Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 kwietnia 2020

#SHAREWEEK2020 - najlepsze blogi według Siódemki.



Przyznam, że czekałam na #shareweek. Sprawdzałam nawet kilka razy, czy akcja już ruszyła, bo w tym roku ogłoszono ją nieco później niż zwykle. Nareszcie jest!

Od kilku lat twierdzę, że nie ma w blogosferze nic milszego niż #shareweek. Akcja polega na tym, że zgłaszasz do konkursu trzy blogi, które Twoim zdaniem warto polecić innym, bo pojawiają się na nich wartościowe treści, a ich autorzy są fajnymi ludźmi :) Oczywiście, w ramach wpisu możesz opisać znacznie więcej blogów - ja zawsze tak robię - ale na stronie https://andrzejtucholski.pl/tag/share-week/ można zgłosić tylko trzy. Z uzasadnieniem, dlaczego własnie te, a nie inne blogi zasłużyły na Twój głos.

W tym roku zdecydowałam się podejść do #shareweek nieco inaczej niż do tej pory. Wcześniej polecałam za każdym razem inne blogi, żeby uhonorować jak najwięcej osób. Potem zdarzył się jednak rok 2019 i... wysokie, jak na moje możliwości, miejsce Szczęśliwej Siódemki w rankingu. 

Pomyślałam, że chciałabym, żeby te osoby, które wyróżniły mnie rok temu, powtórzyły to również w tym roku. I dotarło do mnie, że to może wcale nie jest takie fajne, za każdym razem głosować na inne osoby. 

Dlatego w moim zestawieniu pojawią się blogi, na które głosowałam już wcześniej. Natomiast pozostałe, o których wspominam, pragnę z całego serca docenić i polecić Waszej uwadze. Warto!

Pierwsza trójka.


1. Mama Pod Prąd - https://www.mamapodprad.pl/

W zeszłym roku podjęłyśmy z Elą wspólne postanowienie, że musimy się spotkać, w końcu mieszkamy całkiem blisko siebie. Udało się, i to nawet dwa razy :)

Ela jest młodą mamą, obecnie w bardzo podobnej sytuacji do mojej. Obie utknęłyśmy w domu z maleńkimi dziećmi w wieku przedszkolno-żłobkowym. Obie z tego powodu publikujemy teraz nieco rzadziej. Ela przynajmniej znajduje czas na to, by dość regularnie wrzucić kilka mądrych zdań na swój fanpage. Pisze szczerze i odważnie, nie owija w bawełnę, nie udaje kogoś, kim nie jest. Podziwiam jej bezkompromisowość i otwartość. Kibicuję jej niemal od samego początku jej przygody z blogowaniem i myślę, że to nigdy się nie zmieni :)


2. Madka Rokuhttps://madkaroku.com/

Kolejna młoda mama w czasach kwarantanny :) Kasia ma jakieś supermoce, bo choć jej czas wypełnia trójka dzieci o bardzo silnych osobowościach, udaje jej się znaleźć czas na prowadzenie bloga, a także na pracę nad książką! Blog Madki Roku zmienił się nieco od czasu, gdy poprzednio polecałam go Wam w ramach #shareweek2019. Coraz więcej na nim treści opisujących dolę początkującej pisarki. Można przeczytać nawet fragment powieści, nad którą pracuje Kasia!

Gdyby komuś umknęło - Madka Roku jest autorką bajki "O królewiczu, który się odważył", laureatką nagrody literackiej Piórko 2019. Jak na osobę, która odniosła tak wielki sukces, jest wręcz niespotykanie skromna :)


3. Muzyczna Lista - http://muzyczna-lista.pl/

A jednak! Nowy akcent w moim zestawieniu. Blog, który odkryłam niedawno i odwiedzam za każdym razem z przyjemnością. Przypomina mi o tym, jak bardzo kocham muzykę, teledyski, teksty piosenek - i rozważania podobne do tych, którymi dzieli się z nami jego autorka :) Podziwiam jej ogromną wiedzę muzyczną i znakomite pomysły na tematy kolejnych wpisów. Właściwie każdy nowy tytuł zachęca do czytania!

Ponadto...


Nie ma takiej możliwości, żebym poprzestała na trzech konkursowych poleceniach :) Niestety, nie mogę oddać dodatkowych głosów, choć naprawdę chciałabym. Ale mogę zachęcić Was do tego, byście poznali te wspaniałe blogi :)

1. Felicjadahttps://www.felicjada.pl/

Czarujący, subtelny blog przesiąknięty osobowością i urokiem jego autorki. Felicja publikuje przede wszystkim recenzje książek - mądre, wyważone, niewątpliwie szczere. Oprócz literatury, Felicja pasjonuje się również muzyką, sztuką, a także wszystkim, co dotyczy Mongolii. 

2. Myślozmarszczkihttps://jonnagro.wordpress.com/

Absolutnie niezwykły blog literacki. Proza przeplata się z poezją, zabawy literackie z opowieścią, głębszym przekazem. Zadziwiający zasób słownictwa, pomysłowość, artyzm. Warto dać się oczarować Myślozmarszczkom!

3. Kobietą byćhttp://kobietabycblog.pl/

Kolejna wyjątkowa osobowość. Olga Bartnik - ciepła, refleksyjna, kobieca i mądra. Jej blog cechuje duża różnorodność - znajdziemy tu wiersze, miniatury literackie, przemyślenia, wywiady z pisarzami... A wszystko magiczne i podane w przepięknej oprawie graficznej.


Mam nadzieję, że zachęciłam Was do tego, by kliknąć w powyższe linki :) Kto wie, może szukacie właśnie wartościowych treści i czegoś nowego do poczytania?

Moje poprzednie zestawienia znajdziecie tutaj:


niedziela, 15 marca 2020

Co ja teraz zrobię z dzieckiem w domu?




Dawno, dawno temu taka zasłyszana fraza wprawiła mnie w oburzenie. Wówczas nie miałam jeszcze dzieci, zatem na macierzyństwie znałam się, rzecz jasna, o wiele lepiej niż teraz. Dziś - to ja jestem mamą, która musi coś zrobić z trzylatkiem i rocznym dzieckiem w domu. Przez dwa tygodnie, a tak naprawdę nikt jeszcze nie dał nam gwarancji, że to nie potrwa dłużej.

Pojawia się teraz dużo artykułów z sugestiami, jak w efektywny i kreatywny sposób uprzyjemnić sobie i dziecku ten niełatwy czas. Niniejszy tekst nie jest kolejnym, identycznym zbiorem pomysłów, ale raczej dopowiedzeniem, uzupełnieniem tego, co napisali już inni.

Jeśli jesteś w podobnej sytuacji, koniecznie przeczytaj!

Co mam więc zrobić z dzieckiem w domu? Jak sobie poradzić?


Po pierwsze: bądź dobra dla siebie. Daj sobie prawo do uczuć, z których niekoniecznie jesteś dumna. Frustracja, zmęczenie, bezradność, Twoja cierpliwość jest u kresu? Jasne, kochasz swoje dzieci, ale kochasz też swoją osobistą przestrzeń, swoją codzienność, pracę, zainteresowania, małe rytuały... Potrafisz właściwie ustawić priorytety, wiesz, co teraz jest najważniejsze, a jednak jest Ci z tym niewygodnie, męczysz się, denerwujesz. To normalne. Nie jesteś złą matką ani egoistką. 

Odpuść.


To jest nietypowy czas. Ani Ty, ani dziecko nie zdążyliście się przygotować na dwa tygodnie siedzenia w domu, bez wycieczek, bez odwiedzin, bez placu zabaw i długich spacerów.  To nie jest moment, by wymagać dużo od siebie i od dziecka. Poprzestań na planie minimum. Bałagan w domu to nie koniec świata, obiad z mrożonki też nie. W Internecie znajdziesz dużo wartościowych bajek, które zajmą Twoje dziecko na jakiś czas, a nawet mogą je czegoś nauczyć. Pograjcie we wciągającą grę na komputerze (ze starszym dzieckiem). Zjedzcie coś pysznego i nie przejmujcie się dietą. Chodźcie do późna w piżamach.  Naprawdę, możecie.

