco, oj... Słońce nawet trochę parzyło. Co chwilę musiałam przenosić koc w cień. A i tak próbowałeś z niego zejść, aby skubać trawę jak mała kózka :)


W tym miesiącu odbył się Twój chrzest. Nie bez przygód - wracaliśmy z kościoła przy akompaniamencie grzmotów i grubych kropel deszczu bębniących o dach auta. Ale spędziłeś piękne chwile z rodziną, również z ciocią Gosią i wujkiem Wojtkiem, czyli z Twoimi wspaniałymi chrzestnymi :) 

Kiedy wróciliśmy do domu, okazało się, że nasza łazienka bardzo się zmieniła :) Teraz jest piękna, prawda?

Siódmy miesiąc

Przetrwaliśmy już zapalenie płuc, więc ospa to dla nas drobiazg, prawda? Strasznie biednie wyglądałeś z tą zsypaną krostami buzią! Na szczęście zniosłeś chorobę bardzo dobrze. Praktycznie nie gorączkowałeś, nie traciłeś też dobrego nastroju. Pewnie miał na to wpływ również fakt, że Twój starszy brat troskliwie się Tobą opiekował.

Ósmy miesiąc

Nauczyłeś się siadać i raczkować :) Kiedy zorientowałeś się, że wyżej jest ciekawiej, chciałeś koniecznie opanować jak najwięcej umiejętności.

Spacery stały się teraz o wiele ciekawsze. Choć czasem ciężko było wyjść z domu przez upały i komary! W domu też zresztą bawiłeś się świetnie, a do Twoich ulubionych zabawek należała butelka z wodą.

Dziewiąty miesiąc

Wstawałeś, tańczyłeś, chodziłeś, trzymając się mebli! Nauczyłeś się też schodzić z łóżka, choć trzeba przyznać, że do tej pory czasami Ci się myli i próbujesz skakać z niego na główkę...

Po raz pierwszy wybraliśmy się na plażę. Woda w jeziorze Cię nie zachwyciła, za to spacery były dla nas wszystkich bardzo przyjemne :)


W sierpniu pojechaliśmy też na pierwsze tak dalekie wakacje, do moich rodziców, a Twoich dziadków. To był cudowny czas! Tyle zabawy, miłości, radości, nowych ludzi, nowych miejsc... I piesek, z którym ścigałeś się na czworaka :)

Dziesiąty miesiąc

Kolejna wielka rewolucja w Twoim życiu - żłobek! Nie zapomnę pierwszego dnia, gdy przyjechałam po Ciebie po dwóch godzinach, a Ciocia mi mówi, że Michałek śpi! Twoja adaptacja w żłobku była chyba jeszcze łatwiejsza niż w przypadku Twojego brata, a wydawało mi się, że lepiej już się nie da :)

Pokochałeś żłobek, a żłobek pokochał Ciebie :) Martwiłam się, że teraz to dopiero zaczniesz chorować, ale trzymałeś się dzielnie. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale kiedy wracałeś do domu, widziałeś mnie o wiele bardziej wypoczętą i pełną energii niż do tej pory.

Jedenasty miesiąc


Październik - nie przepadam za tym miesiącem, ale w tym roku naprawdę się udał :) Było ciepło, złociście i ogniście. Zapamiętam go jako czas spacerów i spotkań z cudownymi ludźmi. Na szczęście zdrowie Was nie opuszczało, czego nie mogę powiedzieć o sobie - zupełnie niespodziewanie zachorowałam na anginę. Na szczęście Was nie zaraziłam :)

Dwunasty miesiąc

Chłodniejsze dni, choroby, upadek z łóżka... Trzymam się myśli, że trudniejsze dni też są potrzebne, żebyśmy bardziej docenili te dobre. Listopad nas wymęczył, cała nadzieja w grudniu, że da nam trochę odpoczynku.

Dziś.


Pobudka o czwartej rano? Radosny uśmiech, mnóstwo energii i chęć zabawy? Michałku, oj, będziesz spał w ciągu dnia...



Na szczęście jesteś już zdrowy. Co rano jeździsz do żłobka, tam spędzasz radośnie czas, tworzysz z pomocą Cioć piękne prace plastyczne. Jesz coraz więcej, coraz lepiej gryziesz tymi swoimi imponującymi ośmioma zębami :) Zauważyłam, że znowu swędzą Cię dziąsełka, chyba idą trójki!

Kiedy wspominam, jaki był Robert w Twoim wieku, wydajesz mi się trochę młodszy. Może mimo woli widzę w Tobie ciągle maluszka, to mniejsze i bardziej bezbronne z moich dzieci, podczas gdy z Ciebie już taki duży chłopak! Nie, nie porównuję Was. Obaj jesteście całym moim sercem.

Wszystkiego najlepszego, kochany Urodzinku. Obyś zawsze był tak pogodnym, uśmiechniętym chłopakiem, pełnym miłości i zaciekawienia.