poniedziałek, 9 września 2019

5 lat z życia jednego brzucha.



Dzień zaczynam od dawki hormonów i od serii ćwiczeń. To pierwsze już raczej się nie zmieni, tego drugiego sama nie chcę zmieniać, choć nikt mi już nie każe ćwiczyć. Daje mi to jednak fantastyczne poczucie, że robię coś dla siebie i jestem aktywna, a jeśli przy tym może sprawić, że zdjęcie z 2020 roku będzie wyglądało lepiej niż to aktualne, to chyba warto się starać :)

Jak już kiedyś zauważyłam, w tym roku zapanowała istna moda na porównywanie zdjęć z przeszłości z obecnymi. Ja sama niezależnie od tej mody zawsze lubiłam sporządzać takie zestawienia, przede wszystkim dlatego, że jestem strasznie sentymentalna. Ale w tym zestawieniu chodzi nie tylko o powrót do wspomnień.

Te zdjęcia pokazują coś, o czym pewnie dobrze wiecie, ale być może nieczęsto patrzycie na to w ten sposób. Pokazują, jaką wielką rewolucją dla naszego ciała jest decyzja o zajściu w ciążę. Te zmiany wpływają na cały organizm, na gospodarkę hormonalną, co za tym idzie, na nasze samopoczucie i na równowagę psychiczną. Przyznam, że pomysł na sporządzenie takiego zestawienia przyszedł mi do głowy już jakiś czas temu, po tym, gdy jedna z bliskich osób zarzuciła mi, że stałam się humorzasta... Pomyślałam wtedy: Ej, po dwóch ciążach w krótkich odstępie czasu, dwukrotnych zmianach wagi o 20 kg w jedną i drugą stronę, to niby jaka ja mam być? :)

Zapraszam do podróży w czasie.

2015: Starania o ciążę.


Fot. Michał Buczek

Ten temat przewija się co jakiś czas na blogu, ale chyba nigdy nie pochyliłam się nad nim w sposób wyczerpujący. Zasadniczo, cały rok 2015 (i spory kawałek 2014, a także początek 2016) był dla mnie czasem starania się o pierwsze dziecko. W marcu jeden lekarz zdiagnozował u mnie zespół policystycznych jajników (PCOS), choć sam dziwił się przy tym, że nie wyglądam na osobę dotkniętą tym schorzeniem - typowe objawy to m.in. nadwaga, nadmierne owłosienie. Zaczęłam kurację hormonalną. Kto wie, jak długo by to trwało, gdyby nie pewien zbieg okoliczności. Przyjechałam do przychodni na umówioną wizytę, aby dostać receptę na kolejną porcję hormonów i dowiedziałam się... że mój lekarz już tam nie pracuje. Przyjęła mnie inna lekarka, która jednak odmówiła wypisania recepty - stwierdziła, że jeśli leczenie do tej pory nie dało rezultatów, to prawdopodobnie przyczyna mojej bezpłodności jest inna. Szereg kolejnych wizyt wykazał, że diagnoza była błędna, nie miałam nigdy PCOS. Źle dobrane leki raczej mi zaszkodziły niż pomogły. Miałam cierpliwie czekać, aż wreszcie się uda. Wiecie, jak to mówią... staranie się o dziecko nie jest nieprzyjemne ;)

Jak wyglądałam? Uczciwość nakazuje przyznać, że to zdjęcie jest wyjątkowo korzystne, to już nie były moje najszczuplejsze czasy. Nie miałam już organizmu dwudziestolatki, która mogła zjeść wszystko i nie przytyć, hormony też pewnie zadziałały po swojemu. Ważyłam 55 kg, co było prawie najwyższą moją wagą w czasach przed dzieckiem. Miałam sporo zmartwień, bo końcówka roku 2014 przyniosła mi duże kłopoty zawodowe i finansowe, których skutki odczuwałam bardzo silnie przez cały następny rok. Raczej nie wpłynęło to dobrze na mój wygląd.

2016: Upragniona ciąża!