Podaruj nowe życie starym zabawkom.


Możliwe, że tak jak ja macie magazyn starych zabawek na strychu - lub w innym mało uczęszczanym miejscu. Przecież nie da się trzymać tego wszystkiego w pokoju dziecka! Teraz jest dobry czas, by sięgnąć do tych zapasów. Klocki, którymi dziecko bawiło się pół roku temu, mogą znów cieszyć jak nowe. O niektórych zabawkach może już nawet zdążyliście zapomnieć. Inne będą jak dawno niewidziany przyjaciel.

Wykorzystaj ten czas.


Naciesz się swoim dzieckiem. Poznaj je lepiej. Czy to brzmi dla Ciebie dziwnie? Powiem Ci, że ja nieraz czuję potrzebę, by poznać lepiej moje dzieci. Są takie wieczory, gdy Michał zasypia trochę wcześniej. Mam wtedy poczucie, że prawie wcale nie spędziliśmy czasu razem, tylko te kilka godzin. Teraz mamy do dyspozycji całe dnie.

Może to dobry moment, by nauczyć się czegoś nowego? Oczywiście, nic na siłę. Może zdarzało Ci się mówić, że jak będziesz mieć więcej wolnego czasu, zrobicie razem to czy tamto? Cóż, chyba właśnie go masz :)

To, co robicie, jest ważne.


Zostajecie w domu, bo troszczycie się - o siebie, o inne, słabsze osoby. Zostajecie w domu, bo tego wymaga od nas sytuacja. Bo tak będzie lepiej, bezpieczniej. Łatwiej znieść niedogodności, kiedy się wie, że stoi za tym wyższy cel, wspólne dobro. Głowa do góry, damy radę!

Pomogłam?

Może niewystarczająco? Mam dla Was mały bonus - kilka sympatycznych linków:

2. Marzena Fenert i Kreatywne Wrota - oryginalne zabawy wspierające rozwój mowy: https://kreatywnewrota.pl/

3. Alicja Podgrodzka codziennie o 10:00 poczyta Twojemu dziecku:
https://www.facebook.com/AlicjaPodgrodzkaPisarka/ 

4. Sylwia ma dla Ciebie newsletter, a w nim przez cały tydzień nowe pomysły na zabawy i gry, a także wiele innych ciekawostek:
https://www.facebook.com/matkiupadki/

5. Rodzicowo.pl i cała masa sprytnych podpowiedzi, jak bawić się z dzieckiem i się przy tym nie zmęczyć: https://www.facebook.com/pg/rodzicowo/


środa, 4 grudnia 2019

Co mogę dla Ciebie zrobić w grudniu? "Brzuszkowy Mikołaj" raz jeszcze!



Wpis powstał w ramach akcji #blogrudzień2019

Brzuszka już nie ma, ale "Brzuszkowy Mikołaj" działa nadal! 


I będzie działać, póki starczy mi zapału, choć codzienność podwójnej matki, przeziębienia, obowiązki i plany nieraz skutecznie mi go odbierają. Ale bez obaw, z początkiem grudnia poczułam przypływ sił, chęci i świątecznego nastroju :) W tym roku pomożemy kolejnym wspaniałym, dzielnym mamom!

Powiem Wam, że to jest istna magia. Grudniowa magia pomagania, jak pisałam w zeszłym roku. Jeszcze kilka dni temu godziłam się z tym, że cała para poszła w gwizdek, zabrakło mi determinacji i po prostu w tym roku to nie wyszło. Czułam się niezręcznie na myśl o tym, że miałabym poruszać w rozmowach temat organizowanej przeze mnie akcji, bo przecież co to za akcja, jakaś fanaberia jednej blogerki, której się wydaje, że może zmieniać świat? Listopad minął, sama nie wiem kiedy, a w temacie "Brzuszkowego Mikołaja" nie działo się nic. Zastanawiałam się, czy to może nie był jednorazowy zryw serca? Czy warto próbować jeszcze raz?


Zaczął się grudzień i wszystko się zmieniło :) Wróciła do mnie ta energia i motywacja sprzed roku, zaczęłam się cieszyć na myśl o przygotowaniu paczki. Wspaniałe osoby zaoferowały wsparcie dla akcji :) Liczba osób zainteresowanych akcją ciągle rośnie. Spodziewam się, że w tym roku powstanie jeszcze więcej cudownych prezentów niż poprzednio!

Mam już wybraną mamę, do której zostanie wysłana moja paczka. Wiem, że naprawdę przyda jej się pomoc, którą mogę jej zaoferować. Tymczasem w mojej głowie ciągle kiełkują nowe pomysły: jak jeszcze możemy pomóc? Co jeszcze mogę zrobić dla drugiej osoby, przy ograniczonym budżecie, licznych obowiązkach i niemałych własnych potrzebach?

Jedną z cennych tegorocznych lekcji (chyba zacznę je spisywać!) było dla mnie odkrycie, że przeważnie możesz jednak coś zrobić. Ludzie boją się prosić o pomoc, co nie znaczy, że jej nie potrzebują. Czasem warto zapytać. Zastanowić się. Gdybym była na miejscu tej osoby, co sprawiłoby mi radość? Jaką pomoc najchętniej bym przyjęła?

Odwiedziny


Ludzie są nieraz porażająco samotni. Życie toczy się obok nich, a oni nie mogą się w nie włączyć, bo brak im zdrowia, sił, a może kogoś, kto po prostu zdjąłby z nich na chwilę część obowiązków. Gdy ktoś spędza czas w szpitalu, przykuty do łóżka, lub może poświęca każdą chwilę na opiekę nad bliską osobą, nawet krótkie spotkanie i rozmowa może być okazać się wyjątkowym prezentem i świątecznym cudem.

Przyznam, że marzy mi się, żeby przejść się któregoś dnia na oddział pediatrii, gdzie spędziliśmy Święta w zeszłym roku, i poprawić trochę humor pacjentom i ich rodzicom :) Teraz, kiedy napisałam Wam o tym, mam jeszcze silniejszą motywację, by faktycznie to zrobić! Mam tylko nadzieję, że mnie stamtąd nie wygonią :D

Oczywiście, odwiedziny mogą poprawić nastrój nie tylko osobie przebywającej w szpitalu. Może znasz kogoś, kto choruje lub po prostu jest w kiepskiej formie i potrzebuje towarzystwa? Zapytaj. Zaproponuj :)

Pomoc w wykonywaniu obowiązków


Osobiście wydaje mi się, że to jedna z trudniejszych form pomagania. Wszyscy mamy przecież swoje zajęcia, codzienną rutynę, nierzadko pod koniec dnia jesteśmy bardzo zmęczeni. Skąd wziąć siłę i czas na to, by jeszcze przejąć część obowiązków innej osoby? Ale może jest coś, co lubisz robisz, co będzie stanowić dla Ciebie miłą odskocznię od rzeczywistości - a ktoś dzięki Tobie na chwilę odpocznie?

Mam też wrażenie, że nawet te same, żmudne, codzienne zadania mogą sprawić nam przyjemność o wiele większą niż zwykle, gdy zobaczymy, jak bardzo ktoś się cieszy z ich powodu :)

Kartki świąteczne


Źródło: Madka roku

Niektórzy o nie proszą. Muszę przyznać, że pod tym względem zawsze zawalam :( Nigdy mi nie po drodze na pocztę, zapominam, przegapiam terminy. Może w tym roku zbiorę się i wyślę choć jedną :)

Piękne kartki świąteczne, wraz z egzemplarzem książki "O królewiczu, który się odważył" można licytować teraz u Madki roku. Kwota zostanie przekazana na cel charytatywny - i patrzcie, tym sposobem można pomóc dwóm osobom jednocześnie!

