Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odpoczynek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odpoczynek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 sierpnia 2019

Nasze wakacje na RODOS.



Jedni spędzają wakacje na Bali, inni na Krecie, a my na RODOS. Znacie ten skrót? Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką.

Nasze Rodos jest o tyle wyjątkowe, że mieszkamy na nim na co dzień. Spędzamy na Rodos wiosnę, lato, jesień i zimę. To trochę tak, jakbyśmy zawsze byli na wakacjach :) Czy jest przez to nudno? Nieee... Życie codzienne toczy się wszędzie, na Rodos także. Często jesteśmy zbyt zajęci, zbyt pochłonięci codziennością by w pełni nacieszyć się miejscem, w którym mieszkamy. Gdy przychodzi czas, by odpocząć i zrelaksować się w otoczeniu przyrody - wystarczy otworzyć drzwi.



Przeprowadzka na wieś.


Decyzja, że zamieszkamy poza miastem zapadła mniej więcej w tym samym czasie, co decyzja o naszym ślubie. Było oczywiste, że musimy znaleźć coś większego niż maleńka kawalerka, którą mieliśmy wówczas do dyspozycji. Nie planowaliśmy jeszcze powiększenia rodziny, ale nie wykluczaliśmy, że kiedyś dzieci się pojawią - a wtedy nie byłoby szans, żebyśmy się tam pomieścili. Jak nieraz żartowałam, nie byłoby gdzie tego dziecka postawić! Nasze możliwości finansowe pozwalały albo na zakup mieszkania w mieście, albo na zakup małego domu na wsi. Oboje marzyliśmy o domu.

Sprawdziliśmy wiele ofert. Każdy dom miał jednak jakiś feler... Aż trafiliśmy na to jedno, wyjątkowe ogłoszenie. Miejscowość już znaliśmy, oglądaliśmy tam wcześniej inny dom. 
Kiedy zobaczyłam ogród na zdjęciach dołączonych do ogłoszenia, od razu zapowiedziałam mężowi, że będzie łatwo przekonać mnie do kupienia tego domu. Tak też było w istocie. Oboje daliśmy mu się uwieść. Podjęliśmy decyzję o zakupie od razu, kiedy tylko zobaczyliśmy dom, nie potrzebowaliśmy czasu do namysłu.


My na RODOS.


Ogrodnicy z nas nieszczególni, zwłaszcza ze mnie. Właściwie moje prace związane z ogrodem polegają głównie na zbieraniu owoców. W tej chwili mamy mnóstwo przepysznych, słodziutkich borówek amerykańskich. Robert je uwielbia :) Ostatnio nazbierałam ich trochę, żeby dodać do ciasta, które właśnie piekłam - ale same w sobie okazały się taką atrakcją, że upiekłam ciasto bez borówek :)


Mamy też maliny, kolejny przysmak Roberta :) A także porzeczki, aronię, brzoskwinie, pigwę, jabłka... Przed pojawieniem się dzieci robiliśmy z nich nalewki, teraz celujemy raczej w konfitury, dżemy, ciasta owocowe. Albo po prostu zjadamy :) Ale nie jesteśmy w stanie przejeść takiej ilości.

Mamy dmuchany basen, właściwie nawet kilka basenów - trzy mniejsze, bardziej dziecięce i jeden duży, dla dorosłych. Nieraz towarzyszy naszym ogrodowym imprezom :)

Mamy urokliwą altankę, idealną na spotkania w nieco większym gronie. Kiedy organizujemy imprezy, to zawsze tam. W pewnej odległości od altanki stawiamy grilla :)


Na drzewie wisi huśtawka Roberta, prezent od znajomych, którzy odwiedzili nas niedawno. Stara huśtawka, widoczna na zdjęciu, jest raczej nieużywana, ale strasznie ciężko ją zdemontować.

Robert uwielbia biegać po ogrodzie, szukać owoców, bujać się na huśtawce. Michał dopiero odkrywa uroki tego miejsca. Nie umie jeszcze chodzić, za to bardzo chętnie raczkuje, co w ogrodzie jest jednak trochę kłopotliwe :) Gdy był mniejszy, często kładłam go na kocu, w tej chwili z pewnością w ciągu kilku sekund byłby już w trawie. Przy okazji ostatniej imprezy ogrodowej ustawiliśmy jego kojec obok altanki. Mógł być z nami, bawić się, nawet trochę tańczył na stojąco :) 

Czemu nie wyjazd?


Mam również plany wyjazdowe w tym roku - zamierzamy odwiedzić moich rodziców. Mieszkają daleko, więc to cała wyprawa. Ich okolice są, muszę to przyznać, jeszcze piękniejsze niż nasze RODOS. Wspaniałe lasy, pola, łąki, brzeg rzeki, dzika przyroda... Jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Najczęściej tam właśnie jeździmy na wakacje. W tym roku po raz pierwszy Michał odwiedzi dziadków :) 

Prawda jest taka, że im liczniejsza staje się nasza rodzina, tym trudniej gdzieś pojechać. Trzeba poprosić kogoś o opiekę nad zwierzętami, zwłaszcza nad naszym szalonym psem. Dzieci są jeszcze małe i potrzebują dużo uwagi. Nie mówię już o takich kwestiach, jak finanse i ograniczona liczba dni urlopu. Powiedzmy, że inne dalekie podróże planujemy dopiero na przyszły rok :)


Tu, gdzie mieszkamy, możemy robić dużo fantastycznych rzeczy. Mamy blisko do Puszczy Niepołomickiej, po której lubimy spacerować, chociaż komary czasem nas trochę zniechęcają ;) Często jeździmy do Krakowa, w którym zawsze się coś dzieje. Nie narzekamy na monotonię.

Czasem trochę tęskni się nam za żeglowaniem ;) Kiedy dzieci podrosną, na pewno weźmiemy je na łódkę!


Tekst powstał w ramach akcji Wyciśnij LATO jak cytrynkę! 




wtorek, 26 marca 2019

Mamo, czy potrzebujesz pomocy?


Artykuł powstał przy współpracy z NocnaNiania.com.

