Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry komputerowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry komputerowe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 marca 2020

Co ja teraz zrobię z dzieckiem w domu?




Dawno, dawno temu taka zasłyszana fraza wprawiła mnie w oburzenie. Wówczas nie miałam jeszcze dzieci, zatem na macierzyństwie znałam się, rzecz jasna, o wiele lepiej niż teraz. Dziś - to ja jestem mamą, która musi coś zrobić z trzylatkiem i rocznym dzieckiem w domu. Przez dwa tygodnie, a tak naprawdę nikt jeszcze nie dał nam gwarancji, że to nie potrwa dłużej.

Pojawia się teraz dużo artykułów z sugestiami, jak w efektywny i kreatywny sposób uprzyjemnić sobie i dziecku ten niełatwy czas. Niniejszy tekst nie jest kolejnym, identycznym zbiorem pomysłów, ale raczej dopowiedzeniem, uzupełnieniem tego, co napisali już inni.

Jeśli jesteś w podobnej sytuacji, koniecznie przeczytaj!

Co mam więc zrobić z dzieckiem w domu? Jak sobie poradzić?


Po pierwsze: bądź dobra dla siebie. Daj sobie prawo do uczuć, z których niekoniecznie jesteś dumna. Frustracja, zmęczenie, bezradność, Twoja cierpliwość jest u kresu? Jasne, kochasz swoje dzieci, ale kochasz też swoją osobistą przestrzeń, swoją codzienność, pracę, zainteresowania, małe rytuały... Potrafisz właściwie ustawić priorytety, wiesz, co teraz jest najważniejsze, a jednak jest Ci z tym niewygodnie, męczysz się, denerwujesz. To normalne. Nie jesteś złą matką ani egoistką. 

Odpuść.


To jest nietypowy czas. Ani Ty, ani dziecko nie zdążyliście się przygotować na dwa tygodnie siedzenia w domu, bez wycieczek, bez odwiedzin, bez placu zabaw i długich spacerów.  To nie jest moment, by wymagać dużo od siebie i od dziecka. Poprzestań na planie minimum. Bałagan w domu to nie koniec świata, obiad z mrożonki też nie. W Internecie znajdziesz dużo wartościowych bajek, które zajmą Twoje dziecko na jakiś czas, a nawet mogą je czegoś nauczyć. Pograjcie we wciągającą grę na komputerze (ze starszym dzieckiem). Zjedzcie coś pysznego i nie przejmujcie się dietą. Chodźcie do późna w piżamach.  Naprawdę, możecie.

Podaruj nowe życie starym zabawkom.


Możliwe, że tak jak ja macie magazyn starych zabawek na strychu - lub w innym mało uczęszczanym miejscu. Przecież nie da się trzymać tego wszystkiego w pokoju dziecka! Teraz jest dobry czas, by sięgnąć do tych zapasów. Klocki, którymi dziecko bawiło się pół roku temu, mogą znów cieszyć jak nowe. O niektórych zabawkach może już nawet zdążyliście zapomnieć. Inne będą jak dawno niewidziany przyjaciel.

Wykorzystaj ten czas.


Naciesz się swoim dzieckiem. Poznaj je lepiej. Czy to brzmi dla Ciebie dziwnie? Powiem Ci, że ja nieraz czuję potrzebę, by poznać lepiej moje dzieci. Są takie wieczory, gdy Michał zasypia trochę wcześniej. Mam wtedy poczucie, że prawie wcale nie spędziliśmy czasu razem, tylko te kilka godzin. Teraz mamy do dyspozycji całe dnie.

Może to dobry moment, by nauczyć się czegoś nowego? Oczywiście, nic na siłę. Może zdarzało Ci się mówić, że jak będziesz mieć więcej wolnego czasu, zrobicie razem to czy tamto? Cóż, chyba właśnie go masz :)

To, co robicie, jest ważne.


