wtorek, 25 kwietnia 2017

Szkoda życia na odchudzanie.


Piszę ten tekst ze świadomością, że zostało mi jeszcze co najmniej pięć kilogramów do zrzucenia po ciąży, a tak naprawdę idealnie byłoby zrzucić z dziesięć, bo i przed ciążą nie byłam chucherkiem. I jednocześnie ze świadomością, że nawet z tymi dziesięcioma niechcianymi kilogramami należę raczej do szczupłych i tak naprawdę nie zrozumiem osób, które mają prawdziwe problemy z nadwagą.

Zdaję sobie zatem sprawę z tego, że mogę się narazić tym tekstem. Chciałabym jednak uściślić: na pewno warto zawalczyć o utratę pewnej ilości kilogramów, jeśli Twoim problemem jest znaczna, utrudniająca życie nadwaga lub otyłość, jeśli ciężko Ci się poruszać, a Twoje stawy są nadmiernie obciążone. Jeśli jak ja, jesteś osobą o prawidłowym BMI, która po prostu chciałaby być szczuplejsza - daruj sobie te wszystkie dziwaczne diety. Odchudzanie się jest bez sensu.

Tylko odchudzanie. Zdrowy tryb życia - świetna sprawa! Szczególnie jeśli jego podstawą jest ruch na świeżym powietrzu. Zdrowa dieta? Jeśli lubisz, jeśli umiejętnie ją stosujesz i nie musisz podporządkowywać jej całego życia - chylę przed Tobą czoła, podziwiam i gratuluję. Natomiast wszelkiego rodzaju magiczne sztuczki w stylu będę jeść trawę i popijać wodą przez sześć tygodni, bo sześć tygodni brzmi bardziej dramatycznie niż miesiąc wyrzuć na śmieci i nie zawracaj sobie nimi już więcej głowy. 

Dlaczego odchudzanie jest bez sensu?


Pozwól, że odwołam się do autentycznego przykładu. Miałam kiedyś znajomą, o której można było powiedzieć dużo różnych rzeczy, ale raczej nie to, że jest bardzo szczupła. Nie była też bardzo gruba, ot, przeciętna sylwetka, nieco tęższa niż ja obecnie. I ta znajoma opowiadała mi kiedyś z nutką nostalgii w głosie, jak parę lat wcześniej, w czasie jednego wyjazdu zagranicznego miała okazję uczestniczyć w tzw. festiwalu czekolady. Przez dłuższy czas wspominała, a ja słuchałam z fascynacją o wielkich czekoladowych rzeźbach, tancerzach żonglujących czekoladą, cukiernikach przygotowujących na bieżąco różne pyszności. I kiedy już tak bardzo zazdrościłam jej tego wspaniałego doświadczenia, znajoma zdradziła mi ten bolesny sekret:

- I wyobraża sobie pani, pani Martyno, że ja nawet nie spróbowałam żadnej z tych rzeczy?
- Ale dlaczego? - jęknęłam, a moja zazdrość w jednej chwili zmieniła się we współczucie.
- BYŁAM NA DIECIE!

Och.
Zauważ teraz, co przetrwało przez lata: nie odchudzona sylwetka, nie przyzwyczajenia żywieniowe, ale wspomnienie o smakołykach, których nie mogło się spróbować.

Może właśnie teraz wyglądasz najlepiej?


Ten przykład możesz potraktować jako złośliwy, ale uwierz mi, że taki nie jest. Zobacz, jaki piękny słoń:

Czy myślisz, że gdyby ten słoń schudł do rozmiaru gazeli, wyglądałby jak gazela? Nie, nadal wyglądałby jak słoń, tylko przeraźliwie wychudzony. Już nie byłby taki piękny. Jeśli przykład ze słoniem jest dla Ciebie przykry - wyobraź sobie owczarka odchudzonego do rozmiaru charta. Uwierz, nie wyglądałby zdrowo.