Wsparcie finansowe


Mimo wszystko taka pomoc jest zazwyczaj najpilniejsza. To nie muszą być duże kwoty. Ja najczęściej wpłacam 10-20 zł, rzadko więcej. Zdarza się, że chcę wesprzeć kilka różnych zbiórek w tym samym czasie, dlatego większa kwota byłaby już pewnym obciążeniem dla mojego budżetu.

Wspomniałam wcześniej o aukcji charytatywnej. Z pewnością wielu spośród Was będzie szukać w najbliższym czasie prezentów - mikołajkowych, gwiazdkowych, może macie jeszcze inne okazje, tak jak ja? Warto rozejrzeć się, może znajdziecie coś interesującego właśnie na aukcjach tego typu. Wtedy nie tylko dajecie radość swoim bliskim, ale też realnie pomagacie komuś potrzebującemu.

Pomóżmy!


Z całego serca zachęcam Was, byście współtworzyli ze mną akcję "Brzuszkowy Mikołaj". Im więcej nas będzie, tym więcej mam dostanie wspaniałe prezenty! Poza tym - będę miała większą motywację, żeby bardziej się przyłożyć w przyszłym roku ;)

Oczywiście, jeśli zamiast tego wspieracie inną akcję, w pełni to rozumiem. Tak naprawdę chodzi o to, żeby w tym magicznym, świątecznym miesiącu okazać serce komuś, komu poszczęściło się trochę mniej niż nam.

Życzę Wam wszystkim dużo, dużo miłości!


Wpis powstał w ramach corocznej akcji #blogrudzień, organizowanej przez Magdę, autorkę bloga Magda M. Codziennie przez cały grudzień będzie pojawiał się kolejny wpis o tematyce okołoświątecznej. Odwiedźcie nasze strony!

1 grudnia – Mama na całego
2 grudnia – Tarapatka
3 grudnia – Dzieciorka
4 grudnia – Szczęśliwa Siódemka 
5 grudnia – Do herbaty
6 grudnia – Z naciskiem na szczęście
7 grudnia – Przed ślubem
8 grudnia  – MamAsia Ogarnia
9 grudnia – Wysmakowana
10 grudnia – Dziubdziak
11 grudnia  – Pozytywny Dom
12 grudnia – Młoda mama pisze 
13 grudnia – Atrakcyjne wakacje z dzieckiem
14 grudnia – Młoda Mamma
15 grudnia – Kopanina.pl
16 grudnia – Pogodnie przez życie
17 grudnia – Humory Zmory
18 grudnia – Asertywna Mama
19 grudnia – Jaśkowe Klimaty
20 grudnia – I jak w domu
21 grudnia – Carpe Diem
22 grudnia – Dieta To Kobieta
30 grudnia – Magda M.

czwartek, 24 października 2019

Siedem październikowych ogłoszeń i refleksji.




Nie wiem, jak przepraszać za to, że tak rzadko ostatnio pojawia się tutaj coś nowego. Nie mam nawet dobrego wytłumaczenia. Cieszę się, że nadal tu jesteście, ciągle Was przybywa, czytacie mnie i czekacie na kolejne teksty.

Dziś - może trochę nietypowa dla mnie forma. Zdałam sobie sprawę z tego, że mam do poruszenia kilka ważnych tematów. Dziś będzie więc dosyć zwięźle,  konkretnie, a zarazem wielowątkowo i treściwie!


1. Po pierwsze i najważniejsze - dziś są urodziny mojej mamy! Jak wiecie, mama jest cudowną, mądrą i wrażliwą osobą, która napisała tu kiedyś przepiękny list. Pomyślcie o niej dzisiaj bardzo, bardzo, bardzo ciepło. Mam nadzieję, że zajrzy tu dzisiaj i zobaczy, jak razem ze mną przekazujecie jej najserdeczniejsze życzenia zdrowia, radości, uśmiechu i samych wspaniałych dni, a także, żeby nigdy nie zabrakło jej pięknych marzeń.



2. Muszę się Wam pochwalić: dzięki Waszym głosom otrzymałam wyróżnienie w konkursie BLOGS from HEART. Razem ze mną w gronie nagrodzonych i wyróżnionych znalazła się sama parentingowa śmietanka: Madka Roku, Mama Pod Prąd i Mama na wypasie. Spotkaliście się już może tutaj z tymi nazwami? O tak, i to dwukrotnie :) Najpierw w moim zestawieniu #shareweek, a potem własnie wśród moich faworytów w konkursie BLOGS from HEART! Co tu dużo mówić, są po prostu najlepsze :) To zaszczyt znaleźć się w takim gronie.

Gratulacje dla zwycięskiego bloga, Niedroga Droga. Życzę dalszych sukcesów i pasji w blogowaniu.


3. Zajrzyjcie tu:
https://www.facebook.com/events/464917754232296/. Akcja "Brzuszkowy Mikołaj" ruszyła i mam nadzieję, że będzie miała w tym roku jeszcze większy zasięg. Choć za oknem słonecznie, jesiennie i złociście, to jednak do grudnia zostało już całkiem niewiele czasu. Ja już czuję mikołajkową atmosferę, a Wy? :)


Jeśli ktoś chciałby napisać coś o "Brzuszkowym Mikołaju" lub porozmawiać ze mną na jego temat, jestem do dyspozycji! 

4. Na blogu Mama Pod Prąd ukazał się wywiad ze mną. Rozmawiałyśmy z Elą o tym, że macierzyństwo to nie bajka i zdarzają się w nim również trudniejsze chwile, których nie znajdziecie na pastelowo-idealnych zdjęciach na Instagramie.

Ela jest jedną z dwóch osób, które zapytały mnie w ostatnim czasie o to, jak zmieniło mnie macierzyństwo. Wiecie, że w pierwszej chwili nie wiedziałam, co odpowiedzieć? Po części dlatego, że trochę już nie pamiętam siebie z czasów przed dziećmi - a za tym, co pamiętam, ciężko tęsknić. Pamiętam między innymi starania o dziecko, częste zmiany pracy i próby wybrnięcia z kłopotów finansowych. Trochę brakuje mi imprez i sesji zdjęciowych, zwłaszcza teraz, w październiku, kiedy wszędzie jest tak kolorowo i mogłyby powstać cudowne zdjęcia! Ale powiedzmy, że to nie jest aż taka wartość, żeby uważać jej brak za jakąś wielką stratę.


Z drugiej strony - teraz robię to, co lubię, mam czas na pisanie, realizuję się, mam plany na przyszłość i dążę do ich spełnienia. Czuję się bardziej na swoim miejscu niż w ciągu kilku ostatnich lat. Czy twierdzę, że moje życie po urodzeniu dzieci stało się łatwiejsze? No nie, to chyba jednak trochę przesada ;) Ale mogę powiedzieć, że stało się o wiele lepsze. Choć czasami brakuje mi cierpliwości, ogarnia mnie frustracja i mam wrażenie, że sobie nie radzę. Ale to tylko te gorsze chwile :)

5. Pytałam Was niedawno na fanpage'u o to, bez czego nie moglibyście żyć. Udzieliliście wielu pięknych odpowiedzi, od których aż biło radością i zadowoleniem z życia :) Ale przy okazji obudziła się we mnie refleksja, która tak naprawdę towarzyszy mi już prawie od miesiąca.

Jak ciężko jest zmienić swoje przyzwyczajenia! Każdy z nas ma swój rytm życia, swoją codzienność wypełnioną drobiazgami, które czasem wydają się mało istotne... Póki ich nie zabraknie.

Mam szczęście być człowiekiem bez nałogów. Przynajmniej bez tych najgorszych. Zdaję sobie sprawę z tego, że czasem ciężko mnie wylogować, ale póki Internet stanowi moje okno na świat, miejsce pracy i platformę do współpracy z innymi twórcami, naprawdę nie widzę możliwości, by to zmienić. Gdybym miała podjąć jakieś postanowienie, wyrzeczenie, że postaram się wytrzymać przez jakiś czas bez czegoś, co jest ważnym elementem mojego życia - byłyby to słodycze. Serio, wiem, że to brzmi banalnie, bo jak tu porównywać moją niewinną miłość do czekolady i domowych ciast - z prawdziwymi dramatami, z którymi borykają się ludzie? A jednak, gdy sobie wyobrażę, że miałabym z dnia na dzień całkowicie zrezygnować ze słodyczy, uwierzcie, że robi mi się na zmianę zimno i gorąco. Jak to? Całkowicie?

