wtorek, 27 lutego 2018

Czego nauczyła mnie najgorsza chwila w życiu?

Mam prośbę. Nie komentujcie tego tekstu bez przeczytania go. To bardzo ważny dla mnie wpis i na pewno będę robiła dużo, by dotarł do jak największego grona odbiorców. Ale nawet jeśli trafiliście tu przypadkiem, poświęćcie chwilę na jego przeczytanie. Nie jest aż tak długi ;)

Mam na imię Martyna. Od dziewięciu lat jestem szczęśliwa.

Chociaż bliższa prawdy będę pewnie, gdy napiszę, że już nigdy nie byłam tak nieszczęśliwa jak dziewięć lat temu, równo dziewięć lat temu. Każdy następny dzień był lepszy. Nawet dzień, kiedy byłam oskarżana publicznie o przerażające rzeczy. Nawet dzień, w którym straciłam pracę, wydawałoby się, że idealną dla mnie. Nawet dzień, w którym pod względem zawodowym i finansowym straciłam praktycznie wszystko, co miałam. Nawet dzień, w którym dowiedziałam się, że nikt nie jest w stanie pomóc mi z moją bezpłodnością (haha, tak, był taki dzień!). W każdym z tych dni czułam się tak, jakby zawalił się dach mojego domu. Ale dziewięć lat temu czułam, jakby zawaliły się jego fundamenty.

Kiedyś myślałam o tym, co się wtedy zdarzyło, jako o wypadku. Teraz najczęściej używam słowa zdrada. Bo tak to widzę - zdeptanie czyjegoś zaufania i potraktowanie drugiej osoby jak przedmiot, to w pierwszej kolejności zdrada.

Dlaczego nie napiszę bardziej dosadnie? Mam kilka powodów, ale najważniejszym z nich jest uniwersalność tego, co chciałabym Wam przekazać. Każdy z nas nosi w sobie różne blizny. Niektórzy z Was stracili kogoś kochanego. Niektórzy zmagają się z ciężką chorobą, swoją lub bliskiej osoby. Niektórzy nie mogą mieć czegoś, czego pragną najbardziej na świecie. Niektórzy mają za sobą nieszczęśliwe małżeństwo, inni noszą w sobie jeszcze rany z dzieciństwa. Nie podejmuję się oceniania, kto cierpiał bardziej, czyja tragedia jest gorsza. To, co chcę Wam powiedzieć, jest do Was wszystkich.

I jeszcze - skąd we mnie tyle śmiałości, że chcę przekazywać Wam jakąś mądrość, jakąś wiedzę, jakieś rady? Czy nie mam w sobie pokory? Owszem, mam. Tyle lat różnych doświadczeń nauczyłoby pokory każdego, więc i ze mną się udało :) Mam jednak wrażenie, że nauczyłam się kilku ważnych rzeczy i moim obowiązkiem jest przekazać je dalej, bo może ktoś jeszcze ich potrzebuje. Być może każdy z Was mógłby napisać taki tekst. Ale napisałam go ja.

Czego nauczyłam się przez te dziewięć lat od największej życiowej kraksy?

1. Nikt nie poradzi sobie z tym, co Ci się przydarzyło, lepiej niż Ty.



Nie piszę tego po to, aby zniechęcić Was do zwierzania się, do dzielenia się swoją historią. Broń Boże! Jeśli tylko macie siłę i czujecie potrzebę, by o nich mówić, mówcie głośno! Piszę raczej po to, żeby usprawiedliwić te wszystkie osoby, które nie umiały odpowiednio zareagować.

Kiedy byłam nastolatką, miałam swój życiowy dramat, o którym wspominałam tutaj już raz. W pewnym momencie poczułam potrzebę, żeby podzielić się nim z osobami, które uważałam za bliskie. Spotkało mnie wówczas sporo rozczarowań. Okazało się, że prawie nikt nie potrafił zareagować na moje zwierzenie tak, jak tego oczekiwałam. Dzisiaj, jako osoba dorosła, nie widzę w tym nic dziwnego. Tak po prostu jest.

Ludzie kiepsko sobie radzą z bólem, którego nie czują.

Kiedy będziesz opowiadać innym o tym, co przeżyłaś, trafisz najprawdopodobniej na trzy rodzaje reakcji. Pierwszy: jak to dobrze, że nie mnie to spotkało. Często uzupełniony uzasadnieniem: nie spotkało mnie, bo jestem inna niż Ty, ostrożniejsza, rozsądniejsza. Drugi rodzaj reakcji to: a wierz, zdarzyło mi się/mojej koleżance/komuś coś podobnego, tylko że... i od tej pory rozmawiacie już tylko o tamtej osobie i o tym, co jej się przydarzyło, a wiadoma rzecz, że ona miała o wiele gorzej. Trzeci, najbardziej przykry typ reakcji to negowanie Twoich słów, a wręcz zarzucanie kłamstwa. Przecież to niemożliwe, no już nie rób z niego takiego drania, to taki porządny facet! Może coś źle zrozumiałaś? Może Ci się wydawało? Jesteś pewna? 

Wiesz... To jest bardzo trudne i bolesne, ale te osoby nie mówią tego, by Cię zranić. One najzwyczajniej w świecie nie mają pojęcia, co powiedzieć. A coś powiedzieć trzeba. Te osoby, które negują Twoje doświadczenie, najprawdopodobniej nie są w stanie sobie z nim poradzić. Może świadomość, że coś złego spotkało Ciebie, osobę tak bliską i ważną, jest dla nich zbyt trudna i bronią się przed nią właśnie w ten sposób. Udają, wmawiają sobie, że to na pewno nieprawda, to nie mogło się zdarzyć.

