wtorek, 2 maja 2017

Siedem głów, cztery ogony, czyli: jak nie dostać kota, gdy masz w domu koty.


Fot. Monia Dębowska
Pisałam o tym już kiedyś, ale mogło Wam umknąć: jest nas siedmioro pod jednym adresem. Z czego element ludzki jest tu w mniejszości. I tak też się nieraz czuje; jak ta uciśnięta nieco mniejszość, zwłaszcza w nocy, gdy chce się pójść do łazienki, a nie można, bo zwierzątka się obudzą... Na ogół jednak element ludzki i element zwierzęcy żyją ze sobą w zupełnie rozsądnej relacji, o której chętnie Wam opowiem.

Mieć koty i mieć dziecko.


Mam wrażenie, choć może trochę upraszczam, że są dwie grupy właścicieli zwierząt domowych: ci, którzy najpierw mieli dzieci i dopiero później przygarnęli zwierzaka oraz ci, którzy najpierw mieli zwierzęta, a później dziecko. My należymy do tej drugiej grupy. Lata temu, zanim w ogóle przyszło nam do głowy, że moglibyśmy kiedyś zostać rodzicami, zdecydowaliśmy, że zamieszka z nami kotek -  chudziutka, biała kupka nieszczęścia wzięta ze schroniska. Podpisaliśmy z fundacją, która się nią opiekowała, umowę adopcyjną. Słyszycie, jak to brzmi? Adoptowaliśmy kicię. To ona była naszym pierwszym oczkiem w głowie, to ją tuliliśmy, nosiliśmy na rękach, karmiliśmy, czuwaliśmy nad jej snem i uspokajaliśmy, gdy płakała. Ona uczyła nas odpowiedzialności, gdy nie mogliśmy już tak po prostu jechać na weekend w góry bez zatroszczenia się o to, co w tym czasie będzie robił kot. Ale uczyła nas też bezwarunkowej miłości i oddania. Cieszyliśmy się, gdy przybierała na wadze, zdrowiała, robiła postępy, uczyła się nowych rzeczy. Rok później przygarnęliśmy kolejne dwa kociaki i odtąd obserwowaliśmy dzień po dniu, jak nasza kocia rodzina buduje relację - najpierw z mieszaniną ostrożności, strachu i ciekawości, potem poprzez zabawę do wzajemnej troski i miłości. Obserwowaliśmy z uwagą, jak nasze podopieczne radzą sobie z przeprowadzką, jak odnajdują się w nowym miejscu i na nowo porządkują sobie role w kociej hierarchii. Jakiś czas później zastanawialiśmy się, jak zareagują na pojawienie się psa. Jeszcze później - rok później - zastanawialiśmy się, jak zareagują na dziecko.

Co próbuję powiedzieć? Że dylemat co zrobimy ze zwierzętami, gdy pojawi się dziecko nigdy tak naprawdę nie istniał. One są tu u siebie. Od momentu, gdy stawialiśmy pierwsze kroki w naszym domu, nasze koty były jego domownikami. Wątpliwości, czy zdecydujemy się być nadal opiekunami naszych kotów, nigdy się nie pojawiły. Tu nie ma miejsca na takie wątpliwości.

Co nie znaczy, że nie mieliśmy obaw.


Obaw było całkiem mnóstwo. Nasze koty mają swój charakter, bywają głośne, absorbujące. To nie są ciche, niewidzialne mruczki leżące sobie gdzieś na szafie, oj nie! Nasze koty przytulają się do nas, przychodzą do nas, wskakują na kolana, nieraz włażą na głowę - dosłownie i w przenośni... Czy będą włazić na dziecko? Co będzie, jeśli podrapią dziecko albo je przyduszą? Czy będą o niego zazdrosne? Czy z nim też będą walczyć o to, kto jest w domu najważniejszy? Rodzina jeszcze podsycała nasze lęki, opowiadając mrożące krew w żyłach historie o dzieciach zagryzionych w łóżeczku, o strasznych chorobach przenoszonych przez koty... Jako że nasze trzy kłębki zaczęły mościć się w dziecięcym łóżeczku, kiedy tylko zostało ono rozstawione, byliśmy co najmniej zaniepokojeni nadchodzącymi zmianami.

Jak było naprawdę?


Naszym głosem rozsądku i jednocześnie wsparciem moralnym stała się moja serdeczna koleżanka Magda, autorka blogów Handmade by Taja oraz Różanecznik, matka dwojga pięknych dzieci i zarazem właścicielka dwóch dorodnych kocic. Z uśmiechem na ustach pokazała nam, jak u nich wygląda wspólne życie całej gromadki. Wytłumaczyła, że owszem, koty wchodzą do łóżeczka, ale dobrze wiedzą, że w łóżeczku jest dziecko, któremu nic nie może się stać. Że dzieci od małego przyzwyczajają się do zwierząt w domu, są na nie uodpornione, a przy tym mają więcej bodźców i szybciej się rozwijają. Pokazała nam, że da się pogodzić posiadanie kotów z opieką nad malutkim dzieckiem. Uspokoiliśmy się.

Jak było naprawdę? Okazało się, że nasze koty doskonale rozumieją, że w domu pojawił się mały człowiek. Widocznie rozumiały z naszego gadania o wiele więcej niż sądziliśmy. Interesowały się Robertem, ale zachowywały jednocześnie pełną ostrożność, nawet go nie dotykały. Dopiero po pewnym czasie zaczęły się o niego ocierać, a potem przytulać. Powoli, łagodnie sprawdzały, na ile mogą sobie pozwolić.

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że koty nie interesowały się zabawkami Roberta. Byłam przekonana, że karuzelka z tańczącymi pluszakami będzie dla nich co najmniej ciekawym obiektem do upolowania, one jednak konsekwentnie ignorują ją od początku. Ani razu nie próbowały się nią bawić. Po prostu wiedzą, że to nie dla nich.

Fot. Monia Dębowska

Ważna sprawa!


Nie mam stuprocentowej pewności, co przesądziło o tym, że nasze koty tak mądrze przyjęły najmłodszego członka rodziny, ale jedna rzecz zasługuje na podkreślenie. Przez cały czas, zarówno przed pojawieniem się dziecka, jak i później, bardzo staraliśmy się pokazać im, że nadal są ważne i kochane. Nie przestaliśmy okazywać im czułości. Tłumaczyliśmy im, że pojawił się mały człowieczek, że jest bezbronny i potrzebuje dużo naszej uwagi, ale one w dalszym ciągu są naszymi ukochanymi kotkami i pod tym względem nic się nie zmienia.

Koty naprawdę dużo rozumieją. Są teorie, że rozumieją wszystko, ale czasem dla własnej wygody udają, że nie zrozumiały :)

Nasze koty nie są idealne i nie zawsze są grzeczne. Czasem się na nie złościmy. Czasem czujemy się bezradni, czasem pojawiają się problemy i szukamy rozwiązania. Ale nigdy nie myśleliśmy o tym, żeby się ich pozbyć. Z każdym problemem poradzimy sobie wszyscy w komplecie: my, ludzie, trzy koty i jeden pies (który w tym tekście został trochę pominięty, ale zapewniam, że jest równie wspaniały i kochany jak koty).

Na koniec w skrócie - garść przydatnych informacji:

  • Zwierzęta domowe stymulują rozwój dziecka, stanowią dla niego dodatkowy bodziec i zachęcają m.in. do szybszej nauki przemieszczania się - dziecko chce dogonić kotka ;)
  • Zagrożenie przenoszonymi przez koty chorobami właściwie nie istnieje w sytuacji, gdy koty są niewychodzące i zaszczepione. Oczywiście, pewne środki ostrożności nie zaszkodzą - ja na przykład przez całą ciążę nie dotykałam kuwety. Nie ma jednak sensu panikować.
  • Im wcześniej dziecko ma styczność z kotem, tym mniejsze ryzyko, że będzie na niego uczulone.
  • Koty żyją średnio koło 20 lat. Jest duża szansa, że będą towarzyszyć dziecku przez cały okres dzieciństwa i dorastania.
  • Zawsze warto pamiętać o sterylizacji kotów. One wcale nie potrzebują mieć potomstwa, nie czerpią radości ze spółkowania (dla kotek jest to przede wszystkim ból!), nie czują się okradane z "daru posiadania dzieci".
  • W schronisku jest pełno potrzebujących kotów i psów. Zwierzę wzięte ze schroniska przywiązuje się bardzo mocno do człowieka, który je przygarnął i oddaje mu całe serce. Czasem mam wrażenie, że nasza Molly ciągle stara się nam podziękować za to, co zrobiliśmy siedem lat temu :)
  • Kot przywiązuje się do człowieka równie mocno jak pies. Rozstanie z bliską osobą sprawia, że kot cierpi i może stracić chęć do życia.
Fot. Monia Dębowska
Autorką zdjęć naszych kotów jest Monia, która prowadzi blog Kolory życia. 


 

6 komentarzy:

  1. Mamy dwa kocury, sami nie mamy dzieci. Za to w naszej rodzinie generalnie dzieciaków jest sporo. Jak koty reagowały na nie? Na dwa sposoby. Jeden z nich dzieci lubi, nie boi się ich i nie reaguje, gdy te go zaczepiają lub jak ma ochotę, to się z nimi bawi. Drugi, gdy tylko słyszy dzieci, chowa się w miejsca dla nich niedostępne i unika ewentualnej konfrontacji. Za to obaj uwielbiają spać w wózkach, gdy te akurat są puste. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, że tak różnie reagują :) Widać, że każdy kot ma swój indywidualny charakter!

      Usuń
  2. U mnie, jak sama wiesz, też jest dziecko i koty... I te najpierw były koty, a potem dziecko ;)
    Ile ja się nasłuchałam... Że brudne, że gryzą, drapią, duszą, zarazki roznoszą, choroby... Oesu...

    Nigdy nie miałam dylematu, co zrobić z kotami. Zawsze godziliśmy i wyjazdy w góry i na wakacje i dziecko i domowe imprezy z naszymi kotami. A właściwie to one godziły się na nasze drobne szaleństwa. :)

    I to fakt - koty nauczyły moje dziecko życia:
    1. Że zwierząt się nie drażni.
    2. Że trzeba je bezwarunkowo kochać.
    3. Że wymagają pomocy i opieki.
    4. Że nie są zabawką.
    5. Że potrafią pocieszyć.
    6. Że trzeba je karmić i poić i dbać o czystość.
    7. Że mają mokre, zimne noski, które rano potrafią go obudzić, bo są głodne...
    Wymieniać dalej?

    Aaaa, może jeszcze o jednym. Nasze koty nnie zawsze się dogadywały. Był taki moment, że było aż tak bardzo źle, że rozważaliśmy oddanie jednego z kociaków do innego domu. Ale wspólnie rodzinnie podjęliśmy walkę i kilka miesięcy wyrzeczeń - wspólnych wyrzeczeń dało wspaniały rezultat.
    Zwierzęta budują z ludźmi takie więzi, jakich ludzie często nie budują między sobą.

    I tak. One doskonale wiedzą i rozumieją. I kochają.
    I tak samo, jak ludzie mają różne charaktery, więc co kot to obyczaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, opowiadałaś mi - faktycznie było u Was bardzo dramatycznie.
      Myślę, że nieraz trzeba stanąć przed taką trudną decyzją. Co jeśli jedna ukochana istota zagraża drugiej? Dobrze, że zdecydowaliście się o to zawalczyć i że ta historia miała happy end.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Nie mamy kota. Moja córka marzy o kotku, ale mamy psa który nie toleruje innych zwierząt w swoim królestwie. Jest pekińczykiem i potrafi być bardzo wredny. Nie chce stwarzać żadnemu zwierzęciu piekła na ziemi dlatego marzenie o kotku narazie nie może się spełnić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, tak też bywa. My mieliśmy też sporo obaw, gdy do naszego królestwa trzech kocic sprowadziliśmy szczeniaczka. Na szczęście nie było źle, chociaż najstarsza kotka chyba nigdy się z nim nie oswoiła.

      Usuń