Ja tam uważam, że Matka Natura wie, co robi. Jeśli wyposażyła Cię w krągłości, to może właśnie z nimi wyglądasz najlepiej?

Jedyna sensowna dieta to taka, którą możesz stosować na stałe.


Właśnie tak. Wszystkie te pomysłowe metody typu przez trzy tygodnie żywię się powietrzem, a potem poszerzam dietę o światło z lodówki niosą ze sobą jedno zasadnicze ryzyko: minie magiczna liczba tygodni i wrócisz do swoich przyzwyczajeń żywieniowych. A jeśli Twój typowy obiad to krem z pizzy i spaghetti z cheeseburgerami, to efekt jo-jo masz jak w banku. 

Znacznie mądrzejszym pomysłem jest wyrobienie sobie takich przyzwyczajeń, które pomogą Ci utrzymać sylwetkę na stabilnym, w miarę zadowalającym poziomie. Nie jestem autorką tego zdania o jedynej sensownej diecie - spotkałam się z nim już wiele razy. Coraz bardziej modna staje się dieta rozumiana nie jako drastyczne ograniczanie spożywanych produktów, ale jako zwyczajne, stabilne i niepozbawione drobnych przyjemności odżywianie się na co dzień.

Spotkałam się kiedyś z takim zaleceniem, żeby wypisać sobie na kartce 20 ulubionych potraw/składników i na ich podstawie opracować sobie plan zdrowego odżywiania. Na początku się śmiałam, że będę się wobec tego żywić czekoladą i muffinkami, ale po sporządzeniu mojej listy byłam zaskoczona, ile różnorodnych przysmaków się na niej znalazło. Soczewica. Dynia. Cukinia. Kukurydza. Kalafior. Ziemniaki, Chrupkie pieczywo. Awokado. Nie brzmi źle, prawda?

Jeśli ja, z moim bagażem nadmiarowych dziesięciu (i tylko dziesięciu) kilogramów mogę Ci coś doradzić: sporządź sobie listę tego, co lubisz. Staraj się urozmaicać swoje potrawy. Szukaj zdrowych zamienników tego, co lubisz - choćby z samej ciecierzycy można wyczarować cuda! Rób sobie dni wolne od diety - naprawdę, jeden festiwal czekolady nie zrujnuje miesięcy zdrowego odżywiania ;) A przede wszystkim - popatrz w lustro, załóż fajny ciuch i zobacz, jaka jesteś ładna! Nawet z tymi kilogramami, których nie lubisz. Szkoda życia na zastanawianie się, co chcesz zmienić w tej pięknej osobie, którą widzisz w lustrze.



6 komentarzy:

  1. Świetny tekst! Ja co prawda diet nie stosuję, ale staram się zdrowo odżywiać. Co nie znaczy, że nie pozwolę sobie od czasu do czasu na słodycze, zwłaszcza, że nawet kawy nie słodzę..
    A przykład ze słoniem... super, wyobraziłam sobie takiego chudego słonia jak gazela ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję :) Szukałam zdjęcia takiego chudego słonia, żeby zilustrować mój przykład, ale nie znalazłam. Za to dość łatwo znaleźć wychudzonego misia polarnego. Oj, nie wygląda dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedna rzecz. A w zasadzie dwie.
    Raz. Nie wiadomo czasami jak natura kogo wyposażyła.
    Dwa. Wszystkie słonie mają podobne proporcje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :) Może i czasami nie wiadomo, wydaje mi się jednak, że pewne predyspozycje do bardzo smukłej lub do krąglejszej sylwetki da się dość łatwo zaobserwować.
      Przykład ze słoniem to oczywiście pewne uogólnienie :)

      Usuń
  4. Czasami dieta jest potrzebna, ale o wiele skuteczniejsze jest po prostu żyć zdrowiej i ruszać się w sposób, który się lubi. A omawianie sobie ciągłe różnych rzeczy, na które ma się czasami ochotę może tylko doprowadzić do frustracji :)

    OdpowiedzUsuń