Kiedy zrani Cię czyjaś reakcja, spróbuj zrozumieć, skąd mogła się wziąć? Co jest jej przyczyną? I nie rezygnuj z mówienia o sobie. Ale pociechy, pomocy szukaj nie w czyichś słowach, ale raczej w samym fakcie, że możesz o tym opowiedzieć, że nie musisz dusić tego w sobie. Jeśli natomiast potrzebujesz usłyszeć od kogoś konkretne słowa pocieszenia, poproś o nie! Proszę, powiedz, że to nie moja wina. Proszę, powiedz, że kiedyś to nie będzie tak boleć. Może gdy nakierujesz swoich rozmówców na oczekiwany tor, okaże się, że jednak potrafią z Tobą porozmawiać na ten temat? Przecież to są Twoi bliscy. Zasługują na szansę.

2. Twoje życie się nie kończy. Jeszcze możesz być szczęśliwa.



Już słyszę, jak mówisz: "łatwo powiedzieć!". Tak, łatwo powiedzieć. Tak samo, jak łatwo mi było powiedzieć parze starającej się o dziecko: "nie martwcie się, uda się Wam, nam też się w końcu udało". Nie jestem już tą osobą, która zmagała się z bezpłodnością, tak samo nie jestem już osobą, która zmagała się z traumą. Mówię te słowa łatwo, bez ciężaru emocjonalnego, z coraz słabszą pamięcią o tym, jak się czułam, kiedy dotyczyły one również mnie. Ale mimo wszystko mówi przeze mnie także moje doświadczenie.

Nie wiem, kim jesteś i co przeżywasz. Ale prawdopodobnie masz przed sobą jeszcze wiele lat. Prawdopodobnie nie przeżyłaś jeszcze nawet połowy swojego życia. Naprawdę myślisz, że jedno wydarzenie jest w stanie przyćmić te wszystkie lata i wszystko, co się w ciągu nich wydarzy?

Być może potrzebujesz dużo czasu, by się pozbierać. Może to będzie kilka lat. Może dziesięć. Może więcej. Ale gdy minie ten czas, nadal będziesz mieć życie przed sobą. I okaże się, że słońce nadal wschodzi, jedzenie smakuje, a po ulicy chodzą ludzie, których jeszcze nie poznałaś. To po prostu niemożliwe, żeby już nigdy nie miało Ci się przydarzyć nic dobrego!

Jestem żoną fantastycznego mężczyzny i mamą cudownego dziecka. Jestem zakochana jak nastolatka. Jestem szczęśliwa. Walczyłam o to szczęście, ale też nie robiłam nic niemożliwego, nic szczególnie trudnego, by je osiągnąć. Po prostu żyłam, byłam, kochałam. Nie jestem nikim bardzo wyjątkowym. Nie istnieje żaden powód, dla którego ja miałabym na to zasługiwać, a Ty nie.

Niedawno pisałam bardzo emocjonalną recenzję, w której ze szczególnym oburzeniem odniosłam się do fragmentu książki mówiącego o tym, że nie da się pokonać raka. Bo to nieprawda i kłamstwo. Są ludzie, którzy wygrali z rakiem. Nie wiem, kim jesteś i co przeżywasz, ale jeśli nawet z rakiem można wygrać, to z Twoim cierpieniem też. Ono nie jest nieuleczalne.


3. Związki bez przyszłości powinno się zakończyć jak najszybciej.



Słyszałam to już tyle razy. Ty pewnie też. W różnych sytuacjach, w różnych okolicznościach. Może nawet też zdarzyło Ci się tak powiedzieć. Co za podła kobieta, jak mogła zostawić takiego wspaniałego mężczyznę! Nie mogę jej wybaczyć, że tak go potraktowała (zupełnie jakby to nie była sprawa wyłącznie pomiędzy nimi dwojgiem)! Co za nieszczęście, że ten związek się rozpadł!

Słuchajcie. Co za szczęście, że ten związek się rozpadł!

Wiecie, jaka była alternatywa? Że ten związek by przetrwał. I dwoje ludzi, którzy nie powinni być ze sobą, którzy nie umieją być ze sobą, tkwiliby dalej w przedziwnym układzie, w którym przynajmniej jedna strona nie jest już szczera. Może jeszcze pchnęliby ten kulawy związek na jakiś wyższy etap. Może pojawiłyby się dzieci. Straszna wizja, prawda?

Masz złamane serce i cierpisz, bo zostałaś sama, ale czy wiesz, co Ci groziło? Mogłaś tkwić w związku bez miłości. Z facetem, który nie chce z Tobą być. Który Cię oszukuje, może zdradza, nie szanuje, może nawet stosuje wobec Ciebie przemoc. Albo: z facetem, którego Ty już nie kochasz. Na którego nie możesz patrzeć. Którego wolałabyś zostawić i być z kimś zupełnie innym, ale z jakichś szalonych powodów decydujesz się jednak to ciągnąć.

Tu nie chodzi o to, kto zawinił! Czujesz, że to Ty jesteś tą złą stroną? Zatem zrób najlepszą rzecz, którą możesz zrobić i odejdź.

Facet Cię nie szanuje? Zostaw go! Ty już go nie szanujesz? Zostaw go!

Nie odejdziesz, choć Ci źle, bo boisz się, co ludzie powiedzą? A jeśli znajdą się tacy ludzie, którzy powiedzą "to fantastycznie, że od niego wreszcie odchodzisz", to będzie Ci łatwiej podjąć decyzję? To poszukaj takich ludzi, a reszty po prostu nie słuchaj.

To jest Twoje życie. Nikt nie przeżyje go za Ciebie, więc nikt też nie ma obowiązku wybaczać Ci decyzji, które dotyczą Twojego życia.

4. To, co się stało, nie świadczy o Tobie.



Kiedy byłam jeszcze nastolatką ze wspomnianym wcześniej bagażem doświadczeń, usłyszałam raz w odpowiedzi na moją opowieść:
"Nie możemy być przyjaciółkami, bo jesteśmy od siebie zbyt różne. Ja bym nigdy nie pozwoliła, żeby coś takiego się wydarzyło". 

