poniedziałek, 30 października 2017

Czasem zdarzy się wypadek...


Czy pamiętacie zawsze o starannym zapięciu fotelika? Jasne, każdy wie, jakie to ważne. Ale jesteśmy tylko ludźmi. Czasem się śpieszymy, czasem coś nas rozproszy. Przy wychodzeniu z domu trzeba pamiętać o tylu rzeczach, trzeba się spakować, wziąć cieplejsze ubrania na później, zamknąć drzwi... Zawsze coś może umknąć. W ogóle kiedyś dzieci jeździły bez fotelików, czy to na pewno takie konieczne? Dziecko nie zawsze lubi siedzieć w foteliku, może wygodniej byłoby mu na rękach u mamy...

W zeszły piątek po południu jechaliśmy samochodem do Krakowa. Kierowca jadący za nami nie wyhamował i uderzył w tył naszego auta tak mocno, że siła uderzenia pchnęła nas do przodu, wskutek czego zderzyliśmy się również z samochodem jadącym przed nami. Mamy zniszczony bagażnik, auto krótsze o jakieś 10 centymetrów.

W tamtym momencie myślałam tylko: "O Boże, dziecko!!!".

Nic mu się nie stało. Wystraszył się tylko, ale nie odniósł nawet najmniejszych obrażeń. Fotelik uchronił go przed skutkami wypadku.

Tak wiele mogło się stać. On jest taki malutki, taki kruchy, a oberwaliśmy przecież z ogromną siłą. Te kilka sekund, może pół minuty potrzebne na to, żeby zapiąć i zamontować fotelik, uchroniło go przed obrażeniami, a może nawet uratowało mu życie.

Nie ma ważniejszej sprawy, gdy wsiadasz z dzieckiem do samochodu. Może się spóźnisz, może nie weźmiesz ze sobą połowy rzeczy, które planowałaś wziąć. To są tylko rzeczy, nie są niezbędne. Ty przede wszystkim zapnij fotelik!

Nie oszczędzaj na foteliku. Nie bagatelizuj jego znaczenia. Nie kupuj byle czego. Niedawno trafiłam na artykuł o rodzicach, którzy przewozili swoje dziecko w prowizorycznym foteliku zrobionym własnoręcznie. Brak mi słów na taką postawę! Fotelik ma zapewnić Twojemu dziecku bezpieczeństwo. Ma je uratować w razie potrzeby. Powinien być atestowany, solidny, stabilny. Być może nigdy nie znajdziesz się w sytuacji, w której bezpieczeństwo Twojego dziecka będzie od niego zależało. Tego Ci życzę. Pamiętaj jednak, że...

Wypadki się zdarzają.


Mój mąż jest ostrożnym kierowcą. Czuję się bezpieczna, kiedy z nim jadę. W to piątkowe popołudnie jechaliśmy bezpiecznie, przepisowo. To nas jednak nie uchroniło przed wypadkiem. Okrutna prawda jest taka, że nie wystarczy, jeśli Ty poruszasz się bezpiecznie - ostrożność muszą zachować również pozostali uczestnicy ruchu. Niestety, nie masz gwarancji, że zawsze tak będzie.

O czym jeszcze (oprócz fotelika!) warto pamiętać, drogi rodzicu, zanim zdarzy się jakikolwiek wypadek?

  • Do kogo zadzwonisz? Miej w głowie - albo i zanotowany - plan działania, z kim skontaktujesz się w pierwszej kolejności, jeśli coś Wam się stanie. Miej też plan zapasowy - co w sytuacji, gdy ta osoba lub osoby w danym momencie nie będą mogły Wam pomóc? Muszę przyznać, że dłuższą chwilę zastanawiałam się, kogo poprosić o pomoc. Nasz pierwszy kontakt dopiero w sobotę wracał z wyjazdu... Ułóż sobie kilka awaryjnych scenariuszy. Nikt nie lubi wyobrażać sobie dramatycznych zdarzeń, ale czasem po prostu musisz przemyśleć, co zrobisz w takiej sytuacji.
  • A co, jeśli to Ty będziesz potrzebować pomocy? Przygotuj się również na taką okoliczność. Czasem wydaje Ci się, że najlepiej jest, kiedy masz nad wszystkim kontrolę i nie musisz polegać na nikim innym. Może się zdarzyć, że to Ty będziesz osobą potrzebującą pomocy. Poinstruuj bliską osobę, co przede wszystkim powinna zrobić. Wpisz sobie w komórkę numer ICE - numer telefonu osoby, którą należy powiadomić w razie Twojego wypadku. Teraz myślę, że tych numerów ICE powinno być tak naprawdę kilka. Pierwszy może siedzieć właśnie obok Ciebie i też potrzebować pomocy, drugi może być chwilowo nieosiągalny...
  • Gdzie jesteś ubezpieczony? Co obejmuje Twoje ubezpieczenie? W chwili, gdy zdarzy się wypadek, naprawdę nie będziesz mieć głowy do tego, żeby się zastanawiać, co tam było napisane w polisie. Musisz to wiedzieć. Czeka Cię zgłaszanie szkody, opisywanie sytuacji, ubieganie się o odszkodowanie. Może ubezpieczyciel już chwilę po wypadku może Ci w czymś pomóc? Może masz wykupiony pakiet assistance i nie musisz się martwić o to, kto odwiezie Twój samochód pod dom? Warto to wiedzieć, bo w chwili wypadku prawdopodobnie nawet nie pomyślisz o tym, by to sprawdzić. Uwierz mi, dużo się wtedy dzieje.

Gdy zdarzy się wypadek...


  • Dzwoń po karetkę. Jednolity ogólnoeuropejski numer alarmowy to 112, numer alarmowy na pogotowie to 999. Nieraz słyszałam, że lepiej jest dzwonić bezpośrednio na 999, przyznam jednak, że sama w pierwszym odruchu dzwonię na 112. Uwaga - poproszą Cię o podanie nazwy ulicy, na której zdarzył się wypadek. Kiedy powiedziałam, że nie wiem, jak nazywa się ta ulica, usłyszałam bezwzględne: "a może pani kogoś zapytać?". Dzwoń po karetkę, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie widzisz obrażeń, bo nie masz pewności, czy Twojemu dziecku nic się nie stało. Lepiej dmuchać na zimne.
  • Nie zostawiaj dziecka samego! Ta rada może wydawać Ci się zbędna, przecież kto zostawiłby małe dziecko samo w takiej sytuacji? Tymczasem bezpośrednio po wypadku otoczy Cię mnóstwo ludzi, będziesz mieć wiele rzeczy do załatwienia, podpisów do złożenia, dokumentów do pokazania, będziesz też prawdopodobnie w lekkim szoku. W całym tym zamieszaniu nie zapomnij o dziecku. Cała sytuacja będzie dla niego na pewno bardzo trudna i stresująca, zadbaj o jego komfort i poczucie bezpieczeństwa.
  • Postaraj się znaleźć świadków zdarzenia. O ile będziesz w stanie myśleć o takich kwestiach. Możliwe, że czeka Cię ustalanie, kto był sprawcą wypadku i czy nie było w nim Twojej winy. Zeznania świadków mogą Ci się przydać.
  • Przyjmij każdą oferowaną Ci pomoc. Nie bój się o nią prosić. Jest wiele okazji w życiu, kiedy warto, byś wykazał/a się bohaterstwem i wyjątkową samodzielnością. To nie jest jedna z nich ;)  Dzięki pomocy dobrych ludzi możesz jak najszybciej zapewnić sobie i bliskim bezpieczeństwo i komfort, a to jest w tej chwili najważniejsze. 

Po wypadku...


Wypadek był już drugim zdarzeniem w tym roku, które uświadomiło mi, że żyliśmy jak w mydlanej bańce. Przekonani, że nasze życie jest tak świetnie zorganizowane, przyjęliśmy bezpieczne role, w których czuliśmy się dobrze i nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że to działa tylko wtedy, kiedy nie dzieje się nic złego. Z pewnym zawstydzeniem muszę przyznać, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak dużo robi w domu mój mąż. Teraz, kiedy na jakiś czas musiałam przejąć jego obowiązki, widzę, że jest tego naprawdę sporo.

