środa, 8 marca 2017

O tym, czego nie wiedziałam, czyli: feminizm to normalność

Nie tak miało być.


Nie chciałam już w jednym z pierwszych wpisów wkładać kija w mrowisko. Miało być ciepło, mamusiowo i zabawnie, a ewentualna poważniejsza tematyka miała pojawić się dużo później.

Ale cóż, mamy ósmy marca, czyli Dzień Kobiet. Trudno zignorować tę datę i wszystko, co się z nią wiąże. Jak to dzisiaj padło w radiowej Trójce, "musimy, choćbyśmy nawet nie chcieli, porozmawiać o sprawach kobiet" ;) 

W ramach akcji #przewodnik8m kobiety publikują na Facebooku swoje refleksje związane z feminizmem. Zasady są takie, że należy wybrać literkę, od której zaczyna się nazwa miejsca, z którym wiąże się Twoja historia i w oparciu o tę literkę napisać, czym dla Ciebie jest feminizm.

Moja literka to K. K jak Kampus Uniwersytetu Jagiellońskiego, jakieś dziesięć lat temu. W przerwie między wykładami dogoniła mnie na schodach sympatyczna pani doktor, z którą mieliśmy zajęcia. Właśnie przeczytała mój artykuł opublikowany w prasie studenckiej. Pełna emocji zapytała mnie wtedy:
"Pani Martyno, czy jest pani pewna, że wie, czym jest feminizm?"
Chyba odpowiedziałam wtedy, że owszem, wiem,

Ale nie wiedziałam. 


Jedyne feministki, jakie wówczas znałam, to skrajnie karykaturalna Dereszowska w "Złotopolskich" (taak, oglądałam) oraz Kazia Szczuka, której zadaniem jako prowadzącej "Najsłabszego ogniwa" nie było bynajmniej wzbudzanie ciepłych uczuć. Dodajcie do tego, że w książkach mojej ulubionej wówczas autorki, Małgorzaty Musierowicz, słowo "feministka" było używane wyłącznie w negatywnym kontekście (nie wierzycie? Odsyłam chociażby do "Opium w rosole" i do dyskusji braci Ogorzałków na temat Gabrysi, gdzie jeden z braci mówi, że jest ona mądrą dziewczyną, a drugi, że feministką). Dodajcie do tego, że praktycznie nie ma w powszechnym użyciu określenia będącego kobiecym odpowiednikiem męskiego szowinisty, co sprawia, że często takim określeniem staje się słowo "feministka". I tak też je rozumiałam. Żałuję, że tak było.

Gdybym wcześniej została feministką, wiedziałabym, że mój poprzedni związek nie ma prawa bytu jakieś dwa lata przed tym, zanim go zakończyłam.
Gdybym wcześniej została feministką, zobaczyłabym wcześniej, jak wiele łączy nas, kobiety, jak bardzo jesteśmy podobne mimo różnic i jak uniwersalne są nasze potrzeby.
Gdybym wcześniej została feministką, wiedziałabym, że gwałciciel to nie tylko ten dziwny pan, który kryje się całymi dniami w ciemnym lesie licząc na to, że wreszcie przejdzie tamtędy jakaś zbłąkana naiwna istotka, którą będzie mógł zgwałcić.
Gdybym wcześniej została feministką, wcześniej wiedziałabym, ile najprostszych elementów naszej codzienności warunkowanych jest stereotypami i jak szkodliwe konsekwencje potrafią mieć te stereotypy.
Gdybym wcześniej została feministką, wcześniej rozumiałabym, że walka o równość nie oznacza niechęci ani nienawiści do kogokolwiek, nie oznacza walki o to, żebyśmy tylko my miały lepiej, ale żeby wszystkim żyło się równo dobrze.

Odkryłam to wszystko kilka lat później, a jakże, dzięki social media. Zobaczyłam, jak mądre rzeczy piszą i publikują feministki. Takie normalne.

Feminizm to normalność.


Moi znajomi też tak uważają. Mówią, że nie lubią feministek. Zadaję im wtedy kilka pytań o najbardziej podstawowe postulaty feminizmu. Czy jesteś za tym, żeby ludzie byli traktowani równo bez względu na płeć? Czy jesteś przeciwny dyskryminacji na tle cech płciowych? Czy jesteś przeciwny przemocy wobec kobiet?
W odpowiedzi słyszę, że chyba każdy normalny człowiek tak uważa.
Otóż to. Zgadzam się. Pytanie tylko, czy "każdy" równa się "nornalny"?

Ledwie kilka dni temu pewien znany polski politykke zaszokował całą Europę swoimi słowami, że "oczywiście kobiety powinny zarabiać mniej od mężczyzn, bo są od nich mniejsze, słabsze i mniej inteligentne". Europejskie media zatrzęsły się nie tylko z oburzenia, ale i z zaskoczenia, że ktoś w XXI wieku z pełną powagą wyraża takie poglądy. Jednak między głosami pełnymi słusznego oburzenia znalazły się i takie, że przecież on ma rację, kobiety są mniejsze i słabsze, więc o co w ogóle nam chodzi.

Dość niedawno uczestniczyłam w dyskusji na temat incydentu, który wydarzył się w Krakowie. Młoda dziewczyna poszła po imprezie z obcym mężczyzną do jego mieszkania. Rano, kiedy leżała jeszcze zamroczona, mężczyzna ją zgwałcił. Dziewczyna wyrwała się, uciekła, a sprawę zgłosiła na policję.
Wiele widziałam w Internecie, a mimo to nie byłam gotowa na takie hektolitry błota i pomyj, jakie zobaczyłam pod tamtą wiadomością. Święte oburzenie kobiet, że żadna szanująca się dziewczyna by tak nie postąpiła. Głupie heheszki mężczyzn, że jak można zgwałcić prostytutkę, że jakby suka nie dała, to pies by nie wziął i że jakby facet był śniadym obcokrajowcem, to by nie narzekała, a nawet wrzuciłaby na insta fotki z całej akcji. Całkiem poważne narzekania osób obu płci, że teraz biedak pewnie pójdzie siedzieć, a ona nie poniesie żadnych konsekwencji. Żadnych! I przeważająca większość komentarzy o tym, że czego ona się spodziewała, idąc z obcym mężczyzną do jego mieszkania, że będą razem w szachy grać? Herbatę pić? Znaczki oglądać? 
Bo przecież kobieta nie miała prawa zakładać, że poznała fajnego faceta na jednorazowy, niezobowiązujący seks. No skąd, tak to robią mężczyzni. A skoro już zakładała, że będzie uprawiać seks, to widocznie miała jakiś obowiązek, by zgadzać się na każdą ilość tego seksu, każdą, nawet brutalną formę seksu, każdą pozycję, nawet niekomfortową i bolesną i o każdej porze. Nawet nad ranem, kiedy jeszcze spała lub nie czuła się dobrze. 

W dalszym ciągu trwa ogólnopolska przepychanka o prawo do aborcji i do antykoncepcji. Nie wiemy, co jeszcze wymyślą ci mądrzy panowie, którzy najlepiej wiedzą, czego potrzebują kobiety i co należy im odebrać, by wszystkim żyło się lepiej. Jednocześnie odbiera się pieniądze na opiekę szpitalną tych dzieci, które już się urodziły. Czyli: musisz zajść w ciążę i musisz urodzić, a potem sobie radź, nawet jeśli dziecko jest chore, a Ty nie masz pieniędzy. I pamiętaj, że jako (potencjalna przyszła) matka jesteś mniej atrakcyjnym kandydatem na rynku pracy. A jeśli jeszcze trafisz na pracodawcę, który uważa, że jako kobieta jesteś mniejsza, słabsza i mniej inteligentna... 

To wszystko dzieje się teraz, w tym wieku, w tym roku. Teraz, kiedy przeciętna osoba zapytana o to, czy popiera równe traktowanie obu płci odpowiada, że popiera, bo "przecież to normalne".

Dzisiaj (i zawsze) staramy się o normalność. 




7 komentarzy:

  1. Masz 100% racji, feminizm to normalność, a cały czas jest mylony z... no w sumie nie potrafię nawet powiedzieć z czym ;). Zauważyłam, że często słyszy się z czyichś ust negatywne opinie o feministkach, podczas gdy ta osoba tak naprawdę wyznaje te same wartości co one. Nie każdy wie, co tak naprawdę kryje się pod słowem feminizm. Przydałaby się jakaś kampania edukacyjna, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy o prawa kobiet znowu trzeba głośno walczyć :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą. Dlatego warto uświadamiać ludzi, zaczynając od znajomych, o co tak naprawdę chodzi.

      Usuń
    2. Andrzej Dymek16 marca 2017 11:54

      Pięknie napisane, jest jednak jeden problem.
      Trzeba przemyśleć jeszcze raz te tzw. "Kampanie feministyczne" (termin nie wymyślony przeze mnie).
      Gdybym opierał swoją opinię wyłącznie na podstawie ich "spotów wideo", "szokujących kampanii", "agresywnych mediów" itp dziwnym wydarzeniom... uważałbym feminizm za coś obrzydliwego, głupiego, złośliwego, niesmacznego. Czyż nie powinno być zastanawiające, że te medialne kampanie dobrze odbierane są głównie przez kobiety? - wystarczy przeliczyć liczbę pozytywnych komentarzy obu płci.
      Prawdziwy feminizm jest piękny, ale tzw. "feminizm" w mediach już nie.

      Usuń
    3. Tak, dużo się ostatnio o tym mówi. Hasła typu "Pierdolę, nie golę" podzieliły również kobiety. Dlatego tak staram się podkreślić, jaka jest istota problemu.

      Kiedy mężczyźni zabierają się za "kampanie feministyczne", efekty też bywają różne ;) Jest taki filmik "Slap her", pokazujący reakcje chłopców, którym kazano uderzyć stojącą obok dziewczynkę. Chłopcy tego nie robią, bo przecież dziewczynek bić nie wolno. Wszystko pięknie, tylko że dziewczynka w tym filmiku jest jak ładny, bezwolny przedmiot, z którym chłopcy mają zrobić to, co im się każe, ona sama w ogóle nie ma prawa głosu. Też niedobrze.

      Usuń
  2. Hej, miło spotkać siostrzana feministyczna duszę :) Zgadzam się w 100% i uważam, że im więcej będzie "normalnych", czyt. rzeczowych rozmów o feminizmie i kwestiach z nim związanych, tym szybciej uda się to odczarować. Do dzieła:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, miło spotkać siostrzana feministyczna duszę :) Zgadzam się w 100% i uważam, że im więcej będzie "normalnych", czyt. rzeczowych rozmów o feminizmie i kwestiach z nim związanych, tym szybciej uda się to odczarować. Do dzieła:)

    OdpowiedzUsuń