Nawet mnie to jakoś nie zabolało. Chyba miałam już trochę dystansu do całej tej sprawy, a reakcję koleżanki uznałam za zwyczajnie niemądrą. Ale zapadło mi w pamięć, że wówczas chyba po raz pierwszy ktoś uznał, że coś, co mi się przydarzyło świadczy o tym, jaką ja jestem osobą. Pewnie nie po raz ostatni.

I mnie samej zdarzało się nieraz pomyśleć o sobie, że chyba mam w sobie coś, co sprawia, że przyciągam różne dziwne, niefajne sytuacje. Chyba wiele osób ma gdzieś zakorzeniony taki sposób myślenia. Zupełnie krzywdzący i niesprawiedliwy.

Czy zdarzyło Ci się pomyśleć kiedyś: nie mogę się z nią przyjaźnić, bo ona złamała kiedyś nogę? Albo nie lubię go, bo go okradziono? Czy zdarzyło Ci się pomyśleć, że nie znajdziesz wspólnej płaszczyzny z tym człowiekiem, bo zmarła mu babcia?

Dlaczego jedne wydarzenia z życia nie są traktowane jako podstawa do formułowania ocen i wypowiadania się na temat czyjegoś charakteru czy osobowości, a inne już tak?

Kiedy zdecydowałam, że napiszę ten tekst, zastanawiałam się przez chwilę, czy udzielić w nim jakichś praktycznych rad: jakich sytuacji unikać, na co uważać, kiedy powinna Wam się zapalać ostrzegawcza lampka w głowie. Po czym dotarło do mnie, że wcale tego nie chcę. Nie chcę przekazywać nikomu, że warto żyć jak cień, w wiecznym poczuciu zagrożenia, wiecznie ostrożnie i zachowawczo. Żyjąc w ten sposób wcale nie gwarantujesz sobie, że nic Ci się nigdy nie przydarzy, a przy okazji zamykasz się na wiele ciekawych przeżyć. Robisz sobie więcej krzywdy niż pożytku.

Ten chłopak, którego skreśliłaś, bo w Twoim odczuciu jedno wypowiedziane przez niego zdanie może świadczyć o tym, że lepiej go unikać - mógł być w rzeczywistości rewelacyjnym facetem, może nawet tym jedynym. To miejsce, w które wolałaś nie pójść, mogło być w rzeczywistości miejscem, w którym spotkałoby Cię coś wspaniałego. Ta sytuacja, której na wszelki wypadek wolałaś uniknąć, mogła być punktem wyjścia dla nowego, wyjątkowego rozdziału w Twoim życiu.

5. Co za tabu, do cholery?



No właśnie, co za tabu, do cholery?

Pół życia, a może dłużej słyszę, że o czymś nie wypada mówić. Publicznie albo i w ogóle. Przeważnie dotyczy to kobiet i spraw związanych z płciowością. O seksie oczywiście nie wypada mówić. Pożądanie, orgazm - nie wypada, no skąd, porządna kobieta nie mówi o takich rzeczach. Miesiączka - nie wypada, przecież jak to tak można mówić wprost o tym, że krwawisz co miesiąc jak większość kobiet na świecie? Zresztą o braku miesiączki też nie wypada mówić. O chorobie - nie wypada, przecież to sprawy osobiste. O częściach ciała - nie wypada, o ile są to części ciała przypisane tylko do jednej płci. O bezpłodności - nie wypada. O poronieniach - nie wypada. O doznanej przemocy też oczywiście nie wypada mówić. Całkiem spora rzesza kobiet postanowiła przełamać to tabu w ramach akcji #metoo, ale szybko dostało im się, że to przesada i niedługo nie wolno będzie nawet komplementu powiedzieć.

Ludzie! Nie wypada to łysemu włos z głowy. Nie wypada stały ząb u zdrowego człowieka. 

Czy ja zrobiłam coś złego, żeby mieć się teraz tego wstydzić?

Niech to będzie jasne: bardzo szanuję i popieram prawo do tego, żeby ktoś milczał, jeśli nie chce o czymś mówić. Jeśli nie czuje się na siłach. Jeśli ma swoje powody. Ale wstyd? Ale tabu? Wielkie bzdury i tyle. Wielkie, krzywdzące bzdury.


6. Nie jesteś sama.



Na którymś etapie radzenia sobie z wspomnianą sytuacją, zaczęłam szukać pozytywów w tym zdarzeniu. Jest ich, wbrew pozorom, bardzo dużo. Największym jest niewątpliwie to, że był to dla mnie impuls do zakończenia związku. Ale to nie wszystko, pozytywnych aspektów jest o wiele więcej. Dlatego właśnie mówię, że od dziewięciu lat jestem szczęśliwa.

Nie chcę jednak bawić się tutaj w Pollyannę i zarażać Was moim podejściem. Nie ośmieliłabym się tłumaczyć osobie, która naprawdę cierpi, że powinna się zamiast tego cieszyć, bo jej cierpienie ma też dobre strony. Ale jest jedna dobra rzecz, o której chcę Wam powiedzieć: wspólne doświadczenia zbliżają ludzi.

Ja odkryłam cały nowy świat. Zaczęło się od tego, że sporo czytałam. Oczywiście na interesujący mnie temat. Widziałam tytuł, uznawałam, że to może mnie dotyczyć i czytałam. I odkryłam, jak wiele osób myśli i czuje podobnie jak ja. Odkryłam, że to jest cała rzesza osób podobnych do mnie, dzielących wspólne doświadczenia i przemyślenia. I że to są te osoby, których wcześniej unikałam, bo wydawały mi się dziwne, zbyt głośne, zbyt zasadnicze. Okazało się, że naprawdę wiele nas łączy.

Żałuję trochę, że nie miałam wcześniej takiej wiedzy. Ale cóż, kiedyś musiałam ją zdobyć.

7. Nie oceniaj pochopnie doświadczenia innych osób.



Właśnie, jeśli już mowa o doświadczeniach...
Często zbyt łatwo zakładamy, że jeśli ktoś o czymś nie mówi, to znaczy, że tego nie ma. Albo jeśli podzielimy się z kimś naszym doświadczeniem, to ten ktoś odwzajemni nam się swoją historią. A skąd. Wcale nie musi.

Ja też nieraz robiłam ten błąd. Dwie sytuacje dość mocno dały mi do myślenia. Pierwsza, krótko po rozpadzie mojego związku: spotkanie w gronie kobiet, cztery nieznajome dziewczyny, uczestniczki badania. Miałyśmy rozmawiać czysto teoretycznie o kwestiach bezpieczeństwa, ale dość szybko zaczęłyśmy sięgać po przykłady z własnego życia. Trzy spośród nas. Jedna, pomimo przedłużających się rozmów i atmosfery coraz bardziej zachęcającej do zwierzeń, nie powiedziała o sobie właściwie nic. Czy to możliwe, że ona jedna nie miała żadnej historii w zanadrzu? Czy raczej: nie czuła się na siłach, by o niej opowiedzieć?

Druga sytuacja. Siedzimy sobie przy piwku, ja i moja przyjaciółka ze szkolnej ławy. Ja jej opowiadam w miarę szczegółowo, jak doszło do tego, że byłam z jednym facetem, a teraz jestem z drugim. Kiedy w bardzo oszczędnych słowach zasygnalizowałam, że coś przełomowego wydarzyło się w tamten wieczór 9 lat temu, ona nagle zrobiła dziwną minę i bardzo szybko musiała akurat w tym momencie iść do toalety. Przypadkiem tak się złożyło? Tyle o niej wiedziałam, ale może jednak nie powiedziała mi wszystkiego?

Nie wiesz, co przeżyła druga osoba. Nawet jeśli jesteście ze sobą blisko. Nawet jeśli mówi Ci "wiesz o mnie wszystko", to wcale nie musi mówić prawdy.

8. On też jest czyimś dzieckiem.



Ten punkt może dziwić na tej liście, ale uwierzcie mi, odkąd jestem mamą, tak właśnie na to patrzę.

Ta osoba, która Cię zraniła, która Cię źle potraktowała, też jest czyimś dzieckiem. Jego mama tuliła go z czułością do snu. A może właśnie tej czułości w którymś momencie zabrakło. Pewnie starała się nauczyć go wszystkiego, co ważne. Może czasem ustępowała zbyt łatwo. Może przypadkiem przekazała coś, czego wcale nie chciała przekazać. Może coś było w relacji między rodzicami, co pozwoliło mu uwierzyć w jakąś dziwną wizję bycia w związku. Myślę, że jego rodzice bardzo się starali, by wychować wartościowego człowieka. Myślę, że zrobili mnóstwo świetnej roboty. Nawet idealna matka nie jest w stanie zagwarantować, że jej dziecko nigdy nie zrobi niczego złego. Ja też nie mogę zapewnić, że żadna kobieta nie zapłacze nigdy przez mojego syna. Wiem, że będą płakały. Już teraz tulę te kobiety w moim sercu i przepraszam je, ale mój syn jest i będzie tylko człowiekiem. Popełni błędy. Mam nadzieję, że wyciągnie z nich wnioski i poprawi się, i kiedyś naprawdę uszczęśliwi jakąś kobietę.

Wierzę, że mężczyzna, z którym na kilka lat zetknęło mnie życie, jest dobrym człowiekiem. Tak jak i ja jestem dobrą kobietą, choć zrobiłam w życiu niejedną złą rzecz i niejedną osobę zraniłam. Wierzę, że być może tworzy teraz piękny, szczęśliwy związek z kimś innym. Może ma córeczkę i myśli sobie, że pozabijałby wszystkich, którzy potraktują ją kiedyś tak, jak on potraktował mnie. Myślę, że może być dobrym mężem i ojcem.

Wybaczenie jest najlepszym, co możesz zrobić dla siebie. On może, ale wcale nie musi przejmować się tym, czy mu wybaczyłaś. Ale Ty dzięki temu będziesz mogła ruszyć do przodu. Póki nie wybaczasz, tak naprawdę tkwisz jeszcze w przeszłości.

9. Jeśli to przetrwasz i nie zwariujesz, to już nic Cię nie pokona.



To była tak naprawdę pierwsza rzecz, jakiej się nauczyłam, ale zdecydowałam się zostawić ją praktycznie na koniec, jako pewne podsumowanie.

Może i stwierdzenie, że co Cię nie zabije, to Cię wzmocni jest dość radykalne, ale jednak - doświadczenia sprawiają, że nie tylko nabierasz odporności, ale też przekonujesz się, ile tak naprawdę masz w sobie siły. W komfortowych warunkach tego nie sprawdzisz.

Wspomniałam na początku, że życie nie rozpieszczało mnie także i później. Bywało ciężko. Nawet dwa ostatnie lata, tak cudowne dla mnie, miały swoje dramatyczne momenty. Ale zawsze towarzyszyła mi świadomość, że przecież na słabą nie trafiło. Że może to chwilkę potrwa, ale w końcu i tak sobie poradzę. Przecież już wiem, na ile mnie stać.

10. Skorzystaj z pomocy.



Trochę dziwnie mi umieszczać tu radę, z której sama nie skorzystałam. Ale uważam, że zbrodnią byłoby ją pominąć. Jeśli zmagasz się z trudnym, bolesnym doświadczeniem, poszukaj pomocy psychologa lub psychoterapeuty. Nie lecz się samodzielnie. Nie ryzykuj kontaktu z jakimiś wątpliwej profesji "specjalistami". Poszukaj lekarza.

Ja żałuję, że tego nie zrobiłam. Ale kiedy dojrzałam do takiej decyzji, to już właściwie nie było o czym gadać; żyłam już zupełnie innymi sprawami, ważniejszymi i pilniejszymi.

Nie twierdzę, że na pewno nie poradzisz sobie bez fachowej pomocy. Ale to jest trochę jak samodzielne skręcanie mebli bez żadnej instrukcji. Może się uda, a może okaże się, że jakaś śrubka miała być jednak w innym miejscu. I niby mebel stoi, ale w zupełnie niespodziewanym momencie może się załamać.

No i - czy samodzielnie stwierdzisz, że już na pewno sobie poradziłaś? Mnie zajęło to sporo czasu.

To żadna ujma czy wstyd, korzystać z pomocy, kiedy jej potrzebujesz.

--

Bardzo liczę na to, że podzielicie się ze mną swoimi refleksjami. Zapraszam również na mój fanpage Szczęśliwa Siódemka. Jeśli chcecie, możecie tam do mnie napisać.

85 komentarzy:

  1. Przeczytałam...
    Nie oceniam ludzi, bo każdy ma jakieś problemy. Jedni większe, drudzy mniejsze. Mnie też parę razy załamało się życie. I piszę o tym może nie w dosłowny sposób, nie relacjonuję, raczej wskazuje. Raz już myślałam że mój świat się skończył... wstałam, otrząsnęłam się. Mimo tylu przeżyć jestem szczęśliwa. I tak po mojej największej tragedii, byłam u specjalisty, sama tam poszłam bo widziałam że dzieje się źle. Nie wstydzę się tego, bo uważam że gdybym tam nie poszła-dzisiaj nie pisałabym do Ciebie. Bardzo dobry tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za Twój komentarz :*
      Dobrze, że byłaś u specjalisty! :) Oni właśnie po to są. Cieszę się, że jesteś, że piszesz do mnie i że po tym wszystkim przeżyłaś tyle pięknych chwil :*

      Usuń
  2. Będąc dopiero na początku szczęśliwych chwil też chciałabym mocno polecić drogą rozmowy ze specjalistą. To bardzo dużo daje i pomaga wyjść w kanionu (wedle dowcipu: A: Masz depresję? B: Nie. Mam kanion).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znałam tego dowcipu o kanionie :D Podoba mi się bardzo!

      Usuń
  3. Bardzo podoba mi się pkt. 5 - tez nie lubię ograniczeń! I staram się uwolnić z nich więzów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze :) Niektóre z nich są naprawdę bezsensowne!

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Sama byłam nim trochę zaskoczona ;) Ale dotarło do mnie, jak bardzo zmieniło się moje spojrzenie na te sprawy, odkąd jestem mamą.

      Usuń
  5. Spodziewałam się tego tekstu. Tak jakoś czułam w sercu. Też tak mówię że gdyby nie te złe chwile nie mielibyśmy świadomości istnienia tych dobrych. Ale właśnie ta tragedia...ta ruina fundamentów nam to właśnie uzmyslawia. Kiedyś ...jakiś czas temu doszłam do podobnych wniosków co Ty tutaj dzisiaj... I jestem szczęśliwa 💗 od jakiś 7 lat. Nauczyłam się tego. Z pomocą i fachowca i prZyjaciół. Ale musiałam się tego nauczyć. I uświadomić sobie ze na to zasługuje, jak każda z nas. Dziękuję Ci za ten tekst i podaje dalej. 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Wiem, że mogłybyśmy przybić piątkę i to niejedną. Cieszę się, że spotkało Cię tyle dobrego. I bardzo Cię podziwiam, że miałaś odwagę zaufać jeszcze raz :) Uściski dla Twojej cudownej rodzinki! :*

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Martynko,

    Mogę z całą stanowczością stwierdzić, że "mam tak samo". Kroki, które tak fantastycznie opisałaś, są także częściami mojego życia. Co prawda nie spotkały mnie dokładnie te same sytuacje, co Ciebie, jednak wystarczająco, by przeżywać wszystkie etapy, o których wspomniałaś. Ja również nie sięgnęłam po pomoc, kiedy tego najbardziej potrzebowałam, gdyż - że aż zacytuję Ciebie: "na słabą nie trafiło". Wygrzebałam się z tych życiowych bitew i obecnie dumnie noszę blizny świadczące o moim zwycięstwie. I też mogę powiedzieć, iż pomimo różnych zawirowań losu, jestem obecnie (od prawie roku) osobą szczęśliwą. Niedoskonałą, ale szczęśliwą; umocnioną tym, co niegdyś tak bardzo raniło. Co prawda nadal daleko mi do spotkania "żaby z charakterem", jak lubię określać przyszłego towarzysza życiowej drogi, ale niczym moja ulubiona literacka postać - Ania Shirley, nie tracę nadziei na wpadnięcie kiedyś na jakiegoś Gilberta (a znając moje gabaryty, zawczasu współczuję chłopakowi niezłego nokautu).
    Jeśli mowa o punkcie 5, to popieram całym serduchem! Niezmiennie zadziwia mnie ludzka natura: nie mamy problemu dzielić się ze światem różnymi okropieństwami, a czerwieni nam policzki choćby wspomnienie o menstruacji. Muszę przyznać, że wypowiadanie na głos własnego zdania bez oglądania się na reakcję otoczenia budzi we mnie takie cudowne poczucie wolności :) Wierzę, że kiedyś wyewoluujemy jako gatunek ludzki i pod tym kątem!
    Uważam, że takie teksty są nam bardzo potrzebne w przestrzeni blogosfery jako swoiste "kredyty zaufania" do samych siebie. Mam nadzieję spotkać się z Tobą i Twoją uroczą rodzinką kiedyś na żywo, by na spokojnie porozmawiać, bo łączy nas sporo podobieństw i pasji. Tymczasem ściskam Cię serdecznie, kochana i posyłam tekst dalej! Warto! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Zauważyłam, że gdzieniegdzie pozjadałam przecinki - oficjalnie jestem na diecie - niestety, ale tak działa na mnie późna pora :D

      Usuń
    2. Dziękuję za piękny, długi komentarz! :* Trzymam mocno kciuki za Ciebie, żeby ta żaba zwana Gilbertem pojawiła się gdzieś na horyzoncie i pojęła, jakie ma szczęście, że właśnie spotkała Ciebie!

      Co do spotkania - koniecznie, z wielką przyjemnością i radością spotkam się z Tobą i przedstawię Ci moich chłopaków :) W końcu uda się nam trafić na sprzyjające okoliczności!

      Usuń
    3. Komentarz byłby nieco bardziej złożony, z rozmaitymi odniesieniami intertekstualnymi i w ogóle, ale zwyczajnie pokonało mnie zmęczenie :) Dopiszę jeszcze tutaj, bo w pierwotnym komentarzu jakoś zapomniałam - bardzo żałuję, iż nie natrafiłam na ten tekst kilka lat wcześniej, byłabym mądrzejsza i oszczędziłabym sobie wielu niepotrzebnych stresów ^^ Ale cóż, jak to mawiają uczeni, taki przywilej wieku, że doświadczenie przychodzi z czasem!

      Usuń
    4. To teraz zacznę żałować, że nie napisałam go wcześniej! ;) Myślę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeśli mielibyśmy być zawsze tacy mądrzy i nieomylni, to już byśmy się tacy rodzili! :)

      Usuń
  8. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Ja bym podzieliła ten wpis na 3 części minimum bo nie każdy doczyta do końca jak prosiłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Myślę o tym, żeby opublikować go w częściach na fanpage'u!

      Usuń
  9. Chcialabym powiedzieć, ze sa rzeczy tak oczywiste, że aż nie dostrzegamy ich w codziennym zyciu. Czytając kolejne punkty uśmiechałam się i kiwalam głową - cholera, ona ma rację! Było w moim życiu kilka sytuacji, w których "walił się mój swiat" - niemal każda z nich niosła ze sobą nowy, lepszy początek. Tylko czasem tak trudno przezwyciezyc lawinę złych myśli i czarnych scenariuszy.

    A co do psychoterapii - uważam, że swiat byłby lepszy gdyby każdy z nas miał swojego zaufanego psychoterapeutę. Nawet jeśli myślisz, ze juz masz wszystko za sobą idz! Zobaczysz, że może być jeszcze lepiej. Ja uwielbiam swoją terapeutkę. 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twój komentarz :* Cieszę się z takiego pozytywnego odbioru mojego tekstu. Co do psychoterapii, to masz mnóstwo racji. Może kiedyś przyjdzie ten czas, że się zdecyduję :)

      Usuń
  10. Dodałabym punkt: „Po prostu mu wybacz”. Znajdź w głębi serca bezwarunkową miłość, pozwól odpłynąć urazom, zranieniom, nienawiści. Niech zostanie jedynie miłość. Wybacz też sobie. Wszyscy jesteśmy jak dzieci, które uczą się żyć. Czy nienawidzisz pięciolatka, który pomalował pisakiem ścianę? Ludzie z natury chcąc czynić dobro, ranią pięcioletnie dzieci, które same są pogubione. Wybaczenie uwalnia. :-) Daję znać, że czytam i czekałam na ten tekst :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz mnóstwo racji! Pięknie to napisałaś :) Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję za Twój komentarz :*

      Usuń
  11. przeczytałam i tak sobie myślę, że są teksty, które można zrozumieć i docenić dopiero po przeżyciu pewnych rzeczy i przekonaniu się na własnej skórze... tu też jest kilka tez, które widzę inaczej niż kilka lat temu :) dobry tekst :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten komentarz :* Myślę, że ten tekst jest właśnie przede wszystkim dla osób, które przeżyły coś trudnego. Może będzie stanowił dla kogoś impuls, by spojrzeć na sytuację trochę inaczej, a może po prostu pomoże komuś poczuć się nieco lepiej :)

      Usuń
  12. Mądry tekst...skłaniający do refleksji. Trendy Mama

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo dobry tekst :) Niestety wiele osób bardzo późno się orientuje, że tkwi w beznadziejnym związku, ale boi się coś zmienić. No cóż, nikt nie powiedział, że życie będzie łatwe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Wydaje mi się, że dość często obawy właśnie biorą się z tego przekonania, że ojej, jakie to straszne, związek się rozpada, co ludzie powiedzą? Byłoby o wiele lepiej, gdyby ludzie potrafili zobaczyć pozytywną stronę rozstań.

      Usuń
  14. Wow! Bardzo mądry iw zruszający post. Muszę go sobie zachować by do niego regularnie wracać. Dziękuje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo mi miło to czytać :* Jak najbardziej zachęcam do zachowania tekstu, można też udostępnić go dalej, żeby mógł trafić też do innych osób :)

      Usuń
  15. Złych chwil nie lubimy w naszym życiu. Jednak tak całkiem serio to właśnie one uczą nas najwięcej, najwięcej mówią też o nas samych. Po coś w końcu się mówi "co Cię nie zabije to Cię wzmocni" i to jest szczera prawda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli uczę się doceniać złe chwile. W sumie każda z nich była motorem do pozytywnych zmian :) Dziękuję za Twój komentarz, pozdrawiam! :*

      Usuń
  16. Bardzo fajny i dlugi wpis :) ale zgadzam się z Tobą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Wiem, że długi, ale zależało mi, by to wszystko w nim umieścić :)

      Usuń
  17. Bardzo mocny wpis. Postaraj sie, zeby dotarl do jak najwiekszej ilosci osob, bo jestem pewna, ze wielu ludzi tego potrzebuje. Dziekuje Ci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Tobie też dziękuję za bardzo miły komentarz :* Robię, co mogę :)

      Usuń
  18. W swoim życiu miałam kilka zalaman zawsze pomagała mi siostra i teraz wiem że jestem silniejsza niż kiedy kolwiek

    OdpowiedzUsuń
  19. Przeczytałam od deski do deski... Bardzo dojrzałe podejście do tematu... fajnie gdyby dotarł do jak największej liczby osób <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Zależy mi, żeby dotarł do wielu osób. Będzie mi miło, jeśli zostanie udostępniony :)

      Usuń
  20. Piękny, potrzebny tekst. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo dziękuję za przeczytanie i za komentarz. Pozdrawiam :*

      Usuń
  21. Piękny tekst. Chwyta za serce. Dziekuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo dziękuję, miło mi to czytać :)

      Usuń
  22. wow taka dawka własnych przeżyć w jednym poście. Nie wiem czy ja potrafiłabym się tak uzewnętrznić. Odważnie! Ale to dobrze ludzie powinni mówić co myślą:-) Na pewno podoba mi się pkt o ograniczeniach, co prawda należę do tych osób " co nie wypada" ale jeżeli chodzi o mnie. Nie lubię mówić o tym co mnie boli wolę sama stawiać czoło problemom, ale tylko dlatego, że jak napisałaś już na początku ludzie często nie wiedzą co powiedzieć, więc jak mam słuchać zbędnych komentarzy, które jeszcze mnie dobiją czy nijak mają się do tego co mówię, to wolę "problem" przeboleć sama. Na pewno nie razi mnie to, że ktoś rozmawia na tzw tematy "zakazane" jesteśmy ludźmi i w większości określone sytuacje dotyczą nas wszystkich więc po co to sztuczne oburzenie?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, jak napisałaś. Nikt nie ma prawa wymagać od nikogo, żeby mówił o wszystkim i nie zachowywał niczego dla siebie. Niektórzy ludzie po prostu nie chcą mówić o sobie zbyt wiele. Ich święte prawo.

      Czy aż tak dużo napisałam o sobie? :) Starałam się raczej pisać dość uniwersalnie, do Was wszystkim. Piszę o tym, czego mnie nauczyło własne doświadczenie, więc na pewno echa tego doświadczenia musiały się znaleźć w tekście.

      Dziękuję za Twój komentarz :*

      Usuń
  23. Przeczytałem całość i jestem pod wrażeniem. To jest taki wpis, który ciężko skomentować, bo właściwie wszystko zostało powiedziane. Najbardziej poruszyły mnie dwie kwestie, że każdy jest czyimś dzieckiem i o wybaczaniu, że wybaczamy dla siebie, a nie dla kogoś, wybaczenie pozwala nam iść dalej, a nie tkwić w przeszłości. Bardzo się identyfikuję z tym poglądem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten komentarz :) Cieszę się, że właśnie te słowa zrobiły takie wrażenie, dla mnie samej to podejście jest dość nowe i bardzo cenne.

      Usuń
  24. bardzo odważny post! Zgadzam się tobą i Twoim punktem widzenia. Świetnie to ujęłaś! zapraszam do mnie http://gibobobasy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. Przeczytałam całość i jestem pod wrażeniem, wszystko ładnie i z odwagą napisane. Trzeba dużo przeżyć, żeby dojrzeć do takich życiowych przemyśleń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo :* Czy trzeba dużo przeżyć? Mam nadzieję, że nie trzeba, że niektórzy dojrzewają do takich wniosków bez trudnych lekcji życiowych. Może mój tekst komuś w tym pomoże? Chcę w to wierzyć :)

      Usuń
  26. Trafiłąś w sedno :) Wydaje mi się, że sami dla siebie jesteśmy najlepszymi psychologami, uczymy się siebie każdego dnia, reagujemy, podejmujemy decyzje. Trzeba robić wszystko w zgodzie ze sobą, a jak się zgubimy, stawiać czoła problemom. W końcu to tylko kolejny zakręt, wszystko jeszcze przed nami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że nieraz najlepiej możemy sobie pomóc sami. Polecam jednak wizytę u prawdziwego psychologa, kiedy dzieje się coś naprawdę niedobrego. Można próbować sobie poradzić samodzielnie, ale - tak jak pisałam - to trochę jak skręcanie mebli bez instrukcji. Może się uda, a może nie.

      Usuń
  27. Pięknie to wszystko napisałaś, czytając Twój post przypomniała mi się pewna pisarka którą bardzo lubię i której książki są napisane (jak dla mnie) podobnym językiem jak Twój wpis. Regina Brett "Bóg nigdy nie mruga" lub "Jesteś Cudem"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za Twój komentarz. To porównanie jest dla mnie ogromnie miłe! :) Czytałam książki Reginy Brett, nie aż tak często, żeby świadomie się na niej wzorować, ale bardzo lubię jej styl :)

      Usuń
  28. Niezwykle wartościowy post! Mam nadzieję, że dotrze do wielu osób!