Fot. Sobie Jestem

Tak, historia moich starań o dziecko jest znacznie mniej dramatyczna niż wiele innych historii, z którymi mogliście się spotkać. Pewnego dnia po prostu się udało. Mniej więcej w tym czasie, kiedy miałam już zamiar poddać się znacznie poważniejszym badaniom w celu zdiagnozowania przyczyn bezpłodności. Śmiejemy się czasem, że trzeba nam było wyjątkowego dnia - bo początek mojej ciąży datuje się na noc z 29 lutego na 1 marca :)

W pierwszych tygodniach moja ciąża była zagrożona. Potem, gdy zagrożenie minęło - kwitłam, czułam się wspaniale, nie miałam większych dolegliwości. Czasem, zwłaszcza w trzecim trymestrze, robiło mi się słabo. Przeważnie uważałam na siebie bardziej z rozsądku niż dlatego, że naprawdę nie czułam się na siłach, by coś zrobić. Pod koniec zaczęłam odczuwać problemy z chodzeniem i ból bioder. 

Jak wyglądałam? Znajomi dziwili się, gdy mówiłam, że przytyłam aż 20 kg, bo ponoć nie było tego po mnie widać. Ja widziałam. Im bliżej porodu, tym pełniejszą miałam twarz, no i oczywiście wielki brzuch. Nie wiem, jaki miałam obwód w pasie, bo gdy próbowałam rozciągnąć metr krawiecki, by się nim opasać, to go rozerwałam :D Przed ciążą zawsze miałam wąską talię, musiałam się zatem bardzo mocno rozciągnąć, rozrosnąć. Mój kręgosłup, biodra odczuwały, że nagle muszą dźwigać znacznie większy ciężar. Niełatwo było mi znaleźć wygodną pozycję do spania. Za to moje włosy i cera były w świetnej kondycji i przyznam, że nigdy w życiu nie czułam się tak piękna jak wtedy.

2017: Stan po ciąży.


Fot. Joanna Schönborn-Tomczak: Przerwa w dostawie deszczu

Czułam się dobrze, więc też nie szukałam pomocy u żadnych lekarzy. Może niesłusznie? Bywałam zmęczona i senna, ale powiedzmy, że matkom niemowlaków zdarza się to dość często ;) Nie miałam depresji ani problemów zdrowotnych, laktacja bez zarzutu, fantastycznie się odnalazłam w roli mamy. Dość szybko zaczęliśmy się starać o drugie dziecko. Nie chcieliśmy czekać, nauczeni doświadczeniem z poprzednich lat. Wiedzieliśmy już, że w naszym przypadku to może trwać dłużej, niż byśmy tego chcieli. 

Jak wyglądałam? Nie wracałam do sylwetki sprzed ciąży z jakąś wyjątkową szybkością, ale też nie mogę powiedzieć, by mi na tym bardzo zależało. Miałam może drobne momenty słabości, gdy widziałam siebie i swój pociążowy brzuch na zdjęciach. Albo wtedy w czerwcu, gdy zapytano mnie, czy jestem w ciąży. Ale nie było źle, zaczęłam znów pozować do zdjęć, wskoczyłam nawet w dość skąpy strój. Gdzieś pod koniec roku wróciłam do wagi sprzed ciąży - 55 kg.

2018: Druga ciąża!


Fot. Nina Filek

Udało się szybko, co zakrawa na mały cud, biorąc pod uwagę liczne okoliczności, które mogły to upragnione drugie zajście opóźnić. Tym razem było inaczej. Praktycznie w tym samym czasie dowiedziałam się o ciąży i o Hashimoto. Nadal trochę nie mogę uwierzyć, że mam jakąś przewlekłą chorobę. W ogóle nie czuję się jak osoba chora. Za to zyskałam piękne wytłumaczenie dla wszelkich moich huśtawek nastrojów i gorszych stanów :D Ale nie korzystam z tego za często.