Sytuacja sprzed tygodnia: wracam z konsultacji z fizjoterapeutą. Spędziłam w sumie dwie godziny bez moich maluchów, które zostały pod opieką taty i babci. Dowiedziałam się, że muszę znacząco zmienić niektóre ze swoich nawyków, jeśli chcę wrócić do formy. Kiedy dotarłam do domu, okazało się, że dzieci bardzo źle zniosły rozłąkę. Dwie godziny beze mnie okazały się katorgą dla wszystkich.

Sytuacja nieco wcześniejsza: planuję wspólne wyjście z moim mężem. Kiedyś często gdzieś razem bywaliśmy. Teraz przed każdą taką okazją trzeba przemyśleć milion spraw: czy jest sens, żebyśmy brali ze sobą dzieci? Czy to będzie dla nich przyjemna forma spędzania czasu, czy będą bezpieczne, czy wszędzie uda się nam z nimi wejść? Czy będą się dobrze czuły, czy będą spokojne, czy inni będą się dobrze czuli w ich towarzystwie? A może jednak poszukać dla nich opieki? Czy znowu zawracać głowę ich babci, czy może lepiej poczekać na okazję, kiedy jej pomoc będzie bardziej potrzebna?

Bo przecież różnie bywa. Czasem na przykład ląduje się w szpitalu. Tak jak ja, ups, trzy razy w ciągu minionego roku. Wtedy też potrzebna jest opieka nad dzieckiem. I to dziecko niekoniecznie będzie wtedy słodkim, radosnym maluchem, jakim jest na co dzień. Może być marudny, zdezorientowany, stęskniony za mamą.

Przeważnie sobie radzisz.


Przecież wiadomo, że nie po to zostałaś mamą, żeby nie zajmować się dzieckiem, nie spędzać z nim czasu. Godzisz bycie mamą z różnymi aktywnościami, z planami, pasjami, nieraz nawet z pracą.

Czasem jednak musisz: 
  • coś załatwić. Urząd, lekarz, dentysta, fizjoterapeuta... Nie wszędzie da się pójść z dzieckiem.
  • spędzić trochę czasu ze starszym dzieckiem. Może starszak tęskni za czasem, kiedy w domu nie było niemowlaka i miał rodziców tylko dla siebie. Może chciałby, tak jak latem, pobawić się z mamą na placu zabaw
  • po prostu odpocząć. Chyba coraz częściej dociera do ludzi, że rodzic ma prawo tak po prostu odpocząć, bez dziecka. W końcu szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko,  a czasem do tego szczęścia konieczne jest oderwanie się od codzienności, naładowanie baterii poprzez odrobinę beztroski i po prostu chwila dla siebie.

A może nie jest aż tak różowo?


Przecież macierzyństwo, jak każde wyzwanie, wiąże się z trudnościami. Może Twoje dzieci chorują. Może Ty sama potrzebujesz silnego wsparcia, może masz depresję poporodową? Może nie masz tak dobrze jak ja, że babcia dziecka mieszka w pobliżu, a tata dziecka jest przy Tobie codziennie, może spędzasz całe dnie i noce sama z dzieckiem? 

Może czujesz, że to wszystko jest dla Ciebie trudne: karmienie, wstawanie w nocy, noszenie dziecka na rękach (jest lekkie tylko przez pierwsze 10 minut!), kąpanie, uspokajanie... To wcale nie jest tak, że każdej mamie przychodzi to naturalnie i z łatwością. Musisz się nauczyć. Nauczysz się :)

Prawda jest taka, że nie jesteś w stanie dać z siebie więcej, niż w sobie masz. Jeśli brakuje Ci siły, wiedzy, umiejętności, cierpliwości, musisz skądś zaczerpnąć. Musisz zadbać o siebie.

Niania, opiekunka, babcia?


Pierwszym, intuicyjnym wyborem jest chyba najczęściej osoba z rodziny. Jeśli masz taką osobę i Wasze relacje są na tyle dobre, że po prostu wiesz, że zawsze możesz na nią liczyć - tylko się cieszyć! Warto jednak mieć w zanadrzu co najmniej jedno rozwiązanie alternatywne. Osoba, o której myślisz, może się rozchorować, może nie mieć czasu albo zwyczajnie chcieć odpocząć.

Ja sama staram się nie nadużywać pomocy ze strony babci moich chłopaków, staram się prosić ją o pomoc tylko w naprawdę wyjątkowych sytuacjach. Bo takie sytuacje były i będą. Jeśli oczekuję od kogoś, że rzuci wszystko i zajmie się moimi dziećmi np. w czasie mojego pobytu w szpitalu, nie chcę oczekiwać, że będzie równie gotowa do pomocy, gdy będę chciała po prostu pójść na randkę z mężem. Wydaje mi się to po prostu nie do końca w porządku. 

Oczywiście, nie każdy też ma na tyle dobrą relację z osobami z rodziny. Czasem naprawdę nie ma kogo zaangażować do opieki nad dzieckiem.

Opiekunka może być wykwalifikowana lub nie. Ja, jak już kiedyś Wam wspominałam, pracowałam jako opiekunka, choć nie miałam skończonego żadnego kursu. Jestem ogromnie wdzięczna osobom, które zdecydowały się dać mi szansę i powierzyć mi opiekę nad swoim dzieckiem.

Zrozumiałe jednak, że rodzice często szukają profesjonalnej opieki dla swojego dziecka. Chcą mieć pewność, że osoba, której powierzają swój największy skarb, jest fachowcem. W tym celu szukają agencji zrzeszającej wykwalifikowane nianie, osoby z przygotowaniem zawodowym, z doświadczeniem poświadczonym certyfikatami i dyplomami.

NocnaNiania.com




Jedną z takich agencji jest NocnaNiania.com. Zrzesza ona położne i pielęgniarki, które dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu służą fachowym wsparciem przede wszystkim świeżo upieczonym mamom (ale nie tylko im). Oferują dyspozycyjność od pierwszego dnia życia maleństwa, w dzień i w nocy.

