wtorek, 4 kwietnia 2017

Pierwsza sesja zdjęciowa naszego synka

To oczywiście nie jest Robert.
Fot. Kocie Kadry, na zdjęciu Marcelek.

Tydzień temu Robert miał swoją pierwszą sesję zdjęciową.

Właściwie powinnam napisać "pierwszą profesjonalną sesję", bo przecież zdjęć robimy mu mnóstwo, zwłaszcza odkąd zaczął się uśmiechać. Choć i tak uchwycenie tego uśmiechu to niezła gimnastyka. Dziecko uśmiecha się przecież do ludzkiej twarzy, nie do aparatu. Kiedy twarz zasłonięta jest aparatem, uśmiech przeważnie znika, ustępując miejsca zaskoczonej mince. Gdyby nie pewne założenie, które przyjęliśmy (o którym napiszę w dalszej części tego tekstu), chętnie pokazałabym Wam kilka kosmicznych grymasów Roberta, które uchwyciłam, próbując upolować uśmiech ;)

Ale tydzień temu byliśmy na profesjonalnej sesji. Odwiedziliśmy studio Kocie Kadry w Krakowie, gdzie przesympatyczna Pani Fotograf Iza zrobiła Robertowi przepiękne zdjęcia w kilku różnych stylizacjach. W ciągu niespełna godziny nasz mały model zdążył być zajączkiem wielkanocnym otoczonym marchewkami, małym pluszowym misiem, wesołym kotkiem oraz pomocnikiem tatusia ze skrzynką narzędzi.

Od dawna jestem fanką kameralnych studiów fotograficznych mieszczących się w mieszkaniu. To fascynujące, jak wiele można wyczarować na tak niedużej powierzchni. W czasie gdy przebieraliśmy Roberta, Iza zmieniała całkowicie scenerię w studiu, dzięki czemu każda seria zdjęć jest utrzymana w nieco innym klimacie i wygląda niemal jak zrobiona w innym miejscu.

Jak Robert czuł się w roli modela? Cóż, choć humorek miał jak zwykle wyborny i obdarzał Izę swoimi uroczymi uśmiechami, widok aparatu w dalszym ciągu wzbudzał u niego dość mieszane uczucia. Obawiałam się, że w takiej sytuacji niewiele zdjęć będzie się nadawało do pokazania, ale zostałam mile zaskoczona :) Wśród zdjęć, które Iza przesłała nam do wyboru, jest całkiem sporo uśmiechniętych minek Roberta. Zamierzamy wybrać kilka najpiękniejszych zdjęć i zrobić z nich piękną pamiątkę dla najbliższej rodziny i znajomych. Nie zamierzamy jednak publikować zdjęć w Internecie, dlatego też nie zamieszczam tutaj ani nigdzie indziej żadnych zdjęć Roberta.


Dlaczego tak?


Powodów jest kilka. Przede wszystkim z próżności - jak zobaczycie zdjęcia mojego dziecka, to zaczniecie się zachwycać nim tak bardzo, że zapomnicie o zachwycaniu się mną, a moje ego nie poradzi sobie z taką sytuacją. Kolejny powód to strach - boję się, że zobaczycie na zdjęciach rażące dowody moich zaniedbań w roli matki i zaczniecie bić na alarm, że dziecko jest bez czapeczki, za lekko ubrane lub za ciepło ubrane i leży nie tam, gdzie powinno, a w pobliżu dziecka jest stanowczo za dużo niebezpiecznych przedmiotów, jak na przykład szklanka. No i boję się też, że jak wrzucę zdjęcia małego, to wszyscy zaczniecie pisać, że podobny do taty, a z tym moje ego też może sobie nie poradzić, bo to przecież ja urodziłam to dziecko i powinno w związku z tym być podobne do mnie. A, i wolę nawet nie myśleć o hipotetycznej sytuacji, że zdjęcia małego dotarłyby do jakiejś osoby, która mnie nie lubi, i potem ta osoba dogryzałaby mi, pisząc: "Ale masz brzydkie dziecko". Wszystkie te powody razem wzięte spowodowały, ze zdecydowałam się zachować ostrożność i mimo wielkich chęci nie publikować nigdzie zdjęć mojego dziecka.

No dobra, to są bzdury.


Darujcie głupie żarty, nie zdążyłam z wpisem na Prima Aprilis i czuję, że mój potencjał jest w tym temacie niewykorzystany. 
Prawdziwy powód jest tylko jeden - nie publikujemy zdjęć naszego dziecka, bo to jemu pozostawiamy decyzję, czy te zdjęcia mają się znaleźć w Internecie.

Spotkaliście się pewnie nieraz z sytuacją, kiedy dorosła osoba sprzeciwiała się stanowczo przeciwko publikowaniu jej zdjęć w Internecie, oznaczaniu jej na zdjęciach, pokazywaniu zdjęć, na których wyszła w swoim mniemaniu niekorzystnie. Ja spotkałam się z tym wielokrotnie, nie tylko w środowisku ludzi regularnie pozujących do zdjęć, ale w zwykłych codziennych sytuacjach. Takie reakcje są normalne i spotykają się z pełnym zrozumieniem.

A niemowlę? Nie potrafi powiedzieć, że nie chce, aby jego zdjęcie znalazło się w Internecie. Ono jeszcze w ogóle nie potrafi mówić. A kiedy się nauczy, to nadal zajmie mu trochę czasu, zanim zrozumie, co to jest Internet i dlaczego niektórzy ludzie publikują w nim zdjęcia. Zanim dotrą do niego w pełni wszystkie konsekwencje umieszczania zdjęć w Internecie, włącznie z tym, że dowolna osoba w dowolnym momencie może te zdjęcia zobaczyć i później zagadnąć do niego: "Hej, widziałem/widziałam Twoje zdjęcia", Robert prawdopodobnie będzie już na tyle dojrzały, by móc je umieszczać w sieci samodzielnie. Lub też nie umieszczać - to będzie jego decyzja i my nadal będziemy ją szanować.

Tu chciałabym zaznaczyć bardzo ważną rzecz. To, że my z mężem mamy takie stanowisko w sprawie zdjęć naszego dziecka, nie oznacza, że uważam to stanowisko za jedynie słuszne i że mam coś przeciwko rodzicom, którzy podchodzą inaczej do kwestii zdjęć swoich pociech. I jeśli mówię, że szanuję prywatność mojego dziecka, to nie oznacza automatycznie, że oskarżam Ciebie, rodzicu publikujący zdjęcia swojego dziecka, o brak poszanowania jego prywatności. Moje stanowisko dotyczy tylko mojego dziecka. 

Nie twierdzę też, że mamy na pewno rację! Świat zmienia się tak bardzo i staje się tak "wirtualny", że może za jakiś czas nasze dziecko samo wytknie nam: mamo, tato, czemu ja nie mam swojego zdjęcia w Internecie? Koledzy się śmieją, że się mnie wstydzicie! Dziś wydaje się to śmieszne, ale kto przewidzi, co będzie za kilka lat? Dlatego spokojnie - jeśli uważasz inaczej niż ja, nie czuj z mojej strony potępienia, bo go wcale nie wyrażam.

Rodzice dzieci, których zdjęcia znalazły się w tym artykule, wyrażają zgodę na publikację zdjęć swoich pociech. My potraktowaliśmy sesję jako pamiątkę rodzinną. Niezależnie od tego, jakie jest Twoje podejście, polecam skorzystanie z usług studia Kocie Kadry. Oprócz zdjęć dziecięcych i rodzinnych, Iza wykonuje także przepiękne sesje kobiece - miałam przyjemność skorzystać również z takiej sesji, tym bardziej gorąco polecam. Możecie liczyć na świetną atmosferę, bardzo szybki czas realizacji i ogromnie satysfakcjonujące efekty sesji.

Tutaj możecie znaleźć Kocie Kadry na Facebooku :) A poniżej - kilka wybranych zdjęć do podziwiania!

Fot. Kocie Kadry

Fot. Kocie Kadry, na zdjęciu Anna
Fot. Kocie Kadry, na zdjęciu ja :)

2 komentarze:

  1. Ależ się z Tobą zgadzam :) My również podjęliśmy taką decyzję, żeby nasze dziecko w przyszłości samo zdecydowało czy jego zdjęcia znajdą się w Internecie czy nie. Bo co raz pojawiło się w necie... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mawiał mój Profesor na studiach, "nic w sieci nie ginie, tylko czasem zmienia właściciela" ;)

      Usuń