piątek, 31 grudnia 2021

Rok 2021 i rewolucje

Oj. Oj. Ojej.

Już koniec roku? Przecież dopiero się zaczął...

Kiedy wróciłam dziś pamięcią do początku roku 2021, dotarło do mnie, że jednak wydarzyło się w nim bardzo dużo. Przeżyliśmy rewolucję, i to niejedną. Nie o każdej Wam napiszę, ale o większości z nich - z przyjemnością :)

Rok na etacie


Na trzy czwarte etatu, jeśli chodzi o ścisłość. Koniec roku 2020 przyniósł mi pozytywne zakończenie procesu rekrutacji, natomiast styczeń 2021 rzucił mnie na głęboką wodę, każąc szybko przyzwyczaić się do zupełnie nowego trybu życia. Trudny był zwłaszcza początek, gdy codziennie jeździłam do Krakowa na szkolenie stacjonarne. Opisałam perypetie z tym związane w tekście zatytułowanym Czas dorosnąć? Mama idzie do pracy!

Łączenie pracy z życiem rodzinnym wielokrotnie okazywało się wyzwaniem. Gdy pod koniec marca pojawił się kolejny lockdown, przymusowa przerwa w pracy znacząco wybiła mnie z rytmu. Podobnie było miesiąc później, gdy wskutek chorób i zdarzeń losowych pewną część maja i większość czerwca spędziłam na L4 (sama albo z którymś z dzieci). To sprawiło, że bardzo długo czułam się w mojej pracy początkująca. W międzyczasie pojawiały się w firmie kolejne osoby i mimo krótszego stażu zdawały się wdrażać o wiele szybciej niż ja. Bywało ciężko, intensywnie, nieraz zastanawiałam się, czy na pewno wybrałam właściwą ścieżkę zawodową. Ale koniec roku znów przyniósł pozytywne zmiany - od stycznia przechodzę do innego działu, bardziej zaawansowanego pod względem wiedzy i kompetencji, pozwalającego też na większą różnorodność zadań i pracę bardziej dostosowaną do moich predyspozycji. Czeka mnie szkolenie i ogrom nowych informacji do przyswojenia w raczej krótkim czasie, ale wierzę, że warto :)

Rok pisarski


Od lewej: ja, Patrycja Żurek, Angela Węcka, Aleksandra Rak


To była długa i niesamowita podróż, zakończona pozytywnym finałem: podpisałam umowę wydawniczą na pięć tomów mojej serii o licealistach. Oprócz tego, moje opowiadania dostały się do dwóch antologii, które mają się ukazać w przyszłym roku. W 2022 czeka mnie mocne wyjście z szuflady, premiery, spotkania autorskie, zderzenie mojej twórczości dotychczas przeznaczonej dla garstki osób - z szeroką publicznością.

Nie wszyscy będą zachwyceni. Nie wszystkie recenzje będą pozytywne. Moje inspiracje, fascynacje, zakochania... będą w rękach osób, których nie znam nawet z widzenia. Niektórzy odłożą książkę po kilku stronach i stwierdzą, że nie uznają takiej literatury. Niektórzy powiedzą, że nie znam się na tym, o czym piszę, że sięgam za wysoko, zbyt ambitnie.

Ale jestem przekonana, że wielu ludzi pokocha moich bohaterów. Mają dar zdobywania serc, ich losy angażują, wzbudzają emocje, sprawiają, że czytelnik czeka na więcej. Nie są idealni, nie są papierowi, przypominają żywych ludzi - i tacy właśnie są dla mnie, żywi, prawdziwi jak przyjaciele, z którymi jestem zżyta od dawna. Jak bardzo liczna i nietypowa rodzina :) Nie mogę się doczekać, kiedy będziecie mogli poznać ich bliżej :)

Rok pisarski wiązał się także z prowadzeniem grup dla pisarzy: Piszemy codziennie - grupa wsparcia oraz Od czeladnika do rzemieślnika. A także z niespodziewanym zamknięciem innej grupy, która kiedyś była dla mnie bardzo ważna. Nie sposób pominąć tego zdarzenia w podsumowaniu rocznym, bo jednak położyło się cieniem na całym maju, a jeśli mam być szczera, to i na następnych miesiącach. Po prostu to nie jest sprawa, o której się łatwo zapomina. To jest coś, co zostaje i wraca w nieprzewidzianych momentach. Zauważyliście może kiedyś, że niesprawiedliwe zakończenia (w książkach, w filmach) najbardziej zapadają w pamięć? W życiu jest tak samo. To niesprawiedliwe zakończenie zostanie ze mną prawdopodobnie na wiele lat, a może i na zawsze.

Więcej na ten temat napisałam w tym tekście: Mali ludzie, małe zdrady. Więksi ludzie, większe zdrady, zresztą najczęściej czytanym przez Was w tym roku. Choć mam poczucie, że napisałam go dosyć enigmatycznie i chyba trochę niesprawiedliwie... dla samej siebie. Mam skłonność do brania winy na siebie, ale nie, nie jestem czarnym charakterem tej historii.

Rok pisarski to również liczne spotkania z kochanymi przyjaciółmi po piórze :) A także radość z ich sukcesów. Gdy spotkamy się w tym gronie w 2022 roku, może będę mogła się im odwdzięczyć za te wszystkie cudowne autografy i dedykacje!

