czwartek, 12 września 2019

Znam pewnego dwulatka.




Znam pewnego dwulatka, który regularnie zbiera pochwały, że jest niezwykle grzecznym dzieckiem, nie sprawia żadnych problemów w przedszkolu, da się z nim współpracować, jest pogodny i lubiany w grupie. 

Znam też pewnego dwulatka, który świętego wyprowadziłby z równowagi swoimi wiecznymi histeriami, przekorą, uporem i negatywnym nastawieniem.

Znam dwulatka, który jest inteligentny, umie czytać (!), bardzo stara się pisać, komunikuje się pełnymi zdaniami, próbuje liczyć w dwóch językach, śpiewa piosenki, nazywa kolory, naśladuje zwierzątka. Bez problemu można się z nim dogadać.

Znam też dwulatka, który w ciągu całego spotkania nie powie ani jednego słowa podobnego do ludzkiej mowy (poza często powtarzanym "nie"), a czasem pochłonięty zabawą lub, o zgrozo, bajką, tak zapomina o całym świecie, że po prostu nie słyszy, co się do niego mówi.

Znam dwulatka, który je samodzielnie i chętnie, bez problemu korzysta z nocnika, myje zęby, potrafi sam się umyć, uwielbia rytuały związane z wieczorną kąpielą. Sprząta po sobie i gdyby mógł, całymi dniami zmywałby naczynia. Chciałby jak najwięcej robić samodzielnie.

Znam też dwulatka, który zje kromkę lub jabłko, ale tylko wtedy, gdy mu się podzieli na kawałeczki. Kiedy w ogóle wyrazi chęć zjedzenia czegokolwiek, to jest cisza i wielkie święto w domu, bo dziecko je. Nigdy nie wiadomo, co wybije go z rytmu i spowoduje, że odechce mu się jeść. Nie korzysta z nocnika, wpada w rozpacz na sam dźwięk słowa "kąpiel". Możesz zapomnieć o porządku w domu, kiedy on w nim jest.

Znam dwulatka, który jest starszym bratem i uwielbia swojego małego braciszka. Tuli go, głaszcze, całuje, pociesza, gdy maluch jest smutny. Potrafi przywołać mamę, by poinformować ją, że braciszek czegoś potrzebuje. Dzieli się z nim zabawkami. Śmieje się do niego, bo wie, że go to bawi.

Znam też dwulatka, którego zazdrość o młodszego brata od razu rzuca się w oczy. Zabiera mu wszystkie zabawki, ciągle domaga się uwagi mamy, przegania małego, a nawet czasem podnosi na niego rękę. Oczywiście rodzice są czujni i nie dopuszczają do rękoczynów.

Skąd ja znam tych wszystkich dwulatków? Och, wiecie.

To jest jedno i to samo dziecko. 



Mój starszy syn, moja duma i radość, promyk słońca i żywe srebro. Każdego wieczoru, kiedy zasypia - czuję, jak bardzo odpoczywam... Bo co się działo chwilę wcześniej? Szalone chlapanie w łazience. Skakanie po łóżku i całym pokoju. Głośne śpiewanie piosenek. Udawane rozmowy przez telefon. A to nadal opis tego lepszego dnia, bez histerii i protestów o wszystko.

Odważę się na sformułowanie jakiejś opinii o charakterze, osobowości mojego syna może dopiero wtedy, gdy będzie dorosłym facetem szukającym swojej roli w świecie. Może wtedy spróbuję mu podpowiedzieć, jaki widzę w nim potencjał i predyspozycje, jakie cechy swojego fascynującego charakteru mógłby wykorzystać w przyszłej pracy czy innych zajęciach. Wcześniej - nie. Choć i mnie korci, by go oceniać, próbować określić za pomocą pewnych ram. Myślę o nim jako o pogodnym, przebojowym, kontaktowym, ale widziałam go też, gdy był zawstydzony, przestraszony, niechętny. Cenię jego inteligencję i dobry charakter, ale czasem mam wrażenie, że wystarczy go polać wodą, żeby zamienił się w gremlina.

Mówisz, że jest zazdrosny? Ktoś inny powie, że to niesamowite, jaki z niego kochający i opiekuńczy brat.

Mówisz, że jest źle wychowany? Ktoś inny właśnie się zachwyca jego wspaniałymi manierami.

Może wszyscy przestańmy po prostu tak dużo mówić i zachwyćmy się tymi naszymi dziećmi, które są tak zadziwiające, pełne sprzeczności i ludzkie, że trudno je opisać słowami.


8 komentarzy:

  1. Chyba łatwo nam przychodzi ocenianie zarówno dzieci jak dorosłych.

    OdpowiedzUsuń
  2. nikt nie lubi być oceniany, ale oceniać chce każdy niestety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba takie błędne koło - jesteśmy oceniani, spodziewamy się ocen, więc i my oceniamy.

      Usuń
  3. Dzieci są kochane i przekochane. Każde ma swój własny punkt widzenia. Za co je kochamy? Za to,że mają cząstkę nas samych w sobie. nasze dzieci,to słońca,które oplatają nas swoimi promieniami.

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas w domu trzylatek i też ma sklonnosci do popadania w skrajnosci! Chłopcy są szczególni w swojej perzbojowosci i zdolności do różnych pomysłów! Ale są kochani i wiedzą że mama jest ich bezpieczną przystanią;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to jest takie cudowne i rozczulające :) Te rączki wyciągające się do mamy, gdy trzeba go przytulić...

      Usuń