Kiedy przypomnę sobie moje początki, pierwsze dni w roli mamy Roberta, trochę żałuję, że nie wiedziałam wówczas o istnieniu takiej formy wsparcia. Nawet jeśli ostatecznie poradziłam sobie całkiem dobrze. 

Niania - położna z agencji NocnaNiania.com służy pomocą i radą przy pielęgnowaniu noworodka, pomaga przy pierwszej kąpieli, doradza przy problemach z karmieniem piersią, pokazuje różne techniki przykładania dziecka do piersi, podpowiada rozwiązania. Kiedy mama potrzebuje czasu, by wrócić do sił po porodzie, niania wyręcza ją w wielu czynnościach, np. dba o pielęgnację dziecka w nocy, przynosi je do karmienia lub karmi butelką. 

Niektóre z usług oferowanych przez NocnąNianię.com skojarzyły mi się ze wsparciem, jakie otrzymałam od mojej położnej środowiskowej. Jednak położna środowiskowa przyjeżdża do mamy maluszka tylko cztery razy, i to nie zawsze w takich godzinach, w których jej pomoc najbardziej by się przydała. 

Mamo, czy potrzebujesz pomocy? Możesz z niej skorzystać!


Utarło się przekonanie, że mama musi. Musi umieć, musi wiedzieć jak, musi mieć siłę, musi zawsze chcieć, musi być niezawodna. Powoli, bardzo powoli świat zaczyna dostrzegać, że mamy też mogą. Mogą być zmęczone, mogą się uczyć, mogą popełniać błędy, mogą prosić o pomoc. 

Kiedy niedawno zaczęto mówić w mediach o usłudze nocnej niani, pojawiły się głosy, że to kontrowersyjna usługa. Czy naprawdę to, że można być mamą i potrzebować pomocy, budzi aż takie kontrowersje?

Pora przestać się przejmować czyimś wyobrażeniem na temat tego, co musisz, młoda mamo. Jeśli potrzebujesz pomocy, warto zastanowić się przede wszystkim nad tym, kogo możesz o nią poprosić. Może to będzie ktoś z rodziny lub znajomych, może opiekunka-amatorka, może wykwalifikowana niania-położna, o jakich pisałam. Ważne, by była to osoba, której możesz zaufać. W końcu powierzasz jej najcenniejszy skarb - swoje dziecko.


Obecnie NocnaNiania.com działa w takich miastach jak: Wrocław, Warszawa, Lubin, Legnica, Poznań, Kraków, Katowice i Opole.
Więcej informacji na temat agencji i realizowanych przez nią usług znajdziecie na jej stronie internetowej.

poniedziałek, 18 lutego 2019

Młodsze dziecko ma PRZEKICHANE!


Przyznam, że tytuł tego tekstu chodził mi po głowie już od dawna, a dokładnie od połowy grudnia, kiedy mój młodszy synek faktycznie najpierw intensywnie kichał, potem intensywnie kasłał, aż w końcu wylądowaliśmy z nim w szpitalu, bo miał zapalenie płuc. Prawda jest taka, że Robert w jego wieku w ogóle nie chorował. Pamiętam co prawda jakiś katar, na który kupowaliśmy wodę morską, ale to było z pewnością później niż w czwartym tygodniu życia, no i nie aż tak poważne.

Nawiasem mówiąc, praktycznie wszystkie dzieci, które spotkaliśmy na oddziale, były młodszym rodzeństwem. Scenariusz był za każdym razem ten sam: młodsze dziecko złapało chorobę od starszego.

Starsze dziecko, młodsze dziecko...


Przyznam teraz uczciwie, że jednym z powodów, dla których Robert miał być jedynakiem, była świadomość, że młodsze dziecko będzie... no właśnie. Młodsze. Tak jak ja, tak jak mój mąż. Oboje mamy starsze rodzeństwo. Czytaliście może wyniki badań mówiące o tym, jak radzi sobie w życiu młodsze rodzeństwo? Ja czytałam, i potwierdzam na własnym przykładzie. Świadomość, że skazuję jedno z moich dzieci na bycie taką kolejną mną, nie była łatwa do przełknięcia.

Właśnie, jak już mowa o przełykaniu. Ponoć kiedy pierwsze dziecko połknie monetę, lecisz z nim na SOR, żeby zrobili prześwietlenie. Kiedy drugie dziecko połknie monetę, po prostu czekasz, aż wyjdzie z drugiej strony... Ponieważ my z mężem jesteśmy na tyle wyluzowanymi rodzicami, że pewnie nawet przy pierwszym dziecku w ogóle nie zorientowalibyśmy się, że jakaś kasa zniknęła - przyznam, że trochę się obawiałam o nasze hipotetyczne drugie dziecko... Niepotrzebnie, jak się okazało. Michał rozbroił nas oboje, a właściwie wszystkich troje swoją kruchością, delikatnością i niemowlęcością. Jesteśmy nie mniej, a bardziej ostrożni, uważni, staranni. Przecież on jest taki mały!

Dlaczego więc Michał ma przekichane?


Mniej uwagi ze strony mamy.

Bez względu na ogrom mojej miłości i zaangażowania, Michał nigdy nie będzie miał tego, co miał Robert przez pierwsze dwa lata swojego życia. Nie będzie miał mamy na wyłączność. Paradoksalnie, tydzień spędzony w szpitalu z powodu choroby mógł być dla niego jedyną okazją, żeby doświadczyć tej wyłączności. 

Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież spędzam z Michałem znacznie więcej czasu w ciągu dnia niż z Robertem. Tym bardziej, że Robert potrafi w dużym stopniu bawić się sam ze sobą, albo bawi się z tatą, a ja mogę w tym czasie tulić małego. Problem w tym, że ja też już jestem inną osobą niż dwa lata temu. 

Przez te dwa lata stopniowo uczyłam się, że mam prawo do odpoczynku, do własnych zainteresowań, do zajmowania się sobą. Po urodzeniu drugiego dziecka ta świadomość nie wyparowała. Teraz, kiedy dziecko śpi, ja nie tulę go godzinami, wpatrując się w piękną bezbronną buźkę - nie! Kiedy tylko zasypia, biegnę do kuchni, by zaparzyć herbatę i korzystam z luksusu cichego pokoju. Jasne, zdarza mi się zawiesić nad łóżeczkiem i wpatrywać się w niego z zachwytem, ale umówmy się, nie jest to częste.

