poniedziałek, 27 listopada 2017

Dzieci, których nie ma.


Obiecałam, że poruszę ten temat, a staram się zawsze dotrzymywać słowa. Temat jest dla mnie podwójnie trudny, a raczej trudny na dwa sposoby: po pierwsze dlatego, że nasuwa same smutne skojarzenia; po drugie dlatego, że dla mnie samej jest jednak obcy. Osobiście nigdy tego nie doświadczyłam.

Kiedy zastanawiałam się, jak zacząć ten wpis, spojrzałam przelotnie na kalendarz i zobaczyłam tam datę 27 listopada. Przypomniało mi się, że myślałam kiedyś, że to będzie data mojego porodu. A potem pomyślałam o prawdziwej dacie mojego porodu, czyli o 13 grudnia. Przypomniałam sobie, jak to wtedy było.

Byłam wykończona i prawie cały dzień przespałam, ale w którymś momencie zdecydowałam się jednak zalogować do Facebooka i napisać coś tym wszystkim osobom, które oczekiwały wieści ode mnie. Zanim zdążyłam odczytać powiadomienia, moją uwagę przykuło zdjęcie smutnej twarzy koleżanki, która - jak doczytałam - szykowała się do zabiegu. Poroniła i czekała na operacyjne usunięcie martwego płodu.

Jeden dzień, jedna data, dwie matki, dwie ciąże. Dwa porody, dwie operacje. Dwoje dzieci, jedno żywe, drugie nie.

To podobieństwo naszych sytuacji (choć z tak bardzo różnym finałem) sprawiło, że bardzo łatwo mogłam wyobrazić sobie, że jest na odwrót. Że to ja jestem na jej miejscu, a ona na moim. Że to ona po skończonej operacji dostaje pulchną, różową buźkę do pocałowania, a ja po skończonej operacji słyszę, że zabieg przebiegł prawidłowo i że jeszcze będę mogła mieć dzieci w przyszłości. Do dnia 13 grudnia byłyśmy identyczne; obie w ciąży, obie pełne planów, marzeń i pomysłów, jak będzie wyglądać nasza przyszłość z dzieckiem, które rośnie pod sercem.

Próbowałam dla potrzeb tego tekstu policzyć, ile znam kobiet, które poroniły. Przerwałam i stwierdziłam, że taka wyliczanka nie ma sensu. Dużo. Jest ich dużo. Na tyle dużo kobiet, na tyle bliskich mojemu sercu, żebym wiedziała, że to nie jest coś, co zdarza się sporadycznie, ale jest to częsta tragedia, z którą muszą się mierzyć kobiety na całym świecie. Ty je znasz, ja je znam, wszyscy je znamy. Prawdopodobnie znasz kobietę, która poroniła i nie wiesz o tym. One niechętnie o tym mówią. 

A jeśli wiesz, jeśli chcesz pomóc... Bolesna prawda jest taka, że niewiele możesz zrobić. Jest jednak kilka rzeczy, które warto mieć w pamięci. Myślę, że dobrze się stanie, jeśli napiszę o nich tutaj.

Nie wiesz, co powiedzieć.


To nie jest pytanie, to stwierdzenie faktu. Nie wiesz, jakie słowa mogą przynieść ukojenie, jeśli w ogóle takie słowa istnieją. Nie wiesz, co ona czuje. Nawet jeśli masz za sobą podobne doświadczenia. Ile jest kobiet, tyle jest podejść do ciąży i macierzyństwa, i poronienia też to dotyczy. Ona może przeżywać ten ból zupełnie inaczej niż Ty. Poza tym Ty już masz mimo wszystko pewien dystans do tego zdarzenia, bo jakiś czas już minął, dla niej to jest zupełnie świeża sytuacja.

Uszanuj jej żałobę.


Niedawno inna moja znajoma również straciła dziecko. To był 39 tydzień, czyli praktycznie donoszona ciąża. Jej sposobem na przeżycie tego bólu stało się częste i obfite pisanie o tym, jak cierpi i jak bardzo tęskni za swoim maluszkiem.

Jej znajomi nie bardzo potrafili poradzić sobie z tym pisaniem. Przeważnie próbowali mobilizować ją jakoś, żeby się pozbierała, żeby zobaczyła jasne strony życia i chciała żyć dalej.

Daj jej czas. Ona się pozbiera. Może za kilka miesięcy, może za kilka lat. Ona teraz, gdy o tym pisze, czuje się zdruzgotana i nieszczęśliwa. To jest jej żałoba tu i teraz. To nie jest jej normalny stan, to nie jest jej podejście do życia, to nie jest coś, co można oceniać, o czym można mieć opinię, to nie jest jej prawdziwe ja. Za rok o tej porze ona będzie już inna osobą. Teraz pozwól jej się wypłakać.

Uszanuj jej doświadczenie.


Czytałam kiedyś artykuł o tym, że mamy aniołków czują się osamotnione i wykluczone w swoim doświadczeniu. Jedna z takich mam wypowiadała się w nim, że boli ją, że gdy jej koleżanki rozmawiają o ciąży, nikt nie jest ciekaw jej doświadczenia, nikt nie pyta jej o zdanie. A przecież ona też była w ciąży. Pamięta, co pomagało jej na mdłości. Wie, gdzie kupić ładne sukienki ciążowe.

Często tak bardzo boimy się poruszania bolesnych tematów, tak bardzo nie chcemy kogoś urazić, że w efekcie zostawiamy tę osobę samą z jej cierpieniem. Porozmawiaj z nią. Pozwól sobie nawet na gafę. Twoje słowa nie zabolą jej bardziej niż to, co już przeżywa.

Pamiętaj, że "nowe" dziecko nie zastąpi tego utraconego.


O tym pisała już L. M. Montgomery w Wymarzonym domu Ani. Kiedy ktoś wygłosił śmiało, że nowo narodzony synek Ani zapełni miejsce po zmarłej małej Joy, bohaterka sprostowała, że każde z jej dzieci ma swoje własne miejsce.

Każde dziecko jest jedyne i niepowtarzalne - również to utracone. Choć na pewno łatwiej poradzić sobie z utratą dziecka, gdy pojawi się następne. Ale pamiętaj, że "spróbujcie jeszcze raz" to niekoniecznie najlepsza rada dla pary, która niedawno straciła dziecko.

Ojciec też cierpi.


O tym rzadko się mówi, a przecież ojciec utraconego dziecka również odczuwa stratę. Na pewno przeżywa to w nieco inny sposób niż matka. Myślę, że ból mężczyzny połączony jest też z troską o jego partnerkę oraz z poczuciem presji, że musi być dla niej silny. Mężczyzna może starać się nie okazywać, jak bardzo cierpi, żeby dodatkowo nie obciążać kobiety, która przeżyła tak wielką stratę. Tymczasem on też potrzebuje żałoby i ukojenia.

Możliwe, że najlepsze, co możesz zrobić zarówno dla matki, jak i dla ojca utraconego dziecka, to być jak najlepszym wsparciem dla ojca. Wtedy on będzie miał wystarczająco siły, by zaopiekować się swoją partnerką. Wysłuchaj go. Pozwól mu się wypłakać.



Jak o tym mówić? A może lepiej milczeć?


Wspomniałam na początku tego tekstu, że dowiedziałam się o poronieniu mojej koleżanki, przeglądając facebookową tablicę. Widziałam tam również komentarze. Jeden z nich brzmiał mniej więcej tak: "Dziękuję Ci, że się tym dzielisz. Wiele kobiet milczy na ten temat, właściwie nie wiem, dlaczego".

Cóż - ja chyba wiem. Wiele kobiet nie chce opowiadać publicznie o tak intymnej i delikatnej sprawie. I to również należy uszanować. Trzeba też niestety pamiętać o tym, że ile osób wiedziało o ciąży, tyle - prędzej czy później - dowie się o poronieniu. Niektóre osoby wolą poinformować wszystkich jednorazowo, jednym bolesnym, publicznym wyznaniem. I to wcale nie jest epatowanie prywatnością, szukanie uwagi czy publiczne pranie brudów, jak niektórzy zdają się to widzieć, to nie jest niestosowne, to nie jest przesada. To jest nic innego, jak tylko praktyczne wykorzystanie mediów społecznościowych w celu przekazania informacji.

Tematy, o których większość osób woli nie mówić, kojarzą się często z czymś, czego należy się wstydzić. Chciałabym, żeby żadna ze znajomych mi kobiet, które doświadczyły poronienia, żeby w ogóle żadna kobieta nigdy nie czuła, że powinna się tego wstydzić. To nie jest wstydliwa sprawa. To nie jest Twoja wina. Nie zrobiłaś nic złego. Nie jesteś gorsza. Jeśli nie chcesz o tym mówić, nie musisz. Ale wiedz, że możesz.

Jak pomóc?


Napisałam sporo na temat tego, czego nie należy robić, nie należy mówić. A co w takim razie zrobić, co powiedzieć?

Myślę, że to sprawdza się zawsze: po prostu bądź blisko. Dotrzymaj towarzystwa. Nie mów za wiele, raczej pozwól się wygadać. Ale też nie ciągnij za język, jeśli nie chce o tym mówić. Zajmij czas, zajmij myśli. Jeśli zdołasz, to spróbuj rozbawić. Nie próbuj rozbawiać na siłę. Może po prostu pogapicie się razem w ścianę i to będzie w tym momencie najlepsze wsparcie.



20 komentarzy:

  1. Znam temat aż za dobrze. Straciłam trójkę dzieci. Na ten ból nic nie pomaga tylko czas.

    OdpowiedzUsuń
  2. Temat faktycznie bardzo trudny. Ja na szczęście nigdy tego nie doswiadczylam ani nikt z bliskich mi osób. Poznałam kilka osób która przeżyły taka stratę ale to już dawno, na długo przed tym zanim je poznałam. Ale temat trudny, nie wiem czy potrafilabym zacząć rozmowę, chyba balabym się że uraze albo zranie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ciężko zacząć rozmowę na ten temat. Ja wychodzę z założenia, że najlepiej zapytać taką osobę, czy chce porozmawiać i po prostu pozwolić jej mówić. Zapewnić ją, że w razie potrzeby jesteś przy niej i możesz wysłuchać.

      Usuń
  3. Nie doświadczyłam takiej sytuacji i obym nigdy nie musiała przez taką sytuację przechodzić :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też Ci życzę, żebyś nigdy tego nie doświadczyła! :* Zresztą, każdej osobie życzę, żeby to się nie zdarzało.

      Usuń
  4. Kurcze... Temat strasznie przykry i trudny zarazem... Na szczęście nikt z mojego najbliższego otoczenia takiej straty nie doświadczył...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim najbliższym otoczeniu zdarzyła się taka strata. Niestety, to zdarza się wielu osobom, często pewnie nawet nie mamy o tym pojęcia...

      Usuń
  5. Cieszę się, że mówi się o tym coraz więcej. Szczególnie, że poronienia nie są wcale rzadkością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też myślę, że to nie powinien być temat tabu.

      Usuń
  6. Niestety jak to w życiu bywa...
    Są ludzie, którzy marzą o dziecku i nie mogą go mieć i są tez tacy, którzy maja i nie potrafią docenić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Myślę o tym za każdym razem, gdy słyszę o jakichś przypadkach przemocy wobec dzieci :( Że kto inny oddałby wszystko, żeby mieć takie dzieciątko i dać mu cudowne dzieciństwo...

      Usuń
  7. Chyba nikt kto tego nie doswiadczyl nie jest w stanie wyobrazic sobie co czuje matka po stracie dziecka... ja nie jesten sobie w stanie tego wyobrazic i codziennie modle sie o zdrowie dla swoich dzieci chyba bym po prostu tego nie udzwignela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Śniło mi się kiedyś, że Robert umarł i to był najstraszniejszy sen w moim życiu.

      Usuń
  8. To okropne. Nie wyobrażam sobie przeżywać takich katuszy 😣😣😣

    OdpowiedzUsuń
  9. Zawsze 10 października mam swój dzień zadumy i rozmyślań. Minęło już 8 lat, ale wciąż pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Temat najtrudniejszy z możliwych, ale dobrze jest go poruszać, dobrze o tym mówić. Jesteśmy tak różni, różnie radzimy sobie ze stratą, czasami wystarczy po prostu być obok. Innym razem pozwolić na wypłakanie wszystkich łez...

    OdpowiedzUsuń