czwartek, 20 stycznia 2022

"Nikt nie widzi Słoni" Katarzyny Wierzbickiej - trzy historie w jednej pięknej bajce


Pięknie zapakowana przesyłka od Wydawnictwa Pactwa dotarła do mnie jakoś tuż przed świętami. Od razu wzięłam się do czytania, jednak przełom grudnia i stycznia był dla mnie tak intensywnym czasem, że dopiero teraz udało mi się dokończyć recenzję. Może to i lepiej, bo przez ten czas przemyślenia na temat tej historii, a właściwie trzech historii, zdążyły ułożyć się w mojej głowie.

W bajce o słoniach, czy raczej Słoniach, mieszczą się bowiem trzy historie. Domyślałam się tego już po objętości książki - choć nie jest to może wielkie tomiszcze jak "Elf do zadań specjalnych" tej samej autorki. Gdy jednak przygoda niewidzialnego pana Słonia znajduje szczęśliwy finał mniej więcej w połowie książki, stało się dla mnie jasne, że na następnych stronach pojawi się już kolejną opowieść z odrębnym, choć może podobnym przesłaniem. I rzeczywiście, druga połowa książki opowiada o córeczce Słonia i Słonicy, która nie jest niewidzialna, jednak jej wygląd spotyka się z brakiem akceptacji ze strony rówieśników. A także, w pierwszej kolejności, ich rodziców, na co warto zwrócić uwagę.

Ale zacznijmy od początku, od pana Słonia.

Nie widzisz słonia w pokoju?



Powiedzenie o słoniu w pokoju, którego nie sposób przeoczyć, a jednak się go ignoruje, jest może bardziej popularne w języku angielskim (elephant in the room) niż w polskim, ale łatwo zrozumieć jego znaczenie. Słoń, czyli jakiś problem, zjawisko, może drażliwy temat, jest ignorowany, nie mówi się o nim, udaje się, że go nie ma - bo inaczej trzeba by było jakoś na niego zareagować, odnieść się do niego, może pomóc? Może wiązałoby się to z wyjściem ze swojej strefy komfortu? Łatwiej udawać, że słoń jest niewidzialny.

Mam silne wrażenie, że autorka książki, Katarzyna Wierzbicka, odwołuje się właśnie do tego przysłowia i na jego podstawie buduje opowieść o Słoniu. Pan Słoń pracuje w biurze, jeździ tramwajem, czyta gazetę, ciągle jednak nikt nie zauważa jego istnienia. Dlaczego?

Jeśli odpowiedź kryje się we wspomnianym powiedzeniu, to prawdopodobnie wygląd Słonia jest tu problemem, drażliwą kwestią, której ludzie wolą na wszelki wypadek nie zauważać. W bajce przyczyna jego inności jest oczywista, to w końcu słoń żyjący wśród ludzi. Ma trąbę, kły, wielkie uszy. A w prawdziwym życiu? Jeśli spróbujemy wyobrazić sobie, że Słoń jest człowiekiem żyjącym obok nas, to jakie cechy jego wyglądu mogłyby stanowić problem, drażliwy temat? Mógłby być np. obcokrajowcem, mieć inny kolor skóry. Inną przyczyną mogłaby być choroba lub niepełnosprawność. 

Dalsza część historii również otwiera mnóstwo możliwości interpretacji. Nie będę zdradzać, co się w niej wydarzy, powiem tylko że Słoń będzie miał okazję przekonać się, jak to jest być widzialnym. I nie zawsze będzie to przyjemne doświadczenie. Bardzo dobrze go w tej sytuacji rozumiem, myślę, że Wy także. Lubimy być dostrzegani, doceniani, ale od czasu do czasu dobrze jest też wtopić się w tło i nie musieć spełniać niczyich oczekiwań. Prawdziwym szczęściem jest, gdy możemy balansować między jedną i drugą potrzebą, raz być widocznym, a raz nie. Czy Słoniowi się to uda? Najlepiej będzie, jeśli przekonacie się sami! :)

Córeczka Słonia


Córeczka Słonia nie jest niewidzialna, mam wrażenie, że wręcz przeciwnie. Wszyscy od razu zauważają, że różni się od innych dzieci. To była ta część książki, którą jako mamie najtrudniej było mi czytać - zresztą mam wrażenie, że autorka bardzo świadomie odwołuje się do macierzyńskich emocji i doświadczeń. Nasze dzieci są dla nas najpiękniejsze i najbardziej wyjątkowe na świecie, wiemy jednak, że nie każdy, kogo spotkają na swojej drodze, dostrzeże ich piękno i zalety. Mogą spotkać się z odrzuceniem i okrucieństwem, nie zawsze zdołamy je na to przygotować.