    OdpowiedzUsuń
  29. Hanna Bogoryja Zakrzewska6 marca 2018 11:56

    Pokonałam raka i podpisuję się pod każym słowem z tego wpisu. Nie jesten szczęśliwa, że to mi sie przytrafiło, ale to nie był koniec świata, a początek czegoś innego, co ma bardzo dużo zalet. Będę śledzić bloga, bo ciekawie piszesz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) Gratuluję wygranej walki z chorobą, uwielbiam takie historie z dobrym zakończeniem! Zapraszam do mnie jak najczęściej, na dzisiaj planuję publikację nowego tekstu :)

      Usuń
  30. Bardzo ciekawy i wartościowy tekst. Zgadzam się z większością, może jedynie co do tych tabu... Osobiście lubię mieć tabu. Nie dlatego, że się wstydzę rozmawiać o seksie, związkach, sprawach intymnych. Po prostu są dla mnie niezwykle cenne i lubię je mieć tylko dla siebie. Posiadanie własnych tajemnic i spraw jest dla mnie elementem mojej własnej tożsamości. Jest też jedna rzecz, którą bym dodała. Gdy przejdzie się coś naprawdę dramatycznego w życiu, świadomość, że to minęło, a ja żyję nadal, dodaje nieraz niesamowitej siły. Trwam, wiem, że mam w życiu wiele piękna, dobrych ludzi i zdarzeń. Z tego czerpię siłę do codzienności. Gdybym wcześniej nie przeszła gehenny, nie dostrzegałabym tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym. Uważam, że każdy ma prawo do decyzji o tym, ile chce o sobie powiedzieć. Znam też i takie osoby, które mówią o swoich osobistych sprawach praktycznie zaraz po "cześć". Kiedyś uważałam, że to przesada, ale w sumie... krzywdy nikomu nie robią w ten sposób.
      Dziękuję za Twoje wartościowe słowa, ja też odczuwam to w podobny sposób :) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  31. Wspniale napisany tekst. J również miałam gorszy czas w życiu. Raz już myślałam że mój świat się skończył, to było 8 lat temu, wtedy straciłam dziecko, które nosiłam pod sercem. Myślałam z eto koniec, że nie dam rady się podnieść, po długim czasie i wsparciu rodziny dałam radę, wstałam, otrząsnęłam się. Mimo tych przeżyć jestem dziś szczęśliwa. Mam 3 dzieci, jedno z nich jest jednak gdzieś daleko i w moim sercu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za Twój komentarz :* Pisząc ten tekst, jak i zresztą inne moje teksty, miałam gdzieś w głowie świadomość, że znam sporo mam, które straciły swoje dzieci i że zupełnie, zupełnie nie wiem, co mądrego mogłabym im powiedzieć. Starałam się pisać w taki sposób, żeby każdy mógł jakoś odnieść te moje słowa do siebie. Cieszę się, że i do Ciebie w jakiś sposób przemówiły :* Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  32. Bardzo mądry tekst. Ja od jakiegoś czasu uczę się być szczęśliwa i na pewno skorzystam z Twoich rad (chociaż moje problemy niekoniecznie pokrywają się z tym, co przeżyłaś Ty).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Nie ma znaczenia, czy się pokrywają. Starałam się pisać w sposób uniwersalny, dla wszystkich.

      Usuń
  33. Wychodzę z założenia, że porażki czynią nas silniejszymi, jeśli oczywiście umiemy wyciągnąć z nich wnioski. Nikt na początku nie wie, czy związek okaże się sukcesem czy porażką, ale kiedy dostajemy dużo sygnałów, że coś jest nie tak, trzeba przemyśleć związek. Nikt tak jak my nie wie, co jest dla nas najlepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz mnóstwo racji! Niestety, czasami niby widzimy sygnały, ale nie chcemy ich widzieć.

      Usuń
  34. "Nikt nie poradzi sobie z tym, co Ci się przydarzyło, lepiej niż Ty" - proste i mądre.
    Piękny, prawdziwy tekst. Nic dodać, nic ująć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję :* Zapraszam częściej! :)

      Usuń
  35. Właśnie przeżywam rozstanie. Dziękuję za motywację. <3 Takie posty, oparte o doświadczenia są najlepsze i najwięcej wnoszą do blogosfery. Super <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz :* Mam nadzieję, że niedługo poczujesz się lepiej. Cieszę się, że choć trochę pomogłam :*

      Usuń
  36. Dostałaś morze wspaniałych komentarzy, gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, jestem pod ogromnym wrażeniem :) Komentarze na blogu, komentarze na FB, prywatne wiadomości... Ten tekst wzbudził niesamowitą reakcję. Jestem przeszczęśliwa :) <3

      Usuń
  37. Miało być krótko? :p Coś nie wyszło, jednak rzeczywiście temat warty uwagi. Przeczytałam i nie żałuję. Dzięki Twojemu wpisowi zrozumiałam, że w pewnym sensie popełniam błąd bojąc się wypowiedzieć swoje zdanie w obawie o opinię innych. Dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie miało być krótko :) Cieszę się, że przeczytałaś i że wyciągnęłaś dla siebie pozytywne wnioski z tego tekstu. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  38. Podpunkt trzeci ! Dziękuję za to, że mogłam to przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę w takim razie, że to przeczytałaś :)

      Usuń
  39. Nieoczywiste oczywistości, niby to takie normalne,a tak niezwykle trudne do realizacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Czasami trzeba sobie uświadomić najprostsze rzeczy.

      Usuń
  40. Poczucie szczęścia to w dużej mierze kwestia naszego nastawienia do sprawy i psychiki. Najważniejsze, by mimo wszystko się nie poddawać i patrzyć na plusy swojego życia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację! Czasami to jest trudne, ale warto o tym pamiętać :)

      Usuń
  41. Jak wiele z tych punktów można dopasować do swojego życia. Niestety ile byśmy nie żyli, nigdy nie będzie cały czas kolorowo. Czasem przyjdzie rutyna a czasem nieszczęścia. Wtedy warto wziąć sobie Twoje rady do serca i się nie poddawać. Życie można zmienić nawet jeśli kosztuje to wiele wysiłku. Cieszę się że jesteś teraz szczęśliwa. Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję :) To prawda, nie zawsze jest kolorowo. Mam nadzieję, że to, co napisałam, przyda się komuś. Jeśli choć jedna osoba skorzysta, to było warto! :)

      Usuń