Zatem może... warto spróbować? Wierzę w moc dobrych postanowień. Wierzę, że niosą ze sobą ogromną pozytywną energię, która potrafi zmieniać świat na lepsze. 

Plan jest taki: zacznie się Adwent, ja odstawiam słodkości :D Na Święta trochę sobie odpuszczę, no wybaczcie, nie wyobrażam sobie Świąt bez słodyczy ;) A od nowego roku... Zobaczymy, jak będzie. Jeśli uznam, że nadal ma to sens - postaram się wytrzymać jeszcze dłużej.

To jak? Trzymacie za mnie kciuki? :)

6. Niedawno na moim fanpage'u pojawiła się również inna, odrobinę mniej budująca dyskusja. Światopoglądowa. Piszę, że była odrobinę mniej budująca, bo jednak widzę w niej bardzo dużo jasnych stron. Przede wszystkim: cieszę się, że jesteście ze mną niezależnie od różnic między nami. Moje poglądy, z którymi się nigdy nie kryłam, nie są dla Was powodem, by przestać mnie czytać. To imponujące i dziękuję Wam za to.

Po drugie, cieszę się, że mimo różnic jesteśmy w stanie dyskutować w sposób kulturalny, z szacunkiem dla rozmówcy. Poza bardzo nielicznymi wyjątkami, nie obrażaliście się nawzajem, pisaliście merytorycznie, odnosiliście się do poglądów i stwierdzeń, bez ataków personalnych.  Za to też Wam dziękuję.

Osoba, która prowadzi ten blog, to feministka, katoliczka o światopoglądzie mimo wszystko przechylonym bardziej w lewą stronę, wegetarianka, zwolenniczka prawa do wyboru, równości i do kochania swojej drugiej połowy. Uszanuj mnie taką, jaka jestem, bo inna nie będę. Niezależnie od tego, czy powyższy opis podoba Ci się, czy nie - nadal jestem też po prostu blogującą mamą, która potrafi nieźle pisać i z której tekstów możesz dowiedzieć się czegoś wartościowego :)

7. Trochę w związku z tym, o czym pisałam wyżej - kochani, jutro w wielu szkołach odbędzie się "Tęczowy Piątek". Niezależnie od tego, jakie macie poglądy - pomyślcie, proszę, przez chwilę o tych uczniach, nastolatkach, dojrzewających młodych osobach, które odkrywają nieraz z przerażeniem, że pociągają ich osoby tej samej płci. Wiedzą, że mogą spodziewać się z tego powodu wyśmiewania i braku zrozumienia. Niektórzy decydują, że będą się z tym kryć. Niektórzy liczą, że może to tylko tymczasowe, może im przejdzie, może jak się "postarają", to w końcu zaczną czuć pociąg do osób innej płci. Inni nie wytrzymują napięcia, stresu, obaw, a czasem pogardy otoczenia, i robią sobie straszne rzeczy.


Pomyślcie o tych dzieciach, one są wśród nas. Mijasz je na ulicy. Może chodzą do klasy z Twoim dzieckiem. Jeśli istnieje inicjatywa, która pomaga im czuć się na tym świecie trochę bardziej u siebie, jeśli dzięki niej mogą poczuć się choć przez chwilę zrozumiani i akceptowani, to moim zdaniem taką inicjatywę można tylko wspierać.

czwartek, 21 marca 2019

#shareweek2019: o tym, co dało mi czytanie innych blogów.


Przyznam, że nie mogłam się doczekać kolejnej edycji #shareweek. To jest jedna z najfajniejszych akcji w blogosferze. Polega na tym, że po prostu, bezinteresownie sprawiasz komuś przyjemność. Polecasz wybrane blogi innym i piszesz, dlaczego właśnie one są dla Ciebie takie wyjątkowe.

Tegoroczny #shareweek zbiegł się trochę w czasie z tym, że dość niedawno opadły mnie wątpliwości: czy to moje blogowanie ma w ogóle sens? Czy ktoś to czyta? Przez prawie dwa tygodnie w lutym nie opublikowałam nic nowego, bo nie miałam pojęcia, co zrobić, żeby ta pisanina jakoś dotarła do ludzi. A potem opublikowałam nowy tekst i okazało się... że jednak czytają. Komentują, sami, nieproszeni.

Mój tegoroczny #shareweek będzie może trochę nietypowy - a może jednak nie? Chcę przedstawić Wam ludzi, do których w jakiś sposób przywiązałam się przez te dwa lata działania w blogosferze. Ludzi, którym coś zawdzięczam i którzy po prostu robią dobrą robotę.

Zeszłoroczne zestawienie.


Ponieważ nie chcę się powtarzać, a większość blogów z tego zestawienia mogłaby spokojnie znaleźć się również w tegorocznym - zajrzyjcie proszę do mojego poprzedniego shareweekowego wpisu :)

W tym gronie chciałabym mimo wszystko wyróżnić Mamę pod prąd. Kochani, o ile mogę użyć takich słów w odniesieniu do innej blogerki, ja jestem z Eli dumna! To jest po prostu niesamowite, jak rozkręciła się przez ten rok. Liczba jej czytelników ciągle się powiększa, a teksty są, jeśli to możliwe, coraz mądrzejsze, odważniejsze, istotniejsze. Jak ona to robi? Zobaczcie sami :) http://www.mamapodprad.pl/

Osoby, do których regularnie wracam.


1. Madka roku: https://madkaroku.com/

Wspaniała i serdeczna osoba, jedna z tych, na które zawsze mogę liczyć. A jak pisze? Tak, że nieraz płakałam przez nią ze śmiechu! :) Dialogi jej dzieci, spisane po mistrzowsku, w sposób ujawniający niewątpliwy talent literacki Kasi - wierzcie mi, to jest po prostu perfekcyjne. 

Chcecie próbkę? 
"– Dzieci, nie! – zawyłam jak zraniony dzik w kniei, zanim panna F. powyłamywała bratu wszystkie palce – nie pokazujemy takich gestów. I nie mówimy brzydkich słów.
– A dlaczego one są brzydkie, takie słowa? – zainteresował się Średni.
– No… bo są uznane powszechnie za obraźliwe.
– A przez kogo? – badał dalej temat.
– Przez społeczeństwo.
– A jakie są jeszcze brzydkie słowa? Których nie można mówić? – po Średnim widać było ogromne zainteresowanie i szczerą chęć do nauki. Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że coś mi średnio idzie to niezwracanie ich uwagi na kwestię przekleństw.
– No, mamusia często mówi cholera -wsypała mnie córka.
– Cholera, wcale nie! – zdenerwowałam się – znaczy się… nie tak często. Nieważne, nie używajcie takich słów, bo to niegrzeczne. Ani takich gestów. Jak komuś tak pokażesz, to będzie bardzo zły i będziesz miał kłopoty."

O tym właśnie mówiłam! Kasia potrafi jednak nie tylko rozbawić, często też wzrusza, nie unika trudnych, poważnych tematów.

2. Mama na wypasie: https://mamanawypasie.pl/

Do Oli zaglądam najchętniej po to, by poczytać o poważnych sprawach. Lubię jej szczerość i otwartość, z którą pisze m.in. o problemach z zajściem w ciążę, o wychowywaniu dziecka, o ważnych sprawach dotyczących naszego społeczeństwa. Zajrzyjcie do Oli również po to, by poznać ciekawe propozycje książkowe dla kilkuletnich dzieci.

