poniedziałek, 12 lutego 2018

Tam, gdzie kończy się wyobraźnia.

Uwaga! Tekst dotyczy drastycznych wydarzeń.

Muszę przyznać się Wam do tego, że od jakiegoś tygodnia nie jestem do końca sobą. To znaczy, jestem sobą, ale tak trochę gorzej sypiam, zamyślam się czasami, a przy tym - obsypuję mojego synka czułościami jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Na szczęście on to bardzo lubi, więc ta moja nietypowa kondycja psychiczna ma swoje zalety.

Jakiś tydzień temu w Internecie zaczęło być głośno o sprawie małego Oskarka. Może czytaliście już coś na ten temat. Widziałam, że teksty dotyczące Oskarka pojawiły się również na kilku blogach, np. tutaj.

O tyle zadziwiające jest to nagłe zainteresowanie, że jest to historia sprzed lat. Oskar umarł w roku 2006. Nie wiem dokładnie, dlaczego teraz, po latach ktoś zdecydował się wrócić do tych zdarzeń.

W największym możliwym skrócie: matka Oskara i jej konkubent zostali skazani na 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo (konkubent) oraz pomoc i podżeganie do zabójstwa (matka). Uznano ich także za winnych wielomiesięcznego, okrutnego znęcania się nad dzieckiem. Sąd nie przychylił się do próśb adwokatów o złagodzenie kary i zmiany klasyfikacji czynu na pobicie ze skutkiem śmiertelnym.
Oskarek był zabijany przez dwa lata, dzień po dniu, bez przerwy. W chwili śmierci miał cztery lata, ważył 11 kilo i... oszczędzę Wam szczegółów. Nie każdy ma na tyle mocne nerwy, by o tym czytać. Ja sama zawsze po przeczytaniu takiej historii wyrzucam sobie, że nie powinnam była tam zaglądać, przecież wiem, jak na mnie to wpływa. Ale z drugiej strony - przecież po to ktoś opisuje te dramaty i przechowuje pamięć o tych dzieciach, żeby kogoś to poruszyło, żeby ktoś nad nimi zapłakał.

Cała historia Oskarka jest opisana na FB na fanpage'u Pamięci dzieci zakatowanych oraz na stronie oskarekmalgorzaciak.kupamieci.pl. Artykuł jest świetnie napisany, porusza już od pierwszych zdań. Zaczyna się opisem pogrzebu malutkiego chłopczyka. Ktoś uchyla wieko trumny, a w kościele rozlega się pełen przerażenia krzyk. Ludzie płaczą, mdleją... Przeczytajcie całość, jeśli zdołacie.

Próbuję zrozumieć.


Wiem, że nie da się. Ale nie mogę przestać myśleć o tym, zastanawiać się, co kryje się w głowie osoby, która znęca się nad dzieckiem. Przecież jest człowiekiem, ma uczucia, jak to możliwe, że różnimy się tak bardzo? Zastanawiam się nad tym, odkąd zostałam matką i dotarło do mnie, że każde cierpienie, każda przemoc zadana tej małej, bezbronnej istotce dosłownie rozerwałaby mi serce. Jak matka może patrzeć na katowanie swojego dziecka? Jak matka może przykładać do tego rękę? Co wtedy czuje? Jakie myśli pojawiają się w jej głowie?

Zawsze uważałam, że potrafię sobie wiele wyobrazić. Próbuję użyć tej mojej wyobraźni. Dziecko bywa nieposłuszne, czasem ciężko się z nim dogadać, człowiekowi puszczają nerwy, krzyczy, w końcu uderza... Raz. Tutaj moja wyobraźnia się kończy. Nie mogę pojąć, jak po takiej żałosnej porażce można spojrzeć na zapłakaną, wykrzywioną bólem buzię dziecka i uderzyć ponownie. Ja chyba spaliłabym się ze wstydu, a synka przepraszałabym pewnie jeszcze z tydzień. Albo i miesiąc. Albo dłużej. 