Druga ciąża była trudniejsza, więcej dolegliwości, więcej problemów zdrowotnych. Do tej pory wspominam końcówkę października z pewną zgrozą i poczuciem, że dosłownie walczyłam o życie. A w tym wszystkim był też ze mną mały, kochany człowieczek, który musiał zrozumieć, że mama nie może już go nosić na rękach i czasem znika na kilka dni albo leży w łóżku.

Jak wyglądałam? Tym razem brzuszek był widoczny dużo wcześniej, tak naprawdę już w drugim miesiącu dało się go zauważyć - czyli na tym etapie, kiedy niektóre kobiety wolą jeszcze nikomu nie mówić o ciąży! Wcześniej pojawiły się też problemy z chodzeniem. Wagę 75 kg, czyli taką, jak przy pierwszym porodzie, osiągnęłam już na początku ósmego miesiąca. Obawiałam się, że pod koniec ciąży ta waga będzie jeszcze znacznie większa, ale jakimś cudem nie przytyłam już nawet o jeden kilogram. Nie czułam się może już tak wyjątkowo piękna jak w pierwszej ciąży, za to nawet nie zauważyłam, kiedy moje włosy tak bardzo urosły. Pogodziłam się dawno z myślą, że dłuższe niż do połowy ramienia nie będą już nigdy, taka ich uroda, tymczasem teraz są do pasa.

2019: Stan po ciąży.


Zaniepokoiło mnie, że ból bioder i kręgosłupa nie minął po porodzie, tak jak to było za pierwszym razem. Poszłam na konsultację z fizjoterapeutą i dowiedziałam się, że mam rozstęp mięśni brzucha. Dolegliwość, którą opisałam rok wcześniej na blogu, posiłkując się głównie wiedzą z Internetu, poznałam teraz na własnej skórze. Okazało się, że problemy z chodzeniem wynikały pośrednio właśnie z tego - brak oparcia w mięśniach brzucha powodował, że kręgosłup i biodra były nadmiernie obciążone. 

Przez trzy miesiące regularnie uczęszczałam na fizjoterapię. Spotkania wyglądały tak, że najpierw terapeutka oceniała, w jakim stanie są moje mięśnie, potem robiła mi masaż (coś cudownego :)), a następnie wykonywałam ćwiczenia. Z początku bardzo proste, polegające właściwie na samym napięciu mięśni. Zaskoczyło mnie, jak bardzo byłam słaba - w ogóle nie czułam, że mam tam jakieś mięśnie i że one choć trochę pracują! Z czasem było lepiej, a ćwiczenia stawały się coraz bardziej zaawansowane. Na koniec każdego spotkania terapeutka zaklejała mnie taśmami, żeby mięśnie przyzwyczajały się do prawidłowego działania. Nosiłam te taśmy za każdym razem przez kilka dni i śmiałam się, że tak wygląda człowiek bez pępka :D Czułam się z nimi bardzo dobrze, bezpiecznie, stabilnie. Naprawdę pomagały, choć pod koniec pewnie to było działanie bardziej na podświadomość.


Czuję się dobrze. Wydaje mi się, że miałam niezbyt poważną depresję poporodową, choć moje gorsze samopoczucie w tamtym czasie mogło też wynikać z różnych problemów, które mnie wówczas dotknęły, a także, oczywiście z mojego stanu zdrowia. W każdym razie, szybko przeszło :)

Jak wyglądam? Nie narzekam ;) Moje mięśnie są już w dobrym stanie, jednak brzuszek nadal trochę widać. Zauważam go przede wszystkim na zdjęciach. Ważę około 60 kg, z drobnymi wahaniami o 1-2 kg. Nie czuję, żeby to było jakoś strasznie dużo :)


Pięć lat - w czasie których zażyłam całą aptekę hormonów, a jeszcze więcej wyprodukowało moje ciało najpierw w jednej, potem w drugiej ciąży, podczas dochodzenia do siebie po porodach i w czasie karmienia piersią, dwa razy przytyłam i dwa razy "zrzuciłam" 20 kg (no, pięć kilogramów jeszcze zrzucam), obciążałam mięśnie i kręgosłup na wiele możliwych sposobów (a już najzabawniej było wtedy, kiedy w zaawansowanej ciąży brałam 12-kilogramowego Roberta na ręce), rozciągałam skórę, przeżywałam najróżniejsze stresy, napięcia, zmartwienia, no i nie zapominajmy o tym, że dwa razy zostałam rozcięta skalpelem (i drugi raz był dość ekstremalny).