3. Wesellerka: https://wesellerka.pl/

W tym roku będziemy obchodzić siódmą rocznicę ślubu, odnowienie przysięgi kiedyś planujemy, ale raczej na pewno nie w tym roku. Dlaczego regularnie czytam, co nowego pojawia się na blogu poświęconym tematyce ślubnej i weselnej? Sama nie wiem :) Chyba po prostu przyciąga mnie styl autorki, jej sposób pisania, zabawne i zarazem rzeczowe podejście do tematu. Agata nie stroni jednak też od poważniejszej tematyki. Jeden z ważniejszych tekstów na jej blogu dotyczy przemocy domowej.

Osoby, które zainspirowały mnie w mojej działalności.


Jedną z największych korzyści, jaką dało mi czytanie innych blogów jest to, że mogłam uczestniczyć we wspaniałych akcjach społecznych. Komu dokładnie to zawdzięczam?

1. Magda M. blog: https://www.magdam.com.pl/

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, kiedy zaglądam na bloga Magdy: patrzcie, jakie piękne zdjęcia! Na przykład te z wakacji nad morzem - coś cudownego! Magda jest świetną autorką, która zasługuje na mnóstwo ciepłych słów, zwłaszcza teraz, kiedy dopiero co dźwignęła fanpage po awarii, w wyniku której Facebook usunął wszystkie jej linki. Na szczęście udało się je odzyskać! Magda jest też pomysłodawczynią akcji #blogrudzień, wspaniałego kalendarza adwentowego dla blogerów. Za pomocą tej akcji udało mi się dotrzeć do większego grona odbiorców z moim Brzuszkowym Mikołajem.

2. Popaprana: https://www.popaprana.pl/

Pomysłodawczyni bardzo bliskiej mojemu sercu akcji #ADAtoWYPADA. Czytaliście może tekst, który ona napisała dla potrzeb tej akcji? Przeczytajcie, jest naprawdę wyjątkowy, nietypowy. Ania jest blogerką, którą stanowczo musicie poznać. Jej teksty dają do myślenia, potrafią inspirować, a także bawić. Zajrzyjcie do niej :)

3. Wysmakowana: https://wysmakowana.pl/

Pomysłodawczyni akcji "NiepełnoSPRAWNI - kampania społeczna" (mój tekst w ramach tej akcji ukaże się na początku kwietnia). Charyzmatyczna osoba, która potrafi zmobilizować innych do działania i nie zraża się kłodami rzucanymi pod nogi. Tematy poruszane na jej blogu są bardzo różnorodne: od książek wartych polecenia poprzez kulinaria aż po fotografię :) Każdy znajdzie coś dla siebie!

4. Mocem: https://www.mocem.pl

Małżeński blog o życiu po ślubie, o miłości, wspólnych wartościach, ciekawych pomysłach na prezenty (to coś, co lubię!). Zainspirowali mnie do opisania historii mojego małżeństwa. Trzeba przyznać, że robią dużo dobrego w blogosferze!

Znajomi, którzy też blogują.


1. Let's be together!: http://les-bi-together.blogspot.com/

Ten blog jest taki delikatny i wręcz intymny, że trochę się zastanawiam, czy dziewczyny na pewno chcą, aby ktoś z zewnątrz zaglądał do tego ich światka... Ale z drugiej strony, same kiedyś umieściły linka do siebie w jednym z komentarzy ;) Dość wzruszający jest ten blog, taki codzienny, po prostu o byciu razem. Tak, jego nazwa jest nieprzypadkowa.

2. Kolory życia: http://fiolety.blogspot.com/

Monia to istna artystyczna dusza, i u niej na blogu też jest bardzo artystycznie. Swego czasu zainspirowała mnie do ciekawych eksperymentów w kuchni :) Znajdziecie u niej przede wszystkich rękodzieło, poezję, zdjęcia, relacje z ciekawych miejsc. 


Późno się zrobiło, kiedy tak tu się rozpisywałam o moich ulubionych blogach. Na tym więc poprzestanę, choć pewnie znalazłabym jeszcze niejeden blog wart tego, by o nim wspomnieć. Ale to może już... następnym razem ;)

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Grudniowa magia pomagania - kilka słów o "Brzuszkowym Mikołaju".

Tekst powstał w ramach akcji #blogrudzień2018.


Fot. Kocie Kadry

Duża paczka pieluch - z posiadanego zapasu wybieram te lepsze, w końcu to na prezent. Zapas nawilżanych chusteczek. Wkładki laktacyjne - mam, a chyba nigdy nie użyłam. Czas przejrzeć tę stertę ubranek i zdecydować, które z nich mogę włożyć do paczki, a które będzie nosił mój synek. O, na przykład to body z uroczymi uśmiechniętymi potworkami będzie idealne! Wszyscy lubią potworki oprócz... mnie, więc podarowanie ich innej młodej mamie to dla mnie podwójne zwycięstwo. 
Otwieram mikołajkowe paczki ze słodyczami i zastanawiam się, z których smakołyków zrezygnuję bez żalu. Przeglądam zabawki, kosmetyki.

Moja tegoroczna paczka w ramach "Brzuszkowego Mikołaja" powstanie w oparciu o to, co już mam w domu. Na szczęście mam tego sporo. Kilka dni po porodzie zwyczajnie nie dam rady wybrać się na większe zakupy. Myślę jednak, że obdarowana przeze mnie młoda mama będzie mogła czuć się usatysfakcjonowana :)

Co to jest "Brzuszkowy Mikołaj"?


O tej akcji pisałam już sporo w innych miejscach, przede wszystkim w opisie wydarzenia na FB. Pisali też o niej inni, i to w bardzo pięknych słowach :)

Krótko mówiąc - akcja polega na samodzielnym przygotowaniu mikołajkowej paczki dla młodej, potrzebującej mamy. Stanowi swego rodzaju wyzwanie, daje też jednak mnóstwo satysfakcji i radości zarówno osobie obdarowującej, jak i obdarowywanej. Możecie mi wierzyć na słowo - w zeszłym roku przygotowałam ostatecznie dwie takie paczki :) Nie zapomnę nigdy tej radości, gdy odebrałam od szczęśliwych przyszłych rodziców wiadomości z podziękowaniami oraz zapewnieniami, że w przyszłym roku zrobią to samo dla kogoś innego!

Postanowiłam puścić "Brzuszkowego Mikołaja" w świat. Jeśli wśród kilkudziesięciu osób, które wyrażają zainteresowanie akcją, powstanie choć kilka paczek - to już jest dla mnie wielki sukces. Wiem, że jedna wspaniała, naprawdę bogata paczka już powstała :) Wiem też, że informacja o "Belly Santa Claus" dotarła poza granice naszego kraju i wzbudziła tam pewne zainteresowanie! 

Skąd nazwa? Nie zastanawiałam się nad nią długo. Miała jednoznacznie wskazywać na to, o co chodzi w tej inicjatywie. Dzięki tej nazwie pojawił się też pomysł na zdjęcia, których użyłam do promowania akcji.

Fot. Kocie Kadry


Czy akcja obejmuje tylko mamy będące w ciąży?


Przypuszczam, że ten element opisu może budzić wątpliwości. Nie, nie tylko. Kiedy zaczęłam po raz pierwszy myśleć o akcji, sama byłam w bardzo zaawansowanej ciąży i chodziło mi przede wszystkim o to, by pomagać takim właśnie osobom. Jednak w momencie wysyłania moich paczek jedna z obdarowywanych przeze mnie mam była już po porodzie. Wiedziała już, że dostanie paczkę, cieszyła się ogromnie z jej powodu i naprawdę jej potrzebowała. I co, miałam nagle stwierdzić, że już nieaktualne? :)

Chodzi o mamy, które mają malutkie dzieci - jeszcze w brzuszku lub niedawno urodzone. Osoby, którym taka pomoc się przyda. Tak naprawdę najistotniejsze w tym wszystkim jest to, że chcecie pomagać i dzielić się mikołajkową radością z innymi :)

Do kogo pójdzie moja paczka?