Mniej zdjęć.

OK, to może nie oznacza, że będzie miał z tego tytułu jakoś gorzej w życiu. Ale faktem jest, że robimy Michałowi znacznie mniej zdjęć niż Robertowi, gdy był w jego wieku. Teraz może trochę to się zmienia, bo Michał zaczął bombardować nas swoimi cudownymi bezzębnymi uśmiechami, a my robimy co możemy, by taki uśmiech możliwie dobrze uchwycić. Wcześniej jednak, kiedy był noworodkiem i tak po prostu sobie leżał... Ileż zdjęć można zrobić noworodkowi? Dwuletni Robert w tym samym czasie zachwycał bogatą mimiką i pełnym wachlarzem różnych uśmiechów i spojrzeń. Obaj są przepiękni i kochani, jednak trzeba przyznać, że zdecydowanie więcej zdjęć ma Robert.

Bardziej narażony na infekcje.

To, o czym wspomniałam na samym początku. Kiedy Robert był malutki, nie miał starszego brata, który przynosiłby ze żłobka różne choroby. On sam jest bardzo odporny, ale jego młodszy brat to jeszcze maleństwo. Na szczęście od czasu tamtego feralnego tygodnia w grudniu żaden z nich nie złapał nic poważniejszego niż katar. Jednak ciągle musimy być czujni.

Słabsza, bardziej zmęczona matka.

Ach, moje biedne dziecko! Trafiła mu się matka po trzydziestce, do tego chora i z wiecznie bolącym kręgosłupem... No dobra, nie piszę tego poważnie, niemniej w pewnym stopniu to jest nieuniknione - matka dwójki zawsze będzie starsza i bardziej zmęczona niż ta sama matka z jednym dzieckiem.

Starsze dziecko też ma przekichane!


Robert z kolei doświadczył czegoś, co prawdopodobnie będzie Michałowi oszczędzone - po dwóch latach sielanki jedynaka zobaczył w ramionach swojej mamy inne dziecko. W ciągu następnych dni musiał się przyzwyczaić do tego, że ten mały człowieczek będzie już na stałe obecny w jego życiu.

Wielokrotnie pytano nas o to, czy tłumaczyliśmy Robertowi, że będzie miał brata. Odpowiadaliśmy za każdym razem, że owszem, tłumaczyliśmy, ale na dobrą sprawę Robert wcale nie musiał rozumieć, co to znaczy mieć brata, przecież jeszcze tego nie doświadczył.

Robert jest wspaniałym bratem. Z pewnością jest zazdrosny, jednak nigdy nie wyładowuje złych emocji na Michale. Czasem tylko stanowczo nakazuje mi odłożyć małego do łóżeczka :) Zabiega o moją uwagę, ale jest też bardzo troskliwy wobec brata. Próbuje się też z nim bawić :)

Staram się nie zmuszać go nigdy do tego, by ustępował małemu, ale czasem jest to nieuniknione. Robert jest przecież o wiele bardziej samodzielny. Kiedy obaj domagają się mojej uwagi, nieraz Michał wygrywa ją tylko dlatego, że sam sobie przecież nie poradzi.

Czy to oznacza, że posiadanie rodzeństwa to jakiś kanał?


Absolutnie nie! :) Moi synkowie są jeszcze bardzo mali, ale już teraz widzę, jak wiele im daje to, że mają siebie nawzajem. Jak przyglądają się sobie, zaczepiają się, uśmiechają się do siebie... A to przecież dopiero początek. Już za rok pewnie będą się pięknie bawić ze sobą, a z każdym kolejnym rokiem te zabawy będą stawały się coraz bardziej zaawansowane. Czekają ich cudowne wspólne chwile. Michał zawsze będzie miał kogoś, od kogo będzie mógł się uczyć. Robert zawsze będzie miał kogoś, kto będzie wpatrywał się w niego z podziwem. Niezależnie od tego, jak ułoży się ich życie, żaden z nich nigdy nie będzie naprawdę sam na świecie. Będą mieli siebie nawzajem.

A chorobom się nie damy! :)

wtorek, 20 listopada 2018

Dziewiąty miesiąc.


Kiedy kilka dni temu zaczynałam pisać ten tekst, czułam się naprawdę wybornie. Następnego dnia... powiedzmy oględnie, że sporo się zmieniło. Sama śmieję się z tej złośliwości losu. Nie ma co, udała mu się ta kpina :) Najważniejsze jednak, że dziecko jest zdrowe, a i ze mną nie dzieje się nic nietypowego.

Mogłam w sumie przewidzieć, że po ostatnich informacjach na temat mojego zdrowia spadnie na mnie lawina pytań. To bardzo miłe, że się martwicie. Trochę mnie to może krępuje, bo nie jestem typem osoby, która lubi być powodem czyjejś troski. Ale wiem dobrze, że ten dziewiąty miesiąc to taki szczególny czas, pełen oczekiwania i nieraz niepokoju :) Postaram się opowiedzieć Wam, jak to w tej chwili wygląda u mnie.

Jest lepiej niż myślałam!


Prawdę mówiąc, czekałam na ten listopad z pewnymi obawami, choć generalnie jestem spokojna i wiem, że co by nie było, na pewno sobie poradzimy. Ale niepokoiło mnie, gdy już na początku drugiego trymestru zaczęłam odczuwać od czasu do czasu problemy z poruszaniem się, które pamiętam dobrze z ostatnich tygodni mojej pierwszej ciąży. Liczyłam się z tym, że na tym etapie mogę być już uziemiona w domu. Albo w szpitalu. Niepokoiła mnie też moja waga - już w ósmym miesiącu ważyłam 75 kg, czyli tyle, co przy pierwszym porodzie (czyli w połowie dziesiątego miesiąca). Kiedy powiedziałam o tym położnej, uśmiechnęła się tylko i bardzo pocieszająco stwierdziła: "No to teraz będzie więcej" :)

Obawy się nie sprawdziły. Moja waga już nie wzrosła, a nawet zmalała. Chodzę jak kaczka, ale właściwie nie odczuwam w związku z tym jakichś szczególnych dolegliwości. Mogę (mogłam) iść nawet na długi spacer. Czuję się dużo lepiej niż się tego spodziewałam.

