sobota, 15 grudnia 2018

Dlaczego w tym roku nie świętowaliśmy drugich urodzin synka?


Słuchajcie, niemal wszyscy moi bliscy uznali, że chyba oszalałam.

To znaczy, no, nikt nie powiedział wprost - Martyna, oszalałaś. Jednak im bardziej zbliżała się data planowanej imprezy urodzinowej Roberta, tym częściej padały ostrożne pytania: czy na pewno zamierzam zorganizować tę imprezę?

W połogu? Z dwutygodniowym noworodkiem?


Tak. I tak :) Wiadomo, nie jestem jeszcze w mojej życiowej formie, ale - bez przesady. Skoro dwa tygodnie przed datą planowanej imprezy wypisano nas ze szpitala bez żadnych zastrzeżeń, skoro odwiedzająca nas położna nie widzi powodów do niepokoju, to znaczy, że jestem w stanie normalnie funkcjonować. Czyli również - organizować imprezy :) A noworodek trafił mi się bardzo spokojny, wbrew przewidywaniom niektórych osób :)

Czy to nie za wcześnie dla małego?


Prawdę mówiąc, za wcześnie. Przynajmniej według tych teorii, które mówią, że dziecka przed upływem iluś tam tygodni czy nawet miesięcy w ogóle nie należy narażać na kontakt ze zbyt dużą ilością ludzi. Tylko że u nas to już dawno nieaktualne i po ptakach. Już kiedy Robert był malutki, zdecydowaliśmy, że będziemy wprowadzać jak najwięcej ludzi w jego życie. Miał zaledwie 11 dni, gdy uczestniczył w rodzinnej kolacji wigilijnej. Regularnie odwiedzali nas goście. Michał też już zdążył poznać sporo osób. Impreza mogłaby być dla niego ciekawą atrakcją.

Czy zdążę wszystko ogarnąć?


Na ten moment wygląda na to, że nie zdążyłabym. Choć może gdybym poświęciła całą sobotę na przygotowania... Wiecie, Michał jest może i spokojny, ale jeść też musi. A jak już je, to zazwyczaj trwa to długo. Bywa bardzo absorbujący. A dwuletni Robert jeszcze bardziej :) Poczucie, że dzień przeleciał mi przez palce i znów nie zrobiłam niczego konstruktywnego, mam niemal codziennie. A tu przydałoby się posprzątać, przemyśleć, gdzie będzie stał stół, przydałby się i obiad dla wszystkich, i tort, i przekąski, i napoje... To stanowiło wyzwanie nawet bez noworodka w domu!

Czy nie myślałam o tym, by przenieść imprezę na wcześniejszy termin - jeszcze przed narodzinami Michała?


Nie. Przede wszystkim, no właśnie, nie myślałam o tym. Może gdyby przyszedł mi taki pomysł do głowy, faktycznie zrobiłabym imprezę np. w listopadzie? Tyle tylko, że ja pod koniec ciąży czułam się raczej źle. Bywało, że wręcz fatalnie. Chyba mimo wszystko teraz byłoby mi łatwiej.

Czym ja się przejmowałam, przecież i tak Robert nie wie, kiedy są jego urodziny.


No właśnie to nie jest takie oczywiste. Po pierwsze, mamy znikomą świadomość tego, co Robert wie, a czego nie wie - bo jeszcze bardzo niewiele mówi. Jeśli przyjmiemy, że wie tylko tyle, ile mówi, to rzeczywiście, nie ma pojęcia o urodzinach. Ale wówczas musielibyśmy założyć też, że nie wie nic o wielu innych rzeczach, które robi każdego dnia - bo nie mówi o nich!

Jeśli założymy, że bystry dwulatek może być świadom tego, o czym mówiliśmy nieraz w jego obecności, to owszem, Robert może wiedzieć, że niedawno miał urodziny, że to był jego ważny dzień i w związku z tym mieli być goście i prezenty.

Po drugie - czego, mam wrażenie, praktycznie nikt nie bierze pod uwagę. Dwuletni Robert może nie zapyta o tegoroczne przyjęcie urodzinowe. Ale skąd pewność, że nie zapyta o nie np. Robert czteroletni, przy okazji drugich urodzin brata? Albo jeszcze starszy Robert, który zorientuje się przy przeglądaniu zdjęć z rodzinnych uroczystości, że najwyraźniej w 2018 roku nie miał swojego święta? Co będzie, jeśli powiąże ten fakt z pojawieniem się Michała na świecie? Czy będzie miał żal, że coś go ominęło z powodu narodzin brata?

Chciałam mu dać ten dzień. Jeden dzień, w którym to on będzie najważniejszy, w którym wszyscy będą składać mu życzenia i obdarowywać go upominkami. W tym zapewne niełatwym dla niego czasie, kiedy braciszek pochłania tyle mojej uwagi, chciałam dać mu ten dzień i tę imprezę na jego cześć.

Dlaczego zatem nie świętowaliśmy urodzin Roberta w tym roku?


Jest tylko jeden powód. Otóż, Robert wrócił ze żłobka chory, ma zapalenie oskrzeli. Zrobimy imprezę w styczniu. Zapewniam, że będzie wspaniała! :)

16 komentarzy:

  1. Jesteś dzielna. Robert jest szczęściarzem:)

    OdpowiedzUsuń
  2. wspaniała Mama, najważniejsze by wyzdrowiał a urodziny nie zając nie uciekną:) zdrówka

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ważne co podoba się innym i jak inni postąpiliby na Twoim miejscu. Grunt, żebyś to Ty była zadowolona i przekonana, że to co robisz jest w ok i czujesz się z tym dobrze. Ja już dawno przestałam przejmować się opinią innych, inaczej bym zbzikowała :)
    P.S. Wspaniałej imprezy życzę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdaniem można świętować bez przyjęcia, bez gości - ważne żeby pamiętać jak ważny to dzień, dla Niego, dla Was rodziców i dla Ciebie bo wtedy zostałaś Mamą :) A podczas przyjęcia urodzinowego najważniejszy jest główny gość więc lepiej, żeby był tego dnia zdrowy i pełen energii :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy wpis. Niektóre sytuacje, wymagają od nas dużo rozsądku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dużo zdrówka dla Was, a dla Roberta wszystkiego najlepszego

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdrówka dla Roberta :-) A co jest odpowiednie dla jego własnego dziecka to każdy rodzic doskonale wie :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tez mam podejście, że warto robić dziecku urodziny nawet jesli tego nie będzie pamiętać. A tu byłoby jeszcze, że jego brat miał urodziny, a do tego przez jego narodziny nie odbyłyby się urodziny starszaka. Więc moga być wcześniej/później, ale warto by były

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie o to chodzi :) Impreza odbędzie się za tydzień, trochę późno, ale na pewno będzie wspaniała :)

      Usuń