Może nie każdy lubi dzieci. Ja nie lubię pająków, nie mam ciepłych uczuć względem tych nieładnych zwierząt. Może dla kogoś małe dzieci są właśnie takimi pająkami? Zabijano już przecież i nienawidzono z powodu czyjegoś koloru skóry, wiary, orientacji seksualnej, może są ludzie, którzy nienawidzą dzieci?

W większości tych głośnych historii o zabitych, zadręczonych dzieciach rolę kata odgrywa nowy partner matki. Pozbawiony uczuć ojcowskich w stosunku do dziecka, traktuje je jak przeszkodę, nie chce się nim zajmować, typowo dziecięce zachowania wzbudzają w nim agresję i złość... Uderza. Popycha. Szarpie. Kopie. Poddusza. Kiedy zada ten ostatni, krytyczny cios, boi się tylko o siebie, bo przecież nie o dziecko, którego nie znosił.

Ale matka?


Przecież nosiła to dziecko pod sercem przez dziewięć miesięcy. Nadała mu imię Oskar, pewnie jej się podobało to imię. Podobno przez dwa lata dbała o dziecko. Czyli robiła to, co my wszystkie: kąpała, karmiła, nosiła na rękach, pielęgnowała, tuliła do snu. Co stało się z nią później? Gdzie się podziała czułość, troska, opiekuńczość? 

Podobno Oskarek przed śmiercią wołał ją: "Mamo! Brzuszek boli"... Szukał jej bliskości, pomocy. Pomimo całego bólu, który mu zadała. Kiedyś przecież musiał usłyszeć słowa pełne czułości. Kiedyś mama przychodziła na takie zawołania i uśmierzała ból. Czy jeden człowiek mógł zmienić ją aż tak bardzo?

Kiedy myślę o niej i tak bardzo nie mogę się pogodzić z tym, co zrobiła własnemu dziecku, próbuję sobie wmówić, że było inaczej. Przecież to, co dokładnie spotkało Oskarka, wiemy tylko z przerażających zeznań tych dwojga, matki i konkubenta. Próbuję wyobrazić sobie matkę Oskarka bezbronną, sterroryzowaną przez partnera-sadystę. Bojącą się okazać synkowi czułość. Naiwnie wierzącą, że któregoś dnia ucieknie z dziećmi od tyrana, może jak młodsze dziecko trochę podrośnie... Podczas składania zeznań nadal sterroryzowaną, zmanipulowaną, biorącą część winy na siebie. Wbrew logice wmawiam sobie, że tak było, bo nie mogę znieść myśli, że własna matka mogła tak skrzywdzić malutkie dziecko.

Dlaczego warto o tym mówić?


Oskar już nie żyje i nie pomożemy mu. Byłby dzisiaj nastolatkiem, gdyby pozwolono mu żyć. Ale są inne dzieci, które cierpią otoczone zmową milczenia, cierpią wśród ludzi, którym się wydaje, że to nie ich sprawa. Obudźcie się, ludzie! Przeraźliwie chude dziecko z sąsiedztwa może być głodzone. Zapytajcie, skąd ten siniak. Ślad po nożu czy papierosie nie zrobił się sam, dziecko też go sobie samo nie zrobiło. To jest Wasza sprawa. Tu chodzi o życie.

Nie wierzę, że przez dwa lata nikt nie widział Oskarka. To dziecko żyło w mieście, miało sąsiadów. W Internecie można znaleźć zdjęcie, na którym chłopiec wygląda jeszcze w miarę zdrowo, ale ma podbite oko i krew w nosku. Kto zrobił to zdjęcie? Nie widział oznak przemocy, której doznawało dziecko?

W każdym mieście, w każdej gminie jest Ośrodek Pomocy Społecznej. Telefon na policję zna każdy. Nie bójcie się reagować. Czego się boicie? Że oprawca dziecka pobije Was w odwecie? Powiem brutalnie: z pewnością zniesiecie to lepiej, niż ta mała krucha istotka, a i łatwiej Wam będzie dochodzić później sprawiedliwości. Dziecko nie wie, gdzie szukać pomocy. Wy wiecie.

Przytulcie dzisiaj mocno swoje dzieci. Posłuchajcie ich radosnego śmiechu. Są dzieci, które nigdy się nie śmieją i nigdy nie są tulone.

20 komentarzy:

  1. trafiłam na ten fp poświęcony pamięci zakatowanych dzieci w sobotę. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, co to dziecko przeszło. Czytałam tę historię i... trudno dojść do siebie, po samej lekturze. A to dziecko czuło codziennie ból i samotność.

    Też się zastanawiam nad tym, jak inni dorośli "nie zauważyli". Wierzę, że w podobnej sytuacji umiałabym zadzwonić po pomoc. Albo samej zareagować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam nadzieję, że umiałabym zareagować.

      Usuń
  2. Również należę do grona osób, które niesamowicie wzrusza cudza krzywda. Szczególnie zaś krzywda małego dziecka... Zgadzam się, że tego typu historie - chociaż bardzo przykre - powinny istnieć w przestrzeni publicznej, powinny być przypominane. Może dzięki temu czyjaś ręka wycofa się w ostatniej chwili z zadania ciosu, zatrzymując ciąg tragicznych zdarzeń. Bardzo chcę w to wierzyć, ponieważ tak się składa, iż równie mocno wierzę w dobroć ludzi. Dziś przytulam - niektóre wirtualnie, jedno jak najbardziej realnie - wszystkie te szkraby, posyłając im całą moc pozytywnych życzeń. Na koniec dodam, że Robert ma bardzo dobrą i mądrą mamę! Nigdy się nie zmieniaj, Martynko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo :* Ja też mam nadzieję, że przechowywanie pamięci o tych dzieciach ma głębszy sens.

      Usuń
  3. Jestem mamą dwóch malutkich chłopczyków i nie mogę sobie wyobrazić jak można skrzywdzić małe, bezbronne dziecko...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciężko sobie to wyobrazić, a jednak się stało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I być może gdzieś jeszcze inne dziecko przeżywa coś podobnego, może nawet w tej chwili...

      Usuń
  5. Osobiście pamietam sparwę Oskara, ale tylko z przed lat. Aktualnie jakoś nie widziałam, aby ta sprawa powróciła, jednak cała ta sprawa to czysta tragedia małego chłopca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie słyszałam o nim wcześniej. Albo moja pamięć to wyparła.

      Usuń
  6. Opisy były tak drastyczne i łamiące serce że nie dałam rady przeczytać do konca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero za którymś podejściem przeczytałam całość...

      Usuń
  7. Ja nawet ryczę po przeczytaniu Twojego wpisu. Chciałabym wierzyć w to, źe matka nie była winna, ale jaka matka pozwala na takie traktowanie własnego dziecka? Matka która kocha poświęca siebie, nie dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo podobne odczucia do Twoich. Absolutnie nie chcę usprawiedliwiać tej matki, po prostu nie umiem sobie wyobrazić, że ktoś może być zdolny do czegoś takiego...

      Usuń
  8. Opisy SĄ tak drastyczne że ciężko mi się je czytało. "Reaguj, masz prawo" byłam kiedyś w takiej sytuacji, zareagowałam i wezwałam policję. Czy żałowałam?, nie, bo słysząc jak gość okłada matkę przy dzieciach, słysząc ich krzyki i pisk inaczej nie mogłam. To było dość dawno temu, mieszkałam w innym mieście. Ale zawsze jestem wyczulona na krzywdę innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że zareagowałaś! Oby wszyscy tak potrafili.

      Usuń
  9. Ja takich historii nie umiem i nie chcę rozumieć.
    Jak mnie dzieci potrafią zajeżyć. Jak mi czasem dym z uszu bucha.
    Ale katować, zabijać dzieciaka dzień po dniu przez dni, tygodnie, miesiące i lata?
    W więzeniu ktoś rodzicom powinien zgotować podobny los.
    Jak matka może do czegoś takiego dopuścić? Nie mam pojęcia :( :( :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno ten facet powiesił się w celi. Cokolwiek go do tego przywiodło - jakoś mu nie współczuję.

      Usuń
  10. Kolejna historia, która nie powinna się wydarzyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przerażające, że tych historii jest tak wiele.

      Usuń