poniedziałek, 7 września 2020

Było sobie lato

Wrzesień miał w tym roku mocne wejście. Wraz ze zmianą kartki w kalendarzu obudziliśmy się w nowej rzeczywistości, w której wieje chłodny wiatr, niebo zasnuły szare chmury, a dni wydają się nagle o wiele krótsze.

Kiedy byłam mała, początek września wyznaczał dla mnie koniec lata. Teraz czuję się podobnie i trochę nie dowierzam w te kilkanaście dni astronomicznego lata, które są jeszcze przed nami. Za oknem widzę jesień.

Lato 2020 było specyficzne chyba dla nas wszystkich.

Tegoroczne lato


Bardzo dobrze pamiętam, co robiłam przez cały lipiec i sierpień, i choć lato przeminęło trochę obok mnie, nie mam poczucia zmarnowanego czasu.

Pisałam. Najpierw powieść, później opowiadanie, dwa zupełnie nowe teksty, niezwiązane z moimi wcześniejszymi projektami. Oba dopracowywane pod pewną presją czasu, by zdążyć przed upływem terminu. Powieść wysłałam na konkurs, opowiadanie - do antologii.

Rozpoczęcie i doprowadzenie do końca dwóch nowych projektów literackich pozwoliło mi odczuć, że nie jestem przywiązana do jednej historii i jednego pomysłu. Wręcz przeciwnie, pomysłów mi nie brakuje. Codzienna, intensywna praca nad tekstem literackim była cennym treningiem i zarazem sprawdzianem: czy to jest właśnie to, co chcę robić? Tak, zdecydowanie odpowiedź brzmi: tak.



Nie pojechaliśmy nigdzie na wakacje. Rzadko spotykaliśmy się z przyjaciółmi i z rodziną. Czas umilały nam spacery, jednodniowe wypady w ciekawe miejsca, i przede wszystkim - szaleństwo w ogrodzie. 

Nie odbył się ani jeden Festiwal Kolorów. Niektóre ważne rodzinne uroczystości musiały zostać odwołane. Nie zrobiliśmy, jak co roku, imprezy dla znajomych z grillem i basenem. Niemal pod każdym względem te wakacyjne miesiące wyglądały inaczej niż zawsze.

Marzy mi się...


... świat bez COVIDa, naturalnie. Nie jestem w tym odosobniona. Marzy mi się, że spotykamy się w dużym gronie i nikt nie musi się zastanawiać, czy zachowane zostały normy bezpieczeństwa. Marzę o beztroskim wymienianiu uścisków na powitanie i jedzeniu chrupek z jednej paczki, bez obawy, czy to higieniczne. Czy taki świat wróci? Nie mam pewności. Może ten poziom beztroski opuścił nas na dobre. Może z czasem przyzwyczaimy się do nowych reguł gry i przestaniemy za tym tęsknić.

Marzą mi się podróże, te wszystkie miejsca, o których rozmawiamy co roku z mężem i za każdym razem coś nam wypada, że nie możemy jechać. Jak żartują niektórzy - w tym roku po raz pierwszy nie polecieliśmy na Malediwy z powodu pandemii. Wcześniej to było z braku kasy :D Wiem, że wiele osób podróżuje nawet teraz, i że dla chcącego nic trudnego... Przyznaję zatem, że nasza chęć podróżowania to raczej fantazja niż konkretny plan. Nie ukrywam też, że trochę obawiam się podróżowania z dwójką małych dzieci. Może poczekamy, aż podrosną ;)

Marzę o spontaniczności, braku planowania, o tym, że pewnego dnia wsiadamy w auto i jedziemy na drugi koniec Polski, bo tak się nam właśnie umyśliło. Marzę o znalezieniu śmiesznej nazwy na mapie i podjęciu w pięć minut decyzji, że jedziemy tam. To byłoby w naszym stylu. Wierzę, że kiedyś tak zrobimy.


Wrzesień


Jak dotąd, wrzesień okazał się dla nas łaskawy. Wiem, że to niemądre chwalić go teraz, gdy minął zaledwie tydzień i jeszcze wiele może nas zaskoczyć. Ale patrzę, co dzieje się wokół, i nie mogę nie docenić faktu, że moje dzieci chodzą do sprawdzonego, dobrego przedszkola, nie przeżyły z początkiem września żadnego szoku, nie muszą się na szybko przystosowywać do nieznanej sytuacji. Widzę, z czym musicie się borykać, rodzice dzieci chodzących do szkoły. Trzymam mocno kciuki za Was i za Wasze pociechy. Będzie lepiej, zobaczycie. Najtrudniejsze zawsze są początki.

Jesteśmy zdrowi, bezpieczni, czasem trochę zmęczeni, czasem dopada nas zniechęcenie, Ale omijają nas wielkie wstrząsy. Staramy się doceniać to, co mamy.

Żegnaj, lato, na rok!


Powtarzalność pór roku to jedna z największych zalet upływającego czasu. Rok temu w kalendarzu widniała ta sama data. Jak wiele od tego czasu zdążyło się wydarzyć, prawda?

Jeśli lato 2020 nie do końca Cię zadowoliło, poczekaj na to następne, 2021. Ono ma szansę nadrobić to, w czym poprzednie zawiodło. A po nim przyjdą jeszcze inne. Może nie warto oglądać się wstecz, skoro tyle jeszcze przed nami.

Kiedyś bardzo zależało mi na tym, by wykorzystać do ostatka każdy dany mi dzień. Wakacje, świąteczne dni, szczególne okazje. Teraz, choć jestem starsza, podchodzę do tego z większym spokojem. Nie marnuję czasu, ale też nie martwi mnie jego upływ. Przecież nigdzie się jeszcze nie wybieram.





6 komentarzy:

  1. Jeszcze trochę słoneczka jest, także można napawać się zielenią i promykami słońca

    OdpowiedzUsuń
  2. Pogoda jeszcze sprzyja rodzinnym wypadom. Do "koronki" musimy się przyzwyczaić.Wygląda na to,że zostanie już z nami na zawsze.Z przyjaciółmi witam się spontanicznie. Tak bardzo jest to nam potrzebne.Wsparcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, potrzebujemy bliskości i wsparcia. Pozdrawiam Cię serdecznie :*

      Usuń
  3. Podobno ten tydzień ma być ciepły. Więc możemy jeszcze korzystać z błogiego słońca. My byliśmy na Roztoczu, cicho, spokój. Tego nam było trzeba.

    OdpowiedzUsuń