Ja i mój mąż z Kasią Wierzbicką

Joanna Wtulich i ja

Macierzyństwo i zmiany


W życiu matki, zwłaszcza matki małych dzieci, każdy dzień obfituje w zmiany i rewolucje. Ta najważniejsza w tym roku to definitywne zakończenie drogi mlecznej. Stało się to dość niedawno, krótko przed trzecimi urodzinami Michasia - jeśli chodzi o karmienie, zdecydowanie byliśmy długodystansowcami! :) Skończyło się trochę inaczej niż w przypadku Roberta, bo praktycznie z dnia na dzień. Którejś nocy poczułam, że karmienie nie zdaje egzaminu, że oboje, ja i Michaś, jesteśmy przy nim coraz bardziej sfrustrowani. Powiedziałam: już koniec, starczy, a on, ku mojemu zaskoczeniu... obrócił się na drugi bok i zasnął. Tak po prostu. Następnej nocy przez jakąś minutę domagał się piersi, ale gdy odmówiłam, ponownie zasnął bez większego protestu. I to było na tyle. Szybko odkryłam, że od tego czasu sypiamy lepiej, bez przerw, i jesteśmy znacznie spokojniejsi.

Zakończenie karmienia nie wiązało się w moim przypadku z żadnymi dolegliwościami, nie odczuwałam bólu piersi, nie musiałam odciągać mleka, może raz czy dwa razy zdarzyło mi się niewielkie "przeciekanie" ;) Michał czasem przypomina sobie o cycu, najczęściej w stresowych sytuacjach, ale łatwo daje się przekonać, że to już nie dla niego.

Kolejną rewolucją był nocnik :) Tu nie poszło łatwo, przyznaję, głównie dlatego, że po drodze przyplątały się do Michasia różne dolegliwości trawienne i toaleta zaczęła mu się po prostu źle kojarzyć. Cały czas nad tym pracujemy, ale odnotowaliśmy już pewne sukcesy w tej dziedzinie :) Najważniejsze, że Misio już tak się nie boi.

Robert świetnie sobie radzi w przedszkolu, bryluje na angielskim (chodzi na zajęcia ze starszą grupą!), pięknie pisze i koloruje, ma wspaniałych kolegów i koleżanki. Michaś nadal jest naszą kochaną artystyczną duszą, mówi coraz więcej, rozbraja nas swoim urokiem. Obaj są cudowni, pełni radości i mają dobre serduszka :) A jak pięknie okazują sobie miłość!



Rok na blogu


Dobra... Wiem, że nie było najlepiej. Tłumaczę sobie to tak, że czas nie jest z gumy. Skoro pisałam książkę i działałam w środowisku pisarskim, pracowałam, śpiewałam, ćwiczyłam, sporadycznie pozowałam do zdjęć, czytałam, recenzowałam, i w tym wszystkim miałam też czas dla moich ukochanych chłopaków, to któraś z aktywności musiała trochę ucierpieć. Padło na blog, przepraszam.

Jest też tak, że im starsi są chłopcy, tym mniej kompetentna się czuję w niektórych tematach. Nie spędzamy razem całego czasu, przez większość dnia Robert i Michaś są w przedszkolu. Więcej jest rzeczy, które dzieją się w ich życiu bez mojego wpływu i udziału. Często łapię się na tym, że czegoś nie wiem, nie jestem pewna, z całą pewnością daleko mi do wiedzy eksperckiej. Wiadomo, nigdy jej nie obiecywałam, ale są takie chwile, w których nie czuję się nawet średnio zaawansowana ;)

W roku 2021 ukazało się 25 artykułów na blogu. Najmniej jak do tej pory, o połowę mniej niż w 2019. O tym najczęściej czytanym już Wam wspomniałam, najczęściej komentowanym natomiast było podsumowanie roku 2020 - Co dobrego w 2020 roku. Proszę, możecie porównać, jak różnił się mój 2020 od 2021 :)

Najrzadziej czytaliście ten o urodzinach Michała, może dlatego, że jest względnie nowy i jeszcze na niego nie trafiliście: Trzylatek i jego garaż, czyli: trochę o prezentach i dużo o miłości.

Na fanpage'u największą popularnością cieszył się post o cudownej książce "Jednym tchem" mojej kochanej Joanny Krystyny Radosz. Trochę mu w tym pomogłam, bo jestem zdania, że dobrą literaturę promować warto! A najczęściej komentowaliście moją dumną i dość zagadkową jeszcze wtedy wzmiankę o tym, że będę debiutować :) Miło z Waszej strony!

W podsumowaniach lubię umieszczać też teksty z różnych względów ważne dla mnie, dlatego trafia tu także ten: Kolorowe rozmowy w trawie. Podoba mi się, jak go napisałam :)

Co jeszcze?




Śpiewałam. Dwa koncerty, oba bardzo satysfakcjonujące. Miały się odbyć jeszcze dwa inne, ale z przyczyn epidemiologicznych... sami rozumiecie.  Coś się jednak dzieje w tym moim muzycznym życiu, powoli, nieśmiało i z przeszkodami, ale jednak do przodu.

Pozowałam do zdjęć - mało, co było do przewidzenia, ale z bardzo spektakularnym finałem w postaci sesji w Termach Chochołowskich. Wiecie, to było spełnienie marzeń. Samo przebywanie w tak pięknym i przyjemnym miejscu, a już fakt, że przyjechałam tam jako modelka... O takie życie walczyłam :D



Robiłam zdjęcia. Totalnie amatorsko, nawet nie zamierzam twierdzić, że jest inaczej - ale dało mi to tyle radości, że postanowiłam o tym wspomnieć. Uwielbiam zachowywać piękne chwile na dłużej!






Roku 2021 - no, niech Ci będzie... Kopałeś poniżej pasa, ale ostatecznie byłeś niezły ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz