piątek, 7 kwietnia 2017

... bo tak nas wychowano, czyli "Compliance"

Plakat reklamujący film, na zdjęciu Dreama Walker

Nie wiem, czy recenzję filmu, a może raczej rozważania na temat filmu, i to dobrego, wypada zacząć słowami: "lepiej tego nie oglądajcie". W każdym razie ostrzegam - ja po obejrzeniu tego filmu czułam się źle, jakbym się czymś struła. Nawet posprzeczaliśmy się trochę z mężem o to, że kiedy zorientowałam się, jak to wszystko się skończy, nie krzyczałam, żeby przestać oglądać. A zorientowałam się bardzo szybko, zresztą myślę, że twórcy filmu celowo dawali od początku czytelne znaki, dokąd zmierza ta historia.

Minęło ładnych kilka lat - film jest z 2012 roku i wtedy też go oglądaliśmy - a nadal o nim myślę, ostatnio nawet jakoś częściej niż do tej pory. "Compliance", czyli "Siła perswazji", znany także pod tytułem "Uległość". Film oparty na faktach, niestety.

Akcja toczy się w jednym z fast-foodów należących do popularnej sieci, w filmie fikcyjnej (rzeczywisty odpowiednik to McDonald's). Sandra, kierowniczka lokalu otrzymuje telefon od policjanta. Zgłoszono, że młoda pracownica, atrakcyjna i dość pyskata blondynka Becky, okradła klientkę. Policjant chwilowo nie może przyjechać na miejsce zdarzenia, więc oczekuje od kierowniczki, że ta zajmie się sprawą do czasu jego przyjazdu: każe jej przeszukać dziewczynę na zapleczu, następnie pilnować jej tam, a gdy oczekiwanie się przedłuża, a obowiązki wzywają Sandrę, policjant sugeruje, by oddelegowała ona jednego z pracowników do pilnowania Becky. Kierowniczka posłusznie wypełnia polecenia przedstawiciela władzy, a skala upokorzeń, którym poddawana jest Becky, rośnie w dramatyczny sposób.

Nawet jeśli nie słyszeliście nigdy o tym lub podobnym zdarzeniu, prawdopodobnie nie będzie dla Was zaskoczeniem to, co twórcy zdecydowali się ujawnić dość szybko, mniej więcej w połowie filmu: rozmówca Sandry nie jest żadnym policjantem. To samotny mężczyzna wyglądający niepozornie, ale w rzeczywistości niebezpieczny, czerpiący uciechę z manipulowania ludźmi.

Jeden z najbardziej poruszających momentów, a zarazem jedna z najbardziej zapadających w pamięć scena filmowa jaką widziałam, to scena, w której dociera do Sandry, że została oszukana. Ciągle mam przed oczami wyraz jej twarzy. To twarz osoby, której zawalił się świat. W jednej chwili dotarło do niej całe zło, które się wydarzyło przy jej udziale.

Ann Dowd
Źródło: www.picsofcelebrities.com/

Chciałoby się wierzyć, że adnotacja "Film oparty na faktach" to tylko zabieg twórców, mający na celu uwiarygodnienie wymyślonej historii. W Internecie łatwo jednak znaleźć nagranie dokumentujące autentyczne zdarzenia, które stanowiły inspirację dla scenariusza filmu "Compliance". Zawiera ono wywiady z prawdziwymi uczestnikami akcji oraz ocenzurowany materiał z monitoringu w sklepie. Można go zobaczyć tutaj.

Twórcy zdecydowali się na ciekawy zabieg, który w moim odczuciu dodał historii realizmu, a także specyficznego wydźwięku - w roli ofiary obsadzono atrakcyjną, wyglądającą dojrzale aktorkę, a odgrywana przez nią postać sprawia przynajmniej na początku wrażenie osoby, której nie brak pewności siebie. To pokazuje, jak bardzo bezradnym można się stać wobec presji wywieranej przez kogoś, kto zdaje się mieć autorytet - nawet gdy jesteś dorosła i znasz swoją wartość.

Dreama Walker
Żródło: lightsremoteaction.com

Oryginalna "Becky", którą można zobaczyć na wspomnianym przeze mnie nagraniu, wygląda i zachowuje się zupełnie jak dziecko. Aż trudno uwierzyć, że ktoś mógłby chcieć celowo upokarzać tę zagubioną, rozpłakaną dziewczynkę. Wypowiada ona również wstrząsające słowa, których twórcy filmu nie umieścili w scenariuszu - zapytana w wywiadzie, dlaczego wypełniała coraz bardziej absurdalne polecenia kierowane w jej stronę, odpowiada: "My parents taught me: when adult tells you to do something, that's what you do". Czyli: rodzice nauczyli mnie, że jeśli dorosła osoba każe ci coś zrobić, to masz to zrobić.

Nie do końca wiem, dlaczego to zdanie nie zostało wykorzystane w filmie "Compliance", ale cieszę się, że tak zdecydowano. Mam wrażenie, że jego użycie mogłoby rozmyć przekaz filmu. Widzowie uznaliby zgodnie, że winni całej sytuacji są przede wszystkim rodzice dziewczyny, którzy nauczyli ją czegoś aż tak niebezpiecznego i w efekcie wychowali idealną, nie sprawiającą przeszkód ofiarę. To prawda, ale problem jest jednak jeszcze głębszy.

Problemem jest nie tylko to, że Becky posłusznie wykonywała polecenia osób dorosłych. Problemem jest również to, że Sandra, jej pracownicy i jej narzeczony przez wiele godzin ślepo podążali za instrukcjami nieznajomego głosu w słuchawce i robili rzeczy nie mające nic wspólnego z rozsądkiem czy szacunkiem dla zdanej na ich łaskę lub niełaskę dziewczyny - tylko dlatego, że wierzyli, iż rozmawiają z przedstawicielem władzy. Problemem jest to, że gdy dzwoni do nas funkcjonariusz policji, jesteśmy automatycznie przekonani, że rozmawiamy z funkcjonariuszem policji. Nauczono nas, by wierzyć w to, co się do nas mówi.

Nie da się żyć, nie ufając nikomu i w nic nie wierząc. Zawsze w którymś momencie musisz przyjąć na wiarę: że jeśli rozkład jazdy informuje Cię o godzinie odjazdu Twojego pociągu, to masz o tej porze być na peronie i szykować się do wsiadania. Że lekarz specjalista, do którego idziesz się zbadać, ma odpowiednie wykształcenie i kompetencje, by właściwie zdiagnozować stan Twojego zdrowia. Że opakowanie z płatkami kukurydzianymi, które kupujesz sobie na śniadanie, zawiera dokładnie to, co napisano na etykiecie. Nie przeżyjesz życia, wątpiąc we wszystko i wszędzie węsząc podstęp.

Trzeba jednak zachować tę nutę ostrożności, gdy znajdujesz się w nietypowej sytuacji. Każdy może powiedzieć: "jestem policjantem", "jestem naukowcem", "jestem uczciwym pracodawcą". Zwłaszcza teraz, w czasach, gdy wirtualny kontakt często zastępuje ten rzeczywisty. Możliwości weryfikacji są ograniczone lub nieznane dla kogoś, kto nie ma w tym zakresie doświadczenia.

Słuchajcie siebie. Nie wypełniajcie poleceń, które nie są zgodne z Waszym sumieniem. Nie wierzcie we wszystko, co widzicie i słyszycie.

Dreama Walker
Żródło: alchetron.com





10 komentarzy:

  1. Amen! W dziejeszych czasach nic nie jest takie na jakie wygląda i warto częściej słuchać siebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, za rzadko wierzymy naszej intuicji.

      Usuń
  2. Nie widziałam tego filmu :) Cały czas się uczę nie wierzyć we wszystko, co nam się mówi :) Ale ciężka to droga, bo ufna ze mnie istota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam film, o ile lubisz taką ciężką tematykę :) Ja też mam ufną naturę, ale staram się zachowywać ostrożność i już nieraz mnie to uratowało.

      Usuń
  3. Nie oglądałam tego filmu, powiem więcej, nie jestem pewna czy o nim słyszałam. Zapowiada się naprawdę obiecująco, chętnie obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, chociaż ciężko po jego obejrzeniu o dobry nastrój.

      Usuń
  4. Dziś na policjanta okrada się staruszki z emerytur

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o tym, to wyjątkowe draństwo. Starsze osoby są szczególnie bezbronne w dzisiejszym świecie.

      Usuń
  5. Zaintrygowałaś mnie tą recenzją. Nie słyszałam o tym filmie ale ciarki przechodzą na samą myśl, że oparty jest na faktach..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że początkowo nie bardzo chciałam wierzyć, że film jest oparty na faktach. Ale nagranie na YouTube nie pozostawia wątpliwości.

      Usuń