Mam już wstępnie wybraną osobę. Muszę jeszcze znaleźć sposób, by dostarczyć jej paczkę. Z całą pewnością przyda jej się pomoc - jej maleństwo jest bardzo chore.

Chcę też zapytać moją położną środowiskową, czy zna jakąś potrzebującą mamę w okolicy. Na co dzień ma kontakt z wieloma młodymi mamami. Bardzo prawdopodobne, że będzie mogła mi kogoś polecić.

Jeśli zajrzeliście pod zalinkowany przeze mnie adres wydarzenia, to wiecie, że podałam tam kilka przykładów, gdzie można szukać potrzebujących mam. Najłatwiej - wśród znajomych, przez strony ze zbiórkami internetowymi (np. Siepomaga.pl), można też pytać w Ośrodkach Pomocy Społecznej lub w Domach Samotnej Matki. Jedno jest - niestety - pewne: potrzebujących mam jest w naszym kraju bardzo wiele.

Dlaczego to robię?


Dla siebie. 

Zauważyłam, że osoby zajmujące się pomaganiem innym często odpowiadają w ten sposób na tak postawione pytanie - ale myślę, że podobnie jak ja mówią szczerze. To nie kokieteria ani hipokryzja. Świadomość, że niewielkim kosztem zrobiło się coś dobrego dla innej osoby, to niesamowity zastrzyk pozytywnej energii i dobrych emocji :) Po prostu nie da się nie uśmiechnąć, kiedy wiesz, że ktoś właśnie ma w oczach łzy wzruszenia i szczęścia z powodu prezentu od Ciebie!

Myślę też, że okres świąteczny i w ogóle grudzień sprzyja takim inicjatywom. To nie przypadek, że większość znanych akcji charytatywnych wiąże się z tym miesiącem. W grudniu myślimy o prezentach, o sprawianiu radości, w grudniu każdy z nas jest trochę bardziej bezinteresowny niż zwykle. I bardziej niż na co dzień pamiętamy o tych potrzebujących. Gdzieś w nas żyje tradycja świąteczna - zostawianie pustego miejsca przy stole, by mógł je zająć niespodziewany gość. Gdzieś w nas przetrwało wspomnienie o nieszczęsnej andersenowskiej "Dziewczynce z zapałkami", która przecież mogła żyć, gdyby tylko ktoś w porę wyciągnął do niej pomocną dłoń. Patrzymy na radość naszych dzieci i nawet mimo woli pojawia się myśl o tych dzieciach, które z jakichś przyczyn nie mają tyle szczęścia. Widzimy śnieg za oknem i myślimy o tym, że być może ktoś właśnie marznie...

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że zawsze chciałam zostawić swój ślad, zmienić jakąś cząstkę świata wokół siebie. Ta akcja daje mi właśnie taką możliwość. Lubię być widoczna, lubię robić szum wokół siebie. Taka już jestem i mam świadomość, że nie są to wspaniałe cechy. Ale dzięki nim może się wydarzyć coś naprawdę wspaniałego

Pamiętaj: jeśli podoba Ci się akcja, ale z jakichś względów (np. finansowych) nie możesz się do niej przyłączyć - możesz pomóc, przekazując informację dalej! Może kogoś z Twoich znajomych zainteresuje taka forma pomocy.

Na koniec chciałabym podzielić się z Wami wspaniałym artykułem, który ukazał się na blogu Passion Piece. Mam wrażenie, że Natalia opisała to wszystko jeszcze lepiej i składniej, niż ja byłam w stanie!
Przyznam, że już prawie nauczyłam się tego artykułu na pamięć - czytam go sobie czasem na poprawę nastroju, a jestem humorzasta ostatnio ;)
https://passionpiece.com/pl/2018/12/01/akcja-charytatywna-dla-przyszlych-mam-czyli-o-kulisach-brzuszkowego-mikolaja/.

--




Blogrudzień to wspólna akcja blogerek – odpowiednik blogowego kalendarza adwentowego, tyle, że trwa do końca grudnia i ma przerwę świąteczną na 'prawdziwe życie' W trakcie trwania akcji przeczytasz wiele wartościowych wpisów i poznasz masę cudownych kobiet!
W roku 2018 Blogrudzień ponownie zaczyna Ewelina i w swoim Pozytywnym Domu opowie o magii Świąt. 2 grudnia Emilia jako część Zgranego Teamu pokaże nam piękne świąteczne książeczki dla dzieci. 3 grudnia Martyna na swoim blogu Szczęśliwa Siódemka opowie o charytatywnej akcji mikołajkowej. 4 grudnia Wysmakowana Karolina podpowie, co podarować dzieciom na Święta. 5 grudnia Kasia, czyli Tarapatka podpowie, jak nie dać się zwariować w tym całym prezentowym szale. 6 grudnia na blogu Dagmary – dziubdziak.pl poznasz wspaniałe zimowe i świąteczne zabawy. 7 grudnia Blond Pani Domu Mirka opowie o wspomnieniach towarzyszących Świętom. 8 grudnia Agnieszka na agumama.pl przypomni, że czas wstawić bigos 9 grudnia Młodamamma Karolina zainspiruje nas sposobami na piękne zapakowanie świątecznych prezentów.
10 grudnia Młoda Mama Pisze, czyli Sylwia pokaże nam magiczne miejsca, które warto odwiedzić w świąteczno-zimowym okresie. 11 grudnia Małgosia wraz ze swoimi Jaśkowymi Klimatami wprowadzi nas w klimat Świąt pokazując świąteczne ozdoby. 12 grudnia Agnieszka zaprezentuje nam świąteczne DIY na swoim 321startdiy.pl. 13 grudnia Magda M. pokaże, w co ubrać się na Wigilię. 14 grudnia Magda na mumslife.pl pokaże nam tekst pod tytułem "10 dni do świąt, czyli jak to wszystko przygotować, nie zwariować i znaleźć czas dla siebie". 15 grudnia Agata, czyli Beztroska Mama zaprezentuje listę filmów wprowadzających w świąteczny nastrój. 16 grudnia Mama Carla będzie kontynuować filmowy nurt i pokaże świąteczne bajki i filmy dla dzieci. 17 grudnia Asia i jej Humory Zmory przedstawią sposoby na spędzanie Świąt Bożego Narodzenia. 18 grudnia Marta na swoim blogu Dzieciorka pokaże kolejną odsłonę godnych polecenia książeczek dla dzieci ze Świętami w tle. 19 grudnia Ania z kulinarnego bloga Zjem Cię pokaże przepis na kruche ciasteczka na choinkę.
20 grudnia Ania na swoich Kęsach Codzienności pokaże przepis na cudną świąteczną struclę makową. 22 grudnia swój grudniowy temat zaprezentuje Karolina z bloga Małe i duże dziecięce podróże. 23 grudnia Ela z bloga Mama pod prąd opowie o tym, jak dzięki macierzyństwu na nowo odkryła magię Świąt. 29 grudnia Magda z bloga AsertywnaMama.pl zmierzy się z wątpliwościami, czy mamy niemowlaków mogą się wybrać na Sylwestra, 30 grudnia Monika, czyli Mama na Całego podpowie co robić, gdy Twoje nastoletnie dziecko wybiera się na Sylwestra. Zapraszamy, bądźcie z nami!


czwartek, 20 września 2018

Imię dla chłopca!


Za inspirację do napisania tego tekstu serdecznie dziękuję Mamie Pod Prąd :) Zobaczcie, jak wyglądało wybieranie imienia dla jej synka! "Najtrudniejsza rzecz w ciąży, czyli historia jednego imienia". 

Niedawno, najwyżej dwa tygodnie temu maż spojrzał na mój duży ciążowy brzuch i pytającym tonem wypowiedział to jedno męskie imię. A ja po raz pierwszy nie odpowiedziałam wymijająco, tylko spojrzałam mu w oczy i powtórzyłam to samo imię, ale już z pewnością w głosie. 

Wybór imienia dla młodszego synka sprawił nam dużo więcej trudności niż się tego spodziewaliśmy. Zdecydowanie więcej niż w przypadku Roberta.