Niech to będzie jasne: przejmowałam się wagą nie z próżności (a niechbym i sto kilo ważyła, ciąża to ciąża), ale dlatego, że mój organizm nie jest przyzwyczajony do takiego ciężaru i nie znosi go zbyt dobrze. Przed ciążą nie ważyłam dużo. W krótkim czasie moje biodra musiały się przyzwyczaić do dźwigania dodatkowych dwudziestu kilogramów. Nie były mi za to wdzięczne :)

Jestem bardzo duża, co zresztą widać na zdjęciach. Łatwiej mnie przeskoczyć niż obejść! :) Mimo wszystko nie czuję się aż tak wielka. Kiedy czasem patrzę na odbicie swojej sylwetki w lustrze, moją pierwszą reakcją jest zaskoczenie: naprawdę tak teraz wyglądam? Przypuszczam, że zanim się do tego przyzwyczaję, sprawa będzie już nieaktualna ;)


Ból.


No, boli mnie. Z przodu, z tyłu, przy siedzeniu, przy leżeniu, przy chodzeniu, a najbardziej przy schylaniu. Wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Ja doświadczyłam tego uczucia niedawno.  Pokochałam od pierwszego wejrzenia nieznajomą kobietę, która podniosła z ziemi upuszczoną przeze mnie receptę. Dzięki niej nie musiałam się schylać! 

Ciało już dość intensywnie przygotowuje się do porodu. Nawet jeśli wiem, że będę mieć cesarkę, to moja macica i lędźwie niekoniecznie są tego świadome. Wydaje mi się, że w pierwszej ciąży nie odczuwałam tak silnego bólu. Pamiętam problemy z chodzeniem, pojawiło się nawet podejrzenie rozejścia spojenia łonowego. Ale teraz odczuwam ból nawet wtedy, gdy się kładę.

To nie znaczy, że moje życie zmieniło się w jakieś okropne pasmo cierpienia :) Powiedziałabym raczej, że to pewne nowe doświadczenie w moim życiu, wcale nie takie złe. Czasem nawet mnie bawi :) Zaczęłam się np. zastanawiać, czy istnieje taka specjalizacja: masażysta kobiet w ciąży. I czy jest to zajęcie satysfakcjonujące, czy wręcz przeciwnie...

Choroba.


To też jest nowe doświadczenie. Zawsze byłam zdrową osobą, więc w ogóle doświadczenie choroby jest dla mnie czymś nowym. A już bycie chorą i w ciąży, to zupełnie nowa rzeczywistość.

Poprzednia ciąża była pod tym względem łatwiejsza. Poza jednym, niezbyt poważnym przeziębieniem pod sam koniec - nic niepokojącego. Teraz zaczynam dzień od euthyroxu, muszę pamiętać o żelazie i o magnezie, czasem czuję się jak apteka na dwóch nogach ;) Dowiedziałam się też, jak to jest mieć gorączkę powyżej 40 stopni i nie móc zażyć ibuprofenu. A od niedawna wiem też, co to znaczy mieć żylaki. Ciąża uczy, nie ma co.

Nie próbuję udawać dzielnej, choć świadomość, że mogę być tak odbierana, nie jest dla mnie nieprzyjemna ;) Prawda jest taka, że ja faktycznie czuję się dobrze lepiej, niż można by było przypuszczać. Właściwie pierwsze dolegliwości związane z tarczycą zaczęłam odczuwać bardzo niedawno, kiedy wskutek leków moja niedoczynność przeszła w lekką nadczynność. Po zmianie dawki jest już lepiej. Osłabienie wywołane infekcją też już minęło. Przypuszczam, że czuję się lepiej niż niejedna zdrowa osoba.

Relaks.


Ta ciąża jest na swój sposób spełnieniem moich marzeń. W pierwszej ciąży miałam dużo stresu i zmartwień. Niepokoiłam się, czy nie odbije się to niekorzystnie na dziecku. Żałowałam, że nie zrezygnowałam wcześniej z pracy, że nie pozwoliłam sobie nacieszyć się w pełni moją pierwszą ciążą. Marzyłam o tym, by móc przeżyć ją jeszcze raz, bez tego całego stresu i niepotrzebnych złych emocji.

Teraz również pracuję, ale jest to praca zdalna w domu, do tego najmilsza pod słońcem. Sama decyduję o tym, jak spędzam czas i ile pracuję w ciągu dnia. Nie mam większych zmartwień - co też nie zawsze jest dobre, bo zdarza się, że drobne problemy urastają do rangi tych najpoważniejszych ;) Tak czy inaczej, to jest dobry rok. Nawet pomimo moich dolegliwości, jestem teraz bardzo, bardzo szczęśliwą osobą.



...

Chciałam, żeby ten wpis był kojący, pocieszający dla przyszłych mam, które obawiają się ciąży i różnych uroków tego stanu. Domyślam się, że niekoniecznie mi się to udało. Cóż - nie mogę i nie chcę kłamać, przedstawiam rzeczywistość taką, jaka jest. Ale jedno mogę Wam powiedzieć na pewno:

Każda ciąża jest inna.


W pierwszej ciąży nie miałam nawet połowy z aktualnych dolegliwości. W dziesiątym miesiącu chodziłam na imprezy, występowałam na scenie, prowadziłam bardzo aktywny tryb życia. W dniu, w którym przyjęto mnie do szpitala, byłam umówiona z koleżankami na mieście. Bardzo ubolewałam nad tym, że muszę odwołać spotkanie.