Warto przygotować sobie plan awaryjny, usiąść i zastanowić się: jak będzie wyglądało nasze życie, kiedy zdarzy się coś nieprzewidzianego? Na jakie nieprzewidziane okoliczności jesteśmy w stanie się przygotować? Na jakie zmiany, na jakie odstępstwa pozwala nasz plan na najbliższy tydzień, na najbliższy miesiąc? Do kogo zwrócimy się o pomoc w kryzysowej sytuacji?

Wypadek pokazał nam również, jak wspaniałymi ludźmi są nasi znajomi i przyjaciele. Otrzymaliśmy sporo bezinteresownej pomocy, o którą wystarczyło tylko poprosić - a czasem nawet nie musieliśmy prosić, a pomoc się zjawiała. Tak jak wtedy, kiedy pisałam do koleżanki, żeby ją prosić o podwiezienie nas. Nawet nie zdążyłam jeszcze wyartykułować prośby, kiedy jej odpowiedź brzmiała: "będę za pięć minut"! Tak jak wtedy, kiedy przyjaciel bez wahania zapewnił nocleg mojemu mężowi po wyjściu ze szpitala. W całej tej trudnej sytuacji spotkało nas mnóstwo życzliwości.

Pewnie jeszcze długo będziemy odczuwać skutki tego wydarzenia. Najważniejsze jednak jest to, że nikomu nie stało się nic poważnego, jesteśmy cali i zdrowi i mamy siebie

12 komentarzy:

  1. Bardzo ważny wpis! Dziękuję za niego ;) Zawsze pamiętam, by wpiąć moją dwójkę w foteliki- ale takie sytuacje obrazują, jak bardzo jest to ważne. Najważniejsze, że wam i dziecku nic się nie stało- życzę szybkiego powrotu do pełnego zdrowia i nie odczuwania skutków wypadku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, jak to dobrze, że przypominasz o czymś tak mega istotnym, jak zapinanie fotelika (czy właśnie pasów u dorosłych). No way, nigdy bez pasów.

    OdpowiedzUsuń
  3. I chciałoby się powiedzieć "wypadku chodzą po ludziach"... Ja też w zeszłym tygodniu uczestniczyłam w zdarzeniu drogowym. Na szczęście jako świadek, ale blisko było do tego by być kimś więcej... I też pojawiła się refleksja "co by było gdyby"... Jechałam sama, dziecko czekało na mnie w domu - ważne że dojechałam!! Ale i tak pozostała mi z tyłu głowy paląca myśl, że mogę być najlepszym kierowca świata, ale oprócz mnie na drodze są jeszcze inni... I nie masz pojęcia, jak się zachowają. Ściskam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, dobrze, że nic Ci się nie stało! Jesień bywa niebezpieczna. Pozdrawiam gorąco :*

      Usuń
  4. Ważny wpis, który powinni przeczytać rodzice. Wielu się wydaje, że ja jeżdżę ostrożnie, więc nic się nie stanie, ale na drodze jest też wielu innych kierowców, którzy nie zawsze jezdż ostrożnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Niektórych sytuacji nie da się uniknąć mimo ostrożności.

      Usuń
  5. Bardzo wazny wpis, niestety nir mamy wpływu na wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam lekkiego fisia na punkcie fotelików. Moje córki do piątych urodzin jeździły tyłem. Zawsze bez kurtek z porządnie dociągniętymi pasami (Sama też zdejmuję kurtkę w aucie. Dzieci przeżyją ale dobrze by było żeby i mi się nie stała krzywda, bo one mnie potrzebują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to, o czym napisałaś, jest bardzo ważne. Ja po wypadku dziękowałam Bogu, że nie tylko małemu, ale i mnie nic się nie stało. Dzięki temu miałam dużo siły, żeby zająć się wszystkim i wrócić z nim bezpiecznie do domu.

      Usuń