A właśnie, skąd imię Robert?


Często jestem o to pytana. Zazwyczaj odpowiadam, że jest to jedyne imię męskie, które podobało się nam obojgu. Jak już pisałam, od początku byliśmy przekonani, że nasze pierwsze dziecko będzie dziewczynką. W związku z tym z łatwością znajdowaliśmy kolejne imiona dla dziewczynki. Okazało się jednak, że jesteśmy rodzicami chłopca.

Nasze kryteria nie były szczególnie wygórowane. Imię miało być ładne, nie kojarzyć się głupio, łatwo się zdrabniać, nie sprawiać większych problemów obcokrajowcom i nie tworzyć komicznego połączenia z nazwiskiem. Nazwisko mamy z tych problematycznych. Jak kogoś ciekawi, to zerknijcie na fanpage Szczęśliwa Siódemka i zobaczcie, kto go prowadzi :) Powiedzmy, że np. imię Tymoteusz nie było brane pod uwagę nawet przez chwilę...

Ciekawostką jest, że jeszcze jako mała dziewczynka chciałam nadać swojemu ewentualnemu przyszłemu synkowi imię Robert (choć i tak byłam przekonana, że będę mieć córeczkę). Po pierwsze, podobało mi się to imię. Po drugie i ważniejsze, kojarzyło mi się z muzyką.

Źródło: Youtube
Na polskiej scenie muzycznej było wówczas chyba z pięciu bardzo znanych Robertów, wśród nich wokaliści, instrumentaliści, kompozytorzy. Żadne inne imię męskie nie mogło się pochwalić tak liczną reprezentacją w tej branży.

Robert to także... imię mojej pierwszej miłości :) Mężczyzna noszący to imię jest bardzo porządnym człowiekiem, rozstaliśmy się w zgodzie i nadal utrzymujemy serdeczny, choć bardzo sporadyczny kontakt. Nie tyle nadałam dziecku jego imię, co raczej nie widziałam przeszkód, by moje dziecko nosiło imię takiej osoby.

Imię "Robert" oznacza w wolnym tłumaczeniu "ten, który żyje w chwale" lub "ten, który jaśnieje w ciemności". Przyznam, że znaczenie imienia jest dla mnie bardzo ważne. Kilka lat temu duże wrażenie zrobiła na mnie konferencja o. Adama Szustaka OP, w której mówił on o znaczeniu swojego imienia i o tym, jak wpłynęło ono na jego życie. Zapragnęłam wtedy nadać mojemu dziecku (którego wówczas jeszcze się nawet nie spodziewałam) imię, które będzie miało piękne i wartościowe znaczenie.

No i na koniec... muszę się przyznać, że tak ostatecznie zainspirowała mnie Lady Gaga i piosenka "Alejandro" :) Choć moje uczucia w stosunku do tego utworu są co najmniej mieszane (wolę "Don't turn around" w wykonaniu Ace of Base!), a teledysku nawet za bardzo nie jestem w stanie obejrzeć w całości, jednak motyw wykorzystanych w tej piosence imion ogromnie mi się podoba. Imię Alejandro, czyli Alexander odpadało na dzień dobry - to imię nosi chłopczyk w najbliższej rodzinie :) Dwóch Alexów przy jednym stole - no nie, tak się nie robi. Imię Fernando, czyli Ferdynand też nie było brane pod uwagę - dla mnie Ferdynand to albo Wspaniały, albo Kiepski, i żadne z tych skojarzeń mi nie odpowiada :) Zostawało Roberto, czyli właśnie Robert :)

Źródło: Youtube
Po pierwszym zaskoczeniu, że jednak nie dziewczynka i po odrzuceniu kilku opcji, które nie podobały się przynajmniej jednemu z nas, decyzja o wyborze imienia Robert zapadła względnie szybko :)

Za drugim razem było trudniej.


O matko, już widzę, że ten tekst będzie długi... 

Początkowo wydawało się, że wybór imienia jest dla nas oczywisty. Imię dla dziewczynki wybraliśmy jednogłośnie i bez wahania - miała być Magdalena. Powiedzmy, że dość analogicznie do Roberta :) Magda to po prostu imię pierwszej dziewczyny mojego męża. Przy okazji, jest to bardzo ładne imię, łatwo się zdrabnia, brzmi dobrze z nazwiskiem, raczej nie sprawia problemów obcokrajowcom - czyli dokładnie to, o co nam chodziło.

Imię dla chłopca? Mieliśmy wstępnie wybrane. Na zasadzie: "to będzie dziewczynka i będzie miała na imię Magdalena, a gdyby jednak jakimś cudem okazało się, że będzie chłopiec, to będzie miał na imię... " :)

Po czym okazało się, że mimo zupełnie innych objawów w ciąży i mimo tego, że na USG I trymestru dziecko wyglądało na dziewczynkę, z całą pewnością jest jednak chłopcem :) I dopiero wtedy - gdy już wiedzieliśmy, że Magdalena odpada - ogarnęły nas wątpliwości odnośnie imienia. Czy na pewno takie, o jakim myśleliśmy? Może jednak inne? Wybór imienia Roberta był w końcu tak dobrze przemyślany i przemawiało za nim tyle różnych argumentów, a teraz mieliśmy w zasadzie tylko jeden mocny argument: "bo ładne".

Zaczęliśmy więc się wahać, szukać, myśleć, kombinować... I odrzucać kolejne opcje.

"A jest jakieś imię, które Ci się podoba?".


Muszę się teraz przyznać do małego niedopowiedzenia. Tak jak pisałam, zazwyczaj tłumaczę wszystkim, że wybrane przez nas imię to jedyne, które podobało się nam obojgu. Jest to prawda, ale niepełna. W rzeczywistości wygląda to tak, że wybieramy jedno z bardzo, bardzo wąskiej listy imion, które jest w stanie zaakceptować mój mąż :)

Dwukrotnie przerobiliśmy wszystkie typowe i mniej typowe pułapki czyhające na osoby, które szukają imienia dla dziecka. Skojarzenia, przekręcanie imion, wymyślanie hipotetycznych przezwisk i powodów, dla których dziecko znienawidzi nas za nadanie takiego imienia... Starą prawdę, że "nie masz pojęcia, ilu osób nie lubisz, dopóki nie przyjdzie Ci szukać imienia dla dziecka"... Generalnie wyglądało to tak, że ja wychodziłam z kolejnymi propozycjami, a mój mąż znajdował powód, dlaczego to imię odpada.


Jeśli odnieśliście wrażenie, że w wyborze imienia dla Roberta skupiłam się głównie na moich skojarzeniach i na tym, co mnie się podoba, bądźcie łaskawi to teraz zrozumieć :)

"- Mateusz?
- Wajchę przełóż! Adam, już przekładam!
- Łukasz?
- Czego szukasz?
- Krystian?
- Krystian Andersen? Ten od smutnych baśni, w których zawsze ktoś umiera? Źle mi się kojarzy.
- Przemysław?
- Nie, żadnych -sławów!
- Mariusz?
- Nie... Nie podoba mi się."

I tak w nieskończoność! Wreszcie faktycznie zapytałam, czy jest w stanie zaproponować jakieś imię, które mu się podoba. Nie był w stanie :)

Jakie imiona odrzucaliśmy?


Imiona rymujące się z nazwiskiem. 

Wiadomo, te odrzucaliśmy w ciemno. Przy czym okazało się, że dla mojego męża problematyczne są nie tylko imiona takie jak Tymoteusz czy Szymon, ale też Jacek, Marek i w ogóle imiona, które zdrabnia się za pomocą końcówki -ek.

Imiona bardzo popularne oraz "obciachowe".

Tu chyba nie muszę nic tłumaczyć. Odpadły zarówno spolszczone wersje angielskich imion, jak i wracające ostatnio z wielką mocą imiona staropolskie. Co do imion "obciachowych" - uważam to za głupotę, że zupełnie normalne imię z jakichś powodów staje się nagle synonimem obciachu, jednak wolę nie musieć tłumaczyć nikomu, dlaczego nadałam takie imię dziecku.


Imiona bardzo rzadkie, oryginalne, egzotyczne.

Jedno słowo - nazwisko. Od początku było dla nas jasne, że nasze dziecko nie może mieć bardzo nietypowego imienia, bo w połączeniu z nazwiskiem stworzy ono ryzykowny zestaw.

Imiona osób, których nie lubimy.

My raczej lubimy ludzi :) Ale takie na przykład imię mojego byłego partnera odpadło bez dyskusji, choć obiektywnie jest to bardzo piękne imię męskie.  

Imiona, które wywołują silne i w związku z tym kłopotliwe skojarzenia.

Czyli na przykład wspomniany Ferdynand. Albo Mikołaj. Kilka osób sugerowało mi, że to bardzo ładne imię, na co ja zawsze odpowiadałam niezmiennie - dla mnie Mikołaj to w ogóle nie jest imię, tylko taki Święty z brodą :) Pozdrawiam wszystkich Mikołajów i wszystkich rodziców Mikołajów, nie gniewajcie się, proszę, to tylko moje odczucia!


Imiona, których znaczenie do mnie nie przemówiło.

Przyznaję, tu raczej ja podeszłam bardziej krytycznie. Odrzuciłam np. imię Filip. Konie to bardzo zacne zwierzęta i dobrze jest je kochać, jednak niekoniecznie chciałam, by właśnie taka wiadomość była zapisana w imieniu mojego synka.


Odpadło też imię Emil - to znaczy "ten, który rywalizuje". Nasz syn z pewnością będzie z kimś rywalizował, pewnie nawet ze starszym bratem, ale niekoniecznie musi mieć do tego dodatkową motywację w postaci imienia :)

"Miłosz, czekaj!"

Imię Miłosz było jednym z mocniejszych kandydatów nawet za pierwszym razem. To znaczy, było takie dla mnie - mój mąż oczywiście nie był do niego przekonany. Ta opcja odpadła jednak natychmiast, gdy pewnego dnia usłyszeliśmy na parkingu, jak jedna mama woła swojego synka: "Miłosz, czekaj" - co brzmiało zupełnie jak "Miło szczekaj!"...
Wizja kulturalnego, uprzejmie szczekającego psa już nas nie opuściła :)


Imiona osób, które lubimy.

To było najtrudniejsze.
Jednym z kilku imion, które najdłużej braliśmy pod uwagę, było imię Marcin. Wydaje mi się, że to była opcja, do której mój mąż był najbardziej przekonany. Ładne imię. Niezbyt częste i zarazem niezbyt oryginalne. Nie rymuje się ani nie kojarzy z niczym. Da się je zdrobnić. Obcokrajowcy sobie z nim poradzą, pewnie będą mówić "Martin". Jak na razie same zalety. Mało tego! Marcin to imię jednej z najbliższych nam osób, naszego najlepszego przyjaciela, w zasadzie już członka rodziny.

I właśnie dlatego jednak się nie zdecydowaliśmy.
Wydaje mi się, że to zawsze byłby problem. "Marcin! Ale który?"... "Nie mówię o Tobie, tylko o wujku Marcinie"... Wiem, że można sobie z tym poradzić. Nadawać pseudonimy, różne zdrobnienia... Ale po co sobie radzić, skoro można po prostu nie doprowadzać do tego, by problem się pojawił? 
Poza tym wyobraziłam sobie, że Robertowi mogłoby być przykro, że to jego brat dostał imię po wujku, a nie on. Długo się wahaliśmy, ale ostatecznie imię Marcin odpadło.

Innym mocnym typem było imię Artur. Robert i Artur, jakie to piękne połączenie! Tak mnie zachwyciło, że byłam nawet gotowa machnąć ręką na niezbyt ambitne znaczenie imienia Artur - mniej więcej "piękny niedźwiedź". 


O odrzuceniu tej opcji przesądził jednak fakt, że mamy kolegę Artura. I w sumie mamy z tym kolegą dość skomplikowaną relację. Wydaje mi się, że dziwnie odebrałby fakt, że nasz synek miałby nosić jego imię. Może uznałby, że mam jakąś obsesję na jego punkcie czy coś w tym stylu... Może to głupie, ale naprawdę nie chciałam doprowadzać do takiej sytuacji. 


Po przemyśleniu tych wszystkich opcji i odrzuceniu szeregu innych imion, które po prostu, najzwyczajniej w świecie jakoś nam nie brzmiały - okazało się, że nasz pierwszy wybór jest jednak tym najlepszym i najwyraźniej jedynym. Może dało się myśleć nad tym dłużej... W końcu rodzę dopiero za dwa miesiące. Chcieliśmy jednak móc już mówić do naszego młodszego synka po imieniu.

Michał.


To zawsze było w moim odczuciu jedno z ładniejszych imion męskich. Gdybym miała wymienić kilka takich najładniejszych, byłoby pewnie w pierwszej piątce - razem z imionami Robert i Andrzej :) 

Imię Michał nie wywołuje żadnych złych skojarzeń (no dobra, wiem, że Michał popychał i się skichał... Ale to nas nie zniechęciło!), daje się łatwo zdrobnić. Dla obcokrajowców może być nieco trudniejsze niż imię Robert, ale też można sobie z tym poradzić - mówić np. Michael, Michel, od biedy nawet Mike czy Mick :)

Dodatkowy argument za imieniem Michał - podobnie jak Robert, jest to imię znakomitego polskiego piłkarza. W czasie, gdy nadawaliśmy imię starszemu synkowi, nasza drużyna narodowa cieszyła się nieco lepszą opinią niż obecnie. Dużo osób się wtedy zachwycało, że mały będzie miał takie samo imię jak Lewandowski :) Będziemy mieć zatem małego "Lewego" i małego Pazdana. Wiadomo, że to nie jest najważniejszy argument - ale chłopcy pewnie się ucieszą, jak będą starsi i odkryją to powiązanie.

A drugie imię?


Andrzej. Tak samo, jak ma Robert - po tacie.

Byłoby inaczej, gdybyśmy od początku wiedzieli, że będzie dwóch chłopców. Ale kto to przewidzi? My na pewno nie przewidywaliśmy. Robert miał początkowo odziedziczyć drugie imię po jednym z dziadków. I właściwie w ostatniej chwili pojawiła się wątpliwość: a czy drugiemu dziadkowi nie będzie przykro?

Skoro już jeden z chłopców otrzymał drugie imię po ojcu, nie wyobrażam sobie, żeby młodszy miał dostać inne. Czy na pewno zdołalibyśmy mu to wytłumaczyć? Czy nie czułby się przez to gorszy, mniej kochany? Bardzo przemówił mi do wyobraźni motyw z filmu "Gattaca" - słabszy z synów, któremu wróżono krótkie życie, nie zasłużył na imię po ojcu. Otrzymał je młodszy, silniejszy syn.

Źródło: Youtube

Jeśli jakimś cudem zdarzy nam się, że będziemy mieć jeszcze jednego, trzeciego synka, on również otrzyma drugie imię po tacie :) Nad pierwszym nawet nie mam siły się zastanawiać...

I tak nigdy nie wiadomo, czy dziecko polubi swoje imię.


Ja sama długo nie lubiłam mojego imienia. Oznajmiałam rodzicom na przykład: "Od dzisiaj mówcie na mnie Asia!" :) Planowałam, że zmienię imię, jak będę dorosła. Potem mi przeszło, uczyłam się lubić moje imię, szukałam znośnych zdrobnień, próbowałam znaleźć w nim jakieś zalety. Bywa i tak.

Może się okazać, że tak starannie wybierane przez nas imiona nie spodobają się naszym synkom. Liczę się z tym. Myślę jednak, że sobie z tym poradzą - może wymyślą sobie jakieś pseudonimy? Będziemy wtedy używać pseudonimów, a co! :)