Znam kobiety, które w czasie ciąży spędziły więcej czasu w szpitalu niż we własnym łóżku - i kobiety, które w czasie ciąży jeździły na obozy żeglarskie i chodziły po górach (tego ostatniego jednak nie polecam, różnica ciśnień może spowodować przedwczesny poród). To, że w chwili obecnej nie czuję się zbyt dobrze nie znaczy wcale, że każda kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży jest na to skazana.

Co by nie było, ważne, że to nie będzie trwało wiecznie :) Wkrótce pojawi się w moim życiu mały, bezbronny człowieczek, a ja będę miała wystarczająco dużo sił, by się nim zaopiekować!

środa, 17 października 2018

Dlaczego warto zorganizować Baby Shower?


Od mojego Baby Shower minęły już prawie dwa tygodnie. Jak ten czas szybko leci! Zdawało mi się jakoś, że kiedy Robert pójdzie do żłobka, moje dni wydłużą się w nieskończoność i będę miała czas dosłownie na wszystko. Rzeczywistość jest jednak trochę inna. Mam więcej czasu, ale też szybciej się męczę, a dni robią się coraz krótsze... 

Ale do rzeczy. Nie wątpię, że wiecie, czym jest Baby Shower. Nawet jeśli nie mieliście okazji być na takiej imprezie, mogliście z pewnością zobaczyć Baby Shower w niejednym filmie lub serialu, szczególnie w tych produkcji amerykańskiej - bo stamtąd właśnie przyszedł do nas ten zwyczaj.

W moim otoczeniu idea organizowania Baby Shower nie jest zbytnio rozpowszechniona. Byłam chyba tylko na jednej takiej imprezie, nie licząc moich własnych. Mimo to byłam przekonana od samego początku, że gdy przyjdzie na to czas, moje Baby Shower się odbędzie. Choćby z tej jednej prostej przyczyny - razem z mężem od zawsze wychodzimy z założenia, że każda okazja, by zorganizować imprezę, jest tego warta :)

Celebruj chwilę


Jak może już wiecie, moja pierwsza ciąża była bardzo wyczekana. Druga w zasadzie też, choć już bez tego ciężaru emocjonalnego, który towarzyszył staraniom o pierwsze dziecko. Kiedy wreszcie się udało, niemal natychmiast postanowiłam, że będę się cieszyć każdym dniem tej ciąży i korzystać ze wszystkich przyjemności związanych z tym stanem. Idea zorganizowania Baby Shower doskonale wpisywała się w to podejście. 

W końcu - skąd mogłam wiedzieć, czy będzie mi dane doświadczyć tego jeszcze raz? A jeśli po fakcie żałowałabym, że nie nacieszyłam się wystarczająco ciążą? Taka okazja mogła się już nie powtórzyć.

Spotkania po latach


Na obu moich imprezach zjawiło się bardzo zacne grono wspaniałych kobiet. Niektórych z nich nie widziałam naprawdę długo. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, czy to jakiś znak naszych czasów - ale strasznie ciężko jest mi utrzymywać regularny kontakt nawet z bliskimi mojemu sercu osobami. Niektóre z dziewczyn, które przyszły na moje Baby Shower, widziałam w tym roku po raz pierwszy - mimo szczerej obustronnej chęci, by spotkać się wcześniej. Ale swego rodzaju rekordzistką wśród moich tegorocznych gości okazała się Kasia, moja koleżanka z liceum, z którą ostatni raz widziałyśmy się... ponad 11 lat temu! Od tego czasu miałyśmy ze sobą kontakt wyłącznie za pośrednictwem Internetu. Zadziwiające, że mimo upływu lat tak nieznacznie się zmieniła i że nadal tak świetnie nam się ze sobą rozmawiało - chyba nawet jeszcze lepiej niż te naście lat temu.

Uwielbiam spotkania w tak różnorodnym gronie!

Zdjęcie z pierwszego Baby Shower
Właściwie mogę powiedzieć bez wahania, że niemal każda zorganizowana przeze mnie impreza jest wspaniałym przeżyciem - czy to Baby Shower, czy przyjęcie urodzinowe, czy jeszcze inna okazja. Dzieje się tak z prostej przyczyny. Znam bardzo dużo osób z zupełnie różnych środowisk. Na tegorocznym Baby Shower, poza wspomnianą już koleżanką z liceum pojawiły się osoby, które poznałam w czasie studiów, znajome ze wspólnych imprez oraz koleżanka poznana lata temu dzięki internetowemu forum, na którym obie pisałyśmy :) Dla większości dziewczyn w momencie przyjścia na imprezę byłam jedyną znajomą twarzą! (Niektóre z nich spotkały się wcześniej na moim weselu, ale nie udało im się wówczas ze sobą porozmawiać). Po chwili jednak siedziałyśmy wszystkie razem i rozmawiałyśmy z przejęciem jak zgrana paczka koleżanek :) Tematów do rozmów nie brakowało nam nawet przez chwilę.

Uwielbiam takie spotkania, ciągle marzę o kolejnych okazjach, by gromadzić przy jednym stole ludzi, którzy jeszcze chwilę wcześniej w ogóle się nie znali :) Baby Shower jest pod tym względem wspaniałym pomysłem.

Ucieczka od codzienności


Jak wspomniałam, rzadko mam okazję widywać się ze znajomymi. Prawdę mówiąc, większość moich dni wygląda podobnie - mniej więcej do 16:00 pracuję przy komputerze, a potem wracają chłopaki, jemy razem obiad i spędzamy wspólnie czas. Po niemal dwóch latach bycia mamą takie imprezy w gronie znajomych to dla mnie nieopisana atrakcja. Nie muszę przez cały czas rozglądać się i biegać za Robertem, pilnować, by dobrze się czuł i żeby mu niczego nie brakowało, uważać, by nie zrzucał wszystkich przekąsek ze stołu... ;) Przez te kilka godzin mogłam się w pełni zrelaksować i w ogóle nie myśleć o tym, co porabia moja starsza pociecha. Pod tym względem moje drugie Baby Shower było chyba nawet lepsze od pierwszego. 