Zostajecie w domu, bo troszczycie się - o siebie, o inne, słabsze osoby. Zostajecie w domu, bo tego wymaga od nas sytuacja. Bo tak będzie lepiej, bezpieczniej. Łatwiej znieść niedogodności, kiedy się wie, że stoi za tym wyższy cel, wspólne dobro. Głowa do góry, damy radę!

Pomogłam?

Może niewystarczająco? Mam dla Was mały bonus - kilka sympatycznych linków:

2. Marzena Fenert i Kreatywne Wrota - oryginalne zabawy wspierające rozwój mowy: https://kreatywnewrota.pl/

3. Alicja Podgrodzka codziennie o 10:00 poczyta Twojemu dziecku:
https://www.facebook.com/AlicjaPodgrodzkaPisarka/ 

4. Sylwia ma dla Ciebie newsletter, a w nim przez cały tydzień nowe pomysły na zabawy i gry, a także wiele innych ciekawostek:
https://www.facebook.com/matkiupadki/

5. Rodzicowo.pl i cała masa sprytnych podpowiedzi, jak bawić się z dzieckiem i się przy tym nie zmęczyć: https://www.facebook.com/pg/rodzicowo/


poniedziałek, 24 września 2018

Złote myśli, pele-mele, czyli 10 x NAJ...


Ostatnie dni nie były dla mnie najłatwiejsze. Na szczęście mam niezawodny sposób na poprawę humoru. Od dawna miałam ochotę napisać ten tekst, czekałam tylko na odpowiedni moment. Nie sposób się nie uśmiechnąć, kiedy piszesz o swoich ulubionych rzeczach :)

Czy Wy też mieliście w dzieciństwie zeszyt z pytaniami - o ulubiony kolor, ulubiony zespół, ulubioną koleżankę itd.? Ja miałam dwa albo nawet trzy. Starałam się wymyślać oryginalne pytania, inne niż w większości takich zeszytów. Skłaniające do myślenia.

U nas nazywało się to "Złote myśli". Kiedy przeprowadziłam się do Krakowa, poznałam nazwę "Pele-mele". Niezbyt przypadła mi do gustu, ale doceniam ją teraz - pozwala potraktować wpisywanie się do takich zeszytów jako lekką, nieskomplikowaną rozrywkę, którą ono w istocie jest :) "Złote myśli", to brzmi tak pompatycznie! Sądzę jednak, że każda nazwa jest dobra, o ile pozwala jednoznacznie zidentyfikować, o jakie zjawisko chodzi.

Zastanawiam się, czy tzw. dzisiejsza młodzież też bawi się w ten sposób. Czy quizy i łańcuszki na Facebooku wyparły całkowicie papierowe zeszyty z pytaniami? Dla mnie właśnie łańcuszki są takim wirtualnym "przedłużeniem" zabawy z dzieciństwa. Może dlatego tak lubię brać w nich udział. 

To, co przygotowałam dzisiaj, to łańcuszek wszystkich łańcuszków :D Dziesięć numerów jeden, dziesięć pierwszych miejsc. Wiecie, bardzo się ucieszę, jeśli postaracie się również odpowiedzieć na te pytania!

Moje ulubione/najważniejsze dla mnie/mające na mnie największy wpływ...?


1. Książka


Ken Kesey, "Lot nad kukułczym gniazdem", niezmiennie od osiemnastu lat (naprawdę tak długo?!). A oto i okładka. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak wyglądała okładka tego zaczytanego przeze mnie na amen egzemplarza. Chyba była w ogóle jednokolorowa, brązowa.


2. Film


"Efekt motyla". Może i kontrowersyjny, jednak bardzo ważny dla mnie. Wątek szpitala psychiatrycznego pojawia się i tutaj, widocznie mam jakąś słabość do tego motywu.

3. Książka dla dzieci


O książkach dla dzieci napisałam cały tekst - "Książki dzieciństwa". Wybranie tylko jednej z nich wydaje mi się niemożliwe. Pewnie jednak nieprzypadkowo wspomniałam w pierwszej kolejności o "Bajeczkach z obrazkami" Wladimira Sutiejewa.

4. Bohater literacki


Pułkownik Jerzy Michał Wołodyjowski :) Choć konkurencję miał silną!


5. Najbardziej nielubiany bohater literacki


Józef Pałys, zwany Józinkiem.


6. Płyta


Tekst o płytach ukazał się niedawno, można go przeczytać tutaj: "10 najważniejszych dla mnie płyt - i dlaczego własnie te". Na pierwsze miejsce trafiła płyta zespołu Evanescence "Fallen", jednak pozostałe również odegrały dużą rolę w moim życiu.

7. Kadr z filmu


Tropienie pięknych, artystycznych kadrów w filmach to jedna z moich pasji. Wybrałam tę scenę z filmu bollywoodzkiego "Kabhi Alvida Naa Kehna" ("Nigdy nie mów żegnaj").



Tak naprawdę praktycznie każdy kadr ilustrujący piosenkę "Tumhi dekho naa" zasługiwałby na to pierwsze miejsce. W kinie bollywoodzkim piosenki i towarzyszące im sekwencje taneczne zwykle zastępują sceny miłosne. "Tumhi dekho naa" opowiada o miłości w wyjątkowo kolorowy sposób.

Nie, nie będzie tak, że stwierdzicie teraz "a, nie lubię Bollywood" i pójdziecie dalej. Musicie to zobaczyć! To jest naprawdę przepiękne, niezależnie od upodobań filmowych czy muzycznych.

8. Gra komputerowa


Właściwie na wyróżnienie zasługują wszystkie gry wspomniane przeze mnie w tym tekście: "Cztery lekcje życiowe zaczerpnięte z gier komputerowych". Jest jednak coś jeszcze. Nie jestem pewna, czy można to nazwać grą, ale właściwie - jak to inaczej określić? Chodzi o Kisekae, zwane popularnie KiSS. Jest to wywodząca się z Japonii forma aktywności polegająca na ubieraniu narysowanych postaci w różne stroje. Nieraz można też zmieniać im fryzurę, makijaż, wyraz twarzy. Bardziej zaawansowane pliki pozwalają nawet na zastosowanie dźwięku lub krótkiej animacji. 

"Lalki" najczęściej pochodzą z mangi i anime, ale też ze znanych animacji disneyowskich i innych, często też jest to postać wymyślona przez autora danego pliku.

Grafika ze strony DeviantArt, autorką jest artystka o pseudonimie Hazel/LadyHazy

Nie potrafię zliczyć, ile czasu spędziłam, dobierając setkom postaci najpiękniejsze stroje i fryzury. Myślę, że odpowiednią jednostką czasową byłyby tutaj lata :) Po pewnym czasie zaczęłam też rysować własne postacie i projektować im ubrania. Z chęcią pokażę je Wam, jeśli uda mi się odnaleźć pliki :)

9. Widok


Tak, trafiłam kiedyś na pytanie o ulubiony/najważniejszy widok :) W odpowiedziach pojawiały się m.in. sceny z filmów, zdjęcia, krajobrazy. 

Moja odpowiedź na to pytanie z pewnością zmieniła się po urodzeniu Roberta. Bardzo lubię jednak moją poprzednią odpowiedź i zaskoczenie, jakie nieraz wywołuje, nie oprę się więc pokusie umieszczenia jej tutaj. Numer jeden to... Angelina Jolie.


(Nawet teraz, podczas przeglądania tych ujęć, serce zaczęło mi bić jakoś szybciej!)

Ponieważ gdzieś na drugim czy trzecim miejscu mojej listy widoków pojawiłaby się odpowiedź czerwona sukienka (pisałam Wam, ile ich mam w szafie!), wygląda na to, że widokiem idealnym byłaby Angelina Jolie w czerwonej sukience. Czyli na przykład taka:



A może Angelina Jolie w morzu?


Dobra, już przestaję...

10. Wymarzona sesja zdjęciowa


Tu odpowiedź jest o tyle trudna, że spośród moich pomysłów na zdjęcia ciężko wybrać jeden najbardziej wymarzony, taki, na którym zależy mi bardziej niż na innych. Ale chyba tym najbardziej nieodżałowanym pomysłem, który już, już miał być realizowany, a jednak się nie udało - jest pomysł na sesję portretową w gęstwinie... ludzkich rąk. Dłoni. Byłam już dogadana z fotografem, był termin, miejsce, były nawet dłonie, jednak wskutek zbiegu okoliczności sesja została odwołana w ostatniej chwili (nie przeze mnie). Może kiedyś jeszcze się uda :)


Mam nadzieję, że mieliście choć trochę przyjemności z czytania tego tekstu :) Liczę na to, że uda mi się zachęcić Was do napisania własnych odpowiedzi! A może jest jeszcze coś, o co chcielibyście mnie zapytać?

czwartek, 2 sierpnia 2018

Cztery lekcje życiowe zaczerpnięte z gier komputerowych.


O grach tu jeszcze nie było :)

Nie jestem typem gracza. Większość moich doświadczeń z grami komputerowymi to tak naprawdę wspomnienia z dzieciństwa. Obecnie brakuje mi na to czasu, nieczęsto też miewam ochotę na tego typu rozrywkę. Czasem, naprawdę bardzo rzadko ogarnia mnie nostalgia i szukam, czy gdzieś w Internecie są dostępne gry, w które grywałam jako dziecko... Przeważnie jednak spędzam czas w inny sposób.

Wielokrotnie spotkałam się z tym, że rodzice, nauczyciele i ogólnie - dorosłe osoby - mają tendencję do demonizowania gier komputerowych jako takich. Uważają, że siedzenie przed komputerem i granie w gry jest bezproduktywne, niczego nie uczy i tylko niszczy wzrok. Zdaję sobie sprawę z tego, że istnieją zdrowsze i bardziej produktywne rozrywki, np. zabawy na świeżym powietrzu. Myślę jednak, że nawet najprostsza gra może pomóc dziecku w nauczeniu się i rozwijaniu wielu praktycznych umiejętności.


Czego uczą gry komputerowe?

  • cierpliwości i konsekwencji w dążeniu do celu. Dobrze wiem, że malutkich dzieci nie trzeba tego uczyć - podczas np. nauki chodzenia wielokrotnie przewracają się, a i tak próbują do skutku :) Jednak u starszych dzieci w którymś momencie pojawia się zniechęcenie, zwątpienie, niecierpliwość i "ja nie umiem, to nie dla mnie". Gry komputerowe pokazują, że warto nie zniechęcać się porażką i próbować kolejny raz, aż zostaniemy nagrodzeni - przejściem do następnego etapu, bonusowymi punktami, ciekawymi niespodziankami.
  • dokładności, umiejętności manualnych, spostrzegawczości. W wielu grach sukces zależy od precyzji. Czasem trzeba zrobić coś tylko odrobinę dokładniej, żeby rezultat był o wiele bardziej zadowalający. Dziecko uczy się staranności, ćwiczy oko i rękę.
  • logicznego myślenia. Gry logiczne to nie jest rozrywka wyłącznie dla myślicieli. Tak naprawdę większość gier opiera się na logicznym myśleniu. Musisz wykonać daną akcję, by uzyskać oczekiwany efekt. W Internecie pod hasłem "gry logiczne" znajdziesz nie tylko puzzle i łamigłówki, ale też słynne kulki, gry w znajdowanie ukrytych obiektów, gry escape polegające na tym, że musisz wydostać się z zamkniętego pomieszczenia... I wiele, wiele innych bardzo atrakcyjnych propozycji.
  • wyobraźni przestrzennej. Często to w grach dzieci po raz pierwszy widzą obraz trójwymiarowy. Świetnie sprawdzają się tutaj przede wszystkim gry strategiczne polegające na budowaniu jakiegoś miejsca, zagospodarowaniu danego obszaru. Dziecko uczy się, że nie każdy obiekt da się umieścić na danej przestrzeni.
  • planowania. Nieraz, żeby ukończyć dany etap w grze, trzeba dokładnie przemyśleć wszystkie poszczególne kroki. Czasem trzeba z czegoś zrezygnować, by w efekcie zdobyć coś jeszcze lepszego. Na przykład: nie zbierzesz wszystkich elementów, które mogłyby dać Ci dodatkowe punkty, ale za to zmieścisz się bez trudu w przewidzianym na rozgrywkę czasie.
  • języka. Przede wszystkim angielskiego, jeśli gra jest właśnie w tym języku. Gracz chce rozumieć, co oznaczają poszczególne zadania lub ostrzeżenia, i nawet mimowolnie poznaje nowe słowa. Jeśli komunikaty wyświetlane w grze są jednocześnie odczytywane głośno, dziecko uczy się nie tylko, jak napisać dane słowo, ale też, jak prawidłowo je wymówić. Gry po polsku również mogą rozwijać kompetencje językowe - posługiwanie się językiem ojczystym, budowanie poprawnych zdań, znajomość słów i ich pisowni. Oczywiście, książki są w tym zakresie o wiele lepszym źródłem wiedzy i umiejętności - ale jeśli dziecko nie bardzo lubi czytać, za to ciężko odkleić je od ekranu komputera, może warto podsunąć mu gry napisane ładnym językiem? 
  • wrażliwości estetycznej. Co tu dużo mówić, niektóre gry są naprawdę przepięknie zrealizowane, mają wspaniałą, bogatą w szczegóły grafikę.
  • no i oczywiście, gry uczą biegłości w posługiwaniu się komputerem. To bardzo przydatna umiejętność w dzisiejszych czasach. Czy nam się to podoba, czy nie, nasz świat staje się coraz bardziej skomputeryzowany. Osoby, które już w dzieciństwie oswoją się z komputerem i bez trudu będą potrafiły z niego korzystać, łatwo odnajdą się w tej cyfrowej rzeczywistości.
Myślę też, że gry komputerowe pozwalają rozwijać wyobraźnię i kreatywność. Wystarczy spojrzeć na całą twórczość fanów gier, na rysunki, opowiadania, zdjęcia powstające na podstawie gier komputerowych. Nieraz widzimy też, jak dzieci bawią się w postaci z gier, nadają im imiona i cechy charakteru.

Jako dorosła osoba widzę, że gry komputerowe nauczyły mnie sporo. Na przykład tego, że czasem warto próbować aż do skutku, a czasem lepiej odpuścić i poszukać innego rozwiązania. Albo tego, że każdy ma swój unikalny talent, swoje atuty, które mogą się przydać w danej sytuacji - nie jest więc tak, że ktoś jest lepszy, a ktoś gorszy. Nieraz zorientowałam się też, że oszustwo nie popłaca i lepiej się bardziej postarać i być może ponieść po drodze więcej porażek, niż próbować pójść na łatwiznę używając kodów. 

Kiedy zastanawiałam się nad tymi najważniejszymi lekcjami, które zachowałam w pamięci na zawsze - dotarło do mnie, że niektóre z moich ulubionych gier niekoniecznie nadają się do tego, by polecać je na blogu o tematyce dziecięcej :) Postanowiłam więc skupić się nie tyle na opisie gry, co na wyciągniętej z niej lekcji.

Zatem, czego nauczyły mnie gry komputerowe? :)

1. "Odnieśliśmy wielkie zwycięstwo! Czym zajmiemy się teraz?"


