poniedziałek, 22 stycznia 2018

Jak uśmierciłam moją nauczycielkę, czyli: Dzień Babci i Dzień Dziadka.


Pamięć jest ulotna, zwłaszcza pamięć dziecka. Ale niektóre wspomnienia z czasu dzieciństwa potrafią przetrwać w niezmienionej formie aż do dorosłości, szczególnie jeśli są utrwalane przez osoby, które w trakcie tamtych zdarzeń były dorosłymi.

I tak właśnie zapamiętałam jeden Dzień Babci z dzieciństwa, z czasu, kiedy byłam w pierwszej albo w drugiej klasie podstawówki i byłam inteligentnym, nietypowym dzieckiem, które nie zawsze wiedziało, że nie wypada czegoś zrobić lub powiedzieć. Przeważnie nie wiedziało.

Nasza pani wychowawczyni, jedyna ukochana pani ucząca nas wszystkich przedmiotów włącznie z plastyką, zadała nam wówczas zadanie. Mieliśmy przedzielić kartkę na kilka części i w każdej z tych części miał znaleźć się inny rysunek. Pierwszy rysunek miał przedstawiać jedną z naszych babć, następny - drugą z naszych babć. Nie pamiętam, co miało być na pozostałych rysunkach, zdaje się, że jakieś laurki. A może mieliśmy narysować też dziadków? Tego akurat nie zapamiętałam.

Pierwszą babcię narysowałam bardzo starannie. Stała w swojej kuchni i uśmiechała się. Pamiętam, że zadbałam o szczegóły do tego stopnia, że narysowałam nawet plastikowego pudelka, który zawsze stał na kuchennej szafce. Lubiłam rysować, rysowałam ładnie, starannie, z dbałością o szczegóły i z typowo dziecięcą śmiałością - bez obawy, że czegoś nie umiem narysować.

Z narysowaniem drugiej babci było o tyle trudniej, że nigdy jej nie poznałam - zmarła przed moim narodzeniem. Nie wprawiło mnie to jednak w zakłopotanie. Znałam przecież piękny wizerunek babci ze zdjęcia na jej grobie. Przepiękna kobieta z długimi, czarnymi włosami; mój tata był do niej bardzo podobny. Logiczne więc, że z tą samą starannością i dbałością o szczegóły zabrałam się za rysowanie mojej drugiej babci - wraz z całym nagrobkiem.

Trzeba w tym miejscu oddać sprawiedliwość mojej wychowawczyni, że zdawała sobie sprawę z tego, że niektóre dzieci mogą mieć kłopot z wykonaniem zadania. Od razu zasugerowała, że osoby, których babcia nie żyje, mogą na przykład narysować babcię na łące pełnej kwiatów. No cóż. Ja wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mogą znaczy powinny, a perspektywa narysowania nagrobka, starannie, za pomocą ołówka i czarnej kredki, była dla mnie bardziej pociągająca niż kolejna ukwiecona łączka.

Zatem kiedy pani wychowawczyni podeszła do mojej ławki, żeby zobaczyć, jak idzie mi rysowanie, zdumiona ujrzała wielki, dość realistycznie narysowany nagrobek z pięknym portretem kobiecym i ze starannie wypisanym imieniem. Identycznym jak imię pani nauczycielki. Nie pamiętam zresztą, dlaczego nie było tam również nazwiska. Wiedziałam, jak mam na nazwisko i że nazwisko mojej babci brzmiało tak samo. Prawdopodobnie po prostu nie zdążyłam go jeszcze napisać.

Finał tej historii jest taki, że musiałam jednak narysować łąkę pełną kwiatów tak jak inni, a pani nauczycielka do dziś wspomina ze śmiechem, jak to Martynka ją uśmierciła na lekcji plastyki.

Szczerze? Mam co prawda więcej dystansu do siebie w wieku trzydziestu lat niż w wieku lat ośmiu, ale i tak uważam, że to trochę niesprawiedliwe, że taka anegdotka powstała. Po pierwsze, ja w takim wieku już naprawdę dobrze rozumiałam polecenia i jak ktoś mi mówił, że mam narysować babcię, to rysowałam babcię, a nie mogiłę ukochanej pani. Po drugie, byłam też już bardzo dobrze zaznajomiona z faktem, że dwie różne osoby mogą mieć tak samo na imię. Po trzecie, na narysowanym przeze mnie nagrobku umieściłam przecież portret kobiety o długich, czarnych włosach, w niczym nie przypominającej mojej wychowawczyni, krótko obciętej blondynki. Ale cóż, anegdota przetrwała do czasów obecnych, tak jak i moje wspomnienie, zdecydowanie najodleglejsze wspomnienie związane z Dniem Babci.

Dziś to moi rodzice są dziadkami, moja młoda, pogodna i energiczna mama jest babcią, a mój młody, wesoły i gadatliwy tata jest dziadkiem. Tak samo jak rodzice mojego męża. Robert ma pod tym względem więcej szczęścia niż ja, bo ma dwie babcie i dwóch dziadków. W dodatku jedni dziadkowie, czyli rodzice męża mieszkają blisko i Robert często ich widuje. A długie wyprawy do moich rodziców, czyli do babci i dziadka, którzy mieszkają daleko, mogą stać się dla niego jedną z największych atrakcji dzieciństwa, tak jak dla mnie atrakcją były coroczne wyjazdy na wakacje i ferie zimowe.

Zastanawiam się dzisiaj, jak kilkuletni Robert narysowałby swoje babcie i swoich dziadków. Mam nadzieję, że nadal będą się wtedy cieszyć świetnym zdrowiem i że Robert będzie ich widywał co najmniej tak często jak teraz.