Mnóstwo pozytywnych emocji


To chyba najważniejsze, co wiąże się z organizacją Baby Shower. Od momentu zapraszania dziewczyn na imprezę aż do ostatnich pożegnań spotkało mnie tyle życzliwości, serdeczności, ciepłych słów i miłych gestów, że do tej pory uśmiecham się na samą myśl o tym. Moja kochana, niezrównana Sara z własnej woli i bez żadnej namowy przygotowała wspaniałe przekąski. Kasia zapewniła mi transport powrotny pod sam dom. Usłyszałam mnóstwo wspaniałych słów i dobrych życzeń. Dostałam też cudowne prezenty :)

Kompletowanie wyprawki dla niemowlaka


No właśnie... Specjalnie zostawiłam ten temat na sam koniec, choć nie da się ukryć, że jest on dość istotnym elementem Baby Shower. Przyszła mama dostaje od swoich koleżanek prezenty, które mają jej się przydać w opiece nad nowo narodzonym dzieckiem. Wiem już z doświadczenia, że takie prezenty naprawdę ułatwiają życie :)

Nie chciałam nigdy sprawiać wrażenia, że zapraszam kogoś po to, by coś dostać. Zupełnie nie o to chodzi. Najważniejsze jest to, o czym pisałam wcześniej - miła atmosfera, spotkanie we wspaniałym gronie. Każdą z zaproszonych osób informowałam, że jeśli przyniesienie prezentu z jakichś przyczyn będzie dla niej kłopotem, to niech przyjdzie bez prezentu :) 

To, co dziewczyny przygotowały w tym roku, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zorganizowały tajną zrzutkę i dosłownie obsypały mnie prezentami :) Dostałam m.in. śliczne kocyki, ręczniczki, kosmetyki do pielęgnacji maluszka, ergonomiczne nosidło i chustę - wraz z voucherem na naukę chustonoszenia...  a także coś specjalnie dla mnie, piękny zestaw do makijażu! Dopiero w domu, widząc reakcję męża domyśliłam się, że wybór tego specjalnego upominku był konsultowany z nim :)

Wiecie, jakie to miłe - świadomość, że garstka osób, które się nawet ze sobą nie znają, umawia się potajemnie, dyskutuje i planuje, co zrobić, by sprawić mi jak największą przyjemność :) Sam fakt, że w ogóle zdecydowały się na taką współpracę, jest dla mnie czymś niewyobrażalnie cudownym.


Co tu dużo mówić - warto, naprawdę warto. Jeśli tylko czujesz się na tyle dobrze, by móc się wyrwać na taką imprezę, na pewno sprawi Ci ona mnóstwo radości.

Jestem ciekawa, co sądzicie na ten temat?

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

O odpoczynku matki.

Fot. Sandra
http://megamodels.pl/pani_s

Miałam pisać o czymś innym. Ale ten temat jakoś tak sam do mnie przyszedł, może dlatego, że mam dzisiaj dość leniwy dzień. Mam ten luksus, że sama wyznaczam sobie godziny pracy i w związku z tym mogę sobie pozwolić na niezbyt intensywne poniedziałki. To jest dzień dla mnie, kiedy tak naprawdę przygotowuję się do pracowitego tygodnia. Nie powiem, czasami potrzebuję odpoczynku po weekendzie. Pewnie znasz to uczucie, nawet jeśli nie masz dzieci. Korzystasz w pełni z wolnych dni, spędzasz czas z rodziną i znajomymi, wracasz późno do domu... Potrzebujesz czasu, żeby się wyciszyć i wrócić do swojego zwykłego rytmu.

Odpoczynek matki to chyba w ogóle ważny temat. Ręka do góry, która z Was tuż po zakomunikowaniu, że jest w ciąży, usłyszała: "wyśpij się na zapas, bo potem długo się nie wyśpisz?". Ja usłyszałam parokrotnie to zdanie i najróżniejsze jego modyfikacje. Zresztą, po porodzie to się nie kończy. Odpoczywaj, póki jest malutki i jeszcze przez większość czasu śpi. Odpoczywaj, póki nie biega po całym domu, bo potem to dopiero się zacznie! Poczekaj, bo teraz jeszcze jest łatwo, będzie już tylko trudniej!

Cały świat sprzysiągł się, młoda matko, przyszła matko, żeby powiedzieć Ci: czeka Cię katorga! Czeka Cię ciężka praca! Już nigdy nie odpoczniesz! Zastanawiam się, prawdę mówiąc, jaki oni mają w tym interes. Mam wrażenie, że to ich zawoalowany sposób, żeby powiedzieć Ci, że oni, one mają gorzej. Ty dopiero zaczynasz, a ich dzieci są już duże i tak ich wymęczyły, że hej! Ty sobie leżysz i pachniesz i nawet nie wiesz, co Cię czeka, a oni już wiedzą! Patrz, podziwiaj i bój się.

Przyznam, że irracjonalna obawa, że już nigdy nie odpocznę, towarzyszyła mi nieraz po urodzeniu dziecka. To jest taka prosta sprawa, którą trzeba sobie uzmysłowić: dziecko zostaje z Tobą na stałe. Na długo. Nie wyłączysz dziecka, nie schowasz go na jakiś czas w drugim pokoju. Nie pożegnasz się z nim, żeby pójść spokojnie do domu i odpocząć. Kiedyś pracowałam jako opiekunka. Pamiętam te chwile, kiedy po pracy, po ośmiu godzinach spędzonych z dzieckiem wracałam zmęczona do domu. Otóż, kiedy masz swoje dziecko, ten rodzaj odpoczynku nie istnieje :) Teraz odpoczywasz razem z dzieckiem. 

Tak, wiem - czasem możesz poprosić kogoś, żeby zajął się Twoim dzieckiem przez jakiś czas. To jest bardzo dobre rozwiązanie, zarówno dla Ciebie, jak i dla dziecka, które dzięki temu uczy się, że można spędzać czas także z innymi ludźmi, nie tylko z mamą i tatą. Przygotuj się jednak na to, że zostawienie dziecka pod opieką innej osoby może nie przyjść Ci łatwo ;) Myślami będziesz przy nim przez cały czas.

A teraz napiszę coś, co może Was zaskoczyć (i czego prawdopodobnie nie słyszeliście, nie słyszałyście zbyt często).