To ostatnie zdanie z mojej ulubionej gry Dungeon Keeper. Niekoniecznie polecałabym ją dzieciom, szczególnie młodszym. Ja sama trafiłam na nią w wieku, o ile dobrze pamiętam, jedenastu lat - byłam już na tyle dojrzała, by mieć zdrowy dystans wobec faktu, że w grze wcielam się w złą postać i walczę z dobrymi.

Przytoczone przeze mnie zdanie wywołuje uśmiech, ale też refleksję. Kojarzy mi się z takim momentem w życiu, gdy ukończysz jakiś projekt, który kosztował Cię sporo pracy lub spełni się Twoje wielkie marzenie - i co dalej? Czym zajmiesz się teraz? Jaki jest Twój następny plan? Czy masz pomysł na następne zadanie, kolejne marzenie, jeszcze jeden plan do zrealizowania? Czy po prostu staniesz w miejscu?

Często przypominam sobie o tym zdaniu właśnie wtedy, gdy coś mi się uda. Pomaga mi ono szukać ciągle nowych wyzwań.

2. "Przyjaźń jest jak kwiat, trzeba ją pielęgnować, by nie zwiędła"


To oczywiście (niedokładny) cytat z Simsów :) Grałam tylko w pierwszą część, ale mam do niej ogromny sentyment. Prawdę mówiąc, widzę tylko jedną wadę tej gry - to koszmarny pożeracz czasu! Nawet nie wyobrażam sobie, jak dalece musiałoby się zmienić moje życie, żebym była w stanie znaleźć czas na grę w The Sims.

Z pewnością nie da się stworzyć idealnego symulatora życia codziennego w grze komputerowej. Twórcy Simsów jednak zdołali trafić w sedno co najmniej w kilku punktach. Najbardziej przemówiła do mnie właśnie ich wizja relacji międzyludzkich. Pięknie zobrazowano, jak ludzie stopniowo poznają się, zaczynają się coraz bardziej lubić, jedne zachowania im się podobają, inne nie, czasem znajdują wspólne tematy, a czasem nie - aż wreszcie zaprzyjaźniają się ze sobą, a czasem się w sobie zakochują. Ale każdą relację trzeba podsycać, pielęgnować! Bo inaczej punktów przyjaźni zaczyna stopniowo ubywać i jeśli nic z tym nie zrobisz, to przyjaźń zwiędnie... Niczym kwiat, którego się nie podlewa.

Jakie to niepokojąco podobne do prawdziwego życia! Szczególnie obserwuję to podobieństwo właśnie teraz, kiedy moi przyjaciele z nie do końca zrozumiałych dla mnie powodów są jakoś tak daleko... A ja widzę, jak licznik punktów maleje i maleje, i jeśli nic się nie wydarzy, to te uśmiechnięte buźki zaczną znikać... A może już poznikały? W grze komputerowej jest to jednak prostsze.

3. Jeśli coś przychodzi Ci zbyt łatwo, prędzej czy później napotkasz niespodziewane trudności.


To taki dziwny rodzaj życiowej sprawiedliwości. Już nieraz przekonałam się o prawdziwości tej teorii.

Najpierw jednak nauczyła mnie tego gra komputerowa. Również nie polecałabym jej dzieciom, jednak jest to dość typowa gra RPG, w której rozwijasz swoją postać, uczysz ją nowych umiejętności, wyposażasz w broń oraz zbroję i wysyłasz na niebezpieczne misje. Ja zainwestowałam niemal wszystkie dostępne mi punkty, by wyposażyć moją postać we wspaniały czar - miotanie błyskawicami. Dzięki temu była niepokonana. Misje, które innym graczom pochłaniały wiele dni, moja postać kończyła nomen omen błyskawicznie, nikt nie był w stanie jej zatrzymać.

