piątek, 22 maja 2020

Okres.




Dziś nie będzie o dzieciach, przynajmniej nie o małych. Będzie o dziewczynie, nastoletniej. A także o dorosłej kobiecie. I o wielu kobietach, które znacie. Możliwe, że nawet nie wiecie, że ten problem ich dotyczy.

Wyobraźcie sobie tę sytuację:
Środek dnia, może wczesne popołudnie. Zima, wszędzie dużo śniegu. Na cmentarzu na jednej z ławek leży dziewczyna, zupełnie sama. Trudno powiedzieć, jak długo tam leży, w końcu wstaje, zakłada plecak i idzie dalej. Nikt do niej nie podszedł, co w sumie do tej pory ciężko mi zrozumieć. Może nikt nie zauważył?

Inna sytuacja, dziewczyna nieco starsza, mniej więcej dwudziestoletnia, leży na przystanku tramwajowym niedaleko biblioteki uniwersyteckiej. Wczesna godzina, a od dziewczyny nie czuć alkoholu, ludzie wolą jednak nie ryzykować. Wsiadają, wysiadają, sprawdzają rozkład jazdy, udają, że jej nie widzą. Wreszcie jedna osoba decyduje się podejść i zapytać, co się dzieje. Jakiś czas później przyjeżdża karetka, zabiera dziewczynę na SOR.

Po latach prawie nie wierzę w opisane tu historie, byłabym skłonna przyjąć, że to mi się przyśniło. O młodzieży gimnazjalnej mówiło się w tym czasie różne rzeczy, mniej dziwi mnie zatem gimnazjalistka z plecakiem, której nikt nie pomógł, niż dwudziestolatka, którą bezrefleksyjnie minęło mnóstwo osób, zanim ktoś zdecydował się zareagować. Pamiętam chłopaka mniej więcej w tym samym wieku, co ja wówczas. Przez dobrych kilka minut siedział na tej samej ławce tuż obok mnie.
Moja własna bierność w tej sytuacji też mnie po latach trochę dziwi, ale myślę, że połączenie słabości, obezwładniającego bólu i zawstydzenia zrobiło swoje. Gdybym jeszcze miała jakąś ciężką chorobę, która wymagałaby poważnego traktowania, pewnie głośno domagałabym się uwagi. Ale wzywać pomocy dlatego, że mam okres?...

Okres.


U niektórych kobiet trwa nie dłużej niż trzy dni.
U innych nawet półtora tygodnia.
Czasem boli tylko przez jeden dzień.
Czasem początek okresu oznacza niemal tydzień bólu, który mogą ukoić tylko silne środki przeciwbólowe.
Krwawienie bywa nieduże, mało kłopotliwe, a bywa i tak, że żadna ilość superchłonnych podpasek nie uchroni cię przed plamą na pościeli.
Dla niektórych kobiet PMS jest gorszy niż sam okres.
Bywamy rozdrażnione, nerwowe, przygnębione, senne, zmienia nam się apetyt.
Czasem nie da się nic przełknąć, bo zbiera na wymioty.
Niektórym z nas bardziej dokucza ból głowy niż ból brzucha.
Jedna kobieta ma miesiączki regularne jak w zegarku, potrafi przewidzieć co do dnia, kiedy dostanie okres. Inna pomimo konsultacji z różnymi specjalistami nie jest w stanie uregulować swojego cyklu. 
Zdarza się, że dolegliwości związane z menstruacją mijają po urodzeniu pierwszego dziecka. Ale nie zawsze tak jest.

Każda z nas miesiączkuje inaczej. Mało tego, nawet ta sama kobieta w jednym miesiącu będzie przechodzić okres bezboleśnie, a w następnym nie da rady podnieść się z łóżka bez solidnej dawki leków przeciwbólowych. Kiedy jeszcze zmagałam się z bolesnymi miesiączkami, nigdy nie wiedziałam, czy w danym miesiącu przydarzy mi sytuacja podobna do tych, które opisałam na początku tekstu.

Pewien ginekolog doradził mi, żebym zaczęła zażywać nospę kilka dni przed spodziewanym okresem. Zrobiłam tak tylko raz. To, co nastąpiło później, wspominam jako najbardziej bolesną miesiączkę w życiu. Nospa nie działała w ogóle, miałam wrażenie, że się na nią uodporniłam.

Inny lekarz polecał mi, żebym w dniu spodziewanej miesiączki na wszelki wypadek nie wychodziła z domu. Nierealne! Uczyłam się, pracowałam, miałabym co miesiąc brać dzień wolnego? Zresztą, po około dwudziestu latach miesiączkowania (wcześnie zaczęłam) nadal nie umiem przewidzieć co do dnia, kiedy pojawi się okres. Mam regularny cykl, ale to zawsze jest plus-minus jeden dzień. Nie wiem, macie podobnie? Kilka osób zdziwiło się, kiedy im o tym powiedziałam, ktoś nawet straszył mnie okropnymi konsekwencjami takiego nieregularnego cyklu dla mojego zdrowia i płodności...

Obecnie nie mam problemu z bólem menstruacyjnym, należę do tych szczęśliwych kobiet, którym przeszło po urodzeniu dziecka. Wiem, że nie zawsze tak jest. Natomiast ciągle zdarzają mi się bardzo obfite krwawienia. Trzydzieści trzy lata, matka, żona i porządna obywatelka, i nadal czasem mam czerwone plamy na prześcieradle. Albo na ubraniu. Walczę z tym, ale nie zawsze mi się udaje.

Wstyd.


No właśnie, czy już Was oburzyłam? Piszę tak otwarcie o czymś, co przecież jest wielkim tabu. Odkąd pamiętam, o miesiączkach nie mówi się głośno ani wprost. Nawet w kobiecym gronie bywa to krępujące, a co dopiero, gdy w towarzystwie jest mężczyzna!

Nie jestem zwolenniczką happeningów z malowaniem obrazów krwią menstruacyjną, nie przeszkadza mi błękitna krew w reklamach podpasek (choć wiem, że niektórych bardzo to irytuje), jednak dziwi mnie, że w dwudziestym pierwszym wieku ten temat nie jest już trochę bardziej oswojony. Przecież dotyczy praktycznie każdej kobiety, każdej nastolatki. Pomyśl, spotykasz dowolną kobietę w wieku rozrodczym i wiesz, że na 90% ona miesiączkuje. Czemu o tym nie rozmawiamy?

Od zawsze byłam uczona, że miesiączka to wstydliwy temat. Używałyśmy z koleżankami setek eufemizmów, przyjeżdżała do nas ciocia czerwonym autobusem, bolał nas brzuch, nie żołądek!, wszystko po to, by nie powiedzieć wprost, że chodzi o okres. W związku z bolesnym miesiączkowaniem bardzo często musiałam się tłumaczyć - czemu nie było mnie w szkole, dlaczego odwołałam spotkanie, czemu przyjechałam później niż się umówiliśmy? Trochę trwało, zanim nauczyłam się mówić, że to przez okres. Przyznam, że w niektórych sytuacjach wolałam, gdy moi rozmówcy pomyśleli, że cierpiałam z powodu kaca, nie z powodu miesiączki!

Teraz nie wyobrażam sobie, żebym miała się tego wstydzić. Jestem kobietą, mam dwóch małych synków, nie jestem w kolejnej ciąży, zatem to dość logiczne, że miesiączkuję. Oczywiście, nie będę obnosić się z krwawymi plamami na odzieży, bo to zwyczajnie nieestetyczne. Ale jeśli otwieram torebkę i wystaje z niej paczka podpasek - to żaden powód do wstydu :)

Kiedyś moi synowie będą spotykać się z dziewczynami. Wierzę, że temat miesiączki nie będzie wprawiał ich w zażenowanie, będą z nim od dawna oswojeni. Już ja się o to postaram :)


Jestem ciekawa, jakie macie przemyślenia w tym temacie?

18 komentarzy:

  1. Mamy przechlapane. My kobiety. Co do obojętności?Sorry! Takie życie sobie sprawiliśmy sami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja staram się jednak reagować, gdy widzę, że mogę pomóc :)

      Usuń
  2. Nie wiem dlaczego, ale ja nie czuję, zeby to b ył temat tabu. Tzn w domu tak, ale nigdy w gronie koleżanek czy kolegów. Moj partner też akceptował stan rzeczy dość entuzjastycznie i wspierał mnie czekoladą, ibuprofenem oraz towarzystwem na SORach. Znam ten ból. Czasami to nie był brzuch, ani głowa tylko plecy... O Boże! A jak wszystkie trzy dawały mi popalić jednocześnie to wymiotowałam. Nie zliczę ile razy odwiedzałam SOR żeby mi podali przeciwbólowe w zastrzykach, bo tabletki zawracały... Nie bylo lepiej ani po pierwszym ani po drugim porodzie. Rodziłam bez znieczulenia, bo w zasadzie do ostatniej fazy nie było wcale gorzej niż wtedy gdy odwiedzałam SOR. Żałuję, że tak długo musiałam szukać rozwiązania. Żałuję, ze do wielu środków podchodziłam jak do UFO. Odkąd odkryłam kubeczek menstruacyjny nie mam takich bóli. To nie dziala magicznie, ze wkladasz i znikają wszystkie męki oraz bóle, ale... po roku uzytkowania mogę powiedzieć, że z kazdym okresem bolało mniej. No i najlepsze jest że z 8dniu dni skróciło się do 5ciu. Czasem zapominam, ze mam okres. Na początku było zabawnie, bo miałam takie fantomowe odczucie, ale o tum się naparwdę zapomina. Nie tak jak przy podpasce: sprawdzaj czy nie przeciekło, dziwnie się chodziło i siadało, a jak się czasem do skóry przykleiła... koszmar do którego nie chcę wracać.
    Jaga Gibson

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, naprawdę sporo z tym przeszłaś... Ciekawe, nie wiedziałam, że kubeczek pomaga również na ból.

      Usuń
    2. Używam kubeczka od 2 lat i też za nic w świecie nie chcę wracać do podpasek. Komfort bez porównania!

      Usuń
    3. Coraz więcej osób poleca te kubeczki! :)

      Usuń
  3. Nie jest to dla mnie temat tabu, nie ukrywam tego przed bliskimi. Natomiast jest to dla mnie coś intymnego. Nie rozmawiam o tym na głos w takich samych sytuacjach, w których nie opowiadałabym otwarcie na przyklad, jaką straszną biegunkę miałam po zjedzeniu kebabu z ostrym sosem. Po pierwsze, jest masa osób, których to nie interesuje (raczej większość), niektórych mają prawo takie intymne szczegoly z życia obcych krępować, i nie ma w tym nic złego. Tak samo nie z każdym i nie w każdym towarzystwie rozmawiam o moim życiu seksualnym. Nie dlatego, że się wstydzę i traktuje jako krępujące tabu, tylko zwyczajnie to jest moja, intymna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że rozmawiałyśmy już kiedyś na ten temat :) Jasne, oczywiście rozumiem brak chęci, by rozmawiać o intymnych sprawach.

      Usuń
  4. To trudny okres(czas) dla wszystkich kobiet

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo potrzebny wpis. Przede wszystkim dlatego żeby uświadomić niektórym, że naprawdę każda kobieta może przechodzić okres inaczej i to nie jest żadne widzimisię tylko naprawdę można przeżywać ogromny ból w trakcie okresu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie ukrywam tego przed moimi dziewczynkami ,chociaż są bardzo małe. Niech się uczą i dorastają w poczuciu, że jest to coś normalnego. Też nie rozumiem, czemu to tak wiele osób traktuje jak coś wstydliwego. Bardzo mądry wpis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Ja też nie ukrywam przed moimi synkami, choć trudno mi stwierdzić, ile z tego rozumieją.

      Usuń
  7. ja jestem zdziwiona kiedy facet czuje się zażenowany tematem. Okey, może bez szczegółów, ale bez przesady. Mój mąż od samego początku jeździł mi po podpaski, to nie jest przecież ŻADEN powód do JAKIEGOKOLWIEK wstydu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż (a wcześniej chłopak) bardzo szybko poznał prawdę o moich okresach, nie było innej możliwości :)

      Usuń
  8. Ja jestem dziewczyną, która o 6 rano leżała na peronie na dworcu. Jakieś w miarę trzezwe zuliki sprowadziły kogoś z obsługi jakiegoś pociagu i dopiero on zadzwonił po karetkę. To nie może być tabu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, jak dobrze, że można czasem liczyć na żulika! :o

      Usuń