piątek, 31 stycznia 2020

Sposób na apetyczne blond ciacho.



Słyszałam niedawno, że jednym z najczęstszych grzechów blogerów, które sprawiają, że czytelnik porzuca ich tekst, jest pisanie wstępu nie na temat. Zatem, by tego grzechu uniknąć, podkreślę od razu, iż w niniejszym wpisie znajdziecie przepis na ciacho. I to nie byle jakie, bo duże, słodkie, apetyczne blond ciacho i do tego jeszcze marchewkowe. A nawet trochę imbirowe :)

Wiecie być może, na czym polega specyfika ciast typu brownies i podobnych do nich blondies? Cóż, one są takie trochę wilgotne. Bardzo lubię je piec, bo są łatwe do przygotowania i pyszne, ale zawsze po upieczeniu mam pewien dylemat: czy ono na pewno się udało? Blondyn, którego za chwilę Wam przedstawię, nie jest typowym przedstawicielem swojego gatunku, bo trochę zmieniłam mu proporcje. Konkursu na najlepszego cukiernika miesiąca pewnie bym z nim nie wygrała, niemniej jestem z niego całkiem zadowolona.

Ciasto:

1 szklanka mąki
1 szklanka cukru
1 szklanka drobno startej marchwi
4 jaja
kostka masła
łyżka miodu
łyżeczka sody oczyszczonej
łyżeczka proszku do pieczenia
cynamon, imbir

Masło ucieramy z cukrem na puszystą masę. Stopniowo dodajemy po jednym jajku, potem mąkę z proszkiem do pieczenia i sodą oczyszczoną, na końcu marchew i przyprawy. Pieczemy w temperaturze ok. 160 stopni, aż patyczek wbity w ciasto będzie suchy (u mnie to trwało ok. 50-55 minut).

Ciasto wyrosło całkiem ładnie, jak na blondie, niestety zrobiłam błąd przy krojeniu go na pół - a wydawało się, że idzie mi łatwiej niż zwykle! Trochę za bardzo go ścięłam. Zamiast postawnego blondyna wyszedł bałaganek ;) Ale wszystko da się uratować za pomocą kremu i polewy :)

Krem: 

1 (lub więcej) opakowanie naturalnego serka śmietankowego
1 łyżka miodu

To ostatnio mój ulubiony krem, bajecznie prosty, a spełnia zadanie. Z jednego opakowania serka powstaje nieduża ilość kremu, jeśli chcecie obficie posmarować nim ciasto, warto rozważyć zwiększenie ilości.
Tym razem do kremu dodałam również trochę cynamonu.

Polewa:

puszka masy kajmakowej,
odrobina mleka
szczypta soli
nieco startej marchwi

Podgrzewamy i łączymy wszystkie składniki poza marchwią, którą dodajemy na samym końcu. Muszę przyznać, że ten pomysł z surową marchwią to totalny eksperyment! Nie wiem, czy jeszcze go nie pożałuje, np. czy po kilku dniach polewa nie stanie się niejadalna. Ale jest na to prosty sposób - nie pozwolić blondynowi czekać aż tak długo na konsumpcję ;)

Polewamy ciasto obficie ciepłą masą i robimy esy floresy - loki - widelcem. Nasz blondyn ma bujną czuprynę!


Dodatkowo posypałam go wiórkami białej czekolady. Mam nadzieję, że nie będzie teraz za słodki! Ale prezentuje się jeszcze lepiej.
Wygląda tak czarująco, że aż szkoda go jeść :) Ale powiem Wam w sekrecie, że smakuje przepysznie!

20 komentarzy:

  1. Takie ciacha są najlepsze na jesienno - zimowy czas :) Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda przepysznie! Narobiłaś mi apetytu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio eksperymentuje w kuchni, spróbuję Twojego blondyna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, jest pyszny! Po kilku dniach jeszcze lepszy (marchew daje radę) :)

      Usuń
  4. Wygląda kusząco, aż ślinka cieknie. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. A ciacho-brunet wieczorową porą też będzie? :) Fantastycznie brzmi ten blond!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wygląda przepysznie, ale osobiście wolałabym wersję bez jajek, nabiału i miodu ;)

    Pozdrawiam,
    Karolina z TAMczytam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tylko raz robiłam ciasto wegańskie :) Kruche cytrynowe. Było przepyszne :)

      Usuń
  7. Wygląda przepysznie! Ja koniecznie muszę zacząć robić swoje ciasta :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wydaje się trudne :) Z przyjemnością wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię bardzo takie przepisy i takie ciasta. Zdecydowanie są to moje smaki!

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapowiada się apetycznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było przepyszne :) Pewnie jeszcze nieraz się pojawi w mojej kuchni :)

      Usuń