Na czym polegał błąd? Kluczowe w tego typu grach jest gromadzenie punktów doświadczenia, które pozwalają postaci awansować na wyższy poziom i zdobywać nowe umiejętności. Ponieważ przechodziłam przez kolejne etapy tak szybko, o wiele szybciej niż inni gracze, w efekcie zdobywałam tych punktów znacznie mniej. Choć moja postać wydawała się być najsilniejszą ze wszystkich, tak naprawdę była słaba, mało rozwinięta. Przekonałam się o tym dopiero wtedy, kiedy przyszło mi walczyć z końcowym przeciwnikiem, który okazał się... odporny na błyskawice. Mój czar, który umożliwił mi łatwe i przyjemne dojście aż do tego etapu, nie robił na nim żadnego wrażenia. Byłam bezradna, nie miałam planu B. Ostatecznie ukończyłam grę, kosztowało mnie to jednak sporo wysiłku i zajęło dużo czasu.

Tak jak wspomniałam wcześniej, nieraz obserwuję podobny mechanizm w życiu codziennym. Nauczyłam się, że nawet wtedy, gdy wszystko idzie jak po maśle, trzeba być przygotowanym na to, że w którymś momencie mogą pojawić się trudności. Zawsze trzeba mieć w zanadrzu jedno, a najlepiej kilka rozwiązań awaryjnych. Szczególnie sprawdza się to w różnych sytuacjach związanych z opieką nad dzieckiem. Coś, co działało i było skuteczne, w którymś momencie przestaje działać - wtedy musisz improwizować. Warto przygotować się zawczasu :)

4. Jeśli coś udało Ci się raz, z pewnością jesteś w stanie to powtórzyć.


To najpóźniejsza lekcja, właściwie nawet całkiem niedawna. Chociaż brakuje mi czasu na gry komputerowe, jeszcze jakieś dwa lata temu grywałam chętnie w proste gry logiczne na moim tablecie. Najczęściej umilały mi czas przejazdu busem do pracy i z powrotem, a także np. oczekiwanie w kolejce u lekarza. 

Najpierw dość długo grałam w grę typu bubble shooter, czyli popularne kulki :) Potem w grę polegającą na odnajdywaniu przedmiotów ukrytych na obrazku. Banalne, łatwe gierki? Może na pierwszych etapach. Byłam wytrwałym graczem, dotarłam więc do bardzo zaawansowanych etapów, które wymagały naprawdę dużej precyzji i logicznego myślenia.

Niestety, twórcy tych gier chyba nie do końca przygotowali się na to, że ktoś może w nie grać aż tak długo. Im wyższy etap, tym częściej gra się przycinała, wieszała, co było oczywiście dodatkową trudnością. Zaczęło dochodzić do sytuacji, jakich nie lubi chyba żaden gracz: kiedy po niemałym wysiłku ukończyłam szczególnie trudną planszę, ale gra zawiesiła się dokładnie w tym momencie i mój wynik nie został zapisany.

Oczywiście, pierwszy odruch w takiej sytuacji = rzucić tę durną grę! Ale może jednak chcesz grać dalej? W takim momencie dotarło do mnie, że skoro poradziłam sobie z pechową planszą raz, to z niewątpliwie ukończenie jej leży w zakresie moich możliwości. Może będzie to wymagało ode mnie kilku dodatkowych prób, ale z pewnością dam radę.

Moje ulubione gry logiczne nieźle wytrenowały mnie w cierpliwości i w spokojnym powtarzaniu tych samych czynności. Chyba nietrudno się domyślić, jak bardzo przydały mi się te umiejętności w wychowywaniu dziecka.

Zabawne?


Może to wszystko, o czym piszę, wydaje się niezbyt poważne.i po prostu śmieszne. Myślę jednak, że dla wielu osób z mojego pokolenia gry komputerowe były istotnym elementem codziennej rzeczywistości. Jeśli kształtowało nas otoczenie, przeczytane książki, obejrzane filmy, to i gry, w które graliśmy, na pewno miały w tym swój niemały udział. Jestem o tym przekonana!

Może podzielicie się wspomnieniami dotyczącymi Waszych ulubionych gier? :)