Obie babcie na jego rysunkach byłyby pewnie dość podobne do siebie, dwie uśmiechnięte krótkowłose panie w okularach, jedna z trochę jaśniejszymi włosami, druga z trochę ciemniejszymi. Pewnie narysowałby jasnowłosą babcię podającą obiad dla całej rodziny albo krzątającą się w kuchni. Babcia z ciemniejszymi włosami pewnie będzie mu się kojarzyła z jakimiś Świętami, więc może narysuje ją na tle choinki? A obok będzie na pewno śliczny, kudłaty piesek.

Przy rysowaniu dziadków pewnie skupiłby się na ich różnicach zewnętrznych, bo jeden dziadek jest duży i ma zupełnie siwą brodę, a drugi niezbyt wysoki, ma krótkie ciemne włosy i gładką twarz. Czy Robert narysowałby ich w okolicznościach związanych z pracą, czy raczej z odpoczynkiem? A może na spacerze? Trudno mi powiedzieć.

Cieszę się, że w życiu Roberta jest tyle wspaniałych, kochających go osób. Oprócz dwóch babć i dwóch dziadków jest jeszcze pradziadek! Mam nadzieję, że czeka ich jeszcze wiele wspólnych lat i że będę miała okazję usłyszeć kiedyś, jak Robert rozmawia ze swoim pradziadkiem.

Wiecie, kiedy wspominam moją babcię - tę jedyną, którą poznałam - to myślę sobie, że bycie babcią to naprawdę świetna sprawa. Życzyłabym każdemu człowiekowi na świecie, żeby miał w życiu przynajmniej jednego wnuka. Dlaczego? Moja babcia nie miała łatwego charakteru. Była raczej trudną osobą. Ale była moją babcią. Każdy wyjazd do niej na ferie czy na wakacje był dla mnie i dla mojej siostry wielkim wydarzeniem. Miasto, w którym mieszkała, jest dla mnie do tej pory jednym z najpiękniejszych miast na świecie, choć obiektywnie wiem, że byłam w wielu ładniejszych miejscach. Moje wspomnienia o babci są idealne, niczym niezmącone, choć tak naprawdę nieraz się nie dogadywałyśmy i pewnie nie byłoby nam łatwo, gdybyśmy miały mieszkać ze sobą na stałe.

Myślę sobie, że każdy w życiu zasługuje na przynajmniej jednego wnuka, który będzie na Was patrzył zachwyconymi dziecięcymi oczami, pozbawionymi krytyki i trzeźwej oceny, po prostu z miłością :) I tego dzisiaj, w Dniu Dziadka, życzę Wam wszystkim, nawet tym bardzo młodym. Życzę Wam miłości wnuka!


30 komentarzy:

  1. hihi fajna historia i wspomnienie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieci mają najróżniejsze pomysły, dobrze że nauczycielka była wyrozumiała i z poczuciem humoru :) Teraz masz co wspominać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mimo wszystko rozumiała dobre intencje :)

      Usuń
  3. Jadąc przez to przeze mnie również lubiane miasto często, mimo że nie mam "po drodze" przejeżdżam ul.Sloneczna i patrzę czy okno otware;) jak okno było otwarte wiadomo, że Ciocia była w domu :) Pozdrawiam Was serdecznie Martynko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło Cię tu widzieć, pozdrawiam serdecznie, Kasiu! Bardzo lubiłam to mieszkanko na Słonecznej. Nadal trudno mi sobie wyobrazić, że teraz mieszka tam ktoś inny...

      Usuń
  4. Fajne wspomnienie, a pani chyba trochę zabrakło dystansu do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że to było dla niej mocne przeżycie, zobaczyć swoje imię na nagrobku narysowanym dziecięcą ręką :)

      Usuń
  5. Takie wspomnienia są najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zawsze pamiętam o mojej babci!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zabawna historia :) Będziecie mieć co wspominać przy okazji kolejnych dni Babci i Dziadka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow, niezłe wspomnienia :) zakładam jednak, że pani w głębi serca wierzyła w dobre chęci.

    OdpowiedzUsuń
  9. No nieźle, musiało być zabawnie. Ja pamiętam, ze dla radia zapytana za co lubię sowich dziadków powiedziałam kiedyś,że konkretnie to za wszytsko.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uups rzeczywiście byłaś kreatywnym dzieckiem i fajnie, że Ci to zostało :)

    OdpowiedzUsuń
  11. W gruncie rzeczy to bardzo fajne wspomnienie :) Ja znalam babcie i dziadkow, i mimo, ze tez juz odeszli to bardzo za nimi tesknie. Zaluje ze moje dzieciaki swoich pradziadkow nie bede znac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to trochę, hm, jak wyścig z czasem - Robert zna swojego pradziadka, ale Robert ma dopiero rok. Za kilka lat, mam nadzieję, pozna go na tyle dobrze, by go zapamiętać.

      Usuń
  12. Bardzo ładne wspomnienia pozdrawiam 😘

    OdpowiedzUsuń
  13. Jest co wspominać przynajmniej :) Ja tam lubię takie wspomnienia! Dzieci same w sobie mają w sobie duże pokłady kreatywności i wyobraźni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda :) Chciałabym być tak kreatywna jak wtedy! :)

      Usuń
  14. Ależ wspomnienie :-) warto takie mieć! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Prześmieszna historia, która pokazuje, że była z Ciebie rezolutna dziewczynka, śmiało płynąca swoim nurtem.
    Jak jest dziś, gdy jesteś dorosła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś pewnie mogłabym się sporo od tej dziewczynki nauczyć ;) Ale na szczęście nadal mam w sobie coś z niej!

      Usuń