Nigdy wcześniej nie odpoczęłam tak, jak teraz, kiedy jestem matką.


Właściwie to poznałam ten rodzaj odpoczynku jeszcze przed urodzeniem Roberta, w dziewiątym miesiącu ciąży. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale przeżywałam wtedy naprawdę trudny czas. Prawdę mówiąc, nie przypominam sobie zbyt wielu innych sytuacji, kiedy czułam się równie źle zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. 

I wreszcie przyszedł ten moment, kiedy mogłam się położyć i odpocząć. Na ekranie leciał "Shrek" (a pisałam już, jak go uwielbiam), jedliśmy pyszną, ciepłą pizzę, którą zamówił mąż, leżałam sobie i nic nie musiałam robić. Po jakichś pięciu minutach dotarło do mnie, że nigdy w życiu nie czułam się tak wypoczęta.

To nie żarty, to jakaś niesamowita magia odpoczynku - w jednej chwili dosłownie płaczesz ze zmęczenia, w drugiej czujesz się, jakbyś spędziła miesiąc w SPA. Nie do końca umiem to wytłumaczyć. Wydaje mi się, że nasze ciało, które jakby nie było, jest naszym największym sprzymierzeńcem - stara się na bieżąco reagować na najbardziej pilne potrzeby. Jeśli odczuwasz rozpaczliwą potrzebę odpoczynku, Twoje ciało reaguje na tę potrzebę i stara się możliwie szybko uzupełnić odczuwane braki.

Luksus czterech godzin snu.


O tym słyszałam już w szkole rodzenia. Po pierwszych, trudnych nocach, kiedy dziecko budzi się co chwilę i nie może się najeść, nadchodzi ta noc, kiedy dziecko prześpi cztery godziny bez przerwy. I ta zmiana jest dla młodej matki tak wielka, że czuje się ona, jakby przespała co najmniej osiem godzin. Nagle ma siłę na wszystko, może przenosić góry, bo spała w nocy. 

"Śpij wtedy, kiedy śpi dziecko" - spotkałyście się z tą radą? Nieraz budzi ona dość zrozumiały sprzeciw. A sprzątać mam też wtedy, kiedy dziecko sprząta? Myślę jednak, że w tej zasadzie chodzi o coś innego niż o przesypianie dokładnie tylu godzin co Twoje dziecko. Nawet jeśli Twój noworodek nie należy do śpiochów, prawdopodobnie nadal potrzebuje więcej godzin snu w ciągu doby niż Ty. 

O co zatem chodzi? O zaakceptowanie faktu, że Twój sen może mieć przerwy. Obudzisz się, kiedy dziecko się obudzi, a potem zaśniesz, kiedy ono zaśnie. Nie musisz spać nieprzerwanie przez osiem godzin, żeby się wyspać. Możesz pospać przez trzy godziny... a potem dwie... a potem jeszcze trzy... I w sumie to też będzie osiem :) Uwierz mi, to działa.

Odpoczywaj razem z dzieckiem.


Nie zapomnę chwili, kiedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że mój synek zajmuje się sobą sam i ja teraz mogę zająć się czymś innym. To było naprawdę dawno, nie miał chyba jeszcze nawet dwóch miesięcy. Leżał na swoim przewijaku (teraz już nawet sekundy na nim nie uleży) i zainteresowała go zabawka-karuzelka. Patrzyłam na niego i uświadamiałam sobie, jaka to niesamowita chwila, w której on jest szczęśliwy, a ja nic nie muszę, mogę zająć się czym zechcę, nie muszę zapewniać mu ciągłej rozrywki czy opieki.

Teraz, kiedy piszę te słowa, mój ośmiomiesięczny synek bawi się wesoło w swoim kojcu. Gaworzy, rozmawia w sobie tylko znanym języku ze swoimi licznymi zabawkami. Co jakiś czas zawoła coś do mnie, a ja mu odpowiadam. On się śmieje, pokazując cztery zęby, a potem wraca do swojej zabawy. 

Mogłabym w tym czasie robić cokolwiek innego. Czytać książkę, oglądać film, nawet spać. On jest bezpieczny i szczęśliwy w swoim kojcu. Wiadomo, dzieci są różne, jedne potrafią się bawić same bez pomocy mamy, inne potrzebują jednak ciągłej uwagi i zajmowania się nimi. Mimo wszystko, istnieje wiele sposobów na to, żeby odpoczywać razem z dzieckiem.

Możesz się z nim bawić. Póki dziecko jest małe i nie musisz za nim biegać, możesz nawet nie wstawać z łóżka. Dziecko w tym wieku cudownie łatwo rozśmieszyć - wystarczy, że wydasz z siebie jakiś nietypowy dźwięk. 

Możesz pójść na spacer. Dziecko jest zazwyczaj spokojne na spacerze, a Ty możesz się zrelaksować i przy okazji pooddychać świeżym powietrzem.

Możesz odpoczywać, karmiąc. Jak wiesz, jestem mamą pracującą. Nieraz złapałam się na tym, że gdy Robert zawoła, że chce jeść, mówię do siebie: "o, czas na przerwę". Przecież nie będę go karmić przy komputerze. Karmienie, oprócz wszystkich swoich zalet, o których już pisałam, to także mój czas na relaks.

Możesz spotkać się ze znajomymi. Dla dziecka nowe twarze to wielka atrakcja, a dla Ciebie spotkanie z przyjaciółmi to przecież przyjemność, za którą może tęskniłaś. Dziecko zafascynowane nowością jest "w gościach" nieraz pogodniejsze i spokojniejsze niż w domu, a do tego różne ciocie bardzo chętnie biorą je na ręce i bawią się z nim. A Ty w tym czasie ciesz się chwilą.

Jak sama widzisz, droga przyszła mamo, Twoje macierzyństwo nie musi być pasmem ciężkiej, syzyfowej pracy :) Odpoczynek matki to jedna z lepszych rzeczy, jaką będzie Ci dane przeżyć. Chociaż nie... Inne rzeczy są jeszcze lepsze!