Wszystko dla tych dwóch łobuziaków.


Idealną puentą do tego tekstu byłyby zdjęcia moich uśmiechniętych synków, ale darujcie, nie umieszczam ich buziek w Internecie. Są piękni, uwierzcie na słowo. Pogodni, zdrowi, przytulaśni, dają mi tyle miłości i szczęścia, że dla nich mogłabym i ze czterdzieści kilo przytyć i zjeść ze trzy apteki różnych leków, byle tylko mieć ich w swoim życiu. 

Pomyśl ciepło o swojej mamie, o mamach, które znasz. 

12 komentarzy:

  1. Nasze ciało niesie na sobie naszą opowieść. Zmienia go czas, kilogramy, hormony, ale najbardziej macierzyństwo. I każda mama, choć ma inną historię, nosi na sobie rozdział: "Ciąża", a potem "Po ciąży". Podziwiam, że potrafisz tak otwarcie dzielić się swoimi bardzo osobistymi doświadczeniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* O tak, każda z nas ma za sobą te doświadczenia i zmiany :)

      Usuń
  2. Wiesz tak naprawdę niewiele się mówi o "konsekwencjach " ciąży. Mama zostałam prawie 4 miesiące temu i mimo, że szybko odzyskalam wagę przed ciążowa to nadal nie umieszczę się w część moich ubrań. Kolana i plecy potrafią tak doliczyć że czuje się chwilami jak stara babcia :-) Powoli jednak wiem że dojdę do siebie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki! Od mojego porodu minęło już 9 miesięcy, jest już całkiem nieźle :)

      Usuń
  3. Świetny tekst zwlaszcza gdy w mediach promowane są gładkie i estetyczne brzuchy a celebrytki po kilku tygodniach od porodu pojawiaja się na galach w obcisłych sukienkach...
    Ja po dwóch porodach akceptuje siebie jednak na plaże zawsze wybieram jednoczesciowy kostium bo nie lubie tych swoich niedoskonałosci eksponować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Ja byłam najbardziej zaskoczona, gdy widziałam zdjęcia księżnej Kate po porodzie... Co do kostiumu, to noszę dwuczęściowy, ale raczej dlatego, że tylko taki mam :D

      Usuń
  4. Kochana! W życiu nie czytałam takiego wpisu. Zauroczyłaś mnie swoją opowieścią, ciepłem, jakie bije z Twoich słów, miłością, jaka przepełnia każde zdanie o Twoich synkach!
    Rewelacyjny pomysł, cudowne wykonanie, gratuluję. I faktycznie jako puenta wspaniale pasowałoby Wasze wspólne zdjęcie. Ale rozumiem- ja też swojej rodziny na blogu raczej nie umieszczam. Nawet siebie staram się oszczędzać, choć czasem głupie pomysły do głowy wpadają ;) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie dziękuję Ci za miłe słowa :) Tak, zadecydowaliśmy jeszcze przed pierwszym porodem, że zdjęcia naszych dzieci pojawią się w Internecie dopiero wtedy, gdy oni sami je tam wrzucą, w pełni świadomi wszystkiego, co się z tym wiąże.

      Usuń
  5. ja długo walczyłam by zajść w ciążę, ale się udało. Z drugą było już łatwiej. Jednak musiałam też trafić na dobrego lekarza, co umiał pomóc, a nie takich co rozkładali ręce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać, że wiele zależy od lekarza... Cieszę się, że Wam też się udało :)

      Usuń
  6. Pięknie wyglądałaś i przed i po ciąży. Fajnie się czytało Twoją historię. :)

    OdpowiedzUsuń