Fabuła w tej części historii jest bardzo prosta i w pewien sposób przewidywalna, na pewno bardziej niż w opowieści o Słoniu. Skojarzyła mi się zresztą z opowiadaniem Danuty Wawiłow "Chcę mieć przyjaciela!", które bardzo lubiłam w dzieciństwie. Są jednak dwie szczególne istotne rzeczy, o których chciałam wspomnieć. Pierwsza: że wszystko zaczyna się od dorosłych. Zanim dzieci odrzucą Słoniczkę, najpierw dorośli zwracają uwagę na jej wygląd. Dokładnie tak samo odbywa się to w rzeczywistości. Dzieci chłoną jak gąbka to, co do nich dociera, co przy nich mówimy, jak reagujemy, jak odnosimy się do ludzi, którzy się od nas różnią. Jeśli chcemy wychować otwartych młodych ludzi, akceptujących inność, pełnych szacunku i zrozumienia, jest tylko jedna droga: musimy zacząć od siebie.

Druga ważna rzecz, którą chciałam podkreślić: jest taki moment, gdy Słoniczka, zachęcana przez nową koleżankę, próbuje stać się kimś innym, zmienić się w kogoś bardziej akceptowalnego. Bardzo skojarzyła mi się w tym momencie z małą słoniczką, którą sama byłam wiele lat temu. I myślę, że niejedna z nas była taką słoniczką, niejeden z nas był takim słonikiem. Próba wpasowania się w otoczenie, by zyskać akceptację, to jedno z uniwersalnych doświadczeń. Cieszę się, że powstaje coraz więcej mądrych książek dla dzieci, takich jak "Nikt nie widzi Słoni", które pozwalają zrozumieć, że nie warto dopasowywać się na siłę. Jesteś wyjątkową, pełną zalet osobą, taką, jaką jesteś. 

A trzecia historia?


Wspomniałam na początku, że w książce Katarzyny Wierzbickiej kryją się trzy historie. Gdzie jest trzecia? Jest nieco bardziej zakamuflowana niż dwie pozostałe. Znalazłam ją w ostatnim zdaniu książki: Może kiedyś zauważą także nas, dorosłych...?


To historia dzieciństwa Słonia i Słonicy. Tak, widzę ją tam, choć nie jest opisana. Widzę wspomnienia, które odżywają w nich, gdy patrzą, jak ich mała córeczka radzi sobie w towarzystwie innych dzieci. Przypomina im się, jak to oni musieli się mierzyć z reakcjami otoczenia, zetknęli się z odrzuceniem, z wrogością. Boją się, że córeczka doświadczy tego samego, a oni będą musieli pomóc jej wytrwać w poczuciu własnej wartości. A przecież ich własna samoocena tyle razy ucierpiała, gdy słyszeli od innych, że są brzydcy, że tu nie pasują. Zbudowali dla siebie bezpieczny świat, w którym czują się dobrze, ale nie mogą w nieskończoność trzymać córeczki pod kloszem. Wiedzą, że będzie musiała żyć w otoczeniu ludzi, dla których nieraz będzie niewygodna, drażliwa... Niewidzialna.

Często dorośli, borykający się z trudnymi wspomnieniami z dzieciństwa, nigdy nie otrzymują pomocy. Nie szukają jej. Przecież sobie radzą: mają pracę, opłacają rachunki, dbają o dom. Tylko gdzieś tam w środku ciągle żyje skrzywdzone małe słoniątko, którego nikt nie widzi, bo nie chce. Może pora się o nie zatroszczyć?

To dla kogo jest ta książka - dla dzieci czy dla rodziców?


Jak dobrze wiecie, nie pierwszy raz spotykam się z twórczością Katarzyny Wierzbickiej. Mam wrażenie, że pewną charakterystyczną cechą tej autorki jest to, że jej książki przemawiają zarówno do dzieci, jak i do dorosłych, często nawet bardziej do dorosłych. Niewątpliwie tak jest i w tym przypadku. Mam wrażenie, że nawet szata graficzna, utrzymana w szarościach i przytłumionych kolorach, charakterystyczna czcionka i klimatyczne ilustracje autorstwa Agi Gaj sugerują w pewien sposób, że to nie jest łatwa, banalna książeczka dla najmłodszych czytelników. Jest to ambitna, wielowymiarowa pozycja, do której moi mali czytelnicy muszą jeszcze dojrzeć - a ja z przyjemnością do niej wrócę razem z nimi.

Polecam. Bardzo.


Warto wspomnieć, że książka została wydrukowana na papierze pochodzącym z legalnych źródeł i posiada etykietę FSC. Brawo dla Wydawnictwa Pactwa, które dba nie tylko o wydawanie wartościowych treści, ale też o drukowanie ich w odpowiedzialny